Dzisiaj zapraszam was do kolejnej herbaty z zestawu klubowego Dzisiaj przenosimy się do Tajwanu, będziemy pić Pinglin “Dong Ding” Oolong 2021.
Jest to ciekawy oolong, z kilku powodów. Pierwszym jest to, że frazy “Pinglin” oraz “Dong Ding” zwykle się nie łączą. Miejscowość Pinglin jest domem bardzo dobrych oolongów, ale nie Dong Dingów tylko Baozhongów. Są to trochę inne herbaty, Baozhongi są zwykle lekko utleniane, Dong Dingi co najmniej średnio. Tutaj mamy do czynienia z klasycznym, mocno palonym Dong Dingiem robionym przez mistrza Baozhongów - pana Fenga Huaijina.
Przejdźmy do herbaty. Liście są w kształcie drobniutkich, czarnych kuleczek ciasno zwiniętych liści. Nie pachną te listki jakoś specjalnie intensywnie, może delikatnie słodowo, pieczono. Herbatę parzyłem w gaiwanie, niecałe 6g/100ml, wrzątek, obowiązkowe podgrzanie gaiwana i kilkusekundowe budzenie liści. Długość parzeń: I:60s, II:30s, III:40s, IV:50s, V:70s, VI:90s, VII:2min
Napar wyszedł bursztynowy, czerwony. Taka dobra czarna herbata z wyglądu. W aromacie znowu wiele się nie dzieje, za to w smaku… Herbata mocno pieczona, cierpka. Sporo słodowości, trochę dymu. Pomimo tego że jest to oolong pieczony, to nie ma tragedii dla mnie. Niestety, wszelkie słodkie, kwiatowe nuty zostały z niego usunięte, więc nie jestem targetem tej herbaty. Nie zmienia to faktu że herbata w swojej klasie jest naprawdę dobra i nie mam poczucia że piję coś niesmacznego, tylko niekoniecznie pasującego MI.
#herbata #herbatacodzienna #hejtoherbata