moze jestem niepoprawnym romantykiem, zyjacym w wyidealizowanym swiecie iluzji, ale wydaje mi sie, ze jak jest zdrowa relacja pomiedzy ludzmi zyjacymi pod jednym dachem niezaleznie czy to rodzina i kto kogo zrobil, to nawet jak tobie nie przeszkadza zycie w balaganie, to z takiego pozytywnego szacunku, milosci, czy cos w tym stylu, chcesz spelniac oczekiwania tej drugiej osoby.
jaka macie relacje z corka? ma do was zaufanie zeby dzielic sie problemami? jakbys z nia usiadl i spytal "hej, jak myslisz, dlaczego nie sprzatasz? na prawde ci to nie przeszkadza, czy nie jestes w stanie? chcialbym Ci pomoc w pokonaniu tych trudnosci." to by ci powiedziala, czy olala? c⁎⁎ja sie znam, bo dzieci nie mam i miec nie bede, ale w wychowaniu mnie taki wlasnie problem dostrzeglem, ze rodzice opierali sie na rownie nieskutecznej dyscyplinie albo wyjebaniu, a nie probowali zbudowac ze mna wiezi jak czlowiek z czlowiekiem, a to nie jest zdrowe dla zadnej ze stron. ale oni w sumie nawet nie zbudowali zdrowej wiezi ze soba nawzajem, wiec czego oczekiwac?
zastanow sie nad tym, moze poriserczuj o tym w necie, porozmawiaj z zona, bo to moze byc ostatni dzwonek zeby core wyprowadzic na prosta i zbudowac dobra relacje zanim wyfrunie z gniazda.
trzymam kciuki i zycze powodzenia, wszystko jest do naprawienia