Po tę pozycję sięgnąłem pod wpływem impulsu. Przechodząc obok księgarni w oczy rzuciła mi się okładka. Jako, że dość żywo interesuję się kulturą Jamajki postanowiłem kupić "Afrykańską historię Afryki". Nie można bowiem mówić o Jamajce bez mówienia o Afryce. Do rzeczy jednak. Książka jest niewątpliwie ciekawa i wciągająca. Wszyscy dorastaliśmy wszak w przeświadczeniu, że owszem Afryka jest kolebką ludzkości, ale raczej nie kolebką cywilizacji. Nie licząc Egiptu. Badawi zaprzecza tym tezom malując szeroki obraz tego, co działo się na tzw. Czarnym Lądzie. Jej afrocentryczna postawa jest dość odświeżająca i ciekawa. Autorka rozprawia się z kolonizacją, skupieniu Europy i tzw. cywilizowanego świata na sobie i swoim dobrobycie. Ze swadą opowiada o historii największych cywilizacji afrykańskich, osiągnięciach ludów Afryki ich walce o tożsamość kulturową i religijną. A teraz trochę dziegciu do tej beczki pełnej miodu. Niestety widać, że Badawi nie jest historyczką tylko dziennikarką i chyba nie do końca momentami wie czy chce pisać o historii czy w bardziej reportażowej i osobistej formie omawiać pewne kwestie. Poza tym pozycja spełnia oczekiwania a forma nieco luźniejszego omawiania historii sprawia, że przez te niemal 600 stron przechodzi się bez zmęczenia i problemów.
Czyli nieregularny, rozszerzony przegląd wydarzeń i ciekawostek, pisany pewnie dla nikogo, bo to tematy, które mnie akurat zainteresowały. Dla wygody (jeśli wszystko się poprawnie wygeneruje), na górze znajdziecie spis treści – żeby od razu wiedzieć, czy coś was interesuje. Zdjęcia, jeśli się pojawią, wrzucę w komentarze - nie chcę sobie rozwalać formatowania przy edycji wpisu. Źródła wrzucam też bezpośrednio w tytuły akapitów. Nie oczekujcie regularności, bo będzie, jak nazwa wskazuje. Trochę jak u SciFuna. Zapraszam.
━━━━━━━━────────┄┄┄┄
Ta seria będzie do znalezienia pod tagiem #niecodziennik .
Więcej takich wpisów znajdziesz w społeczności: Agencja Prasowa WDN
W dzisiejszym wydaniu:
SCI| Mózg potrafi szybko przeorganizować się po utracie neuronów
LIN| Nie turecki, nie germański. Język Hunów prowadzi na Syberię
ENV| Ghana tonie w śmieciach z Wielkiej Brytanii i EU
W badaniu opublikowanym w Nature Neuroscience naukowcy z Uniwersytetu w Moguncji i kilku innych placówek pokazali, że już kilka dni po celowym usunięciu części komórek nerwowych w korze słuchowej, sieci neuronalne były w stanie odtworzyć niemal identyczne wzorce aktywności jak przed uszkodzeniem. Neurony, które wcześniej nie reagowały na bodźce dźwiękowe, zaczęły przejmować funkcje zniszczonych komórek - jakby "przebudzały się" i uczyły nowej roli.
Wcześniej nie było wiadomo, jak dorosły mózg zachowuje zdolność do przetwarzania informacji mimo ubytku neuronów, który pojawia się naturalnie z wiekiem lub w wyniku chorób takich jak Alzheimer czy Parkinson. Nowe dane pokazują, że sieć nerwowa nie posiada tak po prostu "zapasowych" połączeń, lecz potrafi dynamicznie reagować na straty - pod warunkiem, że zachowana jest delikatna wewnętrzna równowaga.
W mózgu wyróżniamy dwa główne typy neuronów: pobudzające i hamujące. Neurony pobudzające odpowiadają za przekazywanie sygnałów – "rozpalają" aktywność w sieci i tworzą ciągi reakcji między komórkami. Neurony hamujące działają odwrotnie - tonują, wyciszają i kontrolują nadmierną aktywność, utrzymując cały system w stabilnej równowadze. W badaniu usunięcie grupy neuronów pobudzających zakłóciło mapę dźwięków w korze słuchowej, ale już po kilku dniach inne komórki - wcześniej nieaktywne - przejęły ich rolę, a sieć odzyskała funkcję. Gdy jednak usunięto neurony hamujące, reorganizacja przebiegała znacznie wolniej i w sposób mniej uporządkowany. Mapa aktywności nie wracała do równowagi tak łatwo, a odpowiedzi neuronów były mniej niezawodne. Oznacza to, że to właśnie mechanizmy hamujące zapewniają mózgowi warunki do sprawnej odbudowy, nawet jeśli nie inicjują jej bezpośrednio. To sugeruje, że zdrowe mechanizmy hamowania są niezbędne dla utrzymania elastyczności* mózgu – nie tylko w przetwarzaniu bodźców, ale także w starzeniu się i odporności na choroby neurodegeneracyjne.
Autorzy podkreślają, że mózg nie trwa w stanie równowagi "z natury", lecz nieustannie ją odbudowuje. To właśnie ta aktywna regulacja - przypominająca mechanizmy homeostatyczne znane z całego organizmu - pozwala mózgowi przetrwać mimo zmian, jakie niesie czas i niektóre choroby. Jeżeli zastanawiacie się co taki news zmienia w waszym życiu, to pewnie najlepszą odpowiedzią będzie, że to daje nadzieję na lepsze terapie i leki. W teorii wnioski mogą pomóc przynajmniej w spowolnieniu rozwoju takich chorób, jak alzheimer.
Ta elastyczność chyba częściej jest nazywana neuroplastycznością.
Nowe badania lingwistyczne wskazują, że europejscy Hunowie - w tym sam Attyla - nie wywodzili się z ludów tureckojęzycznych, jak wcześniej zakładano, lecz od mówców paleo-syberyjskiego języka z rodziny jenisejskiej. Zespół z uniwersytetów w Kolonii i Oksfordzie przeanalizował imiona, nazwy geograficzne i zapożyczenia w tekstach chińskich, dochodząc do wniosku, że zarówno Hunowie, jak i ich azjatyccy przodkowie, Xiongnu, posługiwali się archaicznym językiem Arin - obecnym w południowej Syberii jeszcze przed ekspansją ludów tureckich. Imię Attyla również mogło mieć jenisejskie pochodzenie, oznaczając „szybki” lub „zwinny”.
Ustalenia te burzą dotychczasowy konsensus naukowy, który łączył Hunów z językami tureckimi, opierając się głównie na geografii i późniejszych migracjach. Okazuje się, że Hunowie wywodzili się z wcześniejszej fali migracyjnej z regionu Ałtaju, zanim ludy tureckie pojawiły się w Azji Wewnętrznej. To przesuwa ich etniczne i kulturowe korzenie głębiej w prehistorię Syberii i wskazuje, że ich wpływ na języki i kultury regionu mógł być większy, niż dotąd sądzono.
Brytyjskie ubrania wyrzucane przez konsumentów trafiają do Ghany, gdzie zalegają na nielegalnych wysypiskach, w tym na obszarach chronionych Densu - ważnym dla ekosystemu mokradle wpisanym na listę Ramsar. W śmieciach znaleziono m.in. odzież marek M&S, Zara, Primark, H&M, Next i George. Miejscowi skarżą się, że syntetyczne ubrania zatykają sieci, kanały i plaże, a wędkarze łowią razem z rybami fragmenty tekstyliów. Sprzedawczyni z rynku Kantamanto, Mercy Asantewa, mówi wprost: "Kiedyś mogliśmy je sprzedać i utrzymać rodzinę. Teraz często rozpadają się już przy otwieraniu bel". Coraz większa część odzieży nie nadaje się do użytku, a tylko jedno wysypisko w regionie spełnia minimalne normy. Tylko w Kantamanto codziennie wyrzuca się 100 ton odpadów tekstylnych, z czego 70 ton trafia bezpośrednio do środowiska.
