@maximilianan zawsze mi to ciśnienie podnosi jak jeżdżę A4 Wrocław - Katowice. Autostrada śmierci. Jedziesz w piątek po 17, cały prawy pas zajebany ciężarówkami po horyzont. Lewy pas zajebany osobówkami i busami po horyzont. Jadą wszyscy 110-120 i jakoś to idzie, czasem szybciej, czasem się ciężarówka wbije na lewy to wolniej i tak se jedziemy powoli do przodu. I zawsze, k⁎⁎wa przysięgam że zawsze, trafia się typ, co najpierw jedzie metr za tobą, robi jakieś lewo-prawo-lewo jakby k⁎⁎wa opony dogrzewał (szkoda, że nie mózgowe) i zaczyna napierdalać długimi. I myślałem już nad tym wiele razy - co jego zdaniem ma się teraz wydarzyć. Mam sie wpierdalać między ciężarówki żeby jaśnie pan przeskoczył jedno auto do przodu, a potem mam czekać przez 10km aż ktoś łaskawie mnie puści z powrotem na lewy? Bo to też jest klasyk - przypierdalać się do ludzi, że nie jeżdżą prawym, ale jak zjedziesz na prawy to już tylko modlitwa ci pozostaje o łaskę pańską, że ktoś się zagapi i jakimś cudem wjedziesz w lukę znowu na lewy. Najwyraźniej niepisana zasada mówi, że jak ktoś się zbliża do ciężarówki na prawym i ma kierunkowskaz, to należy natychmiast przyspieszyć, żeby broń boże nie wjechał na lewy, bo można by stracić wtedy cenne 2,137s. Nie jeżdzę jak p⁎⁎da, wjeżdzając na lewy staram się zawsze wyrównać prędkość do tych co jadą już lewym, nawet jak jadą powyżej limitu, żeby wystarczyło dosłownie na sekundę odjąć gazu i ja się wcisnę spokojnie. Ale nie. Nie po to jaśnie pan wziął w leasing nowe auto i cała rodzina wpierdala chleb z cukrem cały rok, bo nie starcza na rate, żeby on teraz puszczał gaz i jechał mniej niż 180