Wydawnictwo Vesper zapowiada zbiór opowiadań w serii Eony. "Bran Mak Morn" Roberta E. Howarda zaplanowano na koniec września 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
W zamierzchłych czasach Piktowie władali niemal całą Europą. Jednak potomkowie dawnych zdobywców pogrążyli się w barbarzyństwie… wszyscy poza jednym. Bran Mak Morn, ostatni z czystej królewskiej krwi, staje do walki przeciw Celtom i Rzymianom, jednocząc piktyjskie plemiona pod swoim sztandarem. Podczas gdy jego lud walczy o przetrwanie, Bran usiłuje przywrócić utraconą chwałę swojemu plemieniu.
Bran Mak Morn to jedna z najbardziej poruszających postaci stworzonych przez Roberta E. Howarda: dumny, nieustępliwy władca ostatnich Piktów, ludu stojącego na krawędzi zagłady. Wychowany w cieniu dawnej chwały swego narodu, Bran nosi na barkach ciężar historii, której niewielu już pamięta, i przyszłości, której być może nigdy nie doczeka.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Mam pewnoą słabość do książek, które próbują opowiedzieć historię w trochę inny sposób. "Korespondentka" Virginii Evans robi to właściwie od pierwszej do ostatniej strony, bo zamiast klasycznej narracji dostajemy zbiór listów, wiadomości i korespondencji, które czasami są ze sobą mocno powiązane, czasami tylko delikatnie się zazębiają, a innym razem wydają się zupełnie osobnymi historiami. I ku mojemu zaskoczeniu - bardzo mi się to spodobało.
W centrum tej korespondencyjnej układanki znajduje się Sybil Van Antwerp, kobieta po siedemdziesiątce, której życie poznajemy nie poprzez klasyczną opowieść, ale właśnie dzięki temu, co pisze do innych i co inni piszą do niej. Koresponduje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, ale również z ludźmi, których właściwie nie zna osobiście. Są wśród nich pisarze, których książki wywarły na niej wystarczająco duże wrażenie, żeby postanowiła do nich napisać. Są to również pracownicy instytucji, z którymi załatwia sprawy, czy portali, na których Sybil posiada konta.
Początkowo można mieć wrażenie, że podglądamy po prostu cudzą skrzynkę pocztową. Jeden list, drugi, odpowiedź, później nagle przeskakujemy do zupełnie innego adresata. Powoli jednak z tych pojedynczych elementów zaczyna wyłaniać się człowiek. I chyba właśnie to najbardziej podobało mi się w tej książce.
Nie dostajemy biografii Sybil. Sami musimy ją sobie zbudować.
Z kolejnych listów wyciągamy informacje o jej przeszłości, rodzinie, małżeństwie, dzieciach, relacjach z innymi ludźmi, ale również o jej charakterze. Czasami więcej mówi sposób, w jaki do kogoś pisze, niż sama treść wiadomości. Innym razem znaczenie ma to, czego w liście zabrakło. Z czasem zaczynamy również dostrzegać wydarzenia z przeszłości, które wywarły na Sybil ogromny wpływ i których konsekwencje nadal są obecne w jej życiu.
Bardzo lubię takie literackie układanki. Autorka nie mówi: „Sybil jest taka i taka”. Zamiast tego daje mi kilkadziesiąt czy kilkaset elementów i pozwala samemu dojść do tego, kim właściwie ta kobieta jest. A ponieważ różni ludzie znają różne jej wersje, z różnych okresów czasu i z róznym stanem zdrowia (choć bardziej powinienem powiedzieć - pogłębiającej się niepełnosprawności), obraz nigdy nie jest całkowicie jednoznaczny.
Świetnie działa też pozorna przypadkowość korespondencji. Nie każdy list musi prowadzić fabułę do przodu. Nie każda osoba musi okazać się kluczowa dla wielkiego finału. Niektóre wiadomości są zabawne, inne smutne, jeszcze inne właściwie zupełnie zwyczajne. Jedne Sybil pisze na chłodno, inne pod wpływem dużych emocji. Tyle że dokładnie tak wygląda jej życie. Nie każda rozmowa, którą prowadzi, okazuje się po latach istotna.