Tekstylia trafiają do Afryki, bo to najtańszy sposób pozbycia się ich z Zachodu. Oficjalnie są deklarowane jako "odzież przeznaczona do ponownego użytku", co pozwala ominąć przepisy o zakazie eksportu śmieci. Jednak w praktyce wiele ubrań jest zniszczonych lub zbyt niskiej jakości, by można je sprzedać. Eksport jest tańszy niż lokalna utylizacja w Europie, a istniejący rynek zbytu - jak Kantamanto - umożliwia dalszy obrót choćby niewielką częścią zawartości. Brakuje natomiast mechanizmów odpowiedzialności: firmy i pośrednicy przestają się interesować losem ubrań, gdy tylko opuszczą kontener.
Branża odzieżowa przyznaje, że problem istnieje, i deklaruje wsparcie dla przepisów o rozszerzonej odpowiedzialności producenta (EPR). M&S, George, H&M czy Zara twierdzą, że oferują programy zwrotu i recyklingu odzieży, jednak żadna z firm - poza Primarkiem - nie gwarantuje, że ich ubrania nie trafiają do Afryki. Z kolei mieszkańcy regionu wskazują, że jeszcze kilka lat temu obszary te były pełne dzikiej przyrody, ale dziś są zanieczyszczone, cuchnące i zamieszkiwane przez chmary komarów. Lokalne władze przyznały, że nadzorują nowe wysypisko Akkaway, mimo że jego lokalizacja łamie przepisy ochrony środowiska i konwencję Ramsarską.
Warto dodać, że o ile artykuł jest o Wielkiej Brytanii, to problem dotyczy całej Europy i też innych regionów Afryki. Dlatego przedstawiciele ghanijskich sprzedawców zawitali w Brukseli, by walczyć o swoje i wspomnianą wyżej regulację EPR.
W ramach ciekawostki trochę obok tego tematu, niedawno oglądałem mały dokument o tym dlaczego Czerwony Krzyż zamyka kontenery na ubrania w Niemczech. Jak stwierdziła pani, która się tym zajmuje, ponad 90% ciuchów nie nadaje się do ponownego użytku i na pewnym etapie cały proces sortowania i wywożenia odpadów po prostu przestał być opłacalny. W kontenerze, który otworzyli na wizji były nawet ubrania zaplamione krwią.
O proszę. Ciekawe. Do tej pory myślałem ze stan pobudzenia polega tylko i wyłącznie na tym jaki neurotransmiter trafia do synapsy (np. Acetylocholina - pobudzenie, GABA - inhibitor). Nie wiedziałem, ze istnieją dwa odrębne szlaki neuronowe. Dzięki
HI:STORY, imprint Wydawnictwa Otwartego, ogłasza nową książkę historyczną. "Afrykańska historia Afryki. Od narodzin człowieka do niepodległych państw" Zeinab Badawi ukaże się 7 maja 2025 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 544 strony, w cenie detalicznej 79,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zbyt długo historia Afryki była przedstawiana przez pryzmat kolonializmu i niewolnictwa – teraz nadszedł czas, by poznać ją na nowo!
Zeinab Badawi, brytyjska dziennikarka i badaczka sudańskiego pochodzenia, przywraca Afryce należne miejsce w globalnej historii. Jako potomkini rdzennych Afrykanów sięga do korzeni kontynentu, by opowiedzieć jego historię tak, jak powinno się ją znać – bez filtrów zachodnich narracji.
Dzięki setkom rozmów, jakie autorka odbyła z historykami, archeologami i lokalnymi opowiadaczami, poznasz nieznane do tej pory fakty. Wyrusz w niezwykłą podróż przez tysiąclecia: od pierwszych ludzi przez starożytne cywilizacje i niezwykłych afrykańskich władców aż po walkę o wolność i tożsamość.
To nie jest kolejna książka o Afryce napisana z europejskiego punktu widzenia, ale historia opowiedziana z perspektywy tych, którzy ją tworzyli.
Odkryj prawdziwą historię Afryki – opowieść, która należy do nas wszystkich.
Wszyscy pochodzimy z Afryki, dlatego ta książka jest dla każdego.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Niedługo będę odwiedzać Zanzibar i chcę w ten tydzień wypoczynkowy wycisnąć ile się da. Oczywiście interere mnie nurkowanie w Morzu Indyjskim (snorkling w sumie). Czy ktoś się zna na rzeczy i doradzi, na jakie maski patrzeć, czy w sumie płetwy mi się przydadzą czy zbędny bajer i może podpowie, czy kamerki wodoodporne mają sens i coś ciekawego nagram?
inne porady wycieczkowe do egzotycznego państwa też przyjmę!
Rozmień wcześniej dolary na kilkanaście pojedynczych banknotów jednodolarowych na napiwki.
Aa, i jakbyś wpadł na "cudowny" pomysł obdarowania biednych dzieci pisakami, książeczkami czy blokami celem nagrania fajnego filmu na Instagrama jak większość pseudoinfluencerów to sobie daruj.
Dorośli później i tak dzieciom fanty zabiorą i sprzedadzą lub zwyczajnie wy⁎⁎⁎⁎dolą, bo mają nadmiar.
@jiim O rety, nawet mi to nie przyszło do głowy XD
Żadnym dzieciom nic nie dam na pewno, na szczęście nie jadę do standardowo turystycznej miejscowości, spokojniejsze miejsce na południu, JESZCZE nie tak skomercjalizowane.
@Rysia no to oczekuj biedy aż piszczy, zresztą tak jest tam wszędzie. Sama stolica wyspy to jak jakaś dziura z podlasia xD
Knajpy z barem raczej nie znajdziesz a browar w lokalnym "sklepie" może być (o ile będzie) ciepły i z trzy butelki. Ja jak wyszedłem do miejsca, gdzie wymieniają pieniądze na chłam (bo nie nazwę tego sklepikiem) to po browar jechali mi lokalne chłopaki na motorku chyba do wioski obok. Xd
Palenie niby nielegalne, ale często je u lokalsów czuć i za parę dolków ziomki coś skołują.
Jeśli chcesz zabrać kamerę pod wodę, kamera sportowa to dobry wybór. Zerknij na Action 5 Pro lub Ace Pro 2. Pomimo że są wodoodporne, warto dokupić obudowę do nurkowania, ponieważ zmniejszy ona zniekształcenia powodowane przez wodę.
Na moim kanale jest sporo o tych kamerach, więc wszystko tam znajdziesz.
Wprawdzie wyporność Indyjskiego jest mniejsza niż Środziemnego, ale IMHO płetwy się przydadzą. Dużo łatwiej do dnia podpłynąć żeby się czemuś przyjrzeć lepiej. Pytanie czy znajdziesz na nie miejsce w bagażu, bo rozumiem ze lecisz samolotem. Co do masek pełnych to mam dwie te droższe z Decathlonu i też są spoko. Jedynie ja mam brodę i mi przeciekają od dołu bo nie dolegają dobrze, ale przeciek minimalny. Jak masz gładkie lico to nie ma problemu. Jedynie nie jestem przekonany że dla małych dzieci to dobry pomysł. Trzeba się przestawić mentalnie, że nie możesz oddychać jak się zanurzysz razem z zaworem. Bo nie czujesz w pełnej masce wody w nosie i ustach. Wydaje mi się że dzieci mogą spanikować, ale mogę się mylić.
@borsukh a więc uprawiałeś stalking, noted noted (oczywiście żartuje se)
Dziękuję za poradę, wyjazd faktycznie się udał, ostatecznie kupiłam zwykłą półmaskę i małe płetwy, dla mnie było wystarczające i się dobrze bawiłam.