Dzisiaj moje ADHD na treningu chciało mnie zabić. Ewentualnie uznało, ze musimy poznać swoje 1 rep max w przysiadzie jeśli wierzymy w jego dobre intencje. Bo zamiast rozpisanej w progresji 55 kilogramowej sztangi uznało, że podmieni w mojej głowie 55 na 75, czego oczywiście nie sprawdziłam w zeszycie, bo po co i wesoło nałożyłam taki właśnie ciężar na sztangę. Nie zastanowiło mnie to, że dotychczas nie wyciskałam swojej wagi na niczym poza hip trustem i glute bridgem, generalnie nic nie niepokoiło mojej głowy aż nie usiadłam w przysiadzie i nie odkryłam, ze tak jakoś turbo ciężko jest wstać juz za pierwszym razem, a zwykle robi się trudno dopiero przy 3-4 powtórzeniu. No ale jak się usiadło to trzeba było coś z tym zrobić, więc zebrałam całą zgromadzoną w ramach tego ups i nagłej realizacji pomyłki adrenalinę i podniosłam się do góry po czym na miękkich nogach i z trzęsieniem d⁎⁎y odłożyłam tego potwora na stojak i zabrałam się za zdjęcie 20 kg. W każdym razie wychodzi na to, że umiem podnieść drugą siebie przynajmniej raz do góry zanim zemdleję 😁
Zdjęcie obrazuje mnie jeszcze nie spodziewającą się dzisiejszej prawie śmierci. Za tydzień podrzucę porównanie statsów z zakończonego planu 8 tygodniowych treningów. Stay tuned 😘
Cel osiągnięty, protokół drugiej fazy, czyli przejścia na utrzymanie masy ciała rozpoczęty obecnie +200 kcal w diecie w stosunku do 1800 kcal jakie mialam na deficycie. CPM przy założeniu umiarkowanej aktywności wylicza się na 2500 kcal.
Dzisiejszy trening góry wyszedł świetny. W końcu po 5 tygodniach dałam radę przejść z hantli 12 na hantle 14 w wyciskaniu hantli na skosie dodatnim, chociaż przy ostatniej serii musiałam poprosić o spoting bo nie udało mi się podnieść jedną ręką hantla więc dostałam piętra, że sobie ten hantel na twarz lub cycki upuszczę. Dużo serii też przypadkiem wychodziło do upadku mięśniowego na prawej, słabszej ręce, chociaż lewa też mocno dostawała. Zwykle ćwiczę do 1-2 powtórzeń przed upadkiem. Na koniec jeszcze dorzuciłam turbo kardio w postaci rowerowych zajęć zorganizowanych do muzyki.
Niedługo przechodzę też na inny sposób ogarniania posiłków - będę próbować swoich sił w prepmealu. Dajcie znać czy chcecie kontent jedzonkowy tego typu ❤️
Dawno cus nie wrzucałem. Krótkie biegi to nie ma co się chwalić. Ostatnio złapało chorubsko takze odpuszczenie treningów że 20 dni. W upale dość ciężko się biega, rano najlepiej,ale niestety trzeba się wcześnie kłaść spać,ale to wszyscy muszą :p póki co wolę chłodniejsza porę, na 8km była dziś mordowania, dużo wody zatrzymałem w sobie po słonych przekąskach eh:p walczymy dalej ! #sztafeta #biegajzhejto #trening
Śmierdakowa już z nami nie ma miał piękny pogrzeb #pdk )
Dlaczego socjal media w większości przypadków to źródło wiedzy dla debili? Oto dlaczego.
Ćwiczenie 1, kontuzjogenne w luj- po co rotować tak barki? Chyba tylko aby dać fizjoterapeucie zarobić.
Ćwiczenie 4 to nie wiem czy trzeba komentować? Bo jak mam tłumaczyć to obrażę wasze zdolności umysłowe xD
W ogóle większość tych ćwiczeń co na Facebook od święta jak wejdę, się pojawiają to dramat dla ludzi, którzy żadnym nakładem pracy chcieliby coś osiągnąć. Może nie mam dużego stażu ale uważam, że im ćwiczenie bardziej udziwnione i wprowadzające element niestabilności tym bardziej nadaje się do wyjebanoa na śmietnik (a tak naprawdę wy⁎⁎⁎ie wam stawy).
Czy korzystał ktoś może z Wirtualnej Sekcji Strzeleckiej od Omnis Arma i może gdzieś ma w swoim prywatnym archiwum zapisane nagrania z tego kursu? Kiedyś korzystałem i chciałbym jedną czy dwie rzeczy sobie odświeżyć, a płacić gruby hajs po raz drugi dla kilkunastu minut to tak średnio
#pytanie #strzelectwo #bron #bronpalna #trening i trochę #piractwo
Cały czas zliczam kalorie przez aplikację MyFitnessPal, ruch też jest, staram się zgodnie z zaleceniem aplikacji garmin robić 170minut ruchu tygodniowo - zwykle rower. Nadal spożywam 1800-2000kcal w tym poniżej 100g węgli.
Ten tydzień przyniósł wiele zmian, odstawiłem granie na komputerze - postanowiłem skupić więcej uwagi na rodzinie, zacząłem odrabiać lekcje z synem. Zapisałem się na psychoterapię żeby poukładać sobie w głowie - nadmiernie myślę o chorobach, każdego dnia umieram w myślach setki razy.
Co do zgagi i refluksu - mam prawie całkowitą pewność że jest to zgaga nerwicowa - leki uspokajające przepisane przez lekarza pomagają, a dodatkowo mniej mi się kotłuje w głowie i wraca apetyt.
Pomyślałem że w trwaniu w celu pomoże mi zapisanie się na jakieś wydarzenie sportowe, więc zapisałem się na bieg Warszawska Dycha 28 września i opowiedziałem o tym najbliższej rodzinie. Nawet mój tata się na nią zapisał i jest bardzo podekscytowany faktem że ja chce spróbować (on jest maratończykiem i polmaratonczykiem amatorem).
41 minut, 10 serii, wszystko w pełnym ROM, z akcentem na ekscentrykę.
Wszystko poza spięciami brzucha w pasie, wznosy z linką w opaskach celem eliminacji chwytu.
Na ~30 minut przed treningiem ok. 50g cukierków - nadkompensacja glikogenu, nabicie mięśniowe, energia - 50g WW
Bezpośrednio, do 15 minut po, 2 jogurty pitne proteinowe - 52g B, 40g WW, 10g T
Makro bez zmian, jakieś 96,3 na budziku na czczo. Progress siłowy w praktycznie każdym ruchu względem poprzedniej jednostki. Umiarkowana aktywność aerobowa w ciągu dnia.
A swoja droga reverse pec deck, przy dniu push to wg mnie taka niestandardowa kombinacja, bo ten miesien (rear delt) to jednak uzywamy do ciagniecia, razem z plecami.
Dziś podsumowanie na tagu #dildonadiecie dziś dzień ważenia. Bardzo dziękuję wszystkim za komentarze wsparcia, pomaga mi to trwać dalej w wyzwaniu.
Waga: 107kg (-0.8kg)
Do celu 17kg.
Cały czas jem mało węgli, zero cukru, kawę raz piłem rozwodnioną ale nie potrzebnie.
Pomidorów muszę unikać bo zgaga prawie pewna.
Mój jadłospis to zwykle 2-4 jajka na śniadanie, kromka chleba, ser i czasem wędlina, do tego rzodkiewki, ogórek albo jakiś miks sałat.