A mimo tego gdzieś pod powierzchnią tych wszystkich listów znajduje się większa historia. Stopniowo zaczynamy rozumieć, dlaczego Sybil jest właśnie taka, dlaczego niektóre relacje wyglądają tak, a nie inaczej i dlaczego pewne tematy wracają w jej korespondencji jak bumerang. Forma, która początkowo wydaje się tylko ciekawym eksperymentem, okazuje się bardzo dobrze dopasowana do opowiadanej historii.
Jest w tym również coś trochę nostalgicznego. List wymaga czasu. Trzeba usiąść, zastanowić się, co właściwie chcemy powiedzieć, napisać to, może przekreślić akapit czy dwa, zaczać list od nowa na nowej kartce, przepisać na czysto, wysłać, a później czekać na odpowiedź. W świecie komunikatorów i odpowiedzi wysyłanych po kilku sekundach takie podejście do rozmowy wydaje się niemal czymś z innej epoki. A Sybil prowadzi tę formę konwersacji od dekad, sama przyznaje, że zaczęła już jako dziecko, a przypomnę, że gdy ją poznajemy, ma ponad 70 lat.
"Korespondentka" nie jest książką pełną wielkich wydarzeń czy dramatycznych zwrotów akcji. Jej największą siłą jest powolne odkrywanie człowieka poprzez jego relacje z innymi ludźmi. Z luźnych, czasami powiązanych, a czasami zupełnie niezależnych listów, Virginia Evans składa pełny obraz życia jednej kobiety.
I chyba właśnie za tę formę polubiłem tę książkę najbardziej. Zaczynałem od czytania cudzej korespondencji, a kończyłem z poczuciem, że naprawdę poznałem osobę, która ją wymieniała.
@WujekAlien tylko zeby nie bylo na mnie xd to nie tak ze historia jest opowiedziana inaczej, ona jest zchowana, ja trzeba wyrwac ze szponow labiryntu szalenstwa.
Sfinks jest istotą nierealną. Istnieje wyłącznie dlatego, że kiedyś ktoś go sobie wyobraził. Doskonale wiadomo, że w nieskończonym wszechświecie wszystko, co możemy sobie wyobrazić, musi gdzieś istnieć. A że wiele z tych rzeczy nie powinno się pojawiać w uporządkowanych ramach czasoprzestrzennych, zostają wepchnięte do bocznych wymiarów. Może to w pewnym stopniu wyjaśnić chroniczny zły humor Sfinksa, chociaż stworzenie z ciałem lwa, łonem kobiety i skrzydłami orła z pewnością cierpi na kryzys tożsamości i niewiele trzeba, żeby je rozzłościć.
Skarpa Warszawska zapowiada pierwszy zbiór opowiadań z serii o najsłynniejszym agencie MI6. "Tylko dla twoich oczu" Iana Fleminga w księgarniach od 26 sierpnia 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 336 stron, w cenie detalicznej 54,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
W opowiadaniu Polowanie na myśliwego Bond jedzie do Francji, gdzie ma rozpracować groźny spisek tajnych służb. Tylko dla twoich oczu to historia, w której 007 bierze udział w prywatnej wendecie M, a granica między poleceniem służbowym i osobistą zemstą nie jest zbyt wyraźna. W Cząstce dobroci Bond uczestniczy w pewnym przyjęciu na Bahamach i ma okazję się przekonać, że namiętność może łatwo przerodzić się w okrucieństwo.
Z kolei w Ryzyku tajny agent zostaje wplątany w toczącą się na Morzu Śródziemnym wojnę przemytników i musi stanąć po stronie mniejszego zła. Okaz Hildebranda jest klasyczną historią kryminalną rozgrywającą się na morzu. Każdy ma tu coś do ukrycia, nawet 007…
W zbiorze Tylko dla twoich oczu szpiegowska intryga łączy się ze śmiałym rozliczeniem Bonda z własną przeszłością. Ian Fleming zamknął w pięciu spektakularnych opowieściach niezwykłe, porywające światy.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Smagany chęcią poznania pierwiastka,
Przełykam kawałek kremowego ciastka,
I spytać się możesz, dokąd to zmierza?
