#cywilizacja #spoleczenstwo #dzieci #rodzicielstwo

Jeszcze kilkadziesiąt lat temu posiadanie dziecka w naszej kulturze było sytuacją domyślną i większość ludzi po prostu miała dziecko. Aktualnie rodzicielstwo jest "świadomą decyzją", czyli w praktyce nasza cywilizacja wymiera. Nie wiem dlaczego tak się dzieje ale świat jaki znamy bardzo szybko się skończy.

a2518866-d156-4442-8556-648d34c43b5f
Lubiepatrzec userbar

Komentarze (200)

@Lubiepatrzec ja wiem ale nie powiem bo będzie kałszkwał.

bardzo szybko się skończy

W wielu miejscach na zachodzie już się skończył.

jaki znamy

Albo wręcz go ludzie nie znają chyba że z fotografii\filmikow sprzed 30-40 lat.

Jak to nie wiesz, czemu tak się dzieje? Bo jako społeczeństwo osiągneliśmy pewien poziom dobrobytu i zamiast całe życie wychowywać dzieci, to wykorzystujemy ten dobrobyt dla siebie. Zawsze było tak, że więcej dzieci rodziło się w biednych rodzinach niż bogatych. A jak jeszcze sobie ktoś przypomni swoich dziadków, którzy całe życie spędzili tylko na pracy i wychowywaniu swoich dzieci a potem wnuków, to ten wnuk jako dorosły, powie sobie: „o nie, ja tak nie będę żył”. Ten wnuk jest dorosły, żyje w najlepszym dobrobycie od czasów II wojny, więc nie żałuje sobie. Zamiast poświęcać czas i pieniądze na dziecko, podróżuje, oddaje się swojemu hobby. Mniej zamożni mniej wymagający ludzie, mają proste rozrywki i im nic więcej nie potrzeba niż piwerko i telewizor. Po za tym często nie są progresywni, więc są nadal w tej „sytuacji domyślnej” o której wspomniałeś.

@Klamra przede wszystkim czynnik kulturowy - kiedyś w jednym domu żyły 3 pokolenia, a to ułatwia wiele rzeczy - koszty utrzymania domu są niższe, dodatkowo jest dużo rąk do pomocy z dzieckiem. Zawsze jest komu zostawić dziecko pod opiekę gdy trzeba gdzieś wyjść. To sprawia, że przedsięwzięcie pod tytułem dziecko staje się dużo prostsze. Minusem jest to, że u nas zwykle młodsze pokolenia muszą robić tak jak chcą starsze, bo tak, więc wiąże się to z wieloma ograniczeniami. Dzisiaj uważamy, że to obciach mieszkać z rodzicami, kiedy jest to ekonomicznie bardzo opłacalne.


Mam też wrażenie, że dzisiaj rodzice bardziej interesują się dziećmi i przykładają większą uwagę do ich wychowania, kosztuje to więcej energii i zmniejsza apetyt na kolejne dziecko.


Kulturowo też mamy parcie na zrobienie kariery i osiągnięcie czegoś, a przy tym zakładanie rodziny spada na dalszy plan. Czyli trochę czynnik ekonomiczny, ale nie dopuszczamy do siebie rozwiązania problemu ekonomicznego w postaci mieszkania z rodzicami.

@Klamra Co wy macie z tym podróżowaniem? Wszyscy tylko by ciągle podróżowali. W każdej dyskusji zawsze pojawia się to podróżowanie.

Psss. z dzieckiem też można podróżować. Oni tego nie sprawdzają.

@MagicznaTorpeda jest moda na „samorozwój” przez podróżowanie tyle się rozwijają a ludzie jak byli niedorozwinięci dalej są xD

@MagicznaTorpeda ale podróże z dzieckiem to nie sa podróże. Ja na samą myśl dostaje białej gorączki. Dopasować caly wyjazd do drzemki, karmienia i kupki - totalne przeciwieństwo podróżowania... taki okres jest tylko przez chwile, bo dziecko 2-3 letnie juz sie ogarnia na tyle, ze większe wyjazdy mają sens, ale nadal jest to kłopotliwe.

Zeby nie bylo, ja aktualnie mam 2+2 (2lv i 4lv) i w ciągu roku jeździmy z dzieciakami na wycieczki ale bardziej "dla dzieci" i raz albo dwa razy do roku citybreak gdzie dziadki zajmują sie dziećmi przez 3-4 dni a "starzy latają sami".

To tez jest problematyczne, bo wszyscy dziadkowie pracują i zeby cos zorganizować to urlop musimy wziąć my i chociaż jedeno z dziadków- dlatego zawsze latamy weekendowo. Jest to do pewnego stopnia uciążliwe i ja potrafię zrozumieć w 100% xe bez potomstwa sprawa jest duzo, duzo prostsza.

Tylko ludzie zapominają ile frajdy dają dzieci i jak fajnie mozna z nimi spędzać czas. To nie jest przykry obowiązek, ale tego juz nikt nie mówi. Wszystko dzisiaj zapierdala i nie ma "czasu i środków" na dzieci. Pozniej ludzie po 40, po 50 sie budzą z refleksją ze czas na bobasa, bo nikt nie biega po domu i jest jakoś smutno. Wtedy jest za późno. Osobiście znam 3 takie osoby, a znajomych nie mam duzo.

Głównie moim zdaniem brakuje kultu rodziny i za duzo jest parcia na "posiadanie i pokazywanie sąsiadowi na instagrami".

@Opornik to jest kwestia rozwojowa.


W rejonach gdzie kobiety są fabrykami dzieci mają dobrobyt? Czy raczej bieda aż piszczy i dzieci są robolami jak tylko mogą wykonywać pracę.


Im większy rozwój danego państwa, tym bardziej świadome rodzicielstwo.

Na zapadłych wsiach dalej produkuje się dzieci jako pomoc na polu i na starość, a nie w trosce o ich dobrostan. Jak mają co jeść i w co się ubrać to już jest idealne.

A do orania pola nie potrzebują studiów ani innych takich.


Potem kobieta spędza życie jako inkubator. A facet tyra od rana do wieczora, gdzie zainteresowania zamyka w TV, flaszeczce i kościółku w niedzielę.

@Belzebub z tym samorozwojem też różnie bywa, bo nie każdego podróże rozwijają. Większość ludzi jedzie do Egiptu, patrzy na piramidy i myśli "eee, na zdjęciu wydawały się większe". Więc to takie przepierdalanie pieniędzy, kulturalny lobbing biur podróży czy coś XD

Ludzie może widzą różnice w innych krajach, ale już nie zawsze zastanawiają się dlaczego oni robią tak, a nie tak jak my, jaki jest bilans korzyści z tego i może warto wprowadzić takie rozwiązanie u siebie?

@ZohanTSW zgadzam sie. Ale nie widzę nic złego w tym, że ktoś chce budować kariere, korzystać z życia a dzieci chcą iść własną drogą i budować życie po swojemu

@MagicznaTorpeda bo podróżowanie jest fajne. Ubogaca kulturowo i można zachwycać się całym światem. Dzieci w podróży ograniczają. Zresztą nie tylko dzieci. Im większa grupa w podróży, tym więcej ograniczeń

@Belzebub no cóż. Jednych śmieszy to, że ktoś przez podróże uprawia samorozwój. A drugich, że inni gnuśnieją w swojej wiosce lub kraju i zadowala ich co najwyżej hotelowy bar i leżak 20metrów dalej raz do roku

@Klamra problem jest gdzie indziej - bardzo wielu ludzi stosunkowo młodych którzy mogliby mieć dzieci a nie mają twierdzą właśnie,że dzieci będą przeszkodą w ich podróżach i samorozwoju. Sęk w tym,że dla znacznej większości tych ludzi to jest po prostu utracjuszowska rozrywka i chęć bycia „kimś” bo dziś to podróże są nowym wyznacznikiem statusu. Każdy robi to co chce w dupie to mam ale jak ktoś powtarza brednie o samorozwoju nie robiąc nic w tym kierunku tylko jako marny argument to już wolę,żeby powiedzieli wprost że po prostu nie chcą mieć dzieci bez dorabiania filozofii do tego i budowania narracji jakby ludzie posiadający dzieci nie mogli w podróże i samorozwój bo to jest brednia.

@ZohanTSW A kto by chciał mieszkać z rodzicami, a może jeszcze z dziadkami, którzy będą patrzyli Ci na ręce, kręcili nosem i mówili jak masz żyć Oczywiście nie wszędzie tak jest, ale w przeważającej części tak.

@ZohanTSW a czemu w jednym domu żyły pokolenia. Właśnie z powodu biedy. Dzieci były po to by pomagać w przeżyciu. Teraz tak jak pisała klamra to efekt dobrobytu. Można się opierdalac latać na wycieczki i sobie żyć a nie robić kolejne obowiązki czyli wychowywanie dzieci


I tak jak mężczyźni chcą mieć święty spokój tak i kobiety chcą mieć święty spokój

@pawlox dokładnie to napisałem

@kodyak zastanawiam się jeszcze czy mieszkanie z rodzicami mogło skutkować suszeniem głowy pod tytułem "no kiedy wnuki" i młodzi ulegali tej presji

@ZohanTSW 

Dzisiaj uważamy, że to obciach mieszkać z rodzicami, kiedy jest to ekonomicznie bardzo opłacalne.


Ekonomicznie tak, za to psychicznie często mocno wyczerpujące.

@MagicznaTorpeda naprawdę zrównałeś podróżowanie z dzieckiem do samotnego/w parze? Totalnie odmienne rzeczy Poza tym podróżowanie jest zajebiste więc zaskakuje mnie takie pytanie

@Lubiepatrzec ja nie ogarniam jak to jest, czasownik posiadanie, dziecko to też człowiek tylko że młody, niby poprawnie językowo ale ja nie wiem

@mk-2 to jest nawet zgodne od strony prawnej, za dziecko do czasu pełnoletniości odpowiadasz w 100%, idąc dalej - jest od ciebie zależne w podobnym stopniu (nierzadko dużo dłużej niż do osiągnięcia pełnoletniości), może i ma to pejoratywny wydźwięk, ale jest prawdziwe stwierdzenie.

