Solidna konstrukcja, ojciec jak jeździł z wujkiem do niemiec dorabiać na remontach to gdy j⁎⁎⁎ął rozrusznik, a mieli zahaczyć 1 weekend na poprawki i wykończenie to dojechali na miejsce (jakieś 700km) zostawili go na 2 dni odpalonego (dolewając tylko ropy) i wrócili.
Jak właściciel wiedział co zrobić to odpali z palcem w nosie. Prosty silnik bez wielkiej elektroniki, wystarczyło żeby nie miał wody w tłokach i trochę pokręcić na rozruch.
Obstawiam że każdy silnik tak wystartuje ale ludzie podpinają klemy i odpalają kiedy woda jest w środku a to zabija jednostkę.
@SirkkaAurinko Każde auto można odpalić po zalaniu, kwestia tylko żeby wiedzieć co trzeba uprzednio zrobić.
odkręcasz dolot powietrza i wylewasz wodę oraz demontujesz filtr
zdejmujesz w benzynie świece i spuszczasz olej a w dieslu spuszczasz olej i jeśli się da odkręcasz świece żarowe i psikasz wd40 jeśli leciała woda z otworów na świece po ruszeniu rozrusznikiem w obu przypadkach po czym zostawiasz na 1h
zlewasz paliwo i zalewasz świeże przepuszczając przez układ bo jeśli woda stała wysoko wlewa się do baku przez odpowietrznik.
próbujesz szczęścia
Korozja na przewodach i na komputerach pojawia się zwykle dopiero po kilku dniach od zejścia wody. Wtedy trudniej.
Polecam książkę "Barcelona - stolica Polski" tam jest duuużo więcej na ten temat. I są to bardzo ciekawe sprawy.
I osobiście potwierdzam to, że starsi katalończycy 70+ znają nasz kraj. Choć w tej znajomości więcej mitów niż prawdy ale mimo wszystko jest to bardzo ciekawe i miłe na swój sposób.
Mi sie wydaje, ze w wiekszosci zwykli ludzie sa raczej negatywnie/ neutralnie nastawieni do rodzin krolewskich. Pracowalem duzo z brytyjczykami (glownie szkotami), z holendrami, hiszpanami, norwegami, dunczykami i jakos tak srednio chwalili te rodziny krolewskie. Fajna szopka, tradycja, itp, ale jednak w oczach zdecydowanej wiekszosci to w aktualnych czasach utrzymywanie bardzo drogich darmozjadow.
Zobacz bracie, spojrz jak oni sie zachowuja. Nie sadzisz, ze polskim obywatelom tez przydaloby sie troche organizacji? Przykumaj te hiszpanskie protesty. Moglibysmy sie od ludow romanskich wiele nauczyc.
W poniedziałek wróciłem z urlopu na Costa del Sol. Nie miałem szczęścia z pogodą w Hiszpanii już drugi raz w tym roku. Nie cierpię upałów, więc zaplanowałem sobie wyjazdy do Hiszpanii na kwiecień i październik. W kwietniu w Katalonii była anomalia temperaturowa 8-14 stopni - normalnie jest 20-25 stopni i wiało jak w Kielcach na dworcu. Natomiast nadziei na super pogodę w październiku w Andaluzji zostałem pozbawiony już we wtorek 22.10. Słońce może i operowało, ale temperatura 18-20 to nie jest szczyt marzeń na łagodne ciepło andaluzyjskie. Tym bardziej, że w Polsce była taka sama pogoda.
Ogólnie Costa del Sol jest przepiękna, to co zaplanowaliśmy żeśmy odwiedzili czyli 4xMálaga, 1xNerja i 1xMarbella. Mieszkaliśmy w Torremolinos, którego nie polecam, gdyż jest całkowicie opanowana przez angoli w starszym wieku, zresztą Benalmádena i Fuengirola tyż. Dom angielskiej spokojnej starości. Málaga jest przecudna, chociaż też pierdyliard ludzi. Nawet ruskie ścierwa na zorganizowanych wycieczkach. Marbella to cukiereczek, miernik uroczości wygięty na maksa. Nerja też piękna, widok z Balcon de Europa jest zachwycający. No i właśnie w Nerja w niedzielę mieliśmy totalne oberwanie chmury trwające 2 godziny. Potoki wody na ulicach, plac i deptak do Balcon de Europa totalnie zalany. W nocy z niedzieli na poniedziałek burza z deszczem nawalnym nad Málagą i okolicą trwała 6 godzin, non stop waliły pioruny. Masakra.