Nie pytaj! Nie warto. Uwierz w papierza.
Przynajmniej dwa razy podchodziłem do serialu, kończąc gdzieś w sezonie 4? Chciałem sprawdzić jak mocno różnił się od wersji książkowej. Całkiem mocno.
Oczywiście główne postacie są te same i prawdopodobnie całkiem dobrze oddane w serialu (choć w książkach są faktycznie drugoplanowe bez żadnych wątków pobocznych). Natomiast fabularnie różnice są zasadnicze. Rozjeżdża się to już w pierwszej książce, a dalej to już wręcz inna historia.
O dziwo Rita w książce nie jest irytująca (to jest chyba celowy zabieg serialowy), a jej dzieci są... ciekawe - tego chyba nie mogli powtórzyć w serialu. W sumie to trochę ich historia trzyma mnie przy serii [ciekawe co by o tym powiedział jakiś psychiatra]. Głównym celem lektury jest sprawdzenie, czy autor dał Dexterowi możliwość przeżycia dylematu, którego serial mu odebrał.
tl;dr: Książki lekkie, z osobliwym humorem, w sam raz na wakacje.
Jedną z rzeczy, które lubię w książkach, jest to, że w przeciwieństwie do wielu innych przedmiotów czasami mamy możliwość zobaczenia kawałka ich historii. Podpisy, pieczątki i dopiski mogą rzucać odrobinkę światła na dzieje danego egzemplarza.
Moja nowa, stuletnia szwedzka Ania z Avonlea (drugi tom Ani z Zielonego Wzgórza) pochodzi ze szkolnej biblioteki na wyspie Blidö. Do katalogu została wpisana pod numerem 105.
Blidö jest malutką wysepką w północnej części Archipelagu Sztokholmskiego. Przez stulecia mieszkańcy utrzymywali się głównie z rolnictwa i rybołówstwa. W XIX i XX wieku wyspa stała się popularnym miejscem wypoczynku mieszkańców stolicy. Autorka Muminków Tove Jansson jako dziecko spędzała tam wakacje.
W latach trzydziestych Blidö była niewielką, rozproszoną społecznością wyspiarską, w której działało kilka małych szkół. Właśnie wtedy, w 1931 roku, egzemplarz Vår vän Anne trafił do miejscowej biblioteki szkolnej.
Mogło ją czytać któreś z tych dzieci ze zdjęcia z 1933 roku. Któreś z nich mogło też pomazać pieczątkę biblioteki
Przepiekne wydanie, ile rak ile oczu ta ksiazka widziala, moze ktos uciekal w je strony podczas najciemniejszych godzin histori, ja ostatnia znalazlem taka, ponad 100 letnia lezala na smietniku.
Wydawnictwo Media Rodzina ogłasza wznowienie pierwszego tomu Opowieści z Narnii. "Lew, Czarownica i stara szafa" C.S. Lewisa w księgarniach od 9 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 224 strony, w cenie detalicznej 49,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Łucja pierwsza odkrywa sekret szafy w pełnym zakamarków, starym domu Profesora. Na początku bracia i siostra nie wierzą jej słowom, gdy opowiada o swojej wizycie w Narnii. Ale wkrótce Edmund, a potem Piotr i Zuzanna sami przekraczają próg zaczarowanej szafy i odkrywają kraj pogrzebany pod panowaniem okrutnej Białej Czarownicy. Kiedy spotykają lwa Aslana, zdają sobie sprawę, że zostali powołani do wielkiej przygody i odważnie dołączają do walki, by wyzwolić Narnię spod władania Czarownicy.
Wydanie specjalne ponadczasowej powieści w twardej oprawie i z barwionymi brzegami.
