#edukacja

3
481

Co Wy na to? 30.01.2026

Wiedza finansowa jest jedną z pięt achillesowych polskiej edukacji. O ile elementy edukacji z tego zakresu znajdziemy zarówno w ramach matematyki, jak i przedmiotu o biznesie i zarządzaniu (a kiedyś w podstawach przedsiębiorczości), o tyle brakuje kompleksowego przekazania wiedzy o gospodarce czy zarządzaniu finansami. Badanie zrealizowane na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej pokazuje, że co prawda w zdecydowanej większości uważamy swoją wiedzę o świecie finansów jako średnią (58%) bądź wysoką (21%), tak już z poprawnymi odpowiedziami na proste pytania z zakresu finansów mamy problemy. A to jest wykorzystywane przez nieuczciwych sprzedawców, obiecujących gruszki na wierzbie.

Pytanie na dziś: Czy jestem zadowolony/a z obecnego stanu mojej edukacji finansowej?

Zapraszam do oddawania głosów w ankiecie oraz kulturalnej dyskusji w komentarzach. Zastrzegam, że treści niezgodne z polskim prawem i obraźliwe wobec innych użytkowników będę usuwał niezależnie od poglądów.

#cowynato #ankieta #edukacja #finanse

#owcacontent

Czy jestem zadowolony/a ze stanu mojej edukacji finansowej?

477 Głosów

Sam się rozliczam co roku,

wiem co to podatki, jakie i ile,

Pieniążki wydaję tylko na lego, książki, wycieczki i remonty,

Mam poduszkę finansową.

Chyba jest dobrze.

@bojowonastawionaowca

Nie jestem zadowolony.

Kasy mi nie brakuje, mam oszczędności, ale wiem, że nie umiem inwestować. Założyć lokatę oszczędnościową to maks na co stać mój umysł. (A wiadomo że teraz inflacja większą od oprocentowania lokat)


Pita zawsze wypełnia i składa moje biuro rachunkowe...

Nah, edukacja takiej wiedzy u nas w szkole leży i kwiczy. Nie wiem jak jest dokładnie teraz bo skończyłem technikum te parę lat temu, ale jak jeszcze chodziłem to ten przedmiot "podstawy przedsiębiorczości" to był jakiś nieśmieszny żart. Zamiast się uczyć tam faktycznych przydatnych rzeczy ze świata finansów, czym są podatki, jak działają, nie wiem jakieś PITy i inne gówna potrzebne w dorosłym życiu to mieliśmy lekcje które ciężko mi wgl skatalogować pod jakiś konkretny temat. Czasem jakaś psychologia, czasem coś o społeczeństwie, np. przez 3 lekcje omawialiśmy piramida Maslowa, rysowaliśmy sobie ją w zeszycikach itp. Masa lekcji tak wyglądała a takich faktycznie w temacie to było niewiele.

Zaloguj się aby komentować

2 lutego przypada Światowy Dzień Mokradeł Z tej okazji już od dziś organizacje pozarządowe, parki narodowe i uczelnie organizują różnego rodzaju wydarzenia edukacyjne, warsztaty i spacery przyrodnicze. Jeśli lubicie takie klimaty, warto sprawdzić, jakie wydarzenia odbywają się w Waszej okolicy.


https://bagna.pl/aktualnosci/793-swiatowy-dzien-mokradel-2026


#ciekawostki #przyroda #natura #polska #edukacja #nauka

1b25c9f2-1cf1-499e-87f7-6c93464a7e7f

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

@kruzd Niby fajnie ale po co? Podstawa już jest wypchana rzeczami które są prawie nie używane w dorosłym życiu a to jeszcze dodawać nowe. Nie lepiej zrobić dodatkowe zajęcia dla zainteresowanych?

