Podróże z pomocą magii mają poważne wady. Człowiek ma uczucie, że żołądek zostaje w tyle. A umysł wypełnia groza, ponieważ cel zawsze jest odrobinę niepewny. Nie znaczy to, że można trafić dokądkolwiek. “Dokądkolwiek” reprezentuje mocno ograniczony zakres możliwości w porównaniu z miejscami, do których może przenieść magia. Sama podróż jest łatwa. Prawdziwa sztuka to osiągnięcie celu, w którym – na przykład – uda się przeżyć we wszystkich czterech wymiarach równocześnie.
Tom trzeci serii o żołnierzach przeniesionych w czasie. Powrót do bohaterów z pierwszego tomu. Tym razem na tapecie nowoczesna broń i powstanie warszawskie.
@bojowonastawionaowca no bo nie zmieniłoby, o przyszłości Polski już zdecydowali alianci, a PL nie miała żadnych kart przetargowych, żeby cokolwiek ugrać. Dlatego jak czytałam Obłęd '44, wkurzała mnie usilnie lansowana przez Zychowicza teza, że Polacy powinni odpuścić walkę z Niemcami i próby wyparcia ich z Waw, a zamiast tego skupić się na walce z nadchodzącymi Rosjanami. Taa, bo na pewno słabo uzbrojona Armia Krajowa, która nie dała rady osłabionym i przegrywających Niemcom, pokonałaby radziecką armię mającą wsparcie techniczne z zaplecza frontu i od Amerykanów.
O kurcze, nie wiedziałem, że to była trylogia 😶
W ogóle fun fact: te książki w Polsce przepadły, ale w Rosji althistoryczne sci-fi to jeden z popularniejszych podgatunków. Mi to kiedyś mózg rozwaliło. Takich serii jest na pęczki, gdy współczesny sołdat przenosi się do 2WŚ albo w inne czasy i pokonuje [tu wstaw dowolną stronę konfliktu]. Okładki mają zazwyczaj kosmiczne 😁
@AureliaNova seria była dla mnie zaskoczeniem. Uwielbiam historię, militarne potyczki i ciekawą narracje. pierwsza część była lekką zawadiacką opowieścią awanturniczą. Tyle, że na tle smutnych wydarzeń. Przypadła mi do gustu jako czytanka odstresujaca w wakacyjny leżing nad wodą. Major był rewelacyjny,ale z innej bajki, jakby napisany przez innego autora. 1944 i Jamróz były hybrydą dwóch pierwszych części, a później to już nawet nie dało się czytać.
@AureliaNova jeszcze są 3 części: o Afganistanie i powstaniu państwa Izrael (specjalnie z małej), Kapitan Jamróz o czasie zaraz po powstaniu i coś o walce SS z armią zdradziecką w 2012 gdzie wygrali chyba nasi.
Human nature is eternal; therefore, one who follows his nature, keeps his original nature - in the end.
Powyższy cytat pochodzi z filmu Dama z Szanghaju, dzieła, z którego realizacją Greta Garbo nie miała nic wspólnego. Przytoczyłam te słowa, ponieważ zdają się podsumowywać osobowość Garbo w równym stopniu, co utożsamiana z nią jej słynna kwestia z Ludzi w hotelu “Chcę być sama”, a to dlatego, że Garbo była prawdziwie niezależną kobietą, która kichała na konwenanse i żyła, jak chciała.
Greta Garbo była jedną z legend starego kina i ucieleśnieniem American dream. Urodziła się w 1905 roku w biednej rodzinie mieszkającej w jednej z robotniczych dzielnic Sztokholmu jako Greta Lovisa Gustafson. W wieku 13 lat zrezygnowała z dalszej nauki i poszła do pracy. Gdy pracowała jako ekspedientka w ekskluzywnym domu towarowym, zwróciła na siebie uwagę ludzi ze świata filmu, którzy nieoczekiwanie dostrzegli w tęgiej nastolatce z krzywym zgryzem potencjał na przyszłą gwiazdę. Garbo podjęła naukę w szkole teatralnej i wkrótce trafiła pod skrzydła reżysera Mauritza Stillera, który obsadził ją w będącej dużym hitem ekranizacji powieści Selmy Lagerlöf Gösta Berling. Stiller załatwił również Garbo kontrakt z wytwórnią MGM i wyjazd do USA, gdzie po schudnięciu i wyprostowaniu zębów, młoda Szwedka zaczęła być obsadzana w rolach ponętnych kusicielek. W ciągu paru lat Garbo stała się jedną z najbardziej kasowych aktorek MGM i ogólnoświatowym fenomenem. Jej uroda oraz tajemniczość wynikająca z silnej awersji do udzielania wywiadów podsycały wyobraźnię milionów fanów. W 1941 roku, w wieku 36 lat, gwiazda niespodziewanie przeszła na emeryturę i chociaż tak jak dawniej unikała jakichkolwiek kontaktów z prasą, nie przestała przyciągać zainteresowania mediów i fanów.
Dotychczas z wydanych po polsku biografii Grety Garbo miałam okazję przeczytać dwie: Garbo Alexandra Walkera i Garbo. Najbardziej tajemnicza gwiazda Hollywood Roberta Gottlieba. Nie przypadły mi one do gustu. Biografia pióra Walkera pod względem faktów nie wykroczyła poza notkę encyklopedyczną, w dodatku całkowicie pominięto w niej wątek homoseksualnych relacji Garbo, co przestaje dziwić, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że książka była pisana na zlecenie MGM jeszcze za życia aktorki i Walker, chcąc nie chcąc, musiał się maksymalnie autoocenzurować. Książka Gottlieba była znacznie obszerniejsza, jednak autorowi zabrakło pewnego krytycyzmu wobec omawianej postaci i koniec końców wyszedł z Najbardziej tajemniczej gwiazdy Hollywood panegiryk.
Książka Parisa to zdecydowanie najlepsza biografia Grety Garbo i jedna z najlepszych biografii, jakie miałam okazje w życiu czytać. Autor wykonał ogromny research, dotarł do sporej liczby osób, które na jakimś etapie swojego życia miały styczność z gwiazdą i w najbardziej, jak się dało, szczegółowy sposób przedstawił jej życie od dzieciństwa w Szwecji do późnej starości na Manhattanie, przy okazji rozwiewając niektóre z narosłych wokół postaci enigmatycznej Szwedki mitów. Chociaż z kartek przebija fascynacja Parisa Gretą Garbo, udało mu się w obiektywny sposób podejść do osoby aktorki, a zwłaszcza jej dorobku filmowego, złożonego z przeważnie obraźliwych dla inteligencji widza ckliwych melodramatów, dzięki czemu książka nie popada w nadmierny panegiryzm, jakże częsty w biografiach sław.
W przypadku polskiego wydania Abdykacji królowej pochwała należy się tłumaczce, pani Maciejce Mazan, za wykonanie swojej części researchu i porządny przekład. Natomiast dla edytora karny qtas, bo musiał puścić tekst bez nawet pobieżnego sprawdzenia interpunkcji i literówek w Wordzie, przez co roi się od nich w tekście.
Jako, że hejto bawi i uczy, myślę, że przy okazji tego wpisu warto pokusić się o rozważenie, czemu Garbo tak nagle odeszła z branży, gdyż jest to temat, który nawet dzisiaj zdumiewa osoby interesujące się starym kinem.
Pierwszym, co dziwne, przeważnie pomijanym powodem, wydaje się kwestia wieku Garbo w momencie „abdykacji”. Nawet w dzisiejszym Hollywood, przy znacznie większych możliwościach medycyny estetycznej i chirurgii plastycznej, jak też zupełnie innym rodzaju kina i realistycznych oczekiwaniach widzów, sporo aktorek w wieku 35+ „uderza w ścianę” i wypada z głównego obiegu. Ten proces następuje tym szybciej, im więcej młodszych i atrakcyjniejszych konkurentek pojawia się w branży i tu nie sposób nie zauważyć, że tych na początku lat 40. Grecie nie brakowało, chociażby w osobie innej wyrafinowanej i zmysłowej Europejki, sprowadzonej pod koniec lat 30. przez MGM do L.A. i lansowanej na nową „najpiękniejszą kobietę świata”, czyli Hedy Lamarr.
Kiedy aktorka przestaje przyciągać widzów piękną twarzą i zgrabnym ciałem, aby utrzymać się w branży musi zabłysnąć talentem, najlepiej w wymagających rolach. Wiedzą o tym współczesne aktorki, które z blockbusterów przechodzą do ambitnych filmów indie, lecz wiedziano o tym i w Starym Hollywood. Gwiazdy takie, jak Katharine Hepburn, Bette Davis, Joan Crawford czy Barbara Stanwyck nie wahały się przyjmować ról trudnych, wymagających oszpecającej charakteryzacji, czy wzbudzających w publiczności negatywne uczucia. Tymczasem, jak wynika z biografii pióra Parisa, Greta odrzucała role, które kłóciły się z wizerunkiem diwy, na jaką wylansowano ją w czasach jej prime’u, a za które inne aktorki były powszechnie chwalone i nagradzane (m.in. odrzuciła rolę Blanche Dubois w Tramwaju zwanym pożądaniem, za którą Vivien Leigh zgarnęła drugiego w swojej karierze Oscara).
Nie bez znaczenia pozostaje aspekt finansowy. Z przedstawionych przez Parisa danych wynika, że filmy Garbo od połowy lat 30. zaczęły przynosić coraz mniejsze dochody, w dodatku zyski płynęły przede wszystkim z rynku europejskiego, który z oczywistych względów „utracono” po wybuchu wojny. Z filmów nakręconych w latach 1935-1941, aż dwa przyniosły klapę, przy czym Pani Walewska z 1937 roku miała prawie 1,4 mln dolarów straty! To, co wcześniej wiedział tylko dział księgowy i zarząd MGM, stało się jasne dla wszystkich widzów w 1938, gdy Greta została okrzyknięta przez prasę mianem „box office poison”. Trudno, żeby wytwórnia trzymała w swojej stajni nieprzynoszącą dochodów i trudną we współpracy aktorkę i można przypuszczać, że gdyby Garbo sama nie zrezygnowała z aktorstwa, MGM i tak by się jej pozbyło w ciągu paru kolejnych lat.
Jeśli już o pieniądzach mowa, to prawda jest taka, że Garbo nie miała powodu, aby zostać w branży kiedy zobaczyła, że pociąg o nazwie Kariera odjeżdża, a to dlatego, że zwyczajnie swoje zarobiła. Już na początku lat 30. zgromadziła majątek na tyle duży, że mogła przeżyć resztę życia w dostatku. Dzięki trafnym inwestycjom i oszczędnemu stylowi życia, przez kolejne dekady majątek aktorki tylko się powiększał. Po jej śmierci sama kolekcja obrazów, na którą wydała nie więcej, jak 100k dolarów, okazała się warta ponad 16 mln!
@Hoszin tylko uwaga, książka jest trudno dostępna. Nie ma ebooków na necie i nie jest dostępna w regularnej sprzedaży, musiałbyś sprawdzić w miejskich bibliotekach albo szukać używek na Allegro.
Nie ma to jak w weekend stwierdzić, że skoro ma się chwile czasu to trzeba sie zabrać sie za coś co sprawia, że zaczynasz kwestionować sens swojego istnienia.
A bylo to sprzątanie domowej kolekcji książek. Zadanie karkołomne, wymagające planowania, strategii i odpowiedniego podejścia.
Czy ułożyć książki według autorów, rozmiaru, od najmniejszej do największej, kolorami? A może kategoriami?
Było ciężko, ale jestem zadowolony z ostatecznego wyniku.
Dlatego aby mój trud jeszcze sie na coś zdał to przy okazji #chwalesie
Wydawnictwo Literackie przygotowuje samodzielne wydanie opowiadania Jacka Dukaja. "Oko potwora", znajdujące się w zbiorze "Król Bólu", ma zaplanowaną premierę na 20 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie obejmie 176 stron, w cenie detalicznej 59,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
"Behemot V”, ciężki frachtowiec kosmiczny, w drodze z Marsa do Jowisza niespodziewanie schodzi z kursu i tak natrafia na ukrytego w pasie asteroidów Astromancera: Latającego Holendra próżni, legendarne źródło niemożliwych wynalazków i obłędnej sztuki. Zejście z kursu nie było jednak przypadkowe: ktoś zsabotował kalkulator pokładowy.
Zagłębiając się w szalone labirynty Astromancera, członkowie załogi „Behemota” pogrążają się w paranoi – każdy każdego podejrzewa. Umysły ludzi zaraża maszynowy chaos. Co czeka na nich w jego epicentrum?
"Maszyna to grzech człowieka”
Czy postęp ma granicę? Czy też dla każdej cywilizacji technologicznej można pomyśleć cywilizację jeszcze wyżej rozwiniętą?
Czy są takie odkrycia, do których nie da się dojść na drodze logicznego rozumowania, a jedynie – wyszarpnąć je z chaosu?
Mózgi Boltzmanna to inteligentne byty, które powstały nie wskutek ewolucji bądź z czyjegoś projektu, lecz spontanicznie z chaosu. To opowieść o jednym z nich.
Chaos przeciwko rozumowi – po której stronie powinien stanąć człowiek?
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
@Hilalum sprawdziłem sobie w necie i najdroższe możliwe wydanie zbioru opowiadań, gdzie to się pierwotnie pojawiło, kosztuje 94zł z przesyłką (żeby jeszcze podbić cenę końcową). I ma 4 razy więcej stron. Nieźle.
Zaczęło się trochę nudnawo, jak generyczne fantasy, ale szybko się rozkręciło i im bliżej końca tym było ciekawiej.
Książka dzieje się w dystopijnym świecie, gdzie ludzie żyją w symulacjach, każdy ma swój osobny świat(stan). Taki trochę matrix, ale każdy w swoim świecie jest głównym bohaterem.
Główny bohater Kai jest bogiem-cesarzem, poznajemy go jak już podbił cały swój świat i jest troche znudzony. Zostaje wysłany na spotkanie z kobietą we wspólnym stanie i tu akcja się rozkręