Noszę się z zamiarem zakupu mieszkania i w oko wpadły mi dwa w tej samej kamienicy. Oba to wspólnota mieszkaniowa. Co mi mocno wryło się w banię to, że oba wyglądają ze dwa razy za dobrze w stosunku do ceny za które są wystawione. Żadne z nich nie jest zadłużone. Sporo się dowiedziałem od szwagra który ma ze siedem mieszkań i na temacie zjadł zęby ale o wspólnotach mieszkaniowych nie wie zbyt wiele. Oba te mieszkania w za⁎⁎⁎⁎stym stanie, świetnej lokalizacji i oba w cenie, że aż nie do uwierzenia. I tak sobie już wiszą od jakiegoś czasu i jakimś cudem żadnego nikt nie kupił. Gdzie tu może być haczyk? Wspólnota zadłużona czy co tam może być nie tak?
1. Fizycznie widziałeś lokale? Spotkałem się z super ofertami tylko na papierze. Jak chciało się konkret to hehe właśnie się sprzedało (pośredników j⁎⁎ać prądem) 2. Super kosztowne remonty typu dach, fundamenty, stropy etc? W połączeniu ze zjebanymi sąsiadami to może być dramat.
Tytuł: Patodeweloperka. To nie jest kraj do mieszkania
Autor: Bartosz Józefiak
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Znak Literanova
Format: książka papierowa
Liczba stron: 352
Ocena: 8/10
„Patodeweloperka” to świetnie napisana, mocno angażująca książka, która wnikliwie analizuje polski rynek mieszkaniowy i jego patologie. Bartosz Józefiak nie ogranicza się do jednostronnej narracji – oddaje głos wszystkim zaangażowanym: deweloperom, mieszkańcom, urzędnikom, dzięki czemu dostajemy pełny obraz sytuacji.
Jako osoba, która miała styczność z planowaniem przestrzennym oraz branżą deweloperską, szczególnie doceniam, jak autor pokazuje mechanizmy, które doprowadziły do obecnego stanu rzeczy. Książka świetnie tłumaczy, dlaczego w Polsce buduje się tak, a nie inaczej, i co stoi za absurdami przestrzennymi, z którymi codziennie się stykamy.
Jednak zabrakło mi kilku istotnych tematów – zwłaszcza głębszego wejścia w patologie polskiego planowania przestrzennego oraz wpływu cen kredytów na rynek. Te kwestie mogłyby dopełnić analizę i jeszcze lepiej pokazać, dlaczego sytuacja mieszkaniowa w Polsce wygląda tak, jak wygląda.
Mimo tych braków to obowiązkowa lektura dla każdego, kto chce zrozumieć, dlaczego „to nie jest kraj do mieszkania”. Mi z mojego wykształcenia i pracy zostało dobrze przeanalizowane mieszkanie na osiedlu, gdzie nie rządzi święty PUM - pracować wolę z dala od branży.
Społeczne Agencje Najmu. Szansa dla osób, których nie stać na najem po cenach rynkowych ani na zakup mieszkania
W obliczu narastającego kryzysu mieszkaniowego Społeczne Agencje Najmu (SAN) wyrastają na kluczowe narzędzie w polityce mieszkaniowej Polski. Od trzech lat program funkcjonuje w 12 miastach. To szansa na dostęp do przystępnych cenowo mieszkań dla szerokiej grupy osób z tzw. luki czynszowej, którzy nie kwalifikują się do otrzymania mieszkania z zasobów gminy, ale jednocześnie nie stać ich na zakup własnego lokum. "Każdy najemca SAN-u może ubiegać się o dopłaty. Te dopłaty są finansowe z Banku Gospodarstwa Krajowego" — wyjaśnia w TVN24 Łukasz Kubiak z Zarządu komunalnego Zasobów Lokalnych w Poznaniu.
