Dii zaczynał sobie uświadamiać, że niewiele jest rzeczy, które mogą zachwiać wiarą tak jak zobaczenie wyraźnie i na własne oczy obiektu tej wiary. Zobaczyć bowiem, wbrew powszechnym przekonaniom, wcale nie znaczy uwierzyć. Wtedy właśnie wiara się kończy, ponieważ nie jest więcej potrzebna.
Seria „Dungeon Crawler Carl” doczeka się serialu zrealizowanego przez Peacock :)
Na ten moment nie ma więcej informacji, ale powinny się pojawić wkrótce, od daty premiery po obsadę.
#ksiazki #seriale
1. "W górach szaleństwa"- Naukowa wyprawa na Antarktydę przeradza się w wycieczkę po terenach zamieszkałych niegdyś przez stwory zwane Przedwiecznymi. W sumie to opowiadanko ma jeden skromny plusik: historię Przedwiecznych. Poza tym niestety strasznie dużo tutaj dłużyzn i powtórzeń no i najważniejsze, kompletnie nie czułem atmosfery horroru, chociaż autor starał się mocno taką atmosferę narzucić swoimi "potwornymi" opisami. Zdecydowanie rozczarowująca lektura zważając na fakt, że to opowiadanie jest podobno jednym z lepszych w lovecraftowskim uniwersum.
2. "Cień spoza czasu"- zdecydowanie dużo lepsza pozycja, cały koncept rasy obcych "pożyczającej" sobie cudze umysły był całkiem fajny. Jak na razie najlepszy utwór tego pana(chociaż jeszcze zbyt dużo jego twórczości nie poznałem) . Ponownie jednak niewiele w tym horroru jak na mój gust. Duży plus, że nie jest to tak przeciągnięte jak "góry".
3. "Bezimienne miasto"- krótka opowiastka, bez oceny.
4. "Pod piramidami"- całkiem niezła historia o wycieczce wielkiego Houdiniego do Egiptu, gdzie zostaje wrzucony do mrocznej dziury, na której dnie trafia na wyjątkowo nieciekawe "towarzystwo". Jako fanowi starożytnego Egiptu wyjątkowo przypadła mi do gustu.
Trochę się nudziłam. Fakt, została ona napisana w sposób oryginalny, ma nawet parę obrazków, a narratorem jest sama Śmierć, która jest w trakcie żniw podczas II WŚ.
Opowiada historię dziewczynki, która straciła brata i została przez matkę oddana pod opiekę obcych ludzi, ponieważ nie mogła się nią dłużej zajmować. Głównymi bohaterami są Niemcy oraz jeden ratowany przez nich Żyd.
Forma wydaje się lekka ale opowiada o prawdziwym dramacie, który wydarzył się wcale nie tak dawno temu.
Jednak dla mnie lektura za mocno sztampowa i bez tego czegoś co zachęcałoby czytać rozdział za rozdziałem z wielkim zaciekawieniem.
@Shivaa no co ty, a ja się swego czasu zakochałam w tej książce...
Co prawda miałam wtedy z 20 lat i też była to jedna z pierwszych książek, które przeczytałam po angielsku (swoją drogą bardzo dobra dla niewprawionego czytelnika), ale zapadła mi w pamięć, jako świetna książka dla każdego.
Wydawnictwo Literackie zapowiada nową książkę historyczną. "Monte Cassino. Pięć miesięcy piekła we Włoszech" Jamesa Hollanda ma ustaloną premierę na 19 sierpnia 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie ma 744 strony, w cenie detalicznej 139,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Ponad 75 tysięcy ofiar
Pięć miesięcy walk
Jedna z najbardziej krwawych i legendarnych bitew II wojny światowej
W 1944 roku Hitler wydał rozkaz, by bronić każdego skrawka włoskiej ziemi. Alianci, przekonani, że droga do Rzymu stoi przed nimi otworem, utknęli na potężnych umocnieniach Linii Gustawa. To właśnie tutaj, podczas wyniszczającej bitwy o Monte Cassino, żołnierze 2. Korpusu gen. Władysława Andersa zapisali jedną z najchwalebniejszych kart polskiej historii.
James Holland, uznany historyk II wojny światowej i autorytet w dziedzinie kampanii włoskiej, opierając się na latach badań oraz dziesiątkach pamiętników, listów i relacji świadków, kreśli wielowymiarowy obraz jednej z najkrwawszych kampanii wojny. Ukazuje wydarzenia z perspektywy alianckich i niemieckich żołnierzy, dowódców, pielęgniarek, włoskich cywilów i partyzantów, odsłaniając ludzkie losy skryte za wielką historią.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Faktem jest, że wielbłądy są o wiele inteligentniejsze od delfinów. Są tak mądre, że szybko odkryły najrozsądniejszą rzecz, jaką może zrobić każde inteligentne zwierzę, jeśli nie chce, by jego potomkowie spędzali czas na stole operacyjnym z elektrodami podłączonymi do mózgu, albo mocując miny do statków, albo pod rozkazami tępych zoologów. Chodzi o to, żeby ludzie się nie dowiedzieli. Dlatego wielbłądy już dawno przyjęły taki styl życia, który w zamian za pewne usługi transportowe i za okładanie kijem gwarantuje im dostateczną ilość pożywienia, czesanie zgrzebłem, a czasem także możliwość bezkarnego splunięcia człowiekowi w oko.
Tytuł: Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami
Autor: Philip Gourevitch
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Filia
Format: ebook
Liczba stron: 432
Ocena: 8/10
Nie polecam - to jest ciężka książka o zabijaniu dla zabijania. O zabijaniu, bo ktoś nam kazał. O zabijaniu, bo ktoś nam powiedział, że ci inni są niegodni żyć obok nas. I wreszcie o zabijaniu, na które świat przymknął oko.
To jedna z tych książek, które bardzo trudno oceniać wyłącznie pod kątem tego, czy dobrze się je czytało. Philip Gourevitch opisuje ludobójstwo w Rwandzie, podczas którego w ciągu około stu dni zamordowano setki tysięcy ludzi, głównie przedstawicieli społeczności Tutsi. Nie jest to jednak zwykłe historyczne opracowanie pełne dat, nazwisk i statystyk (no dobra, trochę jest). Autor przede wszystkim oddaje głos ludziom, którzy przeżyli, któzy uciekli, któzy stracili całe rodziny albo musieli później mieszkać obok swoich oprawców.
Książka zaczyna się bardzo mocno, od wizyty w Nyarubuye, gdzie Gourevitch ogląda pozostawione w budynkach kościelnych szczątki zamordowanych. Później stopniowo cofa się na linii czasowej do źródeł konfliktu, opisując kolonialne tworzenie podziału na społeczności Hutu i Tutsi, propagandę Hutu Power, działalność radia nawołującego do mordowania oraz wieloletnie przygotowania do zbrodni. Dzięki temu dobrze widać, że ludobójstwo nie było nagłym wybuchem „plemiennego szaleństwa”. Zostało zaplanowane, zorganizowane i przeprowadzone przy udziale wojska, polityków, urzędników, duchownych oraz zwykłych mieszkańców.
Najbardziej przerażające jest właśnie to ostatnie. Ludzie często nie byli mordowani przez anonimowych żołnierzy, ale przez sąsiadów, współpracowników, znajomych, a czasami nawet krewnych. Zabijanie zostało przedstawione jako obowiązek wobec państwa i własnej społeczności. Kto nie chciał brać w nim udziału, sam mógł zostać uznany za zdrajcę. Kolejne relacje ocalałych zaczynają się przez to zlewać w jeden niekończący się ciąg przemocy:
„...Tymczasem w Rwandzie - zabijanie, zabijanie, zabijanie...”
I chyba właśnie ten cytat najlepiej oddaje charakter tej książki. Zmieniają się miejscowości, nazwiska i okoliczności, ale niemal wszędzie historia wygląda podobnie: ludzie szukają schronienia w kościele, szkole albo szpitalu, wierząc, że ktoś ich ochroni, po czym zostają wydani napastnikom. Szczególnie mocno zapada w pamięć historia pastorów z Mugonero, którzy poinformowali swojego przełożonego, że następnego dnia zostaną zabici wraz z rodzinami (cytat tytułowy). Odpowiedź człowieka Kościoła była w zasadzie potwierdzeniem, że ich śmierć została już zaakceptowana.
"...Zginąć jako kto?..."
Dużym atutem reportażu jest to, że Gourevitch nie zatrzymuje się na samym ludobójstwie. Pokazuje także to, co wydarzyło się później: przepełnione więzienia, powroty uchodźców, procesy zbrodniarzy, problemy z wymierzeniem sprawiedliwości oraz próby pojednania ludzi, którzy nadal musieli mieszkać w tych samych wsiach. Trudno mówić o wybaczeniu, kiedy morderca wraca do domu obok i tłumaczy, że jedynie wykonywał rozkazy. Jeszcze trudniej, kiedy ofiara nie ma już rodziny, domu ani żadnej możliwości odzyskania dawnego życia.
Książka jest również bardzo mocnym oskarżeniem wobec ONZ, Stanów Zjednoczonych, Francji i całej społeczności międzynarodowej. Informacje o przygotowywanym ludobójstwie były znane wcześniej, ale nikt nie chciał podjąć ryzyka. Gdy rozpoczęły się masakry, zagraniczne państwa koncentrowały się głównie na ewakuacji własnych obywateli. Dyskutowano nawet, czy oficjalnie używać określenia „ludobójstwo”, ponieważ mogłoby ono oznaczać obowiązek podjęcia działania. To jeden z najbardziej irytujących, ale również najważniejszych fragmentów książki.
Nie jest to jednak łatwa lektura. Autor często przeskakuje między osobistymi historiami, polityką, historią kolonialną i własnymi refleksjami. Momentami liczba nazwisk, miejscowości i organizacji może przytłoczyć. Zdarzało mi się również tracić orientację, zwłaszcza w drugiej części, kiedy wydarzenia przenoszą się do obozów uchodźców w Zairze i wojny prowadzącej do obalenia Mobutu. Nie jest to więc reportaż, który czyta się szybko albo dla samej przyjemności poznawania kolejnych wydarzeń.
Najważniejsze pozostają historie ludzi. Ocalałych, którzy nie wiedzą, dlaczego przeżyli. Rodziców, którzy stracili dzieci. Osób, które ukrywały się wśród ciał swoich bliskich. Ale także tych, którzy odmawiali podziału na Hutu i Tutsi, próbując zachować zwykłą ludzką przyzwoitość.
"Pragniemy zawiadomić, że jutro zostaniemy zabici wraz z rodzinami" to bardzo mocny, trudny i potrzebny reportaż. Nie daje prostych odpowiedzi na pytanie, dlaczego ludzie zaczynają mordować swoich sąsiadów, ale pokazuje, jak propaganda, strach, podporządkowanie władzy i obojętność świata mogą małymi kroczkami doprowadzić do katastrofy. Po tej książce najbardziej zostaje świadomość, że ludobójstwo nie wydarzyło się nagle ani w całkowitym chaosie. Wielu wiedziało, co nadchodzi. Wielu mogło zareagować. Niewielu zareagowało.
@TwojStaryJeSuchary z Rwandy świetne o tej samej tematyce są książki Hatzfelda czy książka naszego rodzimego Tochmana. Wszystkie ciężkie, chociaż jedna z nich kończy się opowieścią o tym, w jaki sposób ta trudna przeszłość jest pokojowo rozwiązywana za pomocą lokalnych "sądów"
@TwojStaryJeSuchary czytałem o belgijskim ludobojstwie w Kongo, tam było jeszcze bardziej dosadnie widać, jak świat potrafi zamknąć oczy i odwrócić się plecami na widok masowej śmierci.
To już trzecia książka Jakuba Rutki, po którą sięgnąłem, i po raz trzeci autor zabiera mnie w okolice, które dobrze znam - moje rodzinne strony. Jest coś wyjątkowego w czytaniu thrillera osadzonego w miejscach, które nie wydają się odległą, fikcyjną krainą, ale przestrzenią niemal na wyciągnięcie ręki. Dzięki temu atmosfera niepokoju działa jeszcze mocniej, bo łatwo wyobrazić sobie, że podobna historia mogłaby wydarzyć się gdzieś tuż obok.
Tym razem akcja rozgrywa się w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. Do placówki trafia rodzeństwo, które po tragicznej śmierci rodziców nie potrafi odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Oboje postanawiają dołączyć do swoich rodziców i wspólnie odebrać sobie życie. W ostatniej chwili chłopak zmienia jednak zdanie i ucieka w otaczający sierociniec las, podczas gdy jego siostra realizuje tragiczny plan. Po tych wydarzeniach do ośrodka przyjeżdża psycholożka, której zadaniem jest pomóc dzieciom zrozumieć śmierć koleżanki i wesprzeć zarówno podopiecznych, jak i pracowników sierocińca. Szybko okazuje się jednak, że tragedia jest dopiero początkiem wydarzeń, których nie da się wyjaśnić wyłącznie psychologią.
Najbardziej podobała mi się atmosfera tej książki. Rutka bardzo dobrze buduje poczucie smutku i niepokoju. To nie jest horror, to bardziej thriller oparty na dziecinnym strachu i braku oparcia najbliższych. Znacznie mocniej działa wszechobecne poczucie tragedii i lęku, które unosi się nad sierocińcem od pierwszych stron. Dzieci żyją w strachu przed tajemniczym widmem - Siostrą Ciszy, które podobno przychodzi po kolejne ofiary, a granica między dziecięcą wyobraźnią, a czymś rzeczywiście nadprzyrodzonym staje się coraz bardziej niewyraźna.
Bardzo dobrze wypada również sama psycholożka. Cieszy mnie, że autor nie zrobił z niej jedynie osoby prowadzącej śledztwo czy obserwatorki wydarzeń. To pełnoprawna bohaterka z własną historią, własnymi problemami i powodami, dla których angażuje się w los dzieci. Jej osobisty wątek dodaje całej opowieści emocjonalnej głębi i sprawia, że książka nie ogranicza się wyłącznie do kolejnych tragicznych i tajemniczych elementów.
Mam też wrażenie, że Rutka coraz lepiej odnajduje się w pisaniu historii, w których groza wynika bardziej z atmosfery niż z samych wydarzeń. Nie wszystko musi być pokazane wprost. Czasami wystarczy cień między drzewami, szept zasłyszany nocą czy przestraszone spojrzenie dziecka, żeby wywołać większy niepokój niż najbardziej krwawa scena.
Czy książka jest idealna? Nie. Momentami miałem wrażenie, że niektóre wątki mogłyby zostać bardziej rozwinięte, a sam finał odrobinę mocniej wybrzmieć. Nie zmienia to jednak faktu, że "Sierociniec" czytało mi się bardzo dobrze, głównie dzięki klimatowi i emocjom, jakie autorowi udało się zbudować.
To kolejna udana książka Jakuba Rutki i jednocześnie kolejny dowód na to, że bardzo dobrze odnajduje się w małomiasteczkowej rzeczywstości osadzonej w północno-wschodnim mazowszu.
Powieść kupiła mnie już w momencie wspomnienia o rywalizacji dwóch naukowców, którą spowodowała chęć utarcia nosa temu drugiemu. A to doprowadziło do zbadania, co to za dziwna substancja zastąpiła wolfram w zamkniętej butelce. Cały ten splot przypadkowych wydarzeń przerodził się w wynalezienie najlepszej rzeczy, jaką mogła spotkać ludzkość - źródła darmowej, czystej energii. Ale czy rzeczywiście to taki cud?
Lamont nie jest o tym przekonany i dążenie do poznania prawdy przyniosło mu zgubę. Najpierw zasugerował, że to Obcy z para-Wszechświata zbudowali Pompę Elektronową, a nie Hallam, określany jej ojcem. Potem zaś sformułował teorię, jakoby Pompa miała w przyszłości doprowadzić do wybuchu Słońca. Nie przysporzyło mu to zwolenników, za to zyskał wielu przeciwników, w tym najpoważniejszego, czyli Hallama, który zniszczył karierę Lamonta.
Druga część przenosi historię do para-Wszechświata, w którym możemy poznać cywilizację Obcych, skrajnie odbiegającą od Ziemian. Podoba mi się antropologiczne podejście do badań, więc z przyjemnością czytałem o społeczności Obcych. Podziwiam wizję autora o świecie, w którym odmienne zasady fizyki mają przełożenie na formy życia. Autor kontynuował to w trzeciej i ostatniej części, pokazując przedstawicieli społeczności od urodzenia żyjących na Księżycu. Nie dość, że to ciekawy pomysł, to jeszcze został wiarygodnie napisany.
Zaskoczyło mnie też to, jak proste było rozwiązanie problemu, przed którym stanął Lamont. Zamiast walczyć z czymś, czego ludzkość w życiu nie chciałaby się pozbyć, wystarczyło stworzyć coś, co zwalczy negatywne skutki Pompy Elektronowej.
wiadomo co z tymi 2 horrorami (i innymi tytułami których nie oglosili z tej serii, bo niby cos mówili ze nie tylko te 2 planują na 2027) które zapowiedzieli?