@Lubiepatrzec Jako rodzic dwójki dzieci rozumiem to, że niektórzy nie chcą ich mieć. Są różne priorytety i sporo osób widzi, że świat to nie tylko rodzina, dzieci, dom i kręcenie się w okół tego całe życie. Chcą robić inne rzeczy i mają o tego pełne prawo. Co więcej, jestem człowiekiem, który z pełną świadomością może powiedzieć, że wyobraża sobie życie bez dzieci. Kocham moich synów nad życie, ale gdyby mi się tak poukładało, że nie miałbym rodziny i dzieci, to pewnie też bym był zadowolony. Po prostu żyłbym innym trybem, mając inne priorytety.

A jak wymrzemy jako cywilizacja? Coś się wydarzy? Ziemia przestanie się kręcić a słońce świecić? Wątpię.

@WatluszPierwszy będzie nas co raz mniej i może to nie jest nic złego, ale w mniej osób ciężej jest wypracować PKB więc prawdopodobnie czekają nas gorsze czasy, a jeszcze weź pod uwagę zapaść służby zdrowia i co raz więcej osób jej potrzebujących (bo się starzejemy). To wszystko może się złożyć na drastyczne zmiany zarówno kulturowe jaki i geopolityczne, co będzie się uznawać za koniec cywilizacji jakiej znamy. To oczywiście nie będzie tak, że jutro obudzimy się w nowej cywilizacji, bardziej jak gotowanie żaby - nastąpi jakieś wydarzenie, które symbolicznie uznamy za zakończenie pewnego etapu. Coś jak się stało z imperium Rzymskim.

@ZohanTSW Trochę to brzmi jak wybór - być wolnym i cieszyć się życiem jakim się chce vs podporządkować swoje życie pod cywilizację i żyć tak żeby wspierać kolektyw.

@WatluszPierwszy Dokładnie, ludzie mówią, że nie wyobrażają sobie życia bez dzieci, ale zazwyczaj jak już je mają Ja nie chciałem kota, żona przywiozła kota, teraz nie wyobrażam sobie życia bez kota, ale gdyby go nigdy nie przywiozła to też bym żył i był szczęśliwy i nie myślałbym całymi dniami "gdybym tylko miał kota..."

@pawlox nawet nie trochę, tylko właśnie tak. Z tym że obie ścieżki są potrzebne cywilizacji - potrzebujemy nowych pokoleń, ale także pracusiów. Nie nazwałbym też rodzicielstwa utratą wolności. Ta ścieżka wiąże się z odpowiedzialnością, ale to tak jakby powiedzieć że bycie prezydentem to utrata wolności, czy w ogóle zajmowanie jakiejkolwiek wyższej posady niż szeregowy pracownik to utrata wolności - bo przecież dostajemy pewne obowiązki i trzeba się bardziej starać i pewnych rzeczy nie można robić lub nie wypada.

@Lubiepatrzec Dzisiejszy świat daje spore możliwości i jeśli chcesz coś robić w życiu, to dziecko będzie hamulcem do wszystkiego, a czasem i poświęceniem z góry obranej drogi.

Jest zapewne milion powodów, dla których ludzie rezygnują z posiadania dzieci: finanse, brak czasu lub po prostu ich nie lubią

Jestem już rodzicem dorosłego człowieka i była to trudna droga, ale udało się i jestem z tego dumny. Natomiast jeśli miałbym przez to jeszcze raz przechodzić, to nigdy w życiu

@michalnaszlaku niestety, ale jest to smutny głos rozsądku. Pierwszego syna mieliśmy z przypadku Drugi był planowany. Okazało się, że plany to sobie możesz robić, a życie wszystko zweryfikuje. Wydawało nam się, że jesteśmy w stabilnym momencie wtedy, a życie pokazało, że jest inaczej. Dziś po kilkunastu latach ojcowskiego doświadczenia nie mam pewności czy decydowalibyśmy się na dzieci. Świat nie zmierza w dobrym kierunku, a kołowrotek jaki fundują dzieci też nie zawsze jest fajną karuzelą a bywa, że jest zepsutą kolejką górską, które zapierdziela na łeb na szyję.

@WatluszPierwszy też mam dzieci i też już się nauczyłem, że planować to sobie można. Przy dzieciach trzeba działać trochę na spontanie i wyznawać filozofię xD. Z takim podejściem znika sporo stresów.

@Cybulion nie gadaj, zawsze jak zajeżdżam do Ostródy (do tej knajpy przy jeziorze) to chodzą tam takie sztuki, że muszę w okularach chodzić, żeby żona nie widziała, że mi oczy z orbit wychodzą XD

a już w czasie festiwalu rege?

@Lubiepatrzec wiele się zmieniło - dziś na topie jest korzystanie z życia,podróżowanie i samorozwój. Nikt tym biedakom nie powiedział,że mając dziecko też można robić to samo co wcześniej być może w ograniczonym zakresie a może w takim samym ale tu jest losowość jakie to dziecko będzie. Jest to też pewnego rodzaju poświęcenie - ludzie dziś są bardzo wygodni…a dziecko zwłaszcza na początku to duży skok i dyskomfort bo człowiek nie wysypia się tak jak wcześniej,bo trzeba się nim opiekować,przebierać itd. Ale przychodzi taki moment,gdzie tak jak w moim przypadku wczoraj moja córka pierwszy raz całkowicie świadomie śmiała się głośno podczas zabawy z nami i wszystko co złe odchodzi w zapomnienie i myślisz - dla tego warto żyć!bez wahania zrobiłbym to jeszcze raz. Tylko tutaj kwestia świadomego rodzicielstwa jest bardzo istotna. Będąc „przygotowanym” do roli rodzica odbiór rodzicielstwa jest zupełnie inny - nie czujesz się,że ktoś ci założył kajdany tylko właśnie bardziej jakby ktoś ci odciął łańcuch i skupiasz się na tym co w życiu ważne i piękne a nie żyjesz tym czym żyją inni - bezwartościowymi plotkami,pracą ponad siły,kto gdzie pojechał na wakacje

Mi tam się nie spodobało doświadczenie bycia konsekwencją jakiegoś domyślnego ustawienia / presji społecznej etc. Pewnie wolałbym być efektem świadomej decyzji kochających się, dojrzałych emocjonalnie ludzi. Obserwuję takich wokół siebie i cieszę się, że oni mają dzieci :) .

@krasti_kurosant dlatego ja te obecne tendencje dotyczące zakładania rodziny i posiadania dzieci oceniam bardzo pozytywnie. Ludzie się na dzieci coraz częściej decydują na skutek własnych przekonań, relacji między sobą i po prostu chęci a nie na zasadzie "od wieków tak było, że chłop z babom muszom mieć dziecioka". Świadoma decyzja, to świadome i zdrowe rodzicielstwo.

@Lubiepatrzec 100 lat temu było nas "tylko" dwa miliardy, a Polaków było niecałe 30 milionów.
Więcej dzieci = więcej pieniędzy, bo te dzieci pracowały od wczesnych lat młodzieńczych. W 100 lat liczba ludzi wzrosła czterokrotnie!

Te ciśnięcie na wzrost populacji to takie mnożenie i odkładanie problemów w czasie - my musimy płodzić dzieci na nasze utrzymanie na starość, one będą musiały znowu aż w końcu dojdziemy do punktu gdzie będzie nas 'za dużo'.

Za dużo w porównaniu do rynku pracy - gdzie automatyzacja i postęp zmniejszają liczbę etatów.
Za dużo w porównaniu do rynku mieszkaniowego - ludzi nie będzie stać bo popyt przewyższy podaż.
No i za dużo w porównaniu do zasobów jako takich.

Oh wait - to już się dzieje i jesteśmy w stanie przejścia demograficznego - niska dzietność jest najbardziej 'szkodliwa' dla najstarszej części społeczeństwa. Dla rodziców i dzieci może być wręcz odwrotnie - dla rodziców to świadoma decyzja, a nie 'pułapka tradycji', rodzice mogą przeznaczyć więcej pieniędzy i czasu na edukację, zdrowie, zajęcia dodatkowe czy wsparcie własnych dzieci - wychowują je bardziej świadomie, sami są wyedukowani i gotowi na dziecko. To z kolei prowadzi do bardziej wykształconego społeczeństwa i lepiej zarabiającego - co w pewnym stopniu niweluje 'braki' w kasie na emerytury.

BTW. ja z żoną plan zastępowalności wykonaliśmy i być może nie powiedziałem ostatniego słowa ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@Lubiepatrzec Dla samej dyskusji podrzucę jeszcze jedną ciekawostkę: strategią państwa było rozwijanie rodzinnych form opieki, a odchodzenie od dużych ośrodków wychowawczych. Życie to jednak zweryfikowało i w ciągu ostatnich lat powstało niemal 120 nowych domów dziecka, ponieważ w tym samym czasie liczba rodzin zastępczych wzrosła zaledwie o około 1000. Tylko skąd taka konieczność? Czynnikami są m.in to, że choć dzieci rodzi się mniej, to jednocześnie częściej są one porzucane w szpitalach (niemal dwukrotny wzrost do dzisiaj 1 przypadku na 300 urodzeń) i częściej podejmuje się interwencje w dysfunkcyjnych rodzinach. W ciągu tylko ostatnich 5 lat liczba dzieci w pieczy zastępczej zwiększyła się o 10% do prawie 80 tysięcy dzieci.

@Szuuz_Ekleer Odpowiedziec Ci dlaczego rodzin zastepczych nie przybywa i dlaczego wzrosla liczba dzieci w pieczy zastepczej? Akurat jako rodzina zastepcza moge to opisac.

>Nie wiem dlaczego tak się dzieje

Dwa glowne czynniki, ktore udupily dzietnosc:

-feminizm;

-edukacja seksualna.

Kiedys dla kobiety przewidziane bylo zajmowanie sie dziecmi i domem. Teraz kobiety zajmuja sie studiami i praca. A w dodatku smiem stwierdzic, ze do XXI wieku ponad wiekszosc ciazy byla przypadkowa.

Ja sam moglbym sobie zrobic dziecko (i to nie jedno), ale gryzie mi sie to etycznie. Na swiecie zawsze byl burdel, glod, wojny, choroby, pedofile. Moje dziecko, nawet jesli bede sie nim zajmowac najlepiej na swiecie moze pewnego razu na dworze spotkac grupke patusow, dostac wpierdol/zostac zgwalcone, miec traume na cale zycie, a z paru innych powodow depresje. Nie wyobrazam sobie jak mialbym odpowiedziec na pytanie mojego syna/corki w depresji "dlaczego mnie stworzyliscie". Wiem, ze jakakolwiek odpowiedz swiadczylaby tylko o moim egoizmie. Ale to i tak lepszy scenariusz, bo mnostwo ludzi przeprowadza samobojstwo zamiast sie do kogokolwiek odezwac.

@solly-1 „Dwa glowne czynniki, ktore udupily dzietnosc:

-edukacja seksualna.”


Aha czyli wkładaj byle gdzie sposobem na wysoki rozwój państwa, dalej chyba nie trzeba czytać.

@hiperchimera ty chyba masz problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Ale tak przy okazji, jesli sadzisz, ze edukacja seksualna nie przyczynia sie do zmniejszonej liczby nieplanowanych ciazy... XD

@FoxtrotLima

Wez może z domu nie wychodź, bo pod autobus możesz wpaść.

Hehe :DDD

To samo mysleli sobie Ukraincy 30 pat temu. A teraz klops, ich dzieci musza walczyc w brutalnej wojnie.


Ojcowie też mogą się zajmować dziećmi. Ba, powinni nawet.

A ktos mowi, ze nie?

@hiperchimera jesli sadzisz, ze "swiadomosc rodzicielska" nie ma bezposredniego wplywu na dzietnosc, to o czym wlasciwie mowimy? Bedziesz sie czepiac drugorzednych pierdolek, zeby miec w czyms racje?

@solly-1 tak będę się czepiać formy.


Bo powiedzenie do kogoś „A weź śpi…aj” to nie to samo co „Wiesz co nie mam ochoty na dyskusję”.


Jak chcesz dyskutować merytorycznie, to używaj merytorycznej formy zamiast hasełek przegrywa a’la wykop

@solly-1

Kiedys dla kobiety przewidziane bylo zajmowanie sie dziecmi i domem. Teraz kobiety zajmuja sie studiami i praca.

O mężczyznach nic nie napisałeś. Tak jakby facet był jakiś gorszy i nie potrafił zająć się domem i dziećmi.

@hiperchimera

Jak chcesz dyskutować merytorycznie, to używaj merytorycznej formy zamiast hasełek przegrywa a’la wykop

Czy ten przegryw z wykopu jest teraz z nami w pokoju? Na tym etapie to jest cos w stylu:

-Zarabiam duzo pieniedzy, bo mam dobra prace.

-Nieprawda, zarabiasz duzo pieniedzy, bo otrzymujesz wysokie wynagrodzenie.


Ale skoro i tak uznales, ze nie ma co dalej czytac, to nie wiem, po co kontynuujesz. Ja zegnam.

@FoxtrotLima raczej chodzi o to, ze kiedys jedna z plci po prostu byla desygnowana spolecznie do pewnych obowiazkow. Wobec tej plci nie bylo za bardzo innych oczekiwan i wymagan, edukacja i kariera zawodowa byla na dalszym planie (i czesto znacznie dalszym). Jesli dla jednej plci (czyli z grubsza polowy spoleczenstwa) jedynym celem bylo wychowywanie potomstwa, to ta plec do tego dazyla.


Jak to wyglada teraz? Kto ma sie zajmowac dzieckiem? Ile czasu? Jak to wychodzi? Ojcowie i matki maja taki sam udzial w tych kwestiach? A w ogole, to trzeba sie zajmowac dzieckiem? Czy musimy je robic? Po co, skoro mozemy sie skupic na innych celach, w ktorych potomstwo by nam przeszkadzalo?

@solly-1 Język jest bardzo ważny w kształtowaniu kierunku w jakim zmierza dyskusja i jak nastraja się do niej od samego początku uczestników. Posiłkując się:


-Zarabiam duzo pieniedzy, bo skutecznie naciągam klientów.

-Nieprawda, zarabiasz duzo pieniedzy, bo wypracowujesz wysoką sprzedaż.


Raczej też podobnie, a jednak wydźwięk jakiś taki inny.


W każdym razie nie pisałbym tego tylko ze względu na tę kłótnię, ale poza tym podałeś (i słusznie) argument przemian społecznych jako skutek, choć w sposób bardzo dobitny, po czym podajesz swoją perspektywę jakby była wyjątkowa, a tymczasem ogólne "zmartwienie przyszłością" dzisiaj też jest w topce odpowiedzi podawanych przez ankietowanych w różnych badaniach.


Tak przewrotnie napiszę jeszcze choć sam nie wiem co o tym tak na 99% myśleć, bo to zbyt skomplikowane, ale może to nie wstrętny feminizm tylko kapitalizm, który nie pozwala odpowiednio wzbogacić się ojcom żeby utrzymać całą rodzinę? Na grupach konserwatywnych lansuje się wyimaginowany obraz tradycyjnej rodziny, na którą stać tak naprawdę tylko dobrze sytuowanych ludzi. Kobiet chcących tak żyć wbrew pozorom znajdzie się dużo (przynajmniej deklaratywnie), ale potem tak jak niektórzy tu dziwią się muszą one szukać tego bogatego księcia. Sam znam przypadki kobiet, które pomimo obiektywnie dobrych zarobków męża (a te np. wiążą go z jakąś konkretną miejscowością, gdyż nie każdy może zdalnie w modelu polskiego BIG5) i tak chodzą do mało rozwijającej, gorzej płatnej pracy i jeszcze wychowują dzieci, bo koszty kredytu, utrzymania, zajęć dodatkowych itd. dla dwójki bąbli są zabójcze, więc jeszcze dochodzi żłobek i przedszkole, które w okolicy zostały prywatne, a na dodatek to w sumie trzeba poruszać się autami, bo transport publiczny leży i kwiczy poza dużymi miastami. Piszesz jakby kiedyś kobiety nie pracowały na dom, a tymczasem od zarania dziejów przy pracy pomiędzy gotowaniem jednym i drugim wykonywały one trochę mniej ciężkie fizycznie prace np. w polu na słońcu będąc już niedługo po ciężkim porodzie. Nie mówiąc o tym co się działo za rewolucji przemysłowej.

@solly-1 no to sam sobie odpowiedziałeś, że to ani nie feminizm, ani tym bardziej edukacja seksualna nie doprowadziły do spadku dzietności.

@Szuuz_Ekleer 

Język jest bardzo ważny w kształtowaniu kierunku w jakim zmierza dyskusja i jak nastraja się do niej od samego początku uczestników.

To ma sens, ale nawet jesli moj komentarz z poczatku brzmi tak, a nie inaczej, to dalsza jego czesc zdradzala:

smiem stwierdzic, ze do XXI wieku ponad wiekszosc ciazy byla przypadkowa.

Zmiana tego stanu rzeczy oczywiscie wynika z (nawet po lebkach) przeprowadzonej edukacji seksualnej. Ale jesli ktos uznal, ze piszac o "udupienia dzietnosci" kieruje sie jakas pogarda wobec edukacji seksualnej, to widzialbym tutaj cos dziwnego w kontynuacji, ktora mowi "ponad wiekszosc ciazy byla przypadkowa" (bylo "ponad polowa", ale chcialem zmienic na "wiekszosc" i dlatego tak glupio to teraz wyglada). Pozniej napisalem, ze sam nie zamierzam sobie zrobic dziecka, z innych powodow. Osoba, ktora sie jako pierwsza odniosla napisala za to, ze nie byla zainteresowana dalsza czescia komentarza, ktora prawdopodobnie powiedzialaby jej cos wiecej. A dlaczego tak niefortunnie dobieram slowa? Podejrzewam, ze moze nawet zbyt czesto przemawia przeze mnie cynizm, na co niespecjalnie zwracam uwage.


Tak przewrotnie napiszę jeszcze choć sam nie wiem co o tym myśleć, bo się nie znam, gdyż to zbyt skomplikowane, ale może to nie wstrętny feminizm tylko kapitalizm, który nie pozwala odpowiednio wzbogacić się ojcom żeby utrzymać całą rodzinę?

Widzac "wstretny feminizm" dostrzegam pewna ironie. Do feminizmu zastrzezenia moge miec. Nie mam ich szczegolnie w tej kwestii, bo dla mnie ogolnie prokreacja jest nieetyczna (co mozna zobaczyc po chyba jedynym uzytkowniku z tagu #antynatalizm). Natomiast mowiac o mankamentach kapitalizmu w kontekscie dzietnosci... Tu dalej jest cos nie tak. Po pierwsze, to nasi przodkowie, ktorzy robili sobie po 8 dzieci przetrwali jakos XIX wiek. To byl dopiero kapitalizm. Bieda i wyzysk na szokujacym poziomie, ale czy to powstrzymywalo ludzi od zakladania rodziny? Nie, po prostu robilo sie dziecko i posylalo je do kopalni. Jedno spojrzenie na mape swiata tez ujawnia (wg mnie) pewien trend - tam, gdzie kobiety maja mniej praw (albo po prostu istnieje duza presja spoleczna) i tam, gdzie jest niesamowita bieda polaczona z brakiem edukacji, tam ludzie sie mnoza. Nie zazdroszcze tym ludziom ani troche, ale czy oni sie przejmuja bieda? Gdzie tam. Sa oczywiscie pewne odstepstwa i to nie tlumaczy w calosci trendow, ale to sa dla mnie najwazniejsze przyczyny.

@FoxtrotLima 

no to sam sobie odpowiedziałeś, że to ani nie feminizm, ani tym bardziej edukacja seksualna nie doprowadziły do spadku dzietności.

Naprawde nie wiem gdzie, ale w porzadku. Spojrz na mape swiata i zobacz, gdzie sie ludzie rozmnazaja.


Chyba, ze przyjmujesz retoryke z jakiegos reddita, ze ludzie sie nie mnoza, bo kapitalizm ich wyzyskuje.

@solly-1

Jak to wyglada teraz? Kto ma sie zajmowac dzieckiem? Ile czasu? Jak to wychodzi? Ojcowie i matki maja taki sam udzial w tych kwestiach? A w ogole, to trzeba sie zajmowac dzieckiem? Czy musimy je robic? Po co, skoro mozemy sie skupic na innych celach, w ktorych potomstwo by nam przeszkadzalo?

Jak sam widzisz, sytuacja ekonomiczna zmusza rodziny do zajmowania się zarabianiem pieniędzy na utrzymanie.

To nie kapitalizm jest tu winny. Wszak, kapitalizm lat '50 czy '60 w USA pozwalał na to, żeby jedna osoba zarabiała na utrzymanie, a druga na prowadzenie domu. W międzyczasie coś poszło nie tak i teraz mało kto może sobie pozwolić na taki luksus.

A to tylko jeden z powodów spadku dzietności.

@FoxtrotLima ah, a

Wszak, kapitalizm lat '50 czy '60 w USA pozwalał na to, żeby jedna osoba zarabiała na utrzymanie, a druga na prowadzenie domu.

To tylko ladny obraz, ktory zostal w mediach. Blad przezywalnosci. Nie, nie bylo tak kolorowo, chociaz w niektorych domach faktycznie to dzialalo.

@solly-1 no to ten kapitalizm jest fajny, czy nie? Feudalizm też fajny czy nie?

Zauważ, że wszędzie gdzie jest wysoka dzietność dzieci są wykorzystywane do pracy. Tak było za czasów naszych dziadków, gdzie dzieci albo zapierdalały w polu albo zajmowały się rodzeństwem.

Dzisiaj takie coś by nie przeszło (i słusznie) to i dzieci musi być mniej.

Jakość, nie ilość.

@FoxtrotLima 

no to ten kapitalizm jest fajny, czy nie? Feudalizm też fajny czy nie?

Ale co to ma do rzeczy, czy jest fajny, czy nie?


Zauważ, że wszędzie gdzie jest wysoka dzietność dzieci są wykorzystywane do pracy.

Czy wszędzie, to nie wiem.


dzieci albo zapierdalały w polu albo zajmowały się rodzeństwem.

Dzisiaj takie coś by nie przeszło (i słusznie) to i dzieci musi być mniej.

A co jest złego w tym, że rodzeństwo zajmuje się sobą, że nie powinno nigdzie przejść?

@solly-1 jest różnica w zajmowaniu się sobą przez rodzeństwo pod opieką rodzica, a zajmowaniem się rodzeństwem zamiast rodzica. Fundamentalna wręcz. To historia z życia mojej babci.

Rozwadniasz temat dysputami nad kapitalizmem czy feudalizmem, a nie zwracasz uwagi na to, że współcześnie posiadanie dzieci kosztuje więcej czasu, energii i pieniędzy niż dawniej. Zmienił się też powód dla którego ludzie chcą mieć dzieci.

Jakość, nie ilość, że się tak powtórzę.

@FoxtrotLima 

Rozwadniasz temat dysputami nad kapitalizmem czy feudalizmem

Przeciez to ty sam zaczales tlumaczyc, ze winnym jest kapitalizm. Doslownie twoje slowa, jak mniemam oparte o wiedze z memow, bo przeciez ktos tlumaczyl na reddicie, ze Homer Simpson bez wyzszego wyksztalcenia karmil cala rodzine. Teraz tak sie wyzyc nie da, w przeciwienstwie do... XIX wieku, w ktorym ludzie robili sobie 8 dzieci i posylali je do kopalni.


Jesli ty w dyskusji powolujesz sie na to, jak okropne barwy przybral kapitalizm i to wlasnie przez to ludzie sie nie rozmnazaja, a ja podaje ci okresy, w ktorych ludzkosc miala jeszcze bardziej przekichane, to po prostu odnosze sie do tego, o czym ty mowisz, przy okazji burzac twoj obraz.


OK, spoko, dzieci odciazaly rodzine w jakis sposob. I na co byla cala ta robota? Na co byla robota twojej babci? Na co oni pracowali? Jaki wtedy byl standard zycia? To byla robota niemal za darmo. I wtedy ludzie sie mnozyli. Wiec to nie bylo tak, ze kiedys bylo zajebiscie, a teraz kapitalizm sie zjebal i juz nie da sie z tego wyzyc. Kiedys bylo gorzej i co z tego bylo? Wielodzietne rodziny.

@solly-1 przecież ja sam napisałem, że to nie kapitalizm jest tu winny, bo zacząłeś mi dorabiać gębę jakiegoś antykapilatisty odstrzelonego.

Cały czas piszę, że wraz z rosnącym dobrobytem spada dzietność. Tak się dzieje wszędzie na świecie. Wzrost tego dobrobytu nie bierze się z powietrza, tylko z tego, że ludzie zapierdalają do pracy. Czasu i/albo chęci na dzieci brakuje. I nie ma w tym nic złego. Bo przynajmniej te dzieci, które są otoczone opieką rodzicielską mają o wiele lepszy start i jakość życia niż kiedyś.

Ani feminizm, ani kapitalizm, ani już tym bardziej edukacja seksualna nie są winne niskiej dzietności.

@FoxtrotLima 

przecież ja sam napisałem, że to nie kapitalizm jest tu winny, bo zacząłeś mi dorabiać gębę jakiegoś antykapilatisty odstrzelonego.

Myslalem, ze pomyliles na poczatku zdania "kapitalizm" z "feminizm" i dlatego tak dziwnie wybrzmial z poczatku. Nie dorabialem ci "geby antykapitalisty" wtedy, tylko spekulowalem, poniewaz to, o czym pisalem jest niezmiernie czesto przyjmowanym argumentem, ktory mimo ze nie trzyma sie kupy, to nie traci na popularnosci.


Cały czas piszę, że wraz z rosnącym dobrobytem spada dzietność. Tak się dzieje wszędzie na świecie. Wzrost tego dobrobytu nie bierze się z powietrza, tylko z tego, że ludzie zapierdalają do pracy.

Dobrobyt bierze sie z tego, ze ludzie zasuwaja do pracy. Ci ludzie robia co raz mniej dzieci (ktore moglyby z czasem pracowac, zeby budowac dobrobyt), zeby skupic sie na budowie dobrobytu. Troche sie to gryzie. Tak przy okazji, dopoki nie mieszkasz w Stanach, czy nie wiem, w RPA, to da sie zarabiac kaske i budowac ten dobrobyt nawet majac dzieci. W ogole spoleczenstwo zaczelo bogacic sie juz dawno temu. Nie jestesmy pierwsi. Tylko ci wczesniej sie jakos mnozyli.


Ani feminizm, ani kapitalizm, ani już tym bardziej edukacja seksualna nie są winne niskiej dzietności.

Sorry, ale nie wiem w jaki sposob mozesz twierdzic, ze feminizm, ktory uswiadomil kobietom, ze nie zyja tylko po to, zeby byc inkubatorami w domach i edukacja seksualna, ktora uczy jak uniknac przypadkowej ciazy nie maja wplywu na niska dzietnosc. Jak to moze nie wplywac?

@solly-1 bo czynniki ekonomiczne są o wiele silniejsze. Tak wiem, kiedyś było gorzej a ludzie się mnożyli.

Ale jak już wspomniałem, teraz liczy się jakość. Co dziecku możesz zaoferować. Ile czasu mu poświęcić itd. A jednocześnie chcesz zapewnić jak najlepsze warunki swojemu potomstwu. Kołderka jest krótka. Lepiej mieć mniej dzieci ale lepiej o nie zadbać.

Wpływa to też znacząco na relację rodziców z dziećmi. Ja mam o wiele lepszą i mocniejszą relację ze swoimi dziećmi, niż ja miałem ze swoimi rodzicami. A oni z kolei z moimi dziadkami.

Chociaż daleko mi do sprzyjania ruchom feministycznym i całemu temu światopoglądowi to wyniknęła z tego jedna dobra rzecz: ojcowie mogą zajmować się tak samo dobrze dziećmi jak matki. Nikogo nie dziwi, że ojciec bierze urlop rodzicielski i aktywnie zajmuje się wychowywaniem swoich dzieci. Więc niech baba idzie do roboty - ja będę zacieśniał relacje ze swoimi dziećmi.

no i w ogóle to całe „cywilizacja wymiera” to bullshit, jak była plaga dżumy i 1/3 populacji europy wymarała to jakoś cywilizacja się nie zawaliła, a jak ktoś robi mniej dzieci to nagle olaboga cywilizacja wymieraaaa XD

@krasti_kurosant To z tym 1/3 to mocne uproszczenie - to nie była jedna fala i to trwało wiekami. Ale ogólnie się zgodzę.


Ae ogólnie tak, były przecież wojny co potrafiły wybić duzo większą część populacji (Potop Szwedzki wraz z epidemiami i kryzysem gospodarczym zabił 20% Polaków, liczby podobne do 2WŚ, Wojna Trzydziestoletnie w płn Niemczech regionami to ponad 1/3 ludności wybiła).

@krasti_kurosant 

jak była plaga dżumy i 1/3 populacji europy wymarała to jakoś cywilizacja się nie zawaliła, a jak ktoś robi mniej dzieci to nagle olaboga cywilizacja wymieraaaa XD

bo jak sie epidemia skonczyla to cywilizacja sie odbudowała, a tutaj juz tylko równia pochyła. kolejne pokolenia nie zaczną magicznie rozmnaża się bardziej. stwozylismy opresyjny system nie do życia przez co nikt nie chce sobie dokladac jeszcze potomstwem

@Ragnarokk wręcz stało się lepiej - ludzie odziedziczyli mieszkania i domy, zniknął problem z wyżywieniem bo areał pola na człowieka zaczął mieć sensowny stosunek, Ci co przetrwali mieli lepsze życie. Też mógł zaistnieć druk - zginęło dużo ludzi zostawiając dużo ciuchów z lnu, które później były przerabiane na papier. Papier znacznie potaniał i dzięki temu jakiś czas po wynalezeniu druku przez Gutenberga mogliśmy sie szybciej rozwijać

Mógłbym mieć dziecko ale dziś związki i małżeństwa są bardzo niepewne a rozwody kosztowne i bolesne. Gdybym miał pewność taką jak pokolenie moich rodziców że to rodzina na zawsze to bym się pewnie zdecydował. Wielu ludzi traktuje ślub jak zwykły związek. A co do demografii to przez większość historii było nas znacznie mniej więc może środowisko skorzysta.

Ja to nie chciałbym nowemu człowiekowi fundować życia, w którym będę go budzić o 6 rano, gdy ten będzie miał ledwie 4 lata, żeby go zawieźć do przedszkola. A potem będzie musiał chodzić do szkoły. A potem do pracy. Siedzieć tam większość dnia. I tak całe życie. Mógłbym adoptować, bo adoptowanemu dziecku bym ułatwił życie. Ale sprowadzać nowe życie i taki los fundować? Nie jestem bezduszny. Ani samolubny, że muszę przeżyć swoją młodość jeszcze raz dzięki dziecku.