Moje dobowe makro wygląda mniej więcej następująco: W: 100g (lub mniej), B: 100-150g, T: 80-110g, do tego błonnik bo pomaga mi na jelita i dwójeczkę :D
Jeśli chodzi o zmianę trybu życia to na szczęście rodzina mnie wspiera, nawet mój tata sportowiec (amator) dał mi swój zegarek Fenix 6X Pro Solar bo ostatnio kupił sobie nowy. Syn wczoraj kazał mi wstawać z kanapy bo on chce do lasu Kabackiego na rower (oczywiście pojechaliśmy), i też mówi że on nie chce węglowodanów <3
Jeśli chodzi o zgagę to jest spora poprawa, zdarza się po niektórych produktach (cebula, pomidor, duża ilość mąki i smażone) ale w ciągu dnia mogę funkcjonować, nawet mój język nie jest już poparzony kwasem.
Jeśli chodzi o suple to codziennie biorę:
Aliness B Complex,
Narum Forte ( @Paciu06 dzięki, faktycznie spora poprawa w pracy jelit) i psychobiotyk,
Co do akcesoriów - cały trening w pasie (większa tłocznia brzuszna, wyłączenie skosów i prostowników - dbam o talię), wszystkie ruchy od 1 do 4 w paskach (eliminacja faktora chwytu), 5 i 6 w opaskach do wyciągów (jak te, z którymi niektóre kickbacki robią, wyłączenie chwytu z pracy).
Bezpośrednio po, ~10 minut, jogurt pitny proteinowy - 26 B, 20 WW, 5 T
~ 45 minut po postworkout - 400g piersi z kurczaka w przyprawie gyros, jogurt proteinowy (stały), Monster 500 ml - 96 B, 86 WW, 30 T
Łączne makro w DT: 220B, 400-440WW, 80-110T (~3500-3600 kcal), luźny IIFYM, duży postworkout + 3-4 porcje pełnowartościowego białka i węgli dla maksymalnej MPS i odbudowy glikogenu.
@RobertVanPlitt zawsze mnie ciekawiło jaka formę prezentują osoby które używają angielskich nazw ćwiczeń i wiedzą dokładnie ile spożywają makroskładników w posiłkach.
@rogi_szatana angielskie nazwy są praktyczniejsze, bo wiele aplikacji treningowych zachowuje nazewnictwo w tym języku, a do tego w Polsce niektóre ćwiczenia są znane pod różnymi nazwami. W angielskim jest to raczej uspójnione, a przynajmniej w mainstreamie. W anglojęzycznym necie dzieje się dużo więcej, dużo więcej badań i ich późniejszych omówień. Jeśli ktoś czerpie wiedzę głównie stamtąd, to niektórych ćwiczeń pewnie nawet nie potrafiłby nazwać po polsku.
Jaką formę prezentuję? Siłowo i sylwetkowo raczej lepszą niż przeciętny bywalec siłowni. Trening siłowy w ostatnich latach stał się znacznie efektywniejszy, dzięki rozwojowi nauki.
"Szukam partnera do treningów – pomóżcie, bo sam już nie daję rady"
Hej, od dłuższego czasu próbuję ogarnąć regularne treningi, ale samemu ciężko mi się zmotywować. Bez kogoś obok przypomina mi się przeszłość, a rodzina tylko rzuca "weź się za siebie", co więcej demotywuje niż pomaga.
Problem #1: Na siłowni brakuje mi kogoś, kto by ciągnął w górę. Próbowałem już szukać, ale ludzie albo ghostują po jednym treningu, albo szukają czegoś więcej niż wspólnego wyciskania.
Problem #2: Chciałbym też pograć w piłkę/kosza dla zabawy, ale nie mam stałej ekipy. W mieście (Żywiec/Bielsko-Biała) niby są grupy, ale ciężko trafić na normalnych ludzi.
Pomysł: Jak już znajdę kogoś do współpracy, to może założymy wspólne social media z postępami? Taka dodatkowa motywacja i kontrola.
Pytanie do Was:
Gdzie szukać osób do wspólnych treningów? (Grupy FB, fora, może jakieś lokalne miejscówki?)
