@GazelkaFarelka He he iks de opieka nad wnukami, tja. Zarówno matka jak i teściowa po przejściu na emeryturę ilekroć słyszały, że chcemy podrzucić potomka (sztuk jeden, więcej nie mamy i mieć nie będziemy, za późno) na pół dnia, wynajdywały trzysta osiemdziesiąt miliardów wymówek, a jeśli już się zgadzały, to z wielkim stękaniem umęczonych i pretensjami, że jak to całe trzy godziny was nie będzie. Na etapie pieluch, kolek i zupek o podmianie wachty, żebyśmy mogli chociaż jedną noc odespać bez wstawania co pół godziny, nie było mowy, ja już swoje naprzewijałam w życiu he he. Mieszkaliśmy wtedy wszyscy w obrębie kilku ulic od siebie, więc żadne tam kilkusetkilometrowe dojazdy.
Bezdzietne i siłą rzeczy bezwnukowe lambadziary nie umarły jeszcze z głodu tylko dzięki łaskawości obecnie pracujących oraz bezwładności systemu. Co czeka kolejne pokolenia starych samotnych bab - nie wiem na pewno, ale się domyślam.
@GazelkaFarelka Moje wejście w cudowny świat dorosłości i pracy wyglądało w 2003 tak, że wśród takich jak ja młodych pępków bez doświadczenia bezrobocie sięgało 50% albo i więcej, zależnie od regionu. Gadkę o dziesięciu czekających za bramą na twoje miejsce słyszało się częściej niż utyskiwania, że ci młodzi to nic nie wiedzą, nic nie umieją i do niczego się nie nadają. Ale oto Polska wstąpiła do UE, młodzi spakowali skromny mandżur i pojechali dorabiać się gdzie indziej i czegoś więcej niż garba oraz odcisków, siłą rzeczy ich dzieci rodziły się już w innym kraju. Te dzieci już myślą o własnych dzieciach i palcem nie kiwną, by wracać do kraju rodziców i znów taplać się w chujni.
I teraz faktycznie dziwna dziwność, że półdarmowych niewolników brakuje, a korporacje i januszexy ściągają dzicz z naprawdę egzotycznych rejonów, byle tylko utrzymać iluzję ciągłego wzrostu. Gówniane niskopłatne prace, które w rozwiniętym społeczeństwie białego człowieka ktoś wykonywać musi, ale nikt nie chce, powinny zostać dla młodych bez doświadczenia oraz starych bez ambicji. Tyle że wtedy tabelka w Excelu nie będzie jarzyła się piękną zielenią, udziałowcy chcą błogosławionej zyskowności i wyników, a nie jakiegoś tam spójnego planu na społeczeństwo.