Chyba ze nie wiedzą jeszcze gdzie je umieścić
@spinacz-1 Nawet nie będę próbował zgadywać co wróci do serii, bo jednak jej nie kończą. Barrona miało nie być, potem miał być w UW, teraz wraca do grozy. Z MAGiem nie ma nudy ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Gość stworzył system, którego głównym założeniem jest "jak się nie narobić, a formę zrobić", czyli coś dla biegaczy-hobbystów, którzy chcą pocisnąć ze swoimi czasami, a nie mają 10+ godzin treningu w tygodniu. Sam autor pragnął mieć coś, co można robić regularnie, nie żyłować systemu, a jednocześnie osiągać nowe horyzonty. Fajnie to wszystko rozpisał no i od jakiegoś czasu słyszałem o tym całym NSM, że to raczej nudny system ale daje wyniki. A jak widać po zapierdalaniu po tym samym parku - "nuda" mi nie straszna
Druga część drogi Archeona do Czasu Końca w #warhammer
No cóż, można się spodziewać wizyt w ogrodach Papy Nurgla, oddawać się głaskaniu murom Roskoszy, kopnąć się w krwi championów Boga krwi i być wystrychniętym na Dudka
Bardzo dobra, ciężka, niezwykle brutalna i obrzydliwa książka
Wydawnictwo Media Rodzina przygotowuje polską edycję piątego tomu o najsłynniejszym czarodzieju. "Harry Potter i Zakon Feniksa" J.K. Rowling zaplanowano na 9 września 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmuje 960 stron, w cenie detalicznej 109,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Na końcu labiryntu długich korytarzy znajdują się drzwi. I to właśnie one wracają do Harry’ego w koszmarnych snach. Czy to z ich powodu chłopak budzi się w nocy z krzykiem? A może chodzi o zbliżające się sumy? Nową nauczycielkę o słodkim głosie ociekającym jadem? Zgorzkniałego i wiecznie niezadowolonego domowego skrzata? Czy w końcu o rosnące zagrożenie ze strony Tego, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać?
W obliczu braku pomocy ze strony Ministerstwa Magii i bezsilności władz Hogwartu, Harry może liczyć jedynie na przyjaciół – ich siłę, lojalność i bezgraniczne poświęcenie.
Piąty tom kultowej serii z wyczekiwaną polską okładką, w twardej oprawie i z barwionymi brzegami! Wróć do Hogwartu i poznaj na nowo Harry’ego, Rona i Hermionę narysowanych kreską utalentowanej ilustratorki, Kai Bajowskiej.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
“I am a man, raised by wolves and warriors in a world of ice and fire.”
XLIX część cyklu Herezja Horusa
Leman Russ - prymarcha VI Legionu i kat Imperatora postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i samemu wymierzyć karę Horusowi, licząc, że tym sposobem uda mu się zapobiec inwazji na Terrę. Świadom, że ma niewielkie szanse w bezpośrednim starciu, udaje się na Fenrisa, aby tam z pomocą szamanów znaleźć sposób na pokonanie zbuntowanego Mistrza Wojny.
Zarys fabuły może się wydać naiwny, tym bardziej im lepiej znamy realia uniwersum i zmiany jakie w nim zaszły od początku Herezji. Jednakże Guy Haley po raz wtóry udowodnił, że potrafi napisać powieść, którą po prostu dobrze się czyta. Bardzo przyjemnie poprowadził narrację, bez przynudzania, ale też bez przesadnego komplikowania. Jego opowieść ponownie przybiera charakter mniej melodramatyczny, czy katastroficzny, a bardziej przygodowy niż u pozostałych autorów Black Library.
Przede wszystkim autor namalował znakomity portret Lemana Russa. Pokazał go jako dumnego przywódcę skrywającego bystry umysł pod pozorem nieustraszonego barbarzyńcy, jako postać niedoskonałą i bardzo ludzką. Drugą istotną postacią tej książki jest akolita Mechanicum Belisarius Cawl, którego początki mamy przyjemność poznać przy okazji wydarzeń w systemie Trisolian.
Oczywiście skoro Vlka Fenryka, to i nawiązania do mitologii nordyckiej musiały się pojawić. Russ niczym mityczny Thor u Utgarda-Lokiego staje przed niemożliwymi wyzwaniami. Co ciekawe znów udało się autorowi przemycić kilka elementów humorystycznych.
“Unfamiliar machines demanded to know who he was. He bullied them into submission.”
Istotna fabularnie i bardzo dobrze napisana część Herezji Horusa.
Pierwszy tom z serii. Po przeczytaniu/przesłuchaniu całości chyba najlepszy. Tutaj napiszę więcej a do innych tylko dodam wpisy. Cała seria charakteryzuje się masą ciekawostek z różnych dziedzin. Z wielu, naprawdę wielu dziedzin. Nie wiem czy autorzy siedzieli większość czasu nad googlem, spotykali się z ekspertami czy też sami jakąś wiedzę posiadają, ale zróżnicowanie robi wrażenie. Research zrobili przedni.
Sama historia okey, choć w serii czym dalej tym na moje gorzej. W kolejnych tomach „nieprawdopodobne” zbiegi okoliczności i inne takie.
Tak czy inaczej ta książka na 7, cała seria oceniona na 6, czyli dobrze.