Opowieści z Narnii autorstwa C.S. Lewisa to najwspanialsza seria fantasy wszech czasów, która od ponad siedemdziesięciu pięciu lat rozbudza wyobraźnię czytelników. Niniejsze kolekcjonerskie wydanie zawiera ilustracje oryginalnej ilustratorki książek o Narnii, Pauline Baynes.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Whoresbane ale to będą dmuchać, przecież oni to wcześniej wydali w małych broszurowych książeczkach albo całą serię w dwóch książkach o normalnym rozmiarze.
Współczesna nauka wie doskonale, że istnieje o wiele więcej wymiarów niż klasyczne cztery. Naukowcy twierdzą, że te dodatkowe zwykle nie wpływają na normalny świat, gdyż są małe i zwinięte w sobie. Oznacza to, że wszechświat zawiera więcej cudów, niż możemy kiedykolwiek zrozumieć, albo też - co bardziej prawdopodobne - naukowcy wymyślają to wszystko w miarę potrzeby.
@fonfi z Tarczyńskiego są spoko. Kiedyś poczęstowałem kumpla i mówił, że "dziwnie smakują". No nie dziwne, bo tam skład to szynka, przyprawy, kuniec xd
Być może wpadłem w nastrój melancholii albo innej (bez)nadziei, ponieważ nasłuchałem się utworów pana Boba Dylana, a być może włączyłem sobie utwory pana Boba Dylana, ponieważ ogarnął mnie nastrój melancholii albo innej (bez)nadziei – dla mnie samego nie jest to do końca jasne. W każdym razie słuchałem sobie ostatnio tych utworów pana Boba Dylana w wersjach spolszczonych, wykonywanych przez pana Filipa Łobodzińskiego wraz z całym powołanym przez niego zespołem Dylan.pl i próbowałem coś do tego napisać. Może o Dylanie, może w duchu Dylna – nie umiałem się zdecydować, no i w dodatku zupełnie mi nie szło. Jednym słowem: beznadzieja.
I niemal zacząłem już z tej (bez)nadziei gorzko łkać, kiedy to niespodziewanie z pomocą przyszedł mi pewien Australijczyk – u nich, wiadomo, dużo słońca, to i witaminy D im w związku z tym im nie brakuje. Australijczyk, który mi dopomógł nazywa się Nick Cave i to właśnie on nagrał kiedyś taki oto optymistyczny utwór (który, swoją drogą, również doczekał się swojej polskiej wersji , zresztą niejedynej ).
No i tak to właśnie jest – kiedy nic nie przychodzi do głowy i nie wiadomo co napisać, a złośliwie nie zjawia się nawet żadna mucha, to wtedy najlepiej jest ukraść czyjś pomysł i ładnie to nazwać reinterpretacją. Przedstawiam więc Państwu moją reinterpretację tekstu pana Nicka Cave’a:
Trudno czytało mi się tę biografię. Nie tylko ze względu na objętość (książka ma tysiąc stron i waży prawie półtora kilograma), ale także dlatego, że wielokrotnie w postaci Vincenta widziałem odbicie samego siebie. Co, jak można się spodziewać, nie należało do przyjemnych doświadczeń, jednocześnie dało swego rodzaju komfort, że „nie tylko ja tak mam”.
Na papierze Vincent van Gogh miał wszystko, żeby wieść szczęśliwe życie: urodził się w szanowanej rodzinie z wpływami, dzięki wsparciu której miał dużą szansę osiągnąć sukces jako marszand. Tym bardziej że wykazywał się zamiłowaniem i ogromną wiedzą na temat sztuki. Jeden z jego stryjów, imiennik zresztą, był współwłaścicielem galerii, w której bratanek rozpoczął pracę. Z kolei jego kuzyn, Anton Mauve, był sławnym malarzem, chętnym do nauczania Vincenta. Również Theo gotów był wspierać brata.