W poniedziałek pojechaliśmy do Málagi jeszcze trochę połazić, bo samolot dopiero o 20.00 a od 16.00 zaczął się deszcz i potworne kłopoty z dojazdem na lotnisko. 3 pociągi wypadły z rozkładu, te co wjeżdżały były całkowicie zapchane. Ale udało się dotrzeć na czas.
Najstraszniejsze z tego co widzę przyszło 29.10.2024.
Dla wszystkich mądrali co to zawsze wiedzą lepiej: w Ronda, Setenil de la Bodega i na Caminito del Rey już byłem. Do Gibraltaru i Cuevas de Nerja jadę w grudniu. A Sevilla to plan na wiosnę :)
@festiwal_otwartego_parasola poziom komentarzy rynsztokowy, ponad 90 ofiar śmiertelnych, akurat jestem niedaleko tragedii w Alicante na szczęście tu jest normalnie, nie pozdrawiam śmieszków
Nareszcie, hiszpańska fasola gotowa. Przepis poniżej ale najpierw anegdotka
Danie nazywa się fabada asturiana i poznałem je w Asturii. To jest region na północy Hiszpanii, trochę górzysty no i w zimie piździ więc jadają tam takie bardziej konkretne dania jak to. Ogólnie Asturię bardzo polecam, świetne góry np. Picos de Europa, jedzenie pierwsza klasa, piją tam głównie cydr (dodam ciekawostke o tym w komentarzu), zupełnie inny klimat niż w turystycznych rejonach Hiszpanii. Co ciekawe ten rejon był dawno temu zamieszkany przez Celtów i widać duży wpływ tego na kulturę, np granie na dudach, festiwale celtyckie itp (więcej info https://www.quora.com/Why-are-Asturias-considered-Celtic) ) ) )
No więc fabada asturiana to była moja miłość od pierwszego zabulgotania więc polecam spróbować zwłaszcza jako alternatywę do fasolki po bretońsku
Składniki:
- fasola (ja dałem 1kg, im większa tym lepsza)
- chorizo (nie wiem ile dałem ale będzie ponad pół kilo, chciałem na bogato)
- morcilla (hiszpańska kaszana, można dostać w hiszpańskich sklepach, jak nie masz to nie dawaj)
- boczek (najlepiej wędzony albo jakaś pancetta, dałem ze 200g ale można więcej boczku a mniej chorizo)
- szafran (dosłownie szczypta dla koloru, można pominąć ale ja daje żeby było prawilnie)
- liść laurowy, kulki pieprzu albo czegoś, troche soli ale może nie być potrzebna bo mięso słone
- 1 cebula, glowka czosnku
W oryginalnym przepisie dodają też hueso de jamon czyli kostke z jamon iberico, albo trozo de lacón czyli jakby ucięty kawałek golonki? Ja nie dałem bo nie znalazłem golonki ani kostek w sklepie, ale warto dodać żeby zagęścić atmosferę
A samo przygotowanie bardzo proste tylko wymaga czasu:
- fasole namoczyć i wymienić wode
- wrzucamy do gara fasolę, wode, cala glowke czosnku, lisc laurowy i kulki (i golonke albo kostke jak masz)
- boczek i chorizo kroimy w duże kawały i wrzucamy do gara (od razu, nie ma na co czekać)
- czekamy aż się zagotuje, zmniejszamy ogień, dorzucamy szafran jeśli jest
- kroimy cebule i wrzucamy do gara (można najpierw podsmażyć ale ja to olałem)
- gotujemy ze 2-3h albo więcej, ja ugotowałem wczoraj godzine i dzisiaj jeszcze ze 3h więc fasola już się troche rozpadła (po godzinie mozna wyjac czosnek zeby sie nie rozpłynął całkiem)
- dodajemy zmielonego pieprzu, próbujemy i opcjonalnie dodajemy soli jak trzeba
- pod koniec dodajemy morcille pokrojoną w grube kawały (dajemy na końcu żeby sie nie rozwaliła)
- JEMY
Na moim zdjęciu jest jeszcze trochę rzadka ale i tak pyszna, a jutro po kolejnym zagotowaniu powinna osiągnąć właściwą konsystencję. No to tyle, ściana tekstu wyszła, ale niech to świadczy o tym jak dobre jest to danie
Bardzo ciekawy wpis! Szkoda, że żona już moczy groch na jutrzejszą grochówkę bo aż bym to zrobił z ciekawości. Ciekawie brzmi ta kostka z jamonu, chyba musi sporo dawać.
@bishop a dziękuję! w sumie teraz myślę, że żeberka też by siadły do tego - też jest kostka, więc powinno trochę skleić konsystencję.
a kostkę z jamonu próbowałem dorwać w sklepie hiszpańskim ale nie chcieli dać ;( a na necie można kupić ale tylko w sklepach zoologicznych więc nie wiem czy to by się nadało do gotowania xD
No lepiej nie mogłeś trafić z wpisem - akurat po górskich wycieczkach naszło mnie coś zrobić na jutro a że baba dzisiaj fasolę w Lidlu w jakieś promce brała, do tego mamy chorizo i wędzoną słoninę, to zabieram się za robotę...
"Porque te vas" (wymowa [ˈpoɾke te βas]) to piosenka angielsko-urodzonej hiszpańskiej piosenkarki Jeanette, napisana przez José Luisa Peralesa i wyprodukowana przez Rafaela Trabucchelliego dla wytwórni płytowej Hispavox w 1974 roku.
[...]
Przebój singlowy zdobył pierwsze miejsce na listach przebojów w Hiszpanii[3] i znalazł się w pierwszej dziesiątce krajów Ameryki Łacińskiej, takich jak Argentyna[4], Kolumbia[5] i Peru;[6] stając się popularnym "hymnem nastolatków" w hiszpańskojęzycznym świecie.[7].
Wydawnictwo Bellona prezentuje kolejną książkę z serii historiografii. "Imperium hiszpańskie. Dzieje rozkwitu i upadku" Henry'ego Kamena w sprzedaży od 30 października 2024 roku. Wydanie w twardej oprawie zawiera 608 stron, w cenie detalicznej 99,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Jak doszło do tego, że Hiszpania, kraj sam w sobie niezbyt bogaty, słabo zaludniony, a z uwagi na położenie geograficzne znajdujące się w pewnej izolacji od reszty Europy, stała się pierwszym globalnym supermocarstwem z posiadłościami na wszystkich kontynentach. Dlaczego nie zdołała utrzymać tej pozycji? Jakim przeobrażeniom podlegało to imperium, jak żyli w nim ludzie, dlaczego z czasem osłabło i upadło? Czy był to proces nieuchronny, czy zdecydowały inne względy?
Autor przedstawia szeroki, panoramiczny oraz imperium hiszpańskiego - od jego początków, czyli odbicia z rąk Maurów Granady, aż do końca, jakim było opanowanie Teksasu i Kalifornii - a zasadniczą tezą jego książki jest to, że imperium nie było strukturą narzuconą, opartą wyłącznie na przemocy, choć to ona, okrutna i krwawa, wpłynęła na wizerunek Hiszpanii. Jego istnienie zależało od współdziałania zdobywców (i metropolii) z Indianami obu Ameryk, Murzynami oraz Azjatami. U jego podstaw leżała zatem różnorodność narodowościowa, kulturowa i obyczajowa. Ostatecznie było to jednak również jego słabością, która zdecydowała o przegraniu przez Hiszpanię rywalizacji z Anglią
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach