Link do kropki: https://poltrax.live/ficek-runs-scandinavia/1 - dodam że Romek biegnie z Garminem inReach - co ma ten plus że jest satelitarny i nie opiera się na lokalnej sieci GSM do przesłania pozycji, o co w takim terenie dość trudno. Wadą (poza ceną - bo to i urządzenie drogie, i abonament ma) jest to, że on loguje raz na 10 minut, więc dość rzadko. No ale na takie szalone wyjścia to kwestia bezpieczeństwa troszkę ważna
@Ragnarokk Jeszcze twierdził, że 10 raz by wszedł, ale by nie zdążył wrócić, to już mu sie nie chciało Jak dla mnie to Łuk Karpat był sztos w opór, jak mówił jak po Rumuni bez szlaku się błąkał z niedźwiedziami, psycha ze stali
@ErwinoRommelo Czyli że co? Zbalansowany że się nie wyjebiesz w lewo prawo? Chlyb?! A weź przestań młode ziemniaczki z koperkiem + sałatka. To jest kurna balans!
Po lekturze „jedynki" wracałem z apetytem na to samo: przytulny kryminał z potworami w tle, zamknięty pokój i Ana sypiąca błyskotliwymi dedukcjami zza przepaski na oczach. Dostałem coś zupełnie innego i to mnie zaskoczyło. Nie na minus, nie na plus, po prostu zaskoczyło.
Bennett wciąż buduje jeden z ciekawszych światów, jakie ostatnio czytałem: Święte Imperium Khanum żyje w cieniu lewiatanów, morskich potworów, z krwi których ludzie nauczyli się tworzyć modyfikatory ciała - dodające siły, pamięci, zmysłów. Śledczy duet się nie zmienia: genialna, ekscentryczna Ana Dolabra, która przez nadmiar bodźców nosi opaskę na oczach, i Din, czyli jej chodzące „oczy" o umyśle zmodyfikowanym tak, by niczego nigdy nie zapominał. On patrzy i rejestruje, ona wyciąga z tego wnioski.
I tu zaczynają się różnice. "Kropla zepsucia" startuje jak klasyczna zagadka - ktoś znika z pilnowanego pokoju, zostawia coś w sejfie, w okolicznościach z gatunku "to niemożliwe, a jednak" - ale bardzo szybko przestaje być kameralna. Bennett przenosi akcję z murów morskich do Yarrow, na wpół podbitego, gnijącego królestwa na obrzeżach Imperium i zamienia salonową "przytulną" łamigłówkę w polityczny thriller o kolonializmie, zepsuciu władzy i cenie, jaką się płaci za coś, co Imperium nazywa służbą. Tam, gdzie pierwszy tom był w gruncie rzeczy Holmesem w kostiumie dziwnego fantasy - przytulnym, zamkniętym, trochę zabawnym - drugi jest intrygą o dużo szerszym tchnieniu, z prawdziwym przeciwnikiem po drugiej stronie planszy. I to chyba największa zmiana: seria dostała wreszcie antagonistę, który realnie dorównuje Anie, zamiast być tylko kolejnym trupem do rozpracowania.
Zyskał również Din. W "jedynce" bywał głównie funkcją, trochę jeżdzącym odkurzaczem Roomba - chodzącą pamięcią i grzecznym narratorem. Tutaj dostaje własne życie wewnętrzne, wątpliwości, coś do stracenia, życie po za pracą, długi po ojcu i nagle robi się z niego pełnoprawny bohater, a nie tylko soczewka, przez którą oglądamy Anę. Świetnie wypada też nowa twarz po stronie lokalnej - cierpka, uzbrojona po zęby apotekarka -tropicielka, która wnosi do książki i humor i realny pazur.
Coś się przy tym zgubiło i byłbym nieuczciwy, gdybym to przemilczał: to chyba ta lekkość, za którą polubiłem tom pierwszy. Miejscami wyraźnie czuć, że autorowi bardziej zależy, by coś powiedzieć o imperiach, władzy i moralnym koszcie "porządku", niż po prostu bawić się zagadką. Kilka fragmentów w środku ciągnie się odrobinę za długo, zanim intryga znów przyśpieszy. Ale kiedy już przyśpiesza - trzyma czytelnika mocno w fotelu, a rozwiązanie jest dość uczciwe: wszystkie tropy leżą na stole, wystarczy je ze sobą połaczyć. Finał domyka rzecz z rozmachem i zostawia serię w miejscu, które sprawia, że po tom trzeci sięgnę bez wahania.
8/10, bo jest to zupełnie inna książka, niż się spodziewałem - bardziej polityczna, mroczniejsza, ambitniejsza i chyba właśnie dlatego dobra. Kto liczył na powtórkę z "Zatrutego kielicha", może na starcie kręcić nosem na zmianę tonu. Kto da się tej zmianie porwać, dostanie coś zdecydowanie większego niż kolejny sympatyczny kryminał z ogromnymi potworami w tle.
@dradrian_zwierachs tosty to tam niestety mogą być. A jeszcze te 3 widoczne balkony w pionie na prawo z ludźmi, to pewnie tam od wewnątrz klatki też sajgon.
Kpt. Damian Górka z Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej we Wrocławiu przekazał nam, że w pożarze w bloku przy ul. Budziszyńskiej 76 poszkodowane zostały w sumie cztery osoby.
- Osoby te źle się czuły ze względu na wdychane gazy i stres. Wszystkie zostały zabrane przez karetki pogotowia do szpitala - mówi strażak.