@FriendGatherArena bardziej mi chodziło, że w kontekście wielu lat trudów życia to te dwa lata to tak niewiele, że obrazek pasował.


A odnosząc się do pytania - DLA MNIE to jak z paleniem w miejscu publicznym - no innym będzie prawdopodobnie jednak przeszkadzać. Choć fajnie zapalić w miejscu publicznym.

@RogerThat innym będzie przeszkadzac to ze mam dzieci???? ale ze jak? to juz nie jest normalne dla naszego gatunku ze sie rozmnażamy? przeciez kazdy byl kiedys dzieckiem

@FriendGatherArena podkreśliłem DLA MNIE, żeby było jasne, ze to tylko mój punkt widzenia, który podziela raczej niewielu.


Nie innym będą przeszkadzać twoje dzieci, ale twoim dzieciom będzie przeszkadzać, że są - ale to tylko mój punkt widzenia.

Normalne jest, że się rozmnażamy, tak jak każda żywa istota się rozmnaża. Taki mamy instynkt, materiał genetyczny zwyczajnie chce się szerzyć - nieważne, że to DNA człowieka, czy DNA bakterii, czy DNA wirusa, czy RNA wirusa itd

A to, że każdy był dzieckiem, to akurat żaden argument.

@RogerThat z tym budzeniem o 6 rano, mogłoby się okazać że byłoby całkiem odwrotnie i to Ciebie by dziecko o tej 6 rano budziło :))

@Lubiepatrzec podsumuje to jak działa u mnie:

  1. ze mną siedziały babcia i prabacia które były średnio 15 lat młodsze od mojej mamy i babci obecnie więc sama granica wieku już się przesunęła

  2. ja nie dam dziecka babci i prababci bo są za daleko, region z którego pochodzę zdechł, pracy właściwie nie ma, zostały januszexy z płacą minimalną i wyzyskiem ludzi, a ceny w sklepach w całym kraju podobne

  3. chcesz godnie żyć to zostaje top 5, niektórzy powiedzą że jest praca zdalna, spoko ale już się skończyła

  4. Nikt współcześnie nie będzie żył w 10 osób w jednej izbie

Pomijając te aspekty dochodzą jeszcze inne problemy. Większość młodych nie chce się wiązać ze sobą, jest dość prosta przyczyna: większość młodych kobiet jest po prostu popierdolona. Szuka księcia z bajki którego widzi w social mediach. Wyżej o tym piszą, podróże podróże podróże czyli wymyślone życie online którego nikt nie ma. Udawanie czegoś co nie istnieje.

@Lubiepatrzec Z tym "wymieraniem" to nie wskakuj tak bardzo w konkluzje. Przez dziesiątki tysięcy lat globalna populacja Homo Sapiens nie przekraczała 100 milionów. Jak to naniesiesz na wykres, to ostatnie 100 lat jest spikiem, anomalią. Gwałtownie wzrosło wykorzystanie zasobów naturalnych. Nawet jak wrócimy do defaultowego 100 milionów, to naprawdę nic się nie stanie, cywilizacja przetrwa. Zawsze znajdą się ludzie, którzy będą chcieli mieć dzieci. Nie ilość, ale jakość jest ważniejsza. Zobacz na ruskich jak im wyszło "u nas mnogo liudziej". Czy żyje im się lepiej i są bogatsi?

@krystian-3 Ale wiesz że w tym eksperymencie na początku użyto tylko kilu myszy krzyżujących się ze sobą, i część jego efektów można wytłumaczyć bardziej chowem wsobnym niż uwarunkowaniami socjalnymi.

@krystian-3 @SpokoZiomek Ale dokładnie te same zjawiska można obserwować w populacjach ludzkich.
Miasta - miejsca o podniesionym zagęszczeniu ludności miały zawsze wyższą przestępczość (agresja/zachowania antysocjalne) oraz niższą dzietność. Populacja miast zawsze miała niską dzietność, nawet 100 lat temu w miastach wynosiła 1.52 czyli niewiele więcej niż teraz.

Miasta były zawsze zasilane imigracją ze wsi, gdzie zagęszczenie ludności było dużo mniejsze, przypadało więcej "przestrzeni" w ekosystemie na jednego osobnika.

Teraz większość ludzi upakowała się w miastach i jest co jest.

https://www.reddit.com/r/Polska/comments/1qliyly/dzietno%C5%9B%C4%87_w_du%C5%BCych_miastach_polski_w_1931/

Zresztą nie ma w tym nic dziwnego, to zwykły mechanizm sprzężenia zwrotnego. Dużo osobników na m2 => nie ma co się rozmnażać. (Przy czym nie mówię tu o powierzchni samego dachu nad głową tylko ogólnie przestrzeni w środowisku). To samo masz nawet choćby z roślinami - jak słabo rosną trzeba je rozsadzać, przerzedzać, jak są za gęsto to nic z tego nie będzie, nie będzie kwiatów, owoców (czyli nasion, "dzieci")

Proponuję jeszcze więcej kurników deweloperskich jeszcze ściślej upakowanych, tak okno w okno, likwidację parków, skwerów, ścisnąć ludzi jeszcze bardziej a potem płakać że robole nie chcą się rozmnażać

@krystian-3 Czekałem na ten komentarz. Tak, dzieje się z nami dokładnie to co z tymi myszkami. Te wszystkie "wyjaśnienia", że brak pieniędzy, że chęć wygodnego życia, że samorozwój itp, itd, to tylko racjonalizacja, bo tak naprawdę nie wiemy co się dzieje.
Uruchamia się w nas jakiś pradawny "protokół samodestrukcji", prawdopodobnie starszy niż sobie możemy wyobrazić.
Samiczki przestają się interesować samczykami, po pewnym czasie sfrustrowane samczyki przestają się interesować samiczkami. Na dobre! No i zostaną po nas tylko skamieniałe odciski w skałach osadowych.

@SpokoZiomek zapewne chów wsobny może odpowiadać za część efektów. Ale nie wszystkie. My już chyba żyjemy w świecie tak wypełnionym wszelkiego typu "czynnikami stresowymi", że to negatywne oddziaływanie może mieć większy wpływ niż chów wsobny.
Dobrze to widać po spadku płodności w społeczeństwach rozwiniętych: Nasze organizmy są tak fizycznie wyniszczone - od urodzenia - że nie potrafią dobrze produkować komórek rozrodczych!
To przecież podstawowa funkcja każdego organizmu. Mamy jedno zadanie na tym świecie i nawet tego dobrze nie potrafimy zrobić.
Biorąc to pod uwagę, trudno się dziwić, że "siada nam też na mózg". Dziwne byłoby, gdyby było inaczej.


@krystian-3 @SpokoZiomek Taka ciekawostka, u mnie na przykład na działce tak "zdziczały" maliny - były kiedyś normalne, bo poprzedni właściciele mieli tu kiedyś ogród - ale przez lata braku pielęgnacji - przerzedzania, przycinania, rosły zagęszczone w buszu - zdegenerowały się i nie mają owoców - to już bezużyteczne krzaki nadające się tylko do wycięcia.

To zwykła biologia. Organizmy żywe reagują na nadmierne zagęszczenie populacji brakiem rozmnażania i wydawania owoców.

@GazelkaFarelka spróbuj te maliny wyciąć do korzenia tak żeby puściły nowe pędy od zera na bazie starych, silnych korzeni. Ta podpowiedź nie ma żadnego związku z potomstwem 😉

@Lubiepatrzec Trzeba by przeprowadzić eksperyment Calhouna w zmodyfikowanej wersji - czyli przerywając dobrobyt co jakiś czas plagą i kataklizmem i patrzeć, jak wpływa na dzietność. Mówię cały czas o szczurach oczywiście.


Tak jakby do wzrostu i rozmnażania wszelkim organizmom trzeba było przestrzeni i jakiegoś stresu od czasu do czasu. Interwałów dobrobytu i "klęski". Eksperyment z myszami to nie jest jednostkowy przypadek, tylko wszystko, co obserwujemy w naturze.

Drzewa się tnie, żeby owocowały. Obwiązuje drutem żeby je zestresować.
Wszystko się przerzedza, przycina.
Pomidorom obrywa liście i boczne pędy. Zakańcza górny pęd.
Nasiona muszą przeleżeć w zimie w niskich temperaturach, żeby wykiełkować.
Niektóre kiełkują dopiero w pożarze sawanny czy dżungli.

No pain no gain.
Bez uszkodzeń mięśni pod wpływem treningu nie ma wzrostów.

Jesteśmy malinami rosnącymi przez dekady bez przycinania i zastanawiamy się, czemu nie mamy owoców.

@krystian-3 jak ktoś się powołuje na mysią utopię to od razu widać, że jest odklejony jakiś xD chyba jeden z najgorszych przypadków, gdy ludzie eksperymenty na zwierzętach próbują przenosić 1:1 do ludzi i argumentować to odwołaniami do natury

@GazelkaFarelka coś w tym jest, bo z jednej strony wygoda, dobrobyt i poczucie bezpieczeństwa są super ale z drugiej wszystko jest jakieś takie wiotkie, miałkie i zwyczajnie słabe.

ddf70bdb-c941-417f-a9ad-4a64d4241d28

@Lubiepatrzec To również by doskonale wyjaśniało, dlaczego w biednych krajach dzietność jest tak duża, a w bogatych niska. A wszelkie argumenty ekonomiczne to tylko racjonalizacja.


@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Ten sam eksperyment już się dzieje na ludziach... Centra miast, generalnie wszystko jest co chcesz - kina, restauracje, knajpy, usługi, kultura, rozrywka, komunikacja... praca i pieniądze - najwyższe zarobki - czyli generalnie miejsca gdzie teoretycznie żyje się najlepiej na tle reszty kraju, a jednocześnie najniższa dzietność XD
https://www.reddit.com/r/PolskaNaLuzie/comments/1pwx037/mapa_dzietno%C5%9Bci_w_polsce_wg_gus_2024_jest_kto%C5%9B_w/
https://www.reddit.com/r/Polska/comments/1mk9ago/dynamika_i_wysoko%C5%9B%C4%87_mediany_zarobk%C3%B3w_w_polsce/

@BoJaProszePaniMamTuPrimaSorta Wiem, powinnam napisać w cudzysłowie. W samym eksperymencie Calhouna zresztą też brakowało choćby grupy kontrolnej - a szkoda, bo ciekawe jaka byłaby różnica między populacjami, w których okresowo wprowadzane byłyby jakieś "klęski" jak głód czy "śmierć" (nagłe usuwanie z obszaru eksperymentu połowy populacji). Do obu przydałoby się wprowadzać też co jakiś czas trochę nowej puli genowej.

