A-20B Havoc o nazwie własnej “Marty I” przelatuje w pobliżu Etny.
A-20 Havoc to wielozadaniowy samolot z czasów II wojny światowej należący do rodziny maszyn Douglas DB-7. Odmiana bombowa nosiła nazwę Boston. Używany był przez wojska amerykańskie, brytyjskie, francuskie oraz radzieckie. W 2013 roku podczas badań Instytutu Morskiego w Gdańsku na głębokości 14 metrów, 4 km od Rozewia, zlokalizowano wrak samolotu A-20G-20. Pierwsza próba wydobycia w październiku 2013 roku nie powiodła się z powodu pogody. W październiku 2014 roku, pod nadzorem Narodowego Muzeum Morskiego, we współpracy z Marynarką Wojenną i firmą Lotos Petrobaltic SA, udało się wydobyć wrak. Samolot przetransportowano do Gdyni. Mimo braku dziobu i tylnej części kadłuba, główna sekcja, skrzydła i silniki zachowały się w dobrym stanie. Przeszukiwania nie doprowadziły do odnalezienia brakujących fragmentów.
W Środzie Śląskiej pod Wrocławiem ruszył wielki zakład XEOS. To tam będą serwisowane silniki najnowocześniejszych samolotów pasażerskich świata. Business Insider Polska miał okazję zobaczyć halę od środka.
Zakład XEOS to efekt współpracy firm GE Aerospace i Lufthansa Technik
Zobaczyliśmy, jak wygląda proces naprawiania i serwisowania silników lotniczych
Przedstawiciele firmy powiedzieli nam też, jakich pracowników szukają do dolnośląskiego zakładu
Otwarty właśnie zakład XEOS zajmuje powierzchnię 35 tys. m kw., na co składa się hala inspekcji wstępnej silników, główna hala montażowo-demontażowa oraz zaawansowana linia czyszczenia i inspekcji. Jest także centrum szkoleniowe i komora testowa.
Jak mówi Robert Burton, dyrektor zarządzający XEOS, na razie dolnośląski zakład zatrudnia 250 osób, ale chce dalej rekrutować. Niewykluczone, że przyjmie w przyszłości jeszcze ok. 50 pracowników. W rozmowie z Business Insider Polska Burton stwierdził, że w rozwoju może pomóc automatyzacja — takie systemy mogą na przykład bardziej efektywnie transportować silniki pomiędzy różnymi częściami zakładu.
Na razie natomiast proces serwisowania silników lotniczych opiera się ciągle o pracę ludzi — i to się na razie prędko nie zmieni. Co trzeba zrobić, by znaleźć pracę w XEOS? Na wiele stanowisk serwisowych przyjmuje się ludzi bez doświadczenia z branży — i bez ukończonych specjalistycznych szkół. Firma bowiem szkoli chętnych na miejscu. Niezbędny, jak słyszymy na miejscu, "jest talent manualny" oraz odpowiednia motywacja.
Jak mówi Robert Burton, w bieżącym roku zakład chce obsłużyć 36 silników lotniczych. W przyszłości jednak ma być ich serwisowanych więcej — szef XEOS mówi, że docelowo chce obsługiwać "jeden silnik w każdy dzień roboczy".
Budowa zakładu kosztowała 250 mln dol., tegoroczne inwestycje w placówkę wyniosą natomiast dodatkowe ok. 40 mln dol.
Super! A Nasz szanowny panujący hrabia Donald T. Zapewnie będzie kazał swoim poplecznikom wziąć kontrakt na A400 i A220 dla LOT, na c⁎⁎j Nam rozwój w Naszym kraju (pije do dealu z Embarierem).
56 lat od katastrofy samolotu pasażerskiego an-24, który rozbił się o zbocze Policy w Beskidach, mija w środę. Zginęły wówczas wszystkie 53 osoby będące na pokładzie. To jedna z największych katastrof w historii polskiego lotnictwa.
Jarosław Reszka w książce poświęconej największym katastrofom w powojennej Polsce zatytułowanej "Cześć, giniemy!", napisał, że samolot PLL Lot typu an-24 wystartował z Warszawy o godzinie 15.20. Leciał do Krakowa. Podróż miała trwać 55 minut. Za sterami siedział Czesław Doliński, pilot z 20-letnim doświadczeniem. Po minięciu radiolatarni w Jędrzejowie maszyna zniknęła z oczu operatora radaru precyzyjnego na krakowskim lotnisku w Balicach.
Do katastrofy doszło o godzinie 16.08. Gajowy Franciszek Kudzia z rodziną, mieszkający 3 km od zbocza Policy, usłyszał warkot silnika. Samolot leciał nisko. Minął dwa niższe wzniesienia, zaczął się niebezpiecznie zbliżać do gór. Maszyna weszła w obszar mgły i śnieżnej zadymki. "Za chwilę rozległ się donośny huk" – napisał Reszka.
Samolot "wykosił" pas lasu na długości 200 m. Ratownicy, żołnierze i milicjanci dotarli do miejsca katastrofy około godziny 19.20. Zastali zniszczoną maszynę i okaleczone ciała. "Przez dwa dni górscy ratownicy śliską rynną wśród lasu zwozić będą sankami ciała ofiar – najpierw całe, potem tylko fragmenty (…)" – podał Reszka.
Opinia publiczna nie poznała pełnej prawdy o przyczynach katastrofy. Autor książki napisał, że Prokuratura Wojewódzka w Krakowie ustaliła, iż wypadek nastąpił z winy pilotów. Załoga nie miała dokładnego rozeznania czasu lotu. Wiele wskazuje na to, że w kabinie samolotu w ogóle nie prowadzono własnej nawigacji, zdając się na informację kontrolerów. Potem powołano drugą komisję. W konkluzji stwierdziła ona, że winna jest załoga, która nie prowadziła własnej nawigacji, ale także obsługa naziemna z Balic, przede wszystkim operatorzy radarów, którzy nie mogli odnaleźć samolotu po minięciu przez niego Jędrzejowa.
Oskarżone zostały cztery osoby z obsługi lotniska. Do procesu nie doszło. Objęła ich amnestia z 22 lipca 1969 roku.
Sierżant sztabowy Ernest Pilot, Bombardier B-26 Maraudera o wdzięcznej nazwie "Fightin Cock" przyłapany podczas przerwy na Malboraska.
3 miesiące po cyknięciu tej foty - w sierpniu 1944 - "Fightin Cock" został trafiony nad Francją przez niemiecką obronę przeciwlotniczą, mimo poważnych uszkodzeń maszynie udało się wrócić do bazy w Essex w Anglii.
Po tym jak piloci nakazali załodze wyskoczyć na spadochronach, sami - mimo braku działającej hydrauliki, generatorów oraz elektryki - podjęli próbę awaryjnego lądowania. Niestety, samolot wypadł z pasa startowego a następnie uderzył w wieżę kontroli lotów, zabijając obu pilotów - podporucznika John'a Walker'a oraz podporucznika Bruce'a Taylor'a.
@Pouek niestety nie wiem, ale to jest oryginalny opis: Podczas treningu nad Base aérienne 113 Saint-Dizier doszło do zderzenia w powietrzu dwóch samolotów Alpha Jet z zespołu akrobacyjnego Patrouille Acrobatique de France, francuskich sił powietrznych. Francuski resort obrony poinformował, że wszystkie trzy osoby znajdujące się na pokładzie maszyn – dwóch pilotów i jeden pasażer – katapultowały się i zostały znalezione przytomne. Wszyscy zostali zabrani do szpitala, ale nikt nie odniósł poważnych obrażeń. Jeden z samolotów uderzył w silos, co spowodowało wybuch pożaru. Drugi spadł na obszar bagienny. Trwa dochodzenie mające na celu wyjaśnienie przyczyn wypadku.
Był wpis o nowych bombach szybujących dla koreańskich samolotów FA-50. Sam zakup FA-50 wzbudził w kraju wiele krytyki, m.in. dlatego, że jest za słabo uzbrojony i wyposażony.
W USA z kolei od ok 20 lat wojsko poszukiwało lekkiego samolotu wsparcia. Pierwszy program - LAAS - został wyrzucony do kosza, chociaż siły powietrzne wybrały brazylijskie Super Tucano.
Kolejny program - Armed Overwatch - wyłonił samolot dla bliskiego wsparcia sił specjalnych w postaci - Air Tractora czyli kuzyna licencyjnie produkowanego u nas Dromadera.