Dzień 341., strona nr 561
Dwa tygodnie temu były moje urodziny, ale jakby nikt tego nie zauważył. Miałem nadzieję, że rano przy śniadaniu żona złoży mi życzenia, może nawet będzie miała jakiś prezent... Nie powiedziała nawet „cześć, kochanie", nie mówiąc już o życzeniach. Nawet dzieci zapomniały o moim święcie. Jechałem do pracy i czułem się bardzo samotny i niedowartościowany. Jak tylko wszedłem do biura, sekretarka złożyła mi życzenia urodzinowe i od razu poczułem się lepiej - ktoś pamiętał. Pracowałem do drugiej.
Około drugiej sekretarka weszła i powiedziała:
- Dzisiaj jest taki piękny dzień, w dodatku są pana urodziny, może zjemy gdzieś razem obiad?
Zgodziłem się - to była najmilsza rzecz, jaką od rana usłyszałem.
Poszliśmy do cudownej restauracji, zjedliśmy obiad i wypiliśmy po lampce wina. W drodze powrotnej do biura sekretarka powiedziała:
- Dzisiaj jest taki piękny dzień. Czy musimy wracać do biura?
- Właściwie to nie - stwierdziłem.
- No to chodźmy do mnie - zaproponowała.
U niej wypiliśmy jeszcze po lampce koniaku, porozmawialiśmy chwilę, a potem ona powiedziała:
- Czy nie masz nic przeciwko temu, żebym poszła do sypialni i przebrała się w coś wygodniejszego?
- Absolutnie nic - zgodziłem się bez wahania.
Poszła do sypialni, a po kilku minutach wyszła... niosąc tort urodzinowy razem z moją żoną, dziećmi i teściową. Wszyscy śpiewali „Sto lat, sto lat!". A ja, kurna, siedziałem na kanapie w samych skarpetkach!
Tag do obserwowania lub blokowania: #wielkikawalarzfurto
#heheszki
