Jednakże obserwacje z tego eksperymentu pokrywają się z obserwacjami całej reszty przyrody. Praktycznie każdy gatunek czy to zwierząt czy roślin, przy nadmiernym zagęszczeniu zaczyna redukować swoją populację przez redukcję zdolności rozrodczych. Może osiągnęliśmy maksimum i po prostu robimy redukcję?

Ciągły wzrost populacji jest tylko potrzebny tylko miliarderom, żeby mieli roboli i konsumentów. Jednakże może robole odmawiają dalszego rozmnażania, czując że doszli do limitu. Reszta historii o warunkach mieszkaniowych, materialnych, życiowych ambicjach, własnych celach czy wygodzie to tylko pierdolety, którymi próbuje się uzasadnić pękającą właśnie bańkę, która urosła od 300 lat pod wpływem rozwoju technologii i medycyny.

@Lubiepatrzec W roku 1700 czyli raptem 300 lat temu było 600 mln ludzi na całym świecie, a przez większość historii ludzkości nie przekraczała 300 mln.

Z perspektywy kilkudziesięciu lat naszego życia i ekonomii spadek liczby ludności może wyglądać jak katastrofa.

Z perspektywy życia gatunków spadek dzietności to naturalna korekta ku⁎⁎⁎⁎ko napompowanej bańki, która prędzej czy później musiała j⁎⁎⁎ąć, bo zasobów nie wystarczy dla wszystkich, a tym bardziej dla dalszego wzrostu.

Można mówić o milionach przyczyn i w każdej będzie prawda, ale prawda jest taka, że ludzie, tak samo jak inne zwierzęta, podświadomie czują kiedy rozmnażanie jest zbędne i mogą sobie je odpuścić.

9a746b45-9d95-43e5-a0cb-325c8611935a

@Lubiepatrzec nie zostały tu poruszone jeszcze dwie istotne kwestie:

  1. Dużo osób, nawet z mojego otoczenia, mimo, że chce dzieci, to nie może. Jest coraz większy problem z płodnością.

  2. Traktowanie zwierząt, jako zastępstwa dla potomstwa (psiecko, kociecko). W UK normą jest prowadzone rozmowy i mówienie o swoich zwierzętach, jak o dzieciach. Osoba, mówiąca że ma syna i córkę może mieć na myśli swoje psy i to dla nich jest normalne.

@madhouze a koszt invitro czy się uda, czy nie, wynosi tyle samo. Pewnie połowę par nawet pierwsza tura przerasta kosztowo. A jeśli tak jest, to "może i dobrze", bo jak mieliby utrzymać kolejnego członka rodziny, jeśli nie mogą uzbierać zabezpieczenia finansowego choćby na czas utraty pracy.

@madhouze psiekarze to powinno być określenie choroby psychicznej. Jak czytam że jakaś jebnięta psiara porównuje sranie psa do piaskownicy do srania przez dziecko, to dobrze że się nie rozmnożyła. Porównywanie dziecka do psa to czysty psychiatryk.

@sireplama to zależy od kryteriów jakie przyjmiesz.

Z punktu widzenia biologicznego zdolnośc do reprodukcji jest kluczowa.

Z punktu widzenia społecznego jest jednym z kryteriów przydatnosci dla spoleczenstwa.

Z punktu widzenia jednostki nie ma najmniejszego znaczenia (ale wlasciwie nic nie ma znaczenia), każdy człowiek jest tak samo wartościowy.

To, że będzie nas mniej, nie jest negatywem. Spokojnie, nie wyginiemy, ale może dla dzieci z niżu będzie łatwiej pod pewnymi względami

@Giban Wyginąć nie wyginiemy tak szybko tylko problemy z mniejsza dzietnościa będa narastać. Ot prosty przykład tacy rodzice dziecka z niżu zdecydują się na szkraba. Przyjdzie czas przedszkola a tu okazuje się, że te, które kiedyś były już zlikwidowane , albo przeksztalcone na ośrodki dla starszych. Grupy to nie 20 kilku osobowe a nie całe 10-cio jak w tym roku trafilo sie mojej córce.

https://www.hejto.pl/wpis/mloda-lvl-3-lata-dostala-sie-do-przedszkola-gdzie-chodzi-nasz-syn-dzis-wywiesili


Szkoły już nie będziesz przebierał , która lepsza i bliższa tylko te co się utrzymały. Praca to jeszcze nie wiadomo co z tym AI i automatyzacją, ale wszytsko wskazuje na to, że jak na rynku zabraknie rąk do pracy to to co się da zautomatyzowac i zastapić czlowieka to zostanie. Przyszli rodzice moim zdaniem nie będa mieć tak kolorowo jak się wydaje-o ile jeszcze zdecydują się nimi być.

@Spider Jeśli mówisz, że jest nas za dużo, to tak, ale problem jest od niedawna. Jeśli mówisz, że za mało, to nie wydaje się dla mnie :p

0b57be41-2705-496b-95fc-79312acf6d00

@FriendGatherArena


Nie mogę jednoznacznie powiedzieć, że moje życie jest beznadziejne, ponieważ jest trochę rzeczy i osób, z których obecności jestem szczęśliwy i o których pewnie sporo ludzi marzy. Jak na przykład wyrozumiała i wspierająca partnerka.


Jednocześnie zmagam się z chorobą psychiczną, której zdecydowanie nikomu bym nie życzył.


I jedynym sposobem na uchronienie potencjalnego dziecka przed potencjalnymi chorobami czy czymkolwiek innym jest niespłodzenie go.

@Lubiepatrzec U mnie od zawsze w głowie siedział taki koncept "American Dream", że jak dobiję do 30stki to będę miał dom na przedmieściach, dobrą robotę w korpo na średnim szczeblu, żonę i gówniaki.

Tymczasem za rok 30stka, zarobki bliżej minimalnej niż średniej, i nawet mi się nie chce chodzić na randki z debilkami.

Nasza cywilizacja przez tysiąclecia miała niski przyrost naturalny. Dopiero skok w XIX/XX w. to zmienił. A świat który się szybko skończy to np: spadek ludności do 30 mln pod koniec wieku. To nadal bardzo dużo i w praktyce możemy go nawet nie odczuć.

@maly_ludek_lego więc dla dobra ogółu się nie rozmnażaj, pozbądź się tych krwawych kapitalistów

Dziwna sprawa że jeżeli chodzi o przeludnienie to często ten temat powraca na zachodzie, a takie Indie czy Afryka mają to w dupie

To co napisałeś to punkt widzenia 20 latka ewentualnie konfederaty

@MICK3Y konfederata kocha kapitalizm W najczystszej postaci - takiej a'la Welsh który tu niedawno był na głównej. Wiem, bo znam kogoś kto był u Korwina w Partii.

@Lubiepatrzec ja sam mam zagwozdkę. W tym roku skończę 35 lat i tak naprawdę nie zaznałem nawet roku stabilności odkąd wszedłem w dorosłe życie. Skoro nie jestem w stanie ustabilizować swojego życia, to jakbym mógł wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka?

@madhouze

Skoro nie jestem w stanie ustabilizować swojego życia, to jakbym mógł wziąć odpowiedzialność za drugiego człowieka?

Plot twist: ci, ktorzy najwiecej sie mnozyli najmniej przejmowali sie takimi rzeczami.


Z ciekawostek powiem, ze pisze sie "zagwozdka".

@solly-1 Plot twist: ci, ktorzy najwiecej sie mnozyli najmniej przejmowali sie takimi rzeczami.

Mój 44 letni brat jest potrójnym ojcem, podwójnym dziadkiem. Nie skończył żadnej szkoły, poza szkołą życia. Pytanie tylko, czy chciałbym być jego dzieckiem albo wnuczkiem...

Z ciekawostek powiem, ze pisze sie "zagwozdka".

Dzięki, kiedyś byłem orłem z ortografii i języka polskiego ogółem, ale im dłużej nie używam języka pisanego i dłużej przebywam w UK, tym widzę jest coraz gorzej. W szczególności muszę się zastanawiać nad użyciem "ż" i "rz", co kiedyś przychodziło mi naturalnie.

Moje przemyślenia i obserwacje z lokalnej bańki są takie:

Próg wejścia się zmienił. Dzisiaj rodzicielstwo jest o wiele bardziej intensywne niż kiedyś. Dwa, kiedyś dzieci to była tania siła robocza do pracy na gospodarce, moi dziadkowie w wieku 5-6 lat szli na pole krowy paść, zróbcie tak dzisiaj to prokuratura na głowie.


Dzieci nie przynoszą zysku finansowego a są wręcz kolosalnym obciążeniem. Większość ludzi z mojego otoczenia którzy mają +3 dzieci to są bardzo bogaci i wykształceni ludzie, lekarze, biznesmeni którzy mogą wywalić kupę kasy na to aby ktoś im te dzieciaki pilnował i wychowywał, albo zatrudniają fikcyjnie np. swoich rodziców a realnie zajmują się wnuczętami.

Moja dzielnica to bardzo bogata dzielnica i tutaj większość ma +2 dzieci. Przyrost naturalny jest grubo na plus (drugi raz rozbudują szkołę podstawową o kolejne skrzydło) i nikt by nie powiedział, że w kraju jest tak źle pod względem urodzeń.

@Lubiepatrzec jest (był) świetny artykuł w Rzeczpospolitej na temat posiadania dzieci. I odpowiedź na to, dlaczego rodzi się ich mniej była skomplikowana i wielowątkowa. Jak znajdę - ale już kiedyś próbowałem i się nie udało, to podrzucę. W każdym razie, pamiętam z niego jeden z wątków, to o czym pisze @ZohanTSW - dzieci wychowywała wioska. A potem wszystko się pozmieniało, rodzice nas, millenialsów wypychali z wiosek do miast i mieszkań. Studia, praca, wykształcenie miały być przepustką do lepszego życia. I to kolejne z czynników. Na rodziców spada obowiązek wychowania dzieci, rodzice są pod presją tego jak to mają zrobić, rodzice często zostają bez pomocy. Do tego społeczeństwo nie pracuje już w komunistycznych (albo innych, poprawcie mnie) godzinach 8-16, czy na dwie zmiany w zakładzie produkcyjnym. Rośnie świadomość rodziców, wiedzą że chcą dobrze wychować dzieci, a nie mieć je po prostu "bo jakoś to będzie". Do tego gerontyzm, seniorzy którzy decydują kto i jak rządzi, i pod nich komponuje się kiełbasę wyborczą. No masa jest tych wątków, to nie tylko dobrobyt na to wpływa, choć według mnie kultura europejska jakoś działa na to że ludzi na świecie coraz więcej, a u nas społeczeństwo się starzeje.