@kruzd Astronomii faktycznie jest za mało, ale przecież jest w programie fizyki i (w mniejszym stopniu) geografii, więc po co kolejny przedmiot, nawet nieobowiązkowy? Niech zmodyfikują program nauczania fizyki i wprowadzą dodatkowe zagadnienia związane z astronomią, by przedmiot ten nie polegał wyłącznie na zakuciu planet Układu Słonecznego. Przedmiot może być nawet znany pod nazwą *Fizyka i astronomia*. Inna sprawa, że trzeba zaczynać kompletnie od zera, bo gdy uczyłem się w szkole średniej to byłem zdumiony, że moi znajomi nie potrafią wymieć planet, zaczynając od tej położonej najbliżej Słońca. Przy takim poziomie trudno się dziwić, że Polacy gówno się znają na naukach ścisłych, a wiedza o astronomii i astronautyce ogranicza się tylko do haseł: Kopernik, zaćmienie Księżyca, Hermaszewski i pierogi Uznańskiego.

Zaloguj się aby komentować

#konstruktorelektrykamator

Po raz kolejny zmodyfikowałem schemat do ćwiczenia z II prawem Kirchhoffa.

Prościej się nie da.

I 3 na 4 grupy podłączyły za pierwszym razem, w kilka minut.

#szkola #edukacja

f8e965b9-3042-4be6-be20-b8ac1dcc69ba

Ale jak to, narzekanie jaka ta dzisiejsza młodzież głupia nie zadziałałoby samo z siebie? 🙃 Podziwiam podejście, że zależy ci na faktycznym przekazaniu wiedzy :)

@myoniwy może lepiej elektroBOOM zacząć tłumaczyć z angielskiego? XD

Mehdi ma "śmieszkowe" podejście to może by łatwiej wiedza wchodziła?

Zaloguj się aby komentować

@festiwal_otwartego_parasola jak ja bym chciał być wezwany przez takiego oszołoma na dywanik. Aż mnie świeżbi na samą myśl ( ͡° ͜ʖ ͡°)

@festiwal_otwartego_parasola Łapy bym mu powykręcał, jakby latał za mną z nożyczkami.

Jestem dumny z moich salarów i ich nie dam nikomu ściąć.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Większość osób, które czytają tego typu mapy nie rozumie, że tutaj nie chodzi o to, w którym kraju są najbardziej inteligentni ludzie tylko o kraj z najmniejszymi dysproporcjami. Dokładniej o to, w którym kraju jest najmniej osób o niskim intelekcie. IQ w okolicach setki to nie jest bardzo wysokie IQ. Setkę przewiduje się dla średniaczka co to się zbytnio nie wyróżnia intelektem. Dodatkowo, większy wpływ na "odchylenie" od setki mają nie osoby z bardzo wysokim IQ a te z bardzo niskim, bo ich jest z zasady więcej w zestawieniu od geniuszy o ponadprzeciętnie wysokim IQ. Jakie z tego płyną wnioski? Kraje o bardzo wysokim "średnim IQ" odznaczają się bardzo niską ilością osób o dwucyfrowym IQ w porównaniu z innymi krajami. Czy to źle? Wręcz przeciwnie. Mówimy tutaj o znakomicie zrealizowanych programach edukacji, zwalczaniu wykluczenia wśród uczniów ale też o odpowiednim podejściu do powszechnego kształcenia. #edukacja #szkola #ciekawostki #nauka #mapy

20f1948b-661b-4f4d-9532-73b403c379af

@Rimfire IQ jest raczej kiepskim odniesieniem się do inteligencji populacji. Już lepsze jest to co podał @zuchtomek To też nie jest idealne, ale pokazuje przynajmniej jakieś konkretnejsze dane.

Zaloguj się aby komentować

Siema

Siedzę w internetach od czasów pierwszej Neostrady, a pierwszy raz udzielam się na jakimś forum, więc nie bijcie za mocno.


Tym bardziej że piszę tylko po to, by wyładować frustrację na tak zwaną edukację, którą się kupuje w szkołach typu „Wyższa Szkoła Gwiazd” itp


Long story short omijajcie szkoły dla dorosłych SKK


Long version:

Z powodu fiaska ambitnych planów, by zostać zawodowym naukowcem, zostałem nauczycielem.

Przykra prawda jest taka, że masa nauczycieli to albo emerytki, albo ludzie, którzy nie mieli lepszego pomysłu na siebie, albo — tak jak ja — spadochroniarze, którzy polegli przy próbie rozbicia czegoś ambitnego.