Niestety, Vincent miał też bardzo trudny charakter, co zniechęcało ludzi do niego. Był bardzo kłótliwy i często robił wszystko na przekór - gdy brat zachęcał go do malowania jasnymi kolorami, Vincent malował jeszcze ciemniejszymi – potrafił być natrętny, często powracały do niego różne obsesje, jak ta o posiadaniu własnej rodziny czy miłości, najczęściej nieodwzajemnionej i niemożliwej. Jedynie Theo, głównie z poczucia obowiązku sprawowania opieki nad finansowo zależnym bratem, nie odwrócił się od niego na dobre, mimo że zdarzały się okresy, gdy rzadko ze sobą korespondowali.
To dzięki obfitej korespondencji twórcom udało się napisać tak monumentalną biografię. Co chwilę można natrafić na cytat wyjęty z wysłanych listów, co, jak sami zauważyli, nie do końca jest wiarygodnym źródłem, gdyż ich autor czasem musiał zważać na to, co pisze, czego zaś nie zrobiłby w dzienniku, z założenia niedostępnym dla nikogo oprócz niego. Niemniej jednak ogrom listów pozwolił wejrzeć w rozchwianą psychikę Vincenta van Gogha i w miarę wiernie odtworzyć ją na kartach biografii. Podobnie jak jego losy od narodzenia aż do śmierci.
Okolicznościom śmierci został poświęcony cały rozdział, ponieważ do dzisiaj panuje przekonanie, że Vincent van Gogh popełnił samobójstwo. To byłoby bardzo romantyczne zwieńczenie życia pełnego udręki, jednakże dalekie od prawdy. Bardziej prawdopodobnym przebiegiem zdarzeń było mniej lub bardziej przypadkowe postrzelenie z pistoletu przez młodego chłopaka, którego Vincent nie chciał wydać policji. Autorzy zasugerowali, że malarz nie szukał śmierci, jednakże gdy stanęła mu na drodze, postanowił ją przywitać. Głównie dlatego, że przez całe życie miał wyrzuty sumienia, iż stanowi wyłącznie obciążenie dla swojej rodziny, która z czasem go wyklęła.
Vincent stwarzał wiele problemów i przyniósł rodzinie van Goghów wiele wstydu. Próbował różnych ścieżek w swoim życiu, jednakże wszystkie, oprócz jednej, zakończyły się niepowodzeniem. Także zostanie malarzem spełzłoby na niczym, gdyby nie ogromne wsparcie finansowe Thea przez całe dorosłe życie. Co dziwne, Vincent zdawał się często tego nie doceniać i wymagał od brata większych sum, żeby pokryć swoje często rozrzutne życie. Jednocześnie malarz miał skłonności do życia w ogromnym ubóstwie, niedojadania, karaniu swojego ciała wyczerpującymi spacerami i spania w chłodzie.
Z tego, co wyczytałem, psychiatrzy sugerowali, że Vincent van Gogh mógł cierpieć na chorobę afektywną dwubiegunową, co tłumaczyłoby jego bardzo odmienne zachowania. To jedynie teoria, której nie da się już potwierdzić. Pod koniec jego życia przy ówczesnym stanie wiedzy zdiagnozowano u niego padaczkę, która potrafiła „wyłączyć” go z życia nawet na miesiąc, po czym dojście do siebie też zajmowało trochę czasu. Stanowi jego psychiki na pewno nie pomagało notoryczne nadużywanie alkoholu ani chodzenie na panienki, co przypłacił zachorowaniem na syfilis. Podobnie jak wspomniane już ogromne poczucie winy i wyrzuty sumienia, że stanowi wyłącznie obciążenie dla swojej rodziny.
Czy polecam biografię? Oczywiście, że tak. Z zastrzeżeniem, że będziecie mieli do czynienia z dogłębnym opisem niezbyt szczęśliwego życia, co czasem potrafi przytłoczyć. Przeczytanie książki zajęło mi cztery miesiące, podczas których zdarzało mi się odkładać ją na bok na dłużej. Szczegółowość biografii jest jednocześnie jej zaletą i wadą, ponieważ gdyby przełożyć ją na strony „normalnej” powieści, wyszłoby ich zapewne dwa razy więcej. Brak tu dialogów – jest to bardzo zwarty tekst.
