Święta, które kiedyś były dla mnie radosne i wesołe, święta gdzie nie było istotne to czy jest posprzątane na 80% czy na 100%, czy ma się garnitur czy piżamę rano, dawno odeszły. Została tylko spina i robienie wszystkiego pod dyktando.
@Hasti tak się to niestety kończy, jak ktoś sobie da wejść "tradycji" na głowę i świąt nie robi dla rodziny tylko "co ludzie powiedzą", bo trafisz na zaborczego partnera z jego własną wizją świata. Właśnie dlatego u mnie jest prosto- wiadomo, że trzeba chatę jakoś przed świętami posprzątać, przystroić i upichcić coś, żeby było co zjeść, ale żadnego robienia pod czyjąś magiczną listę z kryteriami, żeby magicznym "im" to się podobało. I nie ma że fochy i buczenie pod nosem przez cały czas, żeby tylko spierdolić ten okres. Chcesz cały dzień się kisić w wyjściowym kostiumie i szpilkach? Ależ proszę bardzo, ale nie oczekuj, że ja tak samo będę cały dzień się męczył w wyjściowej koszuli, garniturze i lakierkach. Nie po to mam urlop od roboty, żeby zamiast wrzucić na luz zaraz wskakiwać w rolę modelowego aktora i udawać w sumie nie wiadomo kogo i dla kogo.
Problem niestety obawiam się u ciebie jest taki, co już masa Tomków wyżej zaznaczyła- trafiłeś na kobietę, która wyczuła, że nie ma nad sobą żadnego hamulca i może przejąć to małżeństwo i wszystkimi dyrygować. Nie mówię, żebyś teraz robił z tego powodu wojnę, bo emocje o ile kuszą, żeby mocno podkreślić swoje zdanie niestety nie są dobrym doradcą. Usiądź, przemyśl to dokładnie- jeśli faktycznie ci wypadnie, że ci zależy na małżeństwie (bo przykładowo dzieciaki), to nie ma przebacz- musisz jasno określić granice i je egzekwować, a jeśli nie- no cóż, czasem lepiej jest się zwinąć, niż męczyć z kimś przez kolejne -dziesiąt lat dając się tresować i gaslightować. Co mogę powiedzieć- zostaje mi życzyć ci wszystkiego co najlepsze