724 + 1 = 725


Tytuł: Czarny kot

Autor: Edgar Allan Poe

Tłumaczenie: Bolesław Leśmian

Kategoria: horror

Ocena: 6/10

#bookmeter


***


Któż, popełniając czyn niedorzeczny lub nikczemny, nie dziwił się po stokroć tej prostej oczywistości, iż wiedział, że winien go był n i e popełniać? Czyż pomimo doskonałości naszego rozsądku nie mamy nieustannych zakusów do naruszania tego, co jest Prawem, dla tej po prostu przyczyny, iż wiemy właśnie, że jest to — P r a w o? Powtarzam — ów duch przekory przyczynił się do ostatecznego mego upadku.


Muszę się przyznać, że sięgnąłem po tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze, przygotowując się do dyskusji na temat Biednych istot pana Graya miałem wskazać palcem miejsca, gdzie znalazłem paralele do twórczości pana Poe, bo tak napisałem w swoim wpisie, że je znalazłem (jak się okazało, napisałem tak nie wiem czemu, bo nie pamiętam o co mi chodziło). Po drugie zachęciło mnie nazwisko pana Leśmiana na okładce. No i jeszcze po trzecie, to Czarny kot jest krótki, więc dałem radę przeczytać go w międzyczasie.


Studium szaleństwa – tak piszą, albo opowieść o tym, że duże zło zaczyna się od małego zła, jak ja bym to bardziej napisał (coś trochę jak kryminologiczna teoria zbitej szyby albo jak biblijne Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie). Opowieść zaczyna się od tego, że chłop zabija kota. Kończy na tym, że


=== SPOILER ===


.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.



chłop zabija żonę.



.

.

.

.

.

.

.

.

.



=== KONIEC SPOILERA ===


Ileż tam może być rzeczy pomiędzy! I trochę nawet jest, ale – moim zdaniem – pan Poe to jest kopalnia zmarnowanych (z punktu widzenia możliwości eksploatacyjnych) pomysłów. Z dzisiejszej perspektywy (ale nie tylko, wszak współczesnymi panu Poe byli chociażby pan Hugo, pan Dickens czy pan Dostojewski) ta historia jest płytka. To, że jest jednowątkowa to jedno, ale pan Poe opisał zdarzenie (z kapitalną końcówką) ślizgając się tylko po bohaterze. Ja nie jestem ani historykiem literatury ani człowiekiem, który uważałby że są książki które należy przeczytać i autorzy, których należy znać, więc nie będę pisał, że mi się podobało. Ale nie będę też pisał, że mi się nie podobało, bo to byłaby nieprawda. Pan Poe, jak to zwykle w przypadku tego autora mi się zdarza, zostawił mnie z cholernym niedosytem. Niestety, nie jest to niedosyt taki, jakie w książkach lubię, bo tutaj musiałbym sobie dopowiedzieć bardzo dużo, musiałbym stworzyć sobie całego bohatera (bo uważam, że autor tego nie zrobił), a nie tylko wypełnić małe jego luki swoim postrzeganiem świata, co czyniłoby mi go bliższym i bardziej dla mnie zrozumiałym.


Czuję się po lekturze tego Czarnego kota tak, jakbym przeczytał streszczenie jakiejś bardzo dobrej opowieści i trochę mi jednak szkoda, że ta pełna opowieść niestety nie istnieje.

88dfc974-c713-41c7-a3cf-eb36ece377f4

Komentarze (0)

Zaloguj się aby komentować