@tomasz95 pewnie klasycznie, dwoje mlodych pracujacych ludzi sie nie kwalifikuje XD ci musza wynajmowac m2(jak ich stac) za 2,5k/msc(miasto powiatowe) albo 5k/msc(duze miasto) jednoczesnie odkladajac na wklad wlasny i jakos ciagnac koniec z koncem XD
been there done that, gdybym nie otworzyl firmy i zaczal zarabiac "chorego hajsu" to w zyciu bym sie nie dorobil nawet kurnika....
bo doplaty sa dla lecacych w c⁎⁎ja albo nierobow xD
No proszę, ziściło się to, co przewidywałem od jakiegoś czasu i pisałem na hejto. W końcu przyznają, że działają z obawy o spadek cen mieszkań. Cóż za olśnienie!
"Ludzie" głosem "ekspertów" z jakiegoś powodu nie przepadają za gotowymi rozwiązaniami. Mieszkania od rządu? Państwo z góry je opłaci, a potem mieszkańcy będą spłacać je w podwyższonym czynszu. Z możliwością wykupu po określonym czasie. Co za głupoty.
"Ludzie" chcą wiązać się 40 letnim kredytem i modlić, że demografia się poprawi, a spekulacyjna bańka będzie do końca łatana przez rządzących. "Ludzie" lubią Rollercoaster i dreszczyk emocji, w tym monotonnym życiu.
To fakt, że ci "ludzie" lubią rozrywki, bo ci "ludzie", z niezmiennym entuzjazmem, chcą dokładać się do stadionów i innych wątpliwych inwestycji państwa, które generują stałe straty liczone w setkach milionów. Przynajmniej mogą odwracać uwagę od tego, jak codziennie są dymani z dwóch stron.
Kurdebele pytanie estetyczne w swej istocie mam. Oto strasznie ciemno miałem w mieszkaniu (parter, drzewa i północno-wschodnia strona). Nawet z rozsuniętymi całkiem zasłonami było ciemnawo. Teraz zdjąłem zasłony z karnisza, zostawiłem same firanki i bajka. Zrobiło się dużo jaśniej.
Tylko czy to nie wygląda głupio? Pusto? Jak coś niekompletnego? Zawsze mi się jednak kojarzyło okno w mieszkaniu z zestawem firanka + zasłonka i ew. rolety (u mnie są - takie zwyczajne).
I teraz zastanawiam się czy tak nie zostawić na ciemną jesień... A prywatność i tak będzie dzięki roletom. Co myślicie?
#wystrojwnetrz #estetyka #mieszkania
PS firanka musi być bo mam blok naprzeciw i jednak nie chcę być tak całkiem na widoku sąsiadów w ciągu dnia
W sumie teraz żądłem sobie sprawę że nie mam firanek w mieszkaniu bo u mnie w domu też nie było... Chyba tylko w oknach na parterze od ulicy były ale na pietrze nigdzie. Teraz nie mam firan tylko rolety.
@burt zasłony mają sens tylko w bardzo jasnych pomieszczeniach lub gdy za oknem nic nie masz więc sama zasłona na noc i gitówa. Ja w oknach mam albo firanki albo rolety rzymskie. Oraz kwiatki. Wtedy sąsiedzi mnie nie widzą za bardzo gdy roleta jest w górze.
Jeszczcze zwiększenie kosztów w przypadku funduszy inwestycyjnych i może nie byłoby w końcu podwyżek rzędu 15% rocznie na nieruchomości, a programy typu developer+ poszły by do śmietnika
Sorry ale pomysł jest głupi. Od tych zmian mieszkań nie przybędzie więc w zakresie podaży dalej będzie niedobór.
wprowadzenie dodatkowego podatku dla właścicieli nieruchomości, którzy kupują trzeci lub kolejny lokal mieszkalny w ciągu pięciu lat od zakupu pierwszego mieszkania. Zakup trzeciej nieruchomości miałby być dodatkowo opodatkowany stawką PCC o wysokości 3 proc., czwartego mieszkania — stawką PCC 4 proc., a piątego i kolejnego — stawką PCC 5 proc.
Od strony zakupu flipper zapłaci wyższy podatek PCC. Oczywiście wkalkuluje to w swoje koszty i przełoży się to na cenę mieszkania dla klienta finalnego. Cena do góry.
podwyższenie stawki podatku od czynności cywilnoprawnych (PCC) z obecnych 2 proc. do 10 proc., jeżeli mieszkanie jest sprzedawane w ciągu roku od jego zakupu.