Z tą trochę smutną konstatacją zostałem nauczycielem w prywatnej szkole.

I powiem, że nawet lubiłem uczyć dzieciaki. Miałem wiedzę i umiejętności, że dla podstawówki i liceum byłem bardziej niż wystarczający.

Jeśli chodzi o pedagogikę, to starałem się nadrobić braki zaangażowaniem.

Ale to, jak nisko płatna, a przy tym odpowiedzialna i stresująca jest to praca, sprawia, że nie jest to dobre miejsce dla spadochroniarzy — szczególnie kiedy zaczynałem w czasach COVID-u.


Więc po trzech latach zakończyłem tę przygodę z depresją, z którą starałem się sobie radzić cynizmem i apatią. Brawo ja!

Po dwóch latach perypetii, będąc głównie bezrobotnym, stwierdziłem, że trzeba się przekwalifikować — ale tak na amen.

Praca z dala od komputera i wciskania, że ma się jakąś misję.


Postanowiłem zostać elektrykiem.

Zawsze lubiłem dłubać w rzeczach, a to robota, gdzie i hajs może się zgadzać, i niekoniecznie człowiek się upieprzy tak bardzo, jak przy innych okołobudowlanych rzeczach.

Z mocnym postanowieniem ogarnięcia się zapisałem się na kurs.

Kurs składał się z części teoretycznej — o zgrozo, zdalnej — i części praktycznej.

Część teoretyczna, prowadzona przez pana dziadka, wyglądała jak za króla Ćwieka, tylko że przez internet. Pan dziadek był miły, ale takie zajęcia kompletnie nie miały sensu.

Skakanie od największych banałów z poziomu podstawówki do wiedzy mocno praktycznej, która bez tej praktyki wisiała gdzieś w powietrzu i nie było jak jej przykleić.

Część praktyczna — wcale nie lepsza.

Składanie układów elektrycznych kontrolujących włączanie pracy silnika. Nawet początkowo ciekawe, tylko że strasznie wtórne, a co najgorsze — w pierwszym semestrze połowa zajęć się nie odbyła!

Początek drugiego semestru zaczął się tak, że pierwsze zajęcia — zarówno teoretyczne, jak i praktyczne — się nie odbyły.

Tę poniekąd dość ważną informację (szczególnie że dojeżdżam z innego miasta, kilkaset kilometrów) dostałem w momencie, kiedy zajęcia miały się zaczynać.

Pełen świętego gniewu postanowiłem zerwać umowę i zażądać zwrotu pieniędzy, po tym jak pani w sekretariacie rozłożyła ręce i powiedziała, że będzie wzywać prowadzącego na rozmowę dyscyplinarną, a my będziemy musieli nadrabiać, mając zajęcia co tydzień — co mocno ingerowałoby w moje życie prywatne i zawodowe (bo w końcu ogarnąłem sobie jakąś sensowną pracę).


Napisałem pismo, że w związku z tym, iż szkoła notorycznie łamie harmonogram i informuje o tym po fakcie, żądam zwrotu środków etc. etc.

Myślałem, że będę się kopał z koniem o zwrot środków, a tymczasem — o, moje zdziwienie — nie ma żadnej mowy o zwrocie, a co więcej, mam zapłacić za jeszcze trzy miesiące wypowiedzenia!

O tym, że umowa została złamana przez nich poprzez nagminne łamanie harmonogramu, nie ma wspomnienia.

Dyrekcja umyła ręce, przekazała moje pismo do jakiegoś prawnika i twierdzi, że nie ma wpływu na czynniki losowe.

Czynnikiem losowym jest to, że zajęło im pół roku, by się zorientować, że prowadzący leci sobie w kulki, bo za fuchę dostaje dziesięć razy tyle, a zajęcia prowadzi tylko po to, by se opłacić składki po taniości.

W rozumieniu dyrekcji i reprezentującej ją prawniczki szkoła nie jest organem odpowiedzialnym za zatrudnionych przez siebie nauczycieli.


Trololololo, moi drodzy.


Więc podsumowując — omijajcie z daleka szkoły SKK.

Mają oddziały w całej Polsce.

Jedyna ich wartość to to, że dowiozą was do egzaminu państwowego — pod warunkiem, że wykażecie się anielską cierpliwością i nie zbankrutujecie, płacąc za dojazdy.

Aha — i na początku powiedzą wam, że uprawnienia zdobędziecie w 1,5 roku, by potem się okazało, że to jednak 2 lata. Bo co im zrobisz, przecież ich nie nagrywałaś/eś.


Jeśli urzekła was moja historia, to proszę — mówcie swoim znajomym, żeby omijali te szkoły z daleka.

Oszczędzicie im nerwów, a ja będę miał tę minimalną satysfakcję.

Jak chcecie się przekwalifikować, to szukajcie kursów fundowanych przez firmy prywatne, z gwarancją zatrudnienia (oczywiście jeśli nie boicie się lojalki).


#zalesie #edukacja #naprawsezycie #odpowiedzialnosc

A dodam jeszcze w kontekscie, że rozpocząłem (nie skończyłem) edukację wyższą w polsce. Żona rozpoczęła edukacje wyższą we francji, skończyła w UK. Środowisko w którym pracowałem to ludzie z wyższym wykształceniem. Publicznie wszyscy pięknie o szkołach na linkedynie. Prywatnie wszyscy na to plują

@couriouskiwi A nie myślałeś o drodze praktycznej? Np. szkołę ograniczasz do pół etatu, a pół etatu u jakiegoś wykwalifikowanego elektryka z papierami, który mógłby Ci wystawić odbycie kursu, gdyby uznał, że uzyskałeś odpowiednią wiedzę. W ramach kursu być może potrzebne byłyby też jakieś kursy teoretyczne, ale może to by się udało ogarnąć w jakiejś firmie, która takie kursy też prowadzi i ten elektryk by Ci udział w nich załatwił. Zacząłbym od rozmowy z jakimś renomowanym elektrykiem, żeby nie musieć od razu rzucać pracy i podpisywać lojalki.

Jestem programistą i trochę grafikiem, pytań o różne kursy w życiu miałem bez liku i ogromna większość z nich to czysty scam, na który łapią się ludzie myślący w kategoriach, że zrobię kurs i będę pracował w zawodzie. Są porządne kursy z certyfikatami oraz przede wszystkim uznawane przez pracodawców, ale one są po pierwsze drogie, po drugie wymagające. Może też takie są jeśli chodzi o elektrykę, ale tu wracamy do rozmowy z fachowcem.

@Zwalisty no taki był orginalny pomysł. Kurs miałbyć głównie po to by mieć państwowe kwalifikacje. No ale wyszło inaczej.


No i też to nie jest takie proste. Kumpel też chciał się przekwalifikować na elektryka i zaczął jako pomocnik na budowach. Na początku mówił że jest całkiem nieźle ale po dwóch miesiącach pracodawca zaczął opóźniać się z wypłatą.

Gdy zaczął naciskać na uregulowanie należności to chłop mu powiedział że nie pozwoli by mu byle kto wchodził na głowę.

Dopiero jak na jego socjal mediach wrzucił screeny z rozmowy w końcu dostał hajs ale pracy już nie miał...

@couriouskiwi Ale miał dwa miesiące doświadczenia, ja wiem, że to pozornie "nic", ale znam właściciela małej firmy budowlanej i tam normą jest, że nowy pracownik nie przychodzi po kilku dniach albo nawet po jednym dniu. Poza tym takie kwestie sądy pracy załatwiają od ręki, z odsetkami a i właściciel ma z automatu kontrolę. Tego typu firmy fizyczne czy to elektryczne czy hydraulika, to non stop szukają pracowników, bo nawet jak pracownik przychodzi, to często albo zawiany, albo naprawdę nic nie kuma. Da się znaleźć porządnego pracodawcę, tylko nie zawsze od razu.

Typowo te kursy są robione pod ludzi z pośredniaka którzy muszą coś robić, więc technicznie to zmniejszając zakres robią dobrze swoim pierwotnym klientom którzy nie są tam, bo chcą, tylko są bo muszą (bo odbiorą zasiłek).

Zaloguj się aby komentować