Z takich ciekawostek z #psychologia #autyzm #asperger, to zrobiłem sobie wczoraj test RMET (Reading the Mind in the Eyes Test), który polega na odczytywaniu emocji ze zdjęć oczu.
Wynik 34 poprawnych odpowiedzi na 36 pytań osadził mnie ponadprzeciętnie wysoko, ale rozbawiła mnie inna rzecz.
Jedyne, czego nie odczytałem poprawnie, to dwa zdjęcia z kobiecymi oczami wyrażającymi zainteresowanie XD
1. Wyprodukowaliśmy pokolenie ludzi, którzy mają dostęp do całej wiedzy ludzkości w kieszeni, a jednocześnie nie wiedzą absolutnie nic. Nie znają historii, geografii, ekonomii ani własnego kraju, ale posiadają opinię na KAŻDY temat. Dawniej, żeby być ignorantem, trzeba było przynajmniej nie mieć dostępu do książek. Dzisiaj ignorancja wymaga aktywnego wysiłku.
2. Nie panują nad własnymi emocjami. Wszystko jest „toksyczne”, „traumatyczne”, „problematyczne” albo „triggerujące”. Krytyka staje się atakiem. Dyskomfort staje się cierpieniem. Niepowodzenie staje się traumą. Zamiast nauczyć człowieka radzić sobie z rzeczywistością, nauczono go tworzyć coraz bardziej wyrafinowane słownictwo do opisywania tego, dlaczego rzeczywistość powinna dostosować się do niego.
3. Nie potrafią też docenić tego, co mają. Żyją w jednym z najbezpieczniejszych i najbogatszych okresów historii, otoczeni technologią, o której ich pradziadkowie nie potrafiliby nawet fantazjować, a zachowują się tak, jakby zostali zesłani do kopalni soli w XIV wieku. Ciepłe mieszkanie, pełna lodówka, smartfon, wakacje, streaming, dostawa jedzenia pod drzwi — i permanentne poczucie krzywdy.
4. Są źle wychowani. Nie dlatego, że nie znają właściwego widelca do ryby. Gorzej: nie rozumieją, że przestrzeń publiczna należy również do innych ludzi. Głośnik w autobusie, hulajnoga między pieszymi, telefon przy stole, darcie mordy w miejscu publicznym. Świat jest sceną, oni są głównymi bohaterami, a reszta społeczeństwa ma zejść z kadru.
5. Nie potrafią czekać. Nie potrafią się nudzić. Nie potrafią przez pięć minut siedzieć bez bodźca. Telefon musi być sprawdzony podczas jedzenia, rozmowy, spaceru, pracy i kiedyś prawdopodobnie własnego pogrzebu. Pokolenie z największym dostępem do informacji w historii wytrenowało sobie zdolność koncentracji złotej rybki na amfetaminie.
6. Nie potrafią niczego naprawić. Nie potrafią niczego zbudować. Część nie potrafi ugotować pięciu normalnych obiadów, przyszyć guzika, odetkać odpływu ani zorganizować własnego dnia bez aplikacji. Za to doskonale wiedzą, jak powinno zostać zreorganizowane całe społeczeństwo.
7. Nie mają cierpliwości do kompetencji. Chcą rezultatów bez praktyki, pozycji bez hierarchii, pieniędzy bez doświadczenia i autorytetu bez osiągnięć. Jeśli ktoś robił coś przez dwadzieścia lat, to nie jest ekspertem. Jest „gatekeeperem”.
8. Nie rozumieją pieniędzy. Subskrypcja tu, dostawa tam, kawa za 25 zł, telefon na raty, pięć aplikacji pobierających co miesiąc pieniądze z konta — a potem wielkie odkrycie ekonomiczne: NIE DA SIĘ OSZCZĘDZAĆ.
9. Nie mają stosunku do przeszłości, bo przeszłość zaczyna się dla nich mniej więcej w 2016 roku. Wszystko, co było wcześniej, jest albo niezrozumiałe, albo podejrzane moralnie. Człowiek bez pamięci historycznej patrzy więc na instytucje istniejące od stuleci i po piętnastu sekundach namysłu stwierdza, że właśnie odkrył, jak je naprawić.
10. Nie żyją nawet w tej samej rzeczywistości. Algorytm daje każdemu prywatny wszechświat, prywatne fakty, prywatne autorytety, prywatne oburzenie i prywatną epidemię problemu, o którym normalny człowiek nawet nie słyszał. Potem wychodzą z internetu i są zdziwieni, że społeczeństwo nie przeczytało tego samego feedu.
Najbardziej imponujące jest jednak połączenie wszystkich tych cech.
Nigdy wcześniej człowiek nie mógł wiedzieć tak mało, umieć tak niewiele, kontrolować się tak słabo i jednocześnie posiadać tak niewzruszonego przekonania, że to właśnie ON powinien pouczyć wszystkich poprzednich ludzi, jak należało urządzić świat.
To "trudny" tekst, więc wielu nie przypadnie do gustu bo... przeczytaj punkt 2 raz jeszcze.
Muszę, niestety, zacząć od krótkiej teorii.
Jest coś takiego, jak przekonania kluczowe. Jest to taki najbardziej podstawowy, automatyczny, filtr w jaki postrzegamy świat i na niego reagujemy. Jednym z moich przekonań jest „świat jest niebezpieczny”.
Zauważyłem to podczas robienia astrucha. Chyba wbiłem jakiś wystarczająco wysoki psycho-poziom w tym RPG-u zwanym życiem, że wyłapałem to na bieżąco, w locie, automatycznie.
Bardzo powoli zbierałem się do wyjazdu, miałem do niego jeszcze przynajmniej sześć godzin. Wiecie, działka, niedziela, korki, a jednocześnie nie chce się wracać do mieszkania w bloku. Astra stoi na kobyłce z jednym kołem w górze, bez zderzaka i błotnika, ale pod wiatą. Teren jest ogrodzony, na samo auto patrzą dwie kamery, z czego jedna z podglądem przez neta, a wokół przynajmniej dwie działki z sąsiadami.
Ojciec już się zebrał, teraz jeszcze chwila pogadanki zanim odjedzie. Rzuca mi polecenio-poradę, w lekkiej parafrazie:
- „Ty lepiej złóż ten samochód, bo nie wiadomo jacy tu ludzie są, jeszcze ci go rozkradną”
Tu mnie olśniło. Złoty Graal, po prostu ostatni element układanki zrobił „hip", a potem „hop", 2137 Hz w tle mózgu itd. To nic innego jak strach mówiący „świat jest niebezpieczny”. Odmieniany przez wszystkie przypadki, czasy, tryby i przez ostatnie ponad trzydzieści lat.
Pojawiło się w ten sposób rozwiązanie tematów dwóch, prowadzących do jednego. Mój strach nie jest mój, został mi zaszczepiony i działa we mnie destrukcyjnie. Sztuczka jest jedynie taka, że teraz już wiem, już dziada widzę i jestem w stanie neutralizować.
Jak oceniacie wasza energię życiową na przestrzeni lat ?
Mam na myśli chęci do
-rozwoju, uczenia się nowych rzeczy
- aktywności wymagających jakiegoś wyjścia z domu, ruchu, sportu
- ogólnego parcia na przód zamiast pasywnego utrzymywania status quo.
Pytam o taką naturalna energię - nie o to że zawaliliscie sobie życie obowiązkami pod korek w stylu praca dzieci i mocno napięty grafik i dopóki je realizujecie to uważacie że macie energię - w takim przypadku odpowiedź jest niemiarodajna i kwalifikuje się pod opcje nie dotyczy.
Z rozmów z bliskimi to obserwuje ogólny spadek w okolicach 30stki, poza wyjątkami.
Czy wychodzisz z założenia, że ludzie są zasadniczo dobrzy, dopóki nie udowodnią czegoś przeciwnego? Czy raczej uważasz, że człowiek z natury kieruje się własnym interesem, a dobro jest kwestią wychowania i wyborów?
Czuję że dotarłem do końca konsumpcjonizmu i nie wiem co dalej.
Jak się na dłuższą metę zastanowić to życie większości ludzi ogranicza się w głównej mierze do pracy i konsumpcji.
Ludzie pracują by zarobić pieniądze, następnie wydaje je by
- zapewnić sobie przetrwanie
- zapewnić podstawowy komfort
- by ten komfort rozszerzać w nieskończoność
- by otrzymywać zastrzyki dopaminy
- bo mają komu je później przekazać ( dzieci )
- by piac się w hierarchii społecznej.
I tak sobie żyje, pracują, prawie cały tydzień zajmuje im praca, przygotowanie do i po pracy, dojazdy i inne obowiązki z chwilami dla siebie.
Ile by nie zarabiali to ciągle im mało i zawsze znajdą jakiś cel.
Jadąc komunikacja chcą mieć samochód. Mając samochód typu gruz chcą mieć normalny samochod. Mając normalny chcą mieć prestiżowy i skala nie ma końca, dla garstki na końcu są prywatne odrzutowce.
Nim się spostrzega kończą swój żywot, nie dobiegając do tej konsumcjonistycznej mety, ale ciągle mając jakiś konsumcjonistycznej cel przed sobą, przekazują pałeczke dalej, lub nie.
Według badań, pytając ludzi o zarobki i ile by im wystarczało, większość niezależnie od zarobków mówila o zarobkach 2 razy wyższych od obecnych.
Tymczasem ja, jestem jak rybak który złowi jedna rybę dziennie i tyle mu starczy, nie myśli o tym by złowić więcej, by kupić kuter, by zatrudnić ludzi.
I to się ciągnie nawet w grach video. Odpaliłem sobie oxyrail - taki trochę survival i Minecraft z tworzeniem własnego pociągu którym przemierza się świat zaczynając od ery kamienia łupanego po latający pociąg z napędem atomowym. W tej grze zatrzymałem się na średniowieczu, uznałem że pociąg o napędzie parowym byłby zbyt kosztowny w stosunku do grindu potrzebnego do niego, i przemierzyłem świat na ręcznym napędzie, klikając co parę sekund klawisz przez około 3h by zobaczyć jak ten świat w grze wygląda, objechalem cały i koniec gry.
Po spłacie kawalerki, ogarnięcia sprzętu do domu, poduszki finansowej jako singiel przeszedłem na pół etatu, zarabiam mniej niż minimalną bo więcej nie ma sensu, zwiększyłoby to tylko poduszkę finansowa, bo nie mam na co wydawać tych pieniędzy.
Większość pewnie wydałaby na podróże - ja ich nie lubię ze względów sensorycznych #autyzm
Inni na jakieś prostytutki - tutaj wjeżdża u mnie aseksualizm, pewnie przez #adhd i rozwalone receptory dopaminowe.
Inni powiedzą znajdź kobietę a ona już się zajmie tym by było na co wydawać pieniądze - i tutaj po kilku miesiącach związku zawsze wjezdza te ADHD z poczuciem monotonności, braku dopaminy z relacji, wtedy też spotykam się bez chęci, bardziej z przyzwyczajenia i wtedy związek sie kończy.
Większe mieszkanie, samochód ? Kawalerka i komunikacja+Uber+rower/rower elektryczny jest good enough, więcej się nie opłaca, zresztą nie mam prawa jazdy bo i po co ?
Wydatki więc dziela się na kategorie
- już to mam, a lepszego mieć nie warto.
- to nie dla mnie
- koszt nabycia i utrzymania jest niewspółmierny do zysku.
Pewnie sporo z tego wynika z lekkiej biedy w dzieciństwie, wtedy ludzie albo są zbyt oszczędni albo zbyt dużo wydają.
Jedyne co mi przychodzi do głowy z wydatków to próbowanie różnego jedzenia.
I tak ukończyłem ten cały kapitalistyczny wyścig, na mecie nikt nie czeka, nie ma żadnej wstęgi, pucharu, radości z ukończonego biegu. Jest neutralność połaczona z brakiem celów finansowych, tego mi troche brakuje, to motywowało do czegoś więcej niż minimum.
@pokeminatour też mam adhd i u mnie ma to trochę inna formę. Mam żonę, dwójkę małych dzieci, uczę się i rozwijam, uprawiam sporty i przez to mam praktycznie każdą minutę dnia zajęta. I powiem ci że chyba nigdy nie czułem się szczęśliwszy.
Najgorzej było jak nie było czym głowy zająć, jak jest cel i sens to świat jest o wiele przyjemniejszym miejscem.
Panie i Panowie ze #swiniobicie - nie chcę deprymować Was, ale jeżeli jednocześnie się odchudzacie i jecie słodycze, pizzę czy kebaby - to nic z tego nie będzie.
Brzmi jak trywialna prawda. Ale zastanówcie się dlaczego to robicie. Otóż #psychologia zna odpowiedzi na te pytania.
Otóż jedzenie tego typu rzeczy jest związane z regulowaniem emocji. Np. lęków wywołanych przewlekłym stresem.
Mechanizm jest taki: przewlekły stres powoduje u mnie wewnętrzne lęki. Żeby to odreagować jem 500 ml lodów. Czuję ulgę. Stres jest przewlekły, więc znów daje o sobie znać...
Odchudzanie jest procesem będącym konsekwencją określonych zachowań żywieniowych, a nie celem samym w sobie. Cel sam w sobie to określone, stałe zachowania żywieniowe oraz stałe zaprzestanie szkodliwych zachowań żywieniowych.