Po pierwsze klient dowie się o tym dopiero u notariusza (o ile go wcześniej z własnej woli fliper nie poinformuje o 10% PCC hahaha już to widzę). Po drugie rok karencji to nie jest tak długo - w przypadku remontowania mieszkania gotowe mieszkanie może chwilę poleżakować (można wynająć na jakiś czas np) i znów wróci do stawki 2% PCC.
Jeżeli nie zwiększy się podaż mieszkań to 10% podatek stanie się tylko dodatkowym kosztem - dla klienta kupującego mieszkanie. To kupujący bowiem jest podatnikiem PCC. Będzie to więc podatek nie celujący w tych okropnych fliperów tylko w klienta chcącego kupić mieszkanie na rynku wtórnym. Taki podatek może owszem odstraszać ale problemu nie rozwiązuje, jak ktoś potrzebuje kupić mieszkanie to zapłaci podatek i to zrobi. Zarobi skarb państwa na dodatkowym PCC. Najbardziej pozytywny scenariusz to, że z początku fliperzy zmniejszą swoje zyski, metr stanieje ale mieszkanie wcale nie stanieje gdyż jego ekonomiczny koszt będzie przesunięty na podatek. Ceny będą dalej rosły o ile nie nastąpi poważny kryzys w całej gospodarce.
Może trzeba przypomnieć tym z Wiejskiej, że jest coś takiego jak podatek dochodowy od sprzedaży mieszkań (może jakaś progresja, może jakieś progi)? Może ktoś by pomyślał o zniesieniu belki żeby jedynym sposobem inwestycji nie były nieruchomości? Może ktoś zastanowił się dlaczego całe ryzyko najbezpieczniejszego kredytu hipotecznego jest przerzucane na klienta w oparciu o wskaźnik, który wyznaczają de facto same banki i mamy średnie oprocentowanie 7-8%? Skąd te biedne banki mają taką nadpłynność gotówki, no skąd?
@FrytBajt2057 Problemem nie jest istnienie kredytów hipotecznych, tylko koszty mieszkań i domów. Gdyby kwoty które ludzie muszą pożyczać mieściły oscylowały w okolicach 250-500k to rata byłaby z jakieś 2-4k, coś co dla małżeństwa zarabiającego 2 średnie krajowe nie powinno być problemem. Nawet te niższe kwoty, czyli rata wysokości 2k miesięcznie przy dwóch ludziach zarabiających najniższą krajową nie jest jeszcze aż tak wielki wydatek (jeśli najniższa to ponad 3k na rękę, to wtedy kredyt stanowiłby jakieś 33% miesięcznego budżetu).
@Jarasznikos Relacja kosztów kredytu do domowego budżetu jest chyba najbardziej istotna. Przy kilkudziesięciu tysiącach do ogólnej dyspozycji, można nieco "uskromnić" życie i spłacać bez bólu, wciąż mając nawet na hobby czy wyjazdy. Kłopot jest wtedy, kiedy kwota kredytu to niemal priorytet miesięcznych wydatków. To już rozgrywka na poziomie hard i tylko chyba miłość życia jest w stanie osłodzić taką wyprawę.
@rm-rf Można mieć zdolność i z jakichś względów nie iść w kredyt, co niektórzy ocenią jako "niedojrzałe". Ocena niedojrzałości jest względna i sankcjonowana społecznie. Ludzie się oceniają wzajemnie cały czas. Odpowiedzi w ankiecie nie obrazują moich poglądów, a są próbą pokazania jakichś postaw, które ktoś może uznać za bliskie jego ocenie. A komentarze mamy po to, żeby wyjaśnić sprawy, których ograniczone ankiety nie wyjaśnią
W ankiecie wzięło udział niemal pięćset osób. Zakładając, że każdy korzystał z indywidualnego konta.
To spory wynik jak na ankietę stworzoną o trzeciej nad ranem. Z tej przyczyny pogłoski o braku ruchu na stronie można skreślić z listy hejtozarzutów. Z drugiej strony, temat palący. Nikt nie chce, żeby mu kapało na głowę w nocy.