Może znacie jakieś sprawdzone sposoby na nieghostowanie?
Szybki update w ramach #pedalujezasilanyhejto Wczoraj wieczorem wjechał tylko spacer i trochę rozciągania, dzisiaj czeka mnie zaraz po pracy 25 - 27 km w 3 strefie. Obchodzę się z sobą jak z jajkiem, żeby nie wyłapać żadnej kontuzji, tylko powoli rozkręcić się do dawnych możliwości.
Największy plusem mojego postanowienia, jest póki co mental. Boże jak ja się cieszę z powrotu do tych prochów, dbania o michę i sen. No i ten wieczny haj endorfinowy - póki co bajka, więc korzystam z tego ile się da! Poza tym trening w ciągu dnia potrafi za⁎⁎⁎⁎ście poprawić harmonogram tego dnia. Nie ma czasu na dupogodziny przed kompem w pracy, tylko wypycham jak najwięcej rzeczy przed 17, bo zaraz trzeba wskoczyć w galoty i pedałować. No i kolejny plus, nie ciągnie do piwka, drina czy innego rozluźniacza wieczorem, bo z innego zródła leci dopamina do mózgu P-O-L-E-C-A-M
@<em>Maniek</em> mi się udało wyszarpac je na allegro jakieś 2-3 lata temu. Teraz bidony nie mają zamknięcia, co przy jazdach po szutrze latem, jest tragedia, jak trzeba cały ten unoszący się pył wkładać w usta.
Od dekad niekwestionowanym dogmatem w świecie treningu siłowego stało się uważanie wyciskania leżac za swoistego króla ćwiczeń klatki piersiowej. Dogmat ten niewątpliwie spopularyzował, tak jak i wiele innych bzdur, ale to nie temat na dziś, Arnold Schwarzenegger. I jak jeszcze do niedawna kwestionowanie tego było proszeniem się o zostaniem banitą, tak w ostatnich latach wiele w kontekście wiedzy poszło do przodu, ale nadal są ludzie żyjący przeszłością i z tego powodu warto byłoby się pochylić nad tym, dlaczego wyciskanie leżąc jest, ujmując kolokwialnie, do d⁎⁎y.
Biomechanika
Głównym zadaniem mieśnia piersiowego wielkiego jest przywodzenie ramienia do tułowia. W przypadku wyciskania leżąc nie ma o tym mowy, gdyż jest to ruch wertykalny (właściwie po semiparaboli), w którym prime moverami są tricepsy i przednie aktony mięśnia naramiennego, nie klatka. Z tego właśnie powodu wiele osób skarży się na to, że owe mięsnie przejmują wiele pracy względem klatki w tym wzorcu ruchowym. Z tego powodu o wiele sensowniejszym wyborem będzie wariant rozpiętek/krzyżowania linek czy pec deck, gdyż ruchy te w całości opierają się na przywodzeniu ramienia, w wyniku czego wyłączają z pracy tricepsy umożliwiając pełną pracę klatki piersiowej. Benchpress, tak jak każde ćwiczenie z wolnym ciężarem, nie generuje stałego napięcia mięśniowego w fazie ekscentrycznej ruchu, gdyż maksymalne napięcie osiągamy w fazie szczytowego napięcia, a jak wiadomo, napięcie w fazie ekscentrycznej, czyli rozciągania, jest kluczowe w kontekście rozwoju masy mięsniowej, albowiem w fazie opuszczania jesteśmy najsilniejsi, zwłaszcza w zestawieniu z fazą pozytywną (spinania), w której jesteśmy najsłabsi. Więcej możemy opuszczać pod kontrolą niż wypychać.