Żeby ten cel osiągnąć, należy wykonać najpierw pracę z psychologiem, by nie odreagowywać lęków kompulsywnym jedzeniem, tylko inaczej radzić sobie ze stresem. W sposób pozytywny.
jeżeli jednocześnie się odchudzacie i jecie słodycze, pizzę czy kebaby - to nic z tego nie będzie.
To nie jest prawda.
Skutecznie teraz schodzę do poniżej 20 BMI i 60 kg, a jadam te i inne rzeczy. Liczy się tylko bilans energetyczny, a nie rodzaj potraw.
Najbardziej pojebaną rzeczą z #adhd jest to, że zawsze jest za mało bodźców, zawsze jest za mało dopaminy i człowiek nigdy nie jest szczęśliwy i zadowolony z dnia codziennego. Kiedyś myślałem, że szczęście dają pieniądze. I w przypadku osób mojego pokroju to chyba dają wyłącznie, jak są to kosmiczne kwoty regularnie zasilające konto, ale pewnie i to by mi się znudziło.
Mam dobrze płatną pracę, do tego zdalną, z super atmosferą, mam bliskich przyjaciół naście lat tych samych, mam wspierającą mnie rodzinę, mam własne mieszkanie bez kredytu, mam czym jeździć, no i w sumie i tak k⁎⁎wa miewam dni, że zjazd totalny i sięgam po szlugi dla szybkiej dopaminy, choć trenuję 4-5x w tyg i to totalne zaprzeczenie mojego stylu życia xD Ale coś się musi dziać, ja nie czuję w ogóle szczęścia, ahedonia w c⁎⁎j momentami, ale jak już czuję, to podjarany jestem jak dziecko.
Złapałem się na takich dołach dopaminowych jak siedzę u kumpla, wszyscy piją, ja kierowca i np w jedną chwilę wyciągam batona, na to wciągam tabakę, piję energetyka, palę szluga i jeden przyajciel co zna mnie od przedszkola "co tam, spadła dopaminka co? hehe" a ja no k⁎⁎wa wow, zgadłeś XD
W sumie znalazłbym kobietę, to prawdopodobnie po jakimś czasie miałbym jej dość, bo ja kocham 2 rzeczy: bardzo duża intensywność towarzyską, a z 2 strony odcina od ludzi. Mieszkałem z moją ex, to miałem dni, gdzie zamykałem się na 8h sam przed laptopem, choć tam to musze przyznać, że po prostu jej nie kochałem, ale obawiam się, że na głowę rodziny się nie nadaje, ale ojcem po rozwodzie to ja bym był k⁎⁎wa idealnym, bo mnie przerasta tylko rutyna i codzienność - błahe rzeczy, a te skomplikowane to traktuje jak wyzwania.
Tak sobie myślę, że czego bym w życiu nie miał, to i tak mam frajdę na 5 minut XD Co jest najgorsze - że ciężko pracuję na te rzeczy, by finalnie się nimi k⁎⁎wa nie cieszyć na stałe. Po⁎⁎⁎⁎ne to
Jedyny plus, co polecałbym w terapii z dziećmi z ADHD to sport, bo to dyscyplina. Jestem wbrew pozorom w k⁎⁎we zdyscyplinowanym człowiekiem przez to, że regularnie uprawiałem sport zawodniczo - praca turbo samodzielna, poza pracą trzymam michę, regularna siłka, jak się na coś uprę, to wałkuje konsekwentnie do końca, co by to nie było.
Chciałbym być kiedyś mężem, ojcem itd, ale mam wrażenie, że sedno mojego życia to jest szybka jazda bez trzymanki, czyli najlepiej jak najwięcej poza domem, związki to fwb, w pracy kocham kortyzol i zmienne (sprzedaż b2b), no i w sumie to ja się nadaje chyba tylko na bycie obieżyświatem.
Jeszcze mnie wkurwia to wpadanie w bójki XD 30 letni chłop. Przez to, że lata trenowałem sporty walki, to nie mam strachu przed konfrontacją fizyczną i nie daj boże jak pojawi się pyutanie typu "na c⁎⁎j sie gapisz" od lorda sebastiana albo jakaś sprzeczka po pijaku w klubie to ja od razu wyskakuję dwa kroki do przodu, bo w dyplomację to jestem dobry tylko w sytuacjach bez emocji.
Naliczyłem, że od podstawówki do 30 roku życia to wychodzi mi średnio 1 raz w roku jakaś bitka - a to wypłacę strzała patusowi, żeby go naprostować, a to się wstawię za kumpla, a to nie umiem odpuścić głupiej dyskusji z agresywnymi imprezowiczami
przez to, że odczuwam X razy mocniej emocje niż inni, ciężej mi też ego do kieszeni schować
Leki 2x dziennie działają po 7h czyli cały dzień. Rok brania
Nie mam za mało bodzców dopaminowych, co najwyżej czasem leki słabiej działają i czuję że filmu nie obejrze przez brak skupienia i lepiej pograć w grę.
Pieniądze u mnie szczęścia nie dają, po spłacie hipoteki żyje za niecała minimalna pracując na pół etatu a i tak oszczędzam z tego.
Zjazdy dopaminy - ADHD crash to normalny objaw, od tego bierze się leki, bo one to minimalizują, mam przepisana najniższą dawkę szybkiego metylofenidatu 5mg na to. To był powód dla którego zacząłem brać leki.
Związki - po kilku miesiącach to dla mnie bardziej przyzwyczajenie niż jakieś emocje i przez to się koncza. ale fakt przez te kilka miesięcy miałem dużo okresów że nie musiałem brać dodatkowej dawki - jakąś dopamina była. Zdecydowałem że związki nie są dla mnie.
Ciekawostką - przy rozstaniu z jej strony w zależności od dawki leku we krwi byłem albo stoickim mnichem który miał wywalone albo byłem lekko tym zdenerwowany - także w kwestii tych bójek - to odpowiedni poziom dopaminy mógłby to ogarnąć.
Przy kombo autyzm+ADHD Bez leków czułem się jakbym chodził po linie i spadniecie w lewo to wypalenie zawodowe, sensoryczne a w prawo depresja
Z lekami na początku jakby były dwa wilki jeden ADHD drugi autyzm
Z lekami po roku jak już weszła jakąś neuroplatycznosc to czuję się jak Doktor Jeckyll i Pan Hyde - na codzien żyje mi się dobrze, czasem tylko Hyde (ADHD) generuje jakies rozdrażnienie a wtedy generują się myśli że takie życie - samotne, monotonne, rutynowe nie ma sensu i ... Jak się te myśli zbyt rozkręca to biorę ta tabletkę i działa bardzo szybko. Bez leków gdy przechylilem się w stronę depresji to też je miałem, tylko głębsze, intensywniejsze plus te emocje były bardziej wyczuwalne.
Trening fizyczny nijak nie pomaga mi na ADHD. Czasami nawet bardziej psuje - bieganie plus duży posiłek powodował u mnie zjazd.
Na moje to na ciebie słabo leki działają/masz za mała dawkę/ bierzesz za krótko - ADHD masz całą dobę, nie tylko w pracy.
I też może być tak że bierzesz taką dawkę która podbija ci noradrenaline dzięki czemu masz skupienie w pracy, ale za słabo działa na dopamine zatem nadal masz jej głód - może zamiana leki na elvanse by pomogła.
Chyba że lubisz takie życie, można przetestować i zobaczyć co się woli.
O me kwiaty drogocenne
co cnotliwie jawiąc się w ogrodzie
nieskończoności myśli mych
złotem połyskujecie, rozbrzmiewacie echem swym
obecnością jednolitą wyznaczając szerszym dym,
"co z tym zrobić? jak to pojąć?" - taki ich przypadek, rytm
obrastają mnie cudacznie
warstwę jakąś dziwną tworząc
ta się zmienia, się pojawia i też znika
podług tego czym naprawdę jest.
Dobry przyjaciel (sąsiad piętro niżej), po kłótni z babką przeżył załamanie nerwowe, poszedł do sklepu po 4 paka i wysyła do mnie zdjęcie jednego z piw. Jako, że leczy się na depresję, miał problem alkoholowy, wcześniej też miał kryzys, który zakończył się pobytem w ośrodku w Suwałkach, zbiegłem czym prędzej na dół przed blok, żeby pogadać z nim co się dzieje. Siedzi z torbami, pije ostatnie piwo i mówi, że to wszystko pi⁎⁎⁎⁎li, czuje, że chyba czas z tym skończyć i się zabić.
Nie powiem, przeszły mi zimne dreszcze po plecach. Pomyślałem w jednej chwili, że przecież od jakiegoś czasu mówił, że nie czuje się dobrze w głowie...
Co udało się ogarnąć telefonem, ogarnąłem telefonem i posiedziałem z nim ten dzień. Pogadaliśmy od serca, ze łzami, i na szczęście udało się go nakłonić do wizyty w placówce a jego babkę na spokojną rozmowę. Jest stabilnie.
Po tym wszystkim przychodzę do mieszkania, a partnerka mi mówi, że jej znajomy skoczył z balkonu i na oczach matki się zabił....
K⁎⁎wa, usiadłem na podłodze z bezsilności... i tak myślę, o tych znakach którzy ludzie pokazują, że jest im potrzebna pomoc, a ich nie dostrzegamy..
Jak nie być desperatem, incelem?
Jak się rozwijać i robić cokolwiek w życiu?
Dlaczego jest tak, że jak się jedno złe słowo źle napisze w internecie to wszyscy to widzą instynktownie i trzymają się z daleka?
#psychologia #rozwojosobisty
Z rozwojem Neuralink, okaże się, że można być bystrym i docenianym na nowe sposoby.
Jeśli sprawne rzucenie tekstem w grupie, szybkie nazwanie czegoś, skojarzenie, jest bystrością, to z Neutralinkiem odsłonimy całą kategorii ludzi, bystrych w myślach, którzy do tej pory nie mieli siły przebicia, energii, żeby wypowiedzieć coś swoim gardłem.
Szybka riposta w myślach, stanie się ripostą którą wszyscy od razu usłyszą, i mogą docenić.
Co więcej, ludzie bardziej myślący obrazami, a nie umiejący tego nazwać słowami, będą robili skojarzenia i riposty obrazkami z głowy, które pokażą że masz sprawny umysł, ale w inny sposób niż to się doceniało przed Neuralink.
W testach i sytuacjach szkolnych będzie to samo, będziemy badać sprawność skojarzeń w umyśle, nie tylko sprawność umysłu wyrażaną mową i pisaniem.
Sporo debili, oszustów,mimów, złodziei, zboczeńców, oszołomów, schizoli i psychopatów też się ujawni.
Zatem ja pozostaję w opozycji - przy powszechnej weryfikacji myśli populacja wartościowych pracowników spadnie. Gwałtownie.*
* Oczywiście teoretyzujemy bo to nie ma prawa funkcjonować - myśli nie opodatkujesz
BTW: jak myślisz obrazami i chcesz na tym zarobić - będziesz potrzebował kogoś kto to za ciebie narysuje. Choćby był szalony - zapłacisz mu za to. To jest łącznie dwóch pracowników zamiast jednego.
Dziś w porannej audycji Eska Rock był temat o najlepszych decyzjach (czy coś takiego) i wielu słuchaczy wypowiadało się, że ich najlepszą decyzją był...rozwód. Serio tak to działa? Że rozwód to taka dobra sprawa?
Swoją drogą mam dobrą znajomą, jeszcze z czasów studiów, jakiś czas temu wzięła rozwód i faktycznie w jej przypadku była to bardzo dobra decyzja, bo obecnie ma nowego męża i kolejne dziecko. Jakoby to potwierdza powyższą regułę...
Potwierdzicie, zaprzeczycie...?
Celowo nie robię ankiety byście się wypowiedzieli w tej sprawie. Dobre to, niedobre, jesteś po, przed a może Twoi rodzice się rozwiedli...?
Jeżeli na codzien żyje wam się "chujowo ale stabilnie", "jako tako" krótko mówiąc neutralnie ale co jakiś czas macie odpały że nagle doświadczacie skrajnie negatywnych uczuć i myśli ( w tym magicznych) to nie oznacza że te myśli mają rację, mimo że tak w tych stanach się wydaje.
To może być tzw "ADHD Crash", mój lekarz nazywa to "zjazdem" , mechanizm jest ten sam co przy braniu jakiś narkotyków/stymulantów - chwilowe obniżenie dopaminy generujące skrajne stany emocjonalne.
Bazując na moim przypadku - trwa to od 30 min do 2h. Często po takim dołku następowała lekka górka ale nie zawsze. W trakcie można czuć złość lub bezradność, do tych uczuć generowane są myśli które mają uzasadnić wam ten stan. Czasami zaczyna się z wyprzedzeniem tzn czuje się że zbliża się ta "fala" a czasami łapiesz się na skrajnych myślach i zadajesz sobie pytanie dlaczego skoro przed chwilą było wszystko okej. Takie stany można rozpoznać tym że ma się skrajnie różne myśli niż chwilę temu, przywołując te poprzednie myśli na się myśl tak jakby słuchało się że 2+2=5, tak jakby to było brednie, na wszelkie myśli pozytywne reaguje się bardziej jak Marian Paździoch mówiący "gówno się ułozy, najwyżej ja się uloze, i to nogami do przodu"
Powody:
Przeciążenie - zbytnie skupienie się na np pracy, czasami miałem tak nawet gdy grałem w grę i myślę sobie że już nie chce mi się grać ale dokończę ten etap.