Temat rzeka, ale jak dla mnie dobrze, że w moim otoczeniu rozmnażają się osoby, które mają instynkt rodzicielski. Wszystko mamy zapisane w genach więc ten instynkt też się przełoży w ich potomstwie. Więc ja tam bym tak nieczarnowidziala przyszłości. Zresztą aktualnie rozmnażają się w większości osoby, które stać na dzieci i mają wsparcie od rodziny. Jak ja bym miała dziecko to przez biedę musiałabym całe życie mu poświęcić i oddać całą siebie, przez co dziecko by cierpiało bo miałby nieszczęśliwego rodzica, także po co na siłę tak przedłużać nasz gatunek? Kolejna rzecz to nie chciałbym rodzic dziecka tylko po to żeby było parobkiem dla milionerow, sama nim jestem ale ja nauczyłam sie radzić z tym sobie, a nie wiem jak psychicznie zniosloby to moje dziecko. Cytując Clair Obscure** " tak bardzo kocham swoje dzieci, że wolę im oszczędzić życia na tym świecie" **

@Lubiepatrzec myślę ze najbardziej szkodzi nam technologia która miałą wszystko ułatwić. Aplikacje randkowe miały łączyć ludzi a tak naprawdę twórcom chodzi o jak największy zysk z apki, całe te FB i tikoti zabierają nam czas. Dodatkowo wystawianie ocen ludziom i późniejsze szukanie innych na podstawie cyfr a nie szansy w realu dużo zmienia. Dodatkowo oczekiwania wzrosły. Popierdolony czas dla młodych zaczynających życie...

Ale sraczka w komentarzach XD

3/4 to wyparcie i zwyczajny strach.

Strach przed dzieckiem, przed życiem.

Bo co ja teraz muszę być "odpowiedzialny" za kogoś?!

Jak to tak!

@Rzeznik merytoryczna dyskusja o samorozwoju w Egipcie na alinkluziw

Większość argumentów to właśnie wygoda.

Czy dzieci pochłaniają większość czasu? Tak!

Czy można z nimi jechać pomimo tego na wakacje i bawić się wyśmienicie? Oczywiście!

Jedyne przemawiające argumenty to finanse.

Czas jest ważny, a jak.

Natomiast spora grupa nie zauważa, że ten "zegar biologiczny" dopada. Później będzie za późno.

Nawet na dzień dzisiejszy big techy w US&a fundują pracownikom mrożenie jajeczek. Dlaczego?

Bo co ludzie będą płakać za 5-10-20 lat.

Psem dziecka nie zastąpisz.

@Hasti "bro" ja piszę o ludziach którzy ich nie mają i pieprzą 3 po 3 bez pojęcia o czym piszą.

Jeszcze antynatalistów jestem w stanie zrozumieć.

Resztę? Nain.

Takie gadanie jaki to "przykry obowiązek", a głosów jak z dziećmi jest fajnie się bawić, uczyć je to jakoś nie widać.

Same negatywy. Bo jak to tak pisać o dobrych stronach?

@LaMo.zord No i nad tym powinniśmy się zastanowić, dlaczego takich głosów nie widać. Co poszło nie tak? Moim zdaniem brak pomocy, praca i kasa.

@Dziwen sraczka bo "panika" i tłumaczenie dlaczego "nie".

Temu też napisałem, że nie wszyscy, a 3/4.

Ja nie rozkazuje nikomu mieć dzieci.

To jest ichniejsza decyzja.

Pamiętać jednak należy w późniejszych latach, że to była ICH decyzja i nie wykręcać kota ogonem.

Pamiętać jednak należy w późniejszych latach, że to była ICH decyzja i nie wykręcać kota ogonem.

@LaMo.zord nie zauważyłem, żeby ktoś to robił.

Nauczono ludzi liczyć a ci policzyli że nie opłaca się mieć dzieci. Ale przyjdzie czas kiedy będzie się opłacało mieć dzieci i nie będą to dobre czasy (° ͜ʖ °)

@Lubiepatrzec

Szanuję ludzi którzy mają dzieci i potrafią w rodzicielstwo (albo chociaż się starają).

Szanuję ludzi którzy z najróżniejszych powodów nie mają dzieci.


Jeżeli będzie się rodzić coraz mniej ludzi to kompletnie nic strasznego się nie stanie.

Cieszy mnie to, że coraz częściej ludzie zadają sobie ważne pytania i postępują po swojemu, zamiast ulegać presji społecznej. Świat nie przestanie istnieć, jak nas ubędzie, a może stać się lepszy, gdy postawimy na jakość, a nie ilość. Wszystko się zmienia i czasem społeczeństwo też powinno się dostosować do nowej rzeczywistości.

@Dziwen Świat nie przestanie istnieć, jak nas ubędzie, a może stać się lepszy, gdy postawimy na jakość, a nie ilość.

Śmiem wątpić aby taką zmianę ilości dało się nadrobić jakością. Obecnie w Polsce na emeryta pracują niecale 3 osoby. Za 30 lat szacunki wskazuja na 1.5. Swiat pewnie nie przestanie istnieć, ale raczej nie bedzie lepszym miejscem.

@Tom.Ash nie wiem czy sam fakt, że na emeryta musi pracować tyle osób sam w sobie nie oznacza, że kiedyś ten system ... bo nie ma bata, żeby ludzie mogli się mnożyć cały czas w taki sposób. Dlatego napisałem o tym, że społeczeństwo musi się adaptować, bo więcej i więcej jest odpowiedzią na teraz, ale kiedyś przestanie, bo nie możemy się mnożyć w nieskończoność.

@Dziwen Ustalmy czy mowimy o Polsce czy o swiecie. Bo jeżeli o Polsce to nas wiecej i wiecej nie ma od 30 lat - bo od tylu lat balansowalismy na poziomie 0 a od 5 lat to sie zawijamy.

Dlatego napisałem o tym, że społeczeństwo musi się adaptować

Ale jak wyobrażasz sobie taka adaptacje? Zawsze na zwyklych ludzi "wypadajacych" z wieku produkcyjnego ktoś musial robić, czy to ogół społeczeństwa (po "wynalezieniu" emerytur) czy rodzina/wspolnota wcześniej. Proponuję (oczywiście przesadzony) prosty eksperyment myślowy ze społecznością na odseparowanej od reszty swiata wyspie na ktorej przestały sie rodzic dzieci. I czy jest mozliwosc stworzenia rozwiązania ktore zapewni opieke "ostatniemu pokoleniu"

@Tom.Ash nie stawiam się tu w roli eksperta i nie będę udawał, że znam rozwiązanie. Wiem tylko, że trend jest obecny i będzie się pogłębiał, więc należy się na niego przygotować. W kwestii jakości chodziło mi o jakość życia dziecka, bo rodzic, który chce, bo chce i jest gotowy wydaje się lepszą opcją, niż taki, co musi, bo ulega presji.

@Tom.Ash Dla tych emerytów na pewno nie będzie lepszy, zresztą za kilkadziesiąt lat sam będę w wieku emerytalnym i albo się dostosuję, albo młodsze pokolenia wepchną mnie do komory eutanazyjnej i załatwią sprawę po swojemu.


System emerytalny jest stosunkowo świeżym wynalazkiem autorstwa Bismarcka, który wymyślił powszechny i obowiązkowy program odprowadzania składek na starość, żeby mieć z czego finansować armię i budować drogi, którymi armia mogła maszerować. Wiek emerytalny określił na 65 lat z całkowitym wyrachowaniem, bo wtedy wielu zwyczajnie tego nie dożywało, a składki w skarbcu zostawały. Gdyby przenieść te założenia na obecne realia, wiek emerytalny oscylowałby gdzieś w granicach 75 lub 80 lat.

@Dziwen Wiem tylko, że trend jest obecny i będzie się pogłębiał,

więc należy się na niego przygotować.

To tak jak przygotowania na nuklearna zimę. Moze lepiej i bezpieczniej jednak kształtować trend?

W kwestii jakości chodziło mi o jakość życia dziecka, bo rodzic, który chce, bo chce i jest gotowy wydaje się lepszą opcją, niż taki, co musi, bo ulega presji.

Ja jednak troche sklaniam sie ku temu ze w społeczeństwie rodzicielstwo to troche podobny obowiazek jak praca (jest niezbędne aby te przetrwało).

@jonas z drugiej strony, emerytura była zapomogą dla tych, co nie byli w stanie juz pracować - bardzo często jak ktoś byl juz niezdolny do pracy to rodzina wywalała go z domu albo sam odchodził zeby nie byc ciężarem i zył jako "proszalny dziad".


Przy dzisiejszym stanie zdrowia populacji, emerytura z ubezpieczenia od żebrania pod kościołem na starość, stała się "za hajs podatnika baluj". Ludzie przechodzą na emeryturę, choć są jeszcze produktywni i traktują ją jako "odpoczynek, ktory mi się należy". Oczywiście nie ma mowy o żadnym pilnowania wnuków czy coś, "on już się narobił i teraz ma wczasy".


Nie proponuję powrotu do czasów kiedy tracąc zdolność do pracy trzeba było dziadować, ale kurde utrzymywanie ludzi którzy z powodzeniem jeszcze mogliby pracować tez jest słabe.

@GazelkaFarelka Moja matka i teściowa skorzystały z tego przywileju, przechodząc na emerytury w wieku 60 lat. Mój ojciec nie zdążył, zmarł w wieku 61 lat. Obie panie mogłyby jeszcze pracować, ale im się już nie chciało, a ojca nikt o zdanie nie pytał. Zresztą wszelkie obliczenia i statystyki są tu bezlitosne dla kobiet - wyciągają z systemu po kilkaset tysięcy złotych każda, podczas gdy mężczyźni wrzucają doń jeszcze tłustsze kwoty, a potem karnie umierają. ZUS lubi to.