Zakres ruchu
Wyciskanie leżąc nie pozwala nam na pełne rozciągnięcie mięśni piersiowych z racji tego, iż trzymana w dłoniach sztanga jest fizyczną barierą - szybciej dotkiemy nią klatki niż rozciągniemy mięsień. W BP rozciągamy klatkę na około 50-60%, co moim zdaniem absolutnie dyskwalifikuje ten ruch w kontekście rozwoju mięśni klatki. Nauka dowodzi, iż za największy stymulus do wzrostu odpowiada faza rozciągania, zwłaszcza pod napięciem mechanicznym, z powodu chociażby obciążenia zewnętrznego. Między innymi z tego powodu doświadczeni kulturyści stosują w swoich treningach lengthened partials (ruchy cząstkowe), które pozwalają wykonać kilka dodatkowych mikropowtórzeń w fazie negatywnej ruchu, po dojściu do upadku w fazie pozytywnej - jest to po prostu większy bodziec. Przy wyciskaniu leżąc nie ma o tym mowy. Z tego powodu ruchy ze sztangielkami będą o wiele lepszym wyborem niż wyciskanie sztangi, albowiem sztangi rzeczywiście umożliwiają nam pełne rozciągnięcie klatki.
Angaż piersiowych większych
Wyciskanie w poziomie w minimalnym stopniu angażuje do pracy włókna obojczykowe mięśnia piersiowego większego, które w głównej mierze są odpowiedzialne za równomierny rozwój klatki oraz jej pełen i wypukły wygląd. Ruchy poziome głównie angażują włókna mostkowe i żebrowe, które większość trenujących ma nadmiernie rozwinięte w stosunku do włókien obojczykowych, w wyniku czego klatka wygląda niekorzystnie od boku - u dołu jest pełna i wypukła, a u góry płaskawa. Przekłada się to na nieatrakcyjny, obwisły wygląd (man boobs). Generalnie każdy ruch poziomy niedostatecznie angażuje górę klatki, natomiast ruchy na skosie dodatnim, rzędu 30-45 stopni, nie dość, że kładą większość biasu na zaniedbywaną część obojczykową, to jeszcze w tym samym stopniu co ruchy poziome angażują część mostkowo-żebrową klatki.
Bezpieczeństwo
Wyciskanie leżąc jest ruchem skomplikowanym i ryzykowym, o zbyt dużym stosunkiem ryzyka do korzyści, co moim zdaniem jest kolejną przesłanką na rzecz wyrzucenia tego wzorca ruchowego z planu. Sama technika jest skomplikowana i jej nauka, z wszystkimi jej niuansami, to długie lata treningu. Przede wszystkim dolna faza ruchu umieszcza zarówno stożki rotatorów jak i przyczep piersiowego na kości ramiennej w newralgicznej, nienaturalnej i ryzykownnej pozycji, co może skutkować urazem. Praktycznie każde zerwanie klatki od tej strony, u zaawansowanego zawodnika, miało miejsce przy wyciskaniu leżąc. Taki uraz to nie tylko konieczność długiej rekonwalescencji ale także ryzyko wizualnych deformacji jak i końca kariery, a ktoś kto traktuje ten sport poważnie i z niego żyje nie może pozwalać sobie na lekkomyślność. Sam ruch, jak już wspominałem, niewspółmiernie obciąża stożki rotatorów i wielu ludzi skarży się na ich obolałości w przypadku forsowania wyciskania leżąc. Między innymi sam z tego powodu wyrzuciłem z planu wszystkie wyciskania poziome. Ponadto wielu trenujących ma tendencje do egoliftowania tego ruchu, byleby podnieść jak największy ciężar, przez co nie dość, że odciążają klatkę, to proszą się o poważny uraz.