Przyczepić się mógłbym jedynie do umiejscowienia obrazów. W fragmentach, w których autorzy opisywali tworzenie danego dzieła, brakowało mi reprodukcji finalnego obrazu. Owszem, czasem zostały przedstawione omawiane szkice, jednakże najsłynniejsze dzieła Vincenta zostały zebrane w dwóch, moim zdaniem dość losowych, miejscach. Kartkowanie książki w celu znalezienia odpowiedniej strony nie należało do najwygodniejszych.
Niemniej jest to najlepsza biografia, jaką do tej pory przeczytałem.
Czytało się szybko i przyjemnie. To prequel, w którym Geralt jest jeszcze niedoświadczony, przeżywając pierwsze przygody na szlaku. Taka mieszanka krótkich opowiadań, które gdzieś za połową książki zostają skierowane w jednym kierunku. Historia nie jest trudna do śledzenia, nawiązania do innych momentów z życia wiedźmina to miły ukłon. Ogólny poziom skomplikowania niski, nawet opowiadaniowe tomy sagi są bardziej mięsiste.
Szkoda tylko, że to takie krótkie, trochę po łebkach i ta cena... Za 65 złotych oczekuje się więcej niż czegoś, co przypomina wyglądem i objętością harlequina. No ale c⁎⁎j, kupione. Dokonało się. Jakbym nie przeczytał, to nic by się nie stało. Ale z drugiej strony... złe jakieś nie było. Przekąska.
@Zioman Mnie najbardziej wkurzyło kilka ostatnich stron gdzie Sapkowi już chyba się ewidentnie nie chciało, bo tyle rzeczy tam się wydarzyło że spokojnie by starczyło na drugie tyle objętości a tak to mamy po jednym akapicie na każde ważne wydarzenie.
Tytuł: Wrony
Autor: Petra Dvorakova
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Stara Szkoła
Format: ebook
Liczba stron: 182
Ocena: 8/10
Nie pamiętam, kiedy ostatnio przeczytałem książkę na raz. Mocna pozycja o życiu w toksycznej rodzinie.
Dvorakova napisała ją w pamiętnikowym stylu. Powieść czytamy z perspektywy dwóch bohaterek - córki i matki. Każda sytuacja, każdy wątek są opisane z perspektywy jednej i drugiej, co daje poczucie obserwowania czyjegoś życia z boku. A historia jest przytłaczająca i znana wielu ludziom urodzonym w domach, gdzie miłość była skąpo porcjowana na bardzo surowych warunkach, jeden rodzic był cholerykiem i pedantem, a drugi statystą gdzieś w tle, do tego każda czynność była obwarowana nie do końca zrozumiałymi wymaganiami i oczekiwaniami.
Czesi mają jakiś taki fajny sposób na pokazywanie scen z życia, tak że czytelnik książki, czy widz filmowy wchodzi w środek akcji, ale nie brakuje mu jednocześnie początku. Pewnie dzięki temu książka wciąga od pierwszej strony i nie puszcza do końca.
Wydawnictwo Olesiejuk zapowiada drugi tom X-Wingów w Kolekcji Legend. "Ryzyko Wedge'a" Michaela A. Stackpole'a w księgarniach od 30 września 2026 roku. Wydanie w dwóch wersjach - miękkiej oprawie i twardej z barwionymi brzegami - obejmuje 464 strony, w cenie detalicznej 49,99 za miękką i 129,90 zł za twardą. Poniżej okładki (miękka z lewej, wizualizacja twardej z prawej) i krótko o treści.
LEGENDARNA ESKADRA ŁOTRÓW POD DOWÓDZTWEM WEDGE’A ANTILLESA SZYKUJE SIĘ DO OSTATECZNEGO STARCIA Z IMPERIUM.