Na razie jeszcze to się jakoś trzyma na dratwę i ślinę, bo pracuje ostatnie póki co pokolenie wyżu demograficznego, zwane w zachodniej manierze millenialsami. Ale po tym nie ma już żadnego wyżu, jest tylko niż, większy niż i znowu niż, więc kiedy sam osiągnę wiek emerytalny, będę dokładał swoją zgrzybiałość do potężnego nawisu dziadów, utrzymujących się na cycu młodszych pokoleń.

https://www.populationpyramid.net/pl/polska/2026/

To jest nie do uratowania ani odwrócenia, na bezlitosną matematykę nie ma żadnej siły, więc nie ma sensu się tym zajmować. Gardłowanie polityków i korporacji (jedyne grupy, które do czegokolwiek potrzebują wysokiej dzietności) niczego tu nie zmieni, bo ich czyny przeczą słowom i robią wszystko, by ową dzietność obrzydzić i zmniejszyć jeszcze bardziej.


@Dziwen W obecnych realiach wymagałoby to narzucenia jakiejś teokratycznej dystopii, w której najwięcej do powiedzenia młodym parom ma zgraja plugawych starców z głowami pełnymi łajna wyczytanego w jakiejś książce o niewidzialnym przyjacielu. Pokolenie mojego syna (ma obecnie 11 lat) musiałoby powszechnie i gromadnie mieć 4-5 dzieci na każdą parę, żeby piramida wieku była znów piramidą, a nie maczugą. To nie ma szans się wydarzyć, jakkolwiek by nie kształtować trendów.

@jonas Wiesz, kiedyś, jeszcze nie tak dawno temu, bo w pokoleniu mojej babci i wcześniej, ludzie pracowali dopóki mogli i tyle, ile mogli. Moja babcia mimo 85 lat na karku jeszcze chodziła po podwórku i robiła różne rzeczy jak pielenie ogrodu, palenie w piecu, oferowała nawet opiekę nad moją córką (z całym szacunkiem dla mojej babci ale nie dałaby już rady z niesfornym dwulatkiem, no ale liczą się chęci - ona jeszcze miała to zakodowane w głowie).

Koncept że kończysz robotę w wieku 60 lat i potem kasa leci a ty masz czas dla siebie jest kompletnie nowy i kompletnie moim zdaniem społecznie niesprawiedliwy. Wcześniejsza emerytura dla kobiet była uzasadniana opieką nad wnukami, ale teraz coraz częściej się słyszy, że babcie mówią - sorry, teraz to ja już wypoczywam, nie mam zamiaru zajmować się wnukami. Nie wspominając o kobietach, które w ogóle dzieci czy wnuków nie mają. Czyli de facto zamiast utrzymywać na starość ludzi, którzy już naprawdę pracować nie dają rady (co jest słuszne), sponsorujemy ładne parę lat nieróbstwa i braku jakichkolwiek obowiązków.

@jonas A co do piramidy wieku, to ten najgrubszy segment w wieku około 40-44 lat wchodził w dorosłość i rynek pracy przekonywany, że jest śmieciem któremu łaskę zrobią jak pozwolą mu pracować za darmo za wpis do CV...
Moja współlokatorka z wynajmowanego pokoju na studiach na przełomie wieków pracowała za 300 pln miesięcznie, oczywiście na umowę o dzieło, które wystarczyło na opłacenie jej połowy kosztu wynajmu tego pokoju XD

Nie ma to jak ekonomicznie zdusić butem po mordzie na start dorosłego życia całe jedno pokolenie a potem płakać czemu ci ludzie nie założyli rodzin i się nie rozmnożyli. Oczywiście, spadek tak czy siak by był, ale nie aż taka ewidentna "katastrofa". Kapitaluchy myśleli, że ludzi da się wyciskać jak cytrynę i jeszcze będą się rozmnażać żeby mieli kolejnych półdarmowych niewolników. A teraz płacz, że robić nie ma komu.

@GazelkaFarelka He he iks de opieka nad wnukami, tja. Zarówno matka jak i teściowa po przejściu na emeryturę ilekroć słyszały, że chcemy podrzucić potomka (sztuk jeden, więcej nie mamy i mieć nie będziemy, za późno) na pół dnia, wynajdywały trzysta osiemdziesiąt miliardów wymówek, a jeśli już się zgadzały, to z wielkim stękaniem umęczonych i pretensjami, że jak to całe trzy godziny was nie będzie. Na etapie pieluch, kolek i zupek o podmianie wachty, żebyśmy mogli chociaż jedną noc odespać bez wstawania co pół godziny, nie było mowy, ja już swoje naprzewijałam w życiu he he. Mieszkaliśmy wtedy wszyscy w obrębie kilku ulic od siebie, więc żadne tam kilkusetkilometrowe dojazdy.

Bezdzietne i siłą rzeczy bezwnukowe lambadziary nie umarły jeszcze z głodu tylko dzięki łaskawości obecnie pracujących oraz bezwładności systemu. Co czeka kolejne pokolenia starych samotnych bab - nie wiem na pewno, ale się domyślam.


@GazelkaFarelka Moje wejście w cudowny świat dorosłości i pracy wyglądało w 2003 tak, że wśród takich jak ja młodych pępków bez doświadczenia bezrobocie sięgało 50% albo i więcej, zależnie od regionu. Gadkę o dziesięciu czekających za bramą na twoje miejsce słyszało się częściej niż utyskiwania, że ci młodzi to nic nie wiedzą, nic nie umieją i do niczego się nie nadają. Ale oto Polska wstąpiła do UE, młodzi spakowali skromny mandżur i pojechali dorabiać się gdzie indziej i czegoś więcej niż garba oraz odcisków, siłą rzeczy ich dzieci rodziły się już w innym kraju. Te dzieci już myślą o własnych dzieciach i palcem nie kiwną, by wracać do kraju rodziców i znów taplać się w chujni.


I teraz faktycznie dziwna dziwność, że półdarmowych niewolników brakuje, a korporacje i januszexy ściągają dzicz z naprawdę egzotycznych rejonów, byle tylko utrzymać iluzję ciągłego wzrostu. Gówniane niskopłatne prace, które w rozwiniętym społeczeństwie białego człowieka ktoś wykonywać musi, ale nikt nie chce, powinny zostać dla młodych bez doświadczenia oraz starych bez ambicji. Tyle że wtedy tabelka w Excelu nie będzie jarzyła się piękną zielenią, udziałowcy chcą błogosławionej zyskowności i wyników, a nie jakiegoś tam spójnego planu na społeczeństwo.

@jonas 

ja już swoje naprzewijałam w życiu he he

O tak, klasyka. O tym jak ich matki im pilnowały dzieci, już zdążyły zapomnieć. Moja babcia jeszcze pamiętała, że jej babcia pomagała jej pilnować dzieci i poczuwała się do pokoleniowej solidarności, nawet jak już nie dawała rady. Dzisiejsze babcie to fryzjer, pazy i dancing. Sorry, w emeryturze chodzi o utrzymywanie ludzi, którzy już nie dają rady (co jest słuszne), a nie o dochód gwarantowany dla ludzi, którzy jeszcze są w pełni sił. Wiadomo, każdy by wolał mieć wolne i nikomu się robić nie chce, ale społeczeństwo i ekonomia tego nie udźwignie.

@Dziwen i jak chcesz ten trend kształtować?

chcialbym to wiedziec

Moze trzeba szerzej mówić do czego obecny trend prowadzi. Mam wrażenie ze obenie istnieje tylko przestrzen na informacje o braku emerytur z ZUSu. Co powoduje ze ludzie intensywnie odkladają pieniadze na własną rękę (a dzieci widza jako dodatkowy koszt) a przeciez brak emerytur z Zus jest tylko jednym z objawów. Gdy nie bedzie rak do pracy za 30-40 lat to ceny uslug tak poszybują ze nawet miliony z oszczedzania będą gowno warte. Na rynku mieszkaniowym pewnie bedzie gigantyczna nadpodaz. A kraj bedzie musial sie ratowac importem pracowników z krajów 3ciego swiata.

I właśnie dlatego że było to sytuacją domyślną to stało się jakimś must have.


Ja uważam, że bardzo dobrze iż niektórzy świadomie nie chcą mieć dzieci - wiem po sobie ile mnie to kosztuje i nie chodzi o pieniądze...


Ja mówie otwarcie, że nie czuję siebie w roli rodzica.

Krzywda się dziecku nie będzie dziać ale rodzicielstwo to nie jest jakiś mój największy życiowy dorobek bym to stawiał ponad wszystkim.

Raczej odhaczam to jako wykonane zadanie i skupiam się na zapewnieniu rodzinie godnej przyszłości.

Nie muszę wrzucać pierdyliarda zdjęć czy relacji jaki to ja szczęśliwy jestem że hej bo mam dziecko.


Największą radość sprawia mi obserwacja jak łapie nowe skille, w wieku 2 lat potrafił kierownicą manewrować samochodem i samodzielnie wchodzić w zakręty.

Rozwija się ponadprzeciętnie np bardziej woli oglądać szybkich i wściekłych (zwłaszcza pierwszą część) niż bajki.

Interesują go bardziej środki transportu niż jakieś postaci z bajek.


Ja miałem inaczej, uwielbiałem animacje i bajki a syn przy filmie akcji usiedzi a jak bajka jest to go nudzi

@Odwrocuawiacz Ja uważam, że bardzo dobrze iż niektórzy świadomie nie chcą pracować - wiem po sobie ile mnie to kosztuje i nie chodzi o pieniądze...

@Odwrocuawiacz to nie mial byc przytyk a porownanie nie jest z dupy. Wylądowaliśmy w czasach w ktorych posiadanie dzieci to wolontariat ewentualnie dziwne hobby (jedni mają dzieci inni mają psa).

@Tom.Ash jest z dupy tym bardziej w moim przypadku, gdzie pasywnego dochodu mam na tyle, że nie muszę pracować, a pracuję bo bym po prostu chyba zwariował siedząc i nic nie robiąc.

Nawet oprócz pracy etatowej robiłem sporo dodatkowych rzeczy jak zajmowałem się sprowadzaniem i sprzedażą aut, prowadziłem warsztat, pomagałem różowej w jej dzialalności i do tego wszystkiego jeszcze wieczorami robiliśmy zlecenie z siostry firmy...


Po prostu mimo pracy czasami po 14-15 godzin nie czułem takiego obciążenia jak np spędzanie popołudnia z dzieckiem - ot taka ciekawostka

Zaloguj się aby komentować