Intensywność
Praca do upadku w przypadku BP jest praktycznie niemożliwa, a jak już, ryzykowna i niebezpieczna. Trening do upadku mięsniowego to najskuteczniejszy sposób wywoływania adaptacji nadkompensacyjnych z racji maksymalnego angażu wysokoprogowych jednostek motorycznych oraz napięcia mechanicznego. W przypadku wyciskania sztangi i treningu samemu, po osiągnięciu upadku mięśniowego, po prostu przygniecie go gryf, gdyż układ nerwowy nie będzie zdolny wygenerować tyle siły, aby go odłożyć na stojaki. Ewentualnie będziemy zmuszeni zrzucić talerze na stronę, a to dorzucanie dodatkowego czynniku niestabilności do i tak niestabilnego ruchu, czyli ryzykowanie urazem. Ponadto przy wyciskaniu leżąc niemożliwym jest praca ponad upadek, chociażby poprzez dorzucanie intensyfikatorów do serii, co w przypadku maszyn typu Hammer jak najbardziej jest możliwe. Sam czynnik niestabilności i konieczność utrzymania sztangi ogranicza naszą siłę uniemożliwiając wykonanie kilku dodatkowych ruchów efektywnych, czyli na granicy upadku mięśniowego.
Jeżeli twoim celem jest rozwój masy mięśniowej, zastanowiłbym się nad wybraniem innego ćwiczenia. Osobiście za króla ćwiczeń na klatkę uznałbym maszynę typu Seated Incline Press, w stylu Hammera, która pozwala nam pracować do i ponad upadku, jest bezpieczna, umożliwia łatwą progresję, gwarantuje stałe napięcie oraz pełen zakres ruchu, zwłaszcza, gdy uchwyty maszyny oprócz ruchu góra-dół jeszcze zbliżają się do siebie. Alternatywnie, jeżeli ktoś nie ma dostępu do takiej maszyny, za główne ćwiczenie mógłby wybrać wyciskanie na skosie dodatnim na maszynie smitha (30-45 stopni) bądź wyciskanie sztangielek leżąc, na tym samym skosie, z mocnym akcentem na rozciągnięcie. Jedna-dwie serie do upadku na główny ruch 2x w tygodniu, w równym odstępie od siebie, wystarczą
Dla przykładu, mój trening klatki (2x w tygodniu, w ramach jednostki PUSH, każda seria i każdy intensyfikator są wykonywane do całkowitego upadku mięśniowego, tj. 2-3 upadki w ramach serii) wygląda następująco:
2xFAILURE + Rest-Pause (15 sekund) w każdej serii, 10-16, 1130, 0 RIR
3.Cable Crossover (Góra-Dół lub Dół-Góra)
1xFAILURE + 3xDropset, 12-25, 1140, 0 RIR
Ze wszystkim zamykam się w 20-25 minut i jest to bodziec o wiele większy od 10 śmieciowych serii wyciskania leżąc. W zasadzie cały trening klatki możnaby zamknąć w DWÓCH seriach, przykładowo jedna seria na Hammerze na skosie + jedna seria rozpiętek na skosie z linkami w bramie, obie do upadku i to absolutnie przetrenuje całą klatkę.
@RobertVanPlitt Zainspirowany Twoimi radami z poprzednich wpisów zwykły bench press zacząłem robić do upadku, przy czym mam ten komfort, że w stojaku mam zabezpieczenia z dobrą regulacją, i ustawiłem sobie tak, aby na wdechu były tuż poniżej wysokości klatki piersiowej, a przy wydechu tuż powyżej (więc się nie przygniatam, kiedy nie daję rady). Czy warto w takim setupie kombinować z ustawianiem ławki na 30 lub 45 stopni, czy to Twoim zdaniem wygłupi/proszenie się o kłopoty?
Od 7 na siłowni z @scorp. Na początek 15 km na bieżni, a potem przerzucone 7 ton ciężaru. Piękny poranek, teraz można konkretnie podjeść - zapotrzebowanie na dziś wynosi już 2800kcal 😁
@wonsz nigdy nie robiłem. Bieganie, rower, może trochę ponaciagam się przed treningiem siłowym minutę przy rozgrzewce. Nigdy nie czułem potrzeby, chociaż jak byłem grubasem mam wrażenie, że byłem bardziej gibki.