Zwinne, szybkie i zabójczo skuteczne – takie właśnie są X-wingi. To one stanowią trzon sił Sojuszu Rebeliantów w walce z Imperium i to w nich piloci ryzykują życie podczas zaciekłych bitew kosmicznych. Teraz ci dzielni śmiałkowie muszą podjąć się niebezpiecznej misji w samym sercu wroga, aby unieszkodliwić bezlitosnego przeciwnika!
Celem jest Coruscant, złowrogie centrum chylącego się ku upadkowi Imperium, z którego monumentalnych wież dowództwo prowadzi wojnę i skąd sprawuje rządy. Rebelianci zamierzają zdobyć tę silnie bronioną planetę, aby zadać przeciwnikowi śmiertelny cios. Eskadra Łotrów pod dowództwem Wedge’a Antillesa ma przeniknąć na Coruscant, zdobyć dane wywiadowcze i zneutralizować generator pola siłowego. Straceńcza misja może jednak skończyć się śmiercią lub jeszcze gorzej – uwięzieniem, bowiem na straży Imperium stoi bezwzględna Ysanne Isard, znana jako „Iceheart” – kobieta, która sprawuje władzę niemal absolutną, rządząc strachem i manipulacją.
A wśród Łotrów ukrywa się zdrajca, działający z jej rozkazu, gotowy pogrążyć misję i sprzedać swoich towarzyszy.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Chyba największy scam obecnie jeśli chodzi o edycje, w gówno pudełeczku w twardej za 130zł, śmiech na sali XD
Bym zrozumiał gdyby to była jakaś rzeczywiście fajna edycja od Rebis, Vesper czy Zysku z jakimiś ilustracjami ale dawno takiego scamu nie widziałem od czasu edycji "kolekcjonerskiej" Problemu trzech ciał, czyli twarda z pomalowanymi jednym kolorem brzegami XD
– Nigdy w życiu nie czułem się bardziej bezwartościowy – wyznał ze smutkiem Teppic.
Chidder spojrzał na niego zdziwiony.
– Przecież jesteś królem!
– Niby tak, ale...
– Królem państwa, które formalnie wciąż istnieje, ale jest nieosiągalne dla śmiertelników?
– Niestety tak.
– I możesz wydawać prawa co do, na przykład, waluty i podatków?
– Chyba mogę, ale...
– I nie wierzysz, że jesteś cenny? Wielkie nieba, Tep, nasi księgowi potrafią pewnie wymyślić pięćdziesiąt różnych sposobów, żeby… Ręce mi wilgotnieją na samą myśl o tym. Przede wszystkim ojciec poprosi chyba o przeniesienie tam naszego głównego biura.
Dwustronny piórnik Herlitza z kotkami i różowymi zamkami, który dostałam na 10 urodziny. Tymi grubymi kredkami z wyposażenia bawił się jeszcze mój syn.
Dzisiejsza paczka z różnymi książkami z vinted i allegro - jest tu stuletnia Ania z Avonlea ze Szwecji, Ania po francusku z Kanady, Ania po arabsku czy japońsku. Są książki z serii American Girl, The Baby Sitters Club i nowe tłumaczenia Domku na prerii. Jest książka kucharska inspirowana Jane Austen. Jest rocznik przedwojennej angielskiej gazety dla dziewcząt. Jest mnóstwo radości.
Mamy dziś 11. dzień sierpnia, jest to więc święto Mongolskich Wojowników w Służbie Rzeczypospolitej a Przeciw Związkowi Radzieckiemu. W związku z powyższym dziś nie może być inaczej:
temat: bohaterstwo
rymy: Wiesiek - słonina - niesie - Stalina.
Proszę bawić się wyśmienicie!
***
A ponieważ siedzę jeszcze przy komputrze i łatwiej mi się kopiuje myszką niż palcem na telefonie, to sobie zasady skopiuję, a nawet je później wkleję:
Zasady:
Masz podany temat i rymy
Ogarniasz wierszyk w tej tematyce i z podanymi rymami.
Oczywiście rymy mają być użyte z zachowaniem podanej kolejnosci