Górka dopaminowa która powoduje późniejszy dołek, może występować naturalnie, może być skutkiem ubocznym leków na ADHD.
Niedostymulowanie, zła dieta, problemy ze snem, wszystko co pośrednio lub bezpośrednio wpływa na dopamine.
Leczenie:
-jezeli stosuje się leki na ADHD to można spróbować ją zmienić lub też dodać "booster" no mała dawkę szybko działającego metylofenidatu.
-jezeli nie stosuje się leków na ADHD a to występuje to polecam je jednak stosować, obserwuje widoczna poprawę gdy zacząłem brać leki, te zjazdy są rzadziej, są mniej intensywne, a dodatkowo booster pomaga jej opanować.
- jeżeli czekacie na diagnozę to mi pomogła kofeina w tabletkach.
- poza tym różnego rodzaju metody behawioralne - stabilne funkcjonowanie, unikające górek i dołków, dieta, suplementy (ja biorę magnes, witaminy z grupy b, niektórzy też widzą zaostrzenie objawów gdy mają niski poziom witaminy d.
- u niektórych w trakcie zjazdu pomaga ruch, u mnie bieganie w trakcie zjazdu nie pomagalo w żaden sposób.
Odradzam wszelkie "posty dopaminowe" - ADHD to deficyt dopaminy, dokładając do tego posty myślę że tego się nie naprawi, to mylenie skutków z przyczyną itp, chyba że powodem tych zjazdów jest przestymulowanie, może jak ktoś ogląda jakieś 15sekundowe brainroty to może to tak działa, nie wiem. Wiem że skrajna zmiana życia gdy żyje się "nie zdrowo" powinna bazować na znajdowaniu przyczyn i ich leczeniu, powolnych zmianach a nie nagłych postach, bo myślę że to prędzej spowoduje kolejny zjazd. .
Ten objaw z dodatkiem kilku innych może być mylony z depresją, może być też powiązany ze np nieleczone ADHD powoduje depresję - to wszystko może się przeplatać. Tak czy siak warto wtedy zbadać reakcje na leki, jeżeli przy SSRI te dołki nie znikną, tylko w trakcie ich będzie się czuło wszystko jedno, będzie się bardziej oswajać z tym to lepiej według mnie spróbować czegoś z noradrenalina/dopamina.
Kurde, coś jest nie halo.
Mam 36 lat, Fajny domek, duży garaż (jak na złotą rączkę przystało), ogromną działkę, stabilną pracę, prześliczną córkę, przezdolnego syna, jedno z wymarzonych aut (ot, by ktoś powiedział że zwykłe rodzinne...), fajną i pomocną rodzinę, mam świetne i nietuzinkowe zainteresowania, ciekawe wykształcenie, kilku fajnych znajomych...a mimo wszystko ciągle coś jest nie tak, jakby mi czegoś brakowało. Niby dręczy mnie ciągłe zmęczenie, jakieś bóle i coś jakby mnie zżerało od środka ale to chyba nie to.
Wyniki krwi mam bardzo dobre, na męskość nie narzekam.
I możecie mówić, że jestem głupi, że walnięty, że nie doceniam tego co mam... Ale ja doceniam tylko jakoś tak nie potrafię o tym myśleć w taki a nie inny sposób, nie bardzo sprawia mi to już radość.
PS. Jednak co polne kwiaty to polne, nadal dobrze się trzymają...a jak pachną! ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
@sckb Nie napisałeś, że masz fajną żonę, więc problem zdiagnozowany. Polecam się na przyszłość ( ͡° ͜ʖ ͡°)
btw ciężko powiedzieć co to może być, ale masz jakieś kolejne cele ustalone? Nauka już wie, że głównym źródłem szczęścia (jueśli chodzi o bodźce dopaminowe) nie jest osiąganie celów, ale dążenie do nich. Musisz mieć cel w życiu, bez tego nie będziesz szczęśliwy.
@sckb kolego szanuję za szczerość w swoich wpisach. Wręcz momentami człowiek czuje zawstydzenie, bo ma wrażenie jakby zaglądał komuś do kartek z pamiętnika.
Wróciłem do Twoich wpisów sprzed 10 miesięcy, gdzie zdawało się że przeżywasz największy kryzys. Jak tam sytuacja od tego czasu? Jak Twoje zdrowie psychiczne?
Jeżeli miałbym dodać coś od siebie, to poparłbym użytkowników wspominających o pracy nad sylwetką i kulturą fizyczną. Ale nie dla partnerki, tylko dla siebie - to największy boost samooceny jaki doświadczyłem w ostatnich latach. Skutkiem ubocznym jest również to, że faktycznie czuję, że podobam się bardziej partnerce (vide komentarz @AdelbertVonBimberstein), mimo iż wcześniej nie narzekała. Ponadto może to mieć tylko pozytywny wpływ na Twoje zdrowie (sen, ciśnienie, cholesterol itd.), a i dzieciaki będą od małego postrzegać ojca za superbohatera w porównaniu do innych starych z brzuszkami.
Kiedyś był tu poruszany wątek uzależnienia rodziców od shortow z #youtube i #tiktok
Jak już pisałem, tata potrafi siedzieć do 3 w nocy nashirtach i tiktok
Chowa się nawet przed swoją żoną
#uzaleznienie #internet #pytanie #rodzicielstwo w sumietez pasuje #psychologia
Ankieta:
zainstalowalibyście rodzicom Family link na ich telefonach by pomóc im w uzależnieniu od Internetu ?
@Bjordhallen na shorty YT jest prosty sposób - instalujesz alternatywną aplikację i wypierdalasz całą tę funkcjonalność. Gorzej z tiktokiem i facebookiem
Dziś mi szef napisał, że jest bardzo zadowolony z początku naszej współpracy, bo w pierwszym miesiącu wdrożenia się niczego nie spodziewał, a bardzo fajny prognostyk widać od początku - wynik na start i zaangażowanie z mojej strony.
No ja nie jestem z siebie zadowolony tradycyjnie, choć źle nie jest, to z obawą tradycyjnie patrzę w przód, choć wkładam w to 100 % serducha i widzę, że zaczyna to przynosić efekty, ale mimo to jestem nauczony niepewności.
Dodatkowo nie lubię jak mnie ktoś komplementuje, mam tak chyba większość dorosłego życia i nie wiem czemu. Dużo od siebie wymagam i rzadko jestem zadowolony z siebie. Momentami nakładam na siebie wręcz presję - nie tylko w pracy, ale i życiu. Ogólnie to też brzydzę się słabościami, najbardziej swoimi, ale miewam też tak u kogoś. Jestem bardzo empatyczny, ale jak wyłapię u kogoś jakąś słabość/strach to wewnętrznie czuję jakąś pogardliwość.
No i do tego nienawidzę jak mi ktoś współczuje albo powie mi coś w stylu "żal mi cię" czy "przykro mi", jest to dla mnie sygnał, że ktoś mnie przejrzał i się za bardzo odsłoniłem.
Koleżanki mówią mi głównie komplementy, ale potrafią powiedzieć coś takiego, że potrafię mieć chłodne i przeszywające na wylot spojrzenie, być srogi albo turbo wymagający dla siebie i innych. Jak się spotykałem z niektórymi to były wkręcone do pewnego momentu aż się wystraszyły XD
Mam ogólnie duże poczucie humoru, jestem gadatliwy, dobry social skill, ale mam w sobie taką część mega mroczną i chłodną i wyrzucam ją na wierzch właśnie w takich momentach, gdzie jest dobrze w życiu albo zaczyna coś kiełkować w jakiejś relacji z drugą osobą lub nie o tyle co zaczynam odnosić sukcesy, co ktoś to widzi i mi gratuluje lub mi prawi komplementy.
C⁎⁎j wie co mi dolega. Ja to chyba taki typowy Polun jestem co jak jest za dobrze to musi powiedzieć, że nie jest i hamujmy się.
ale mam w sobie taką część mega mroczną i chłodną i wyrzucam ją na wierzch właśnie w takich momentach, gdzie jest dobrze w życiu albo zaczyna coś kiełkować w jakiejś relacji z drugą osobą
Nauczyłem się że swoje demony można uwidaczniać jedynie u terapeuty któremu płacisz $ żeby cie słuchał. Nawet najbardziej zaufana osoba czy druga połówka może a) nie udźwignąć twoich przemyśleń, b) nawet jak pozornie to dźwignie to w podświadomości będzie o tym pamiętać i kwestia czasu jak wykorzysta to przeciw tobie - nie warto moim zdaniem. Są pewne rzeczy które warto zachować dla siebie albo pójść do kogoś obcego wygadać się jeżeli czujesz potrzebę. Odkrywanie 100% kart osobowości nigdy mi się nie opłaciło w relacjach ani koleżeńskich, ani przyjacielskich, a już na pewno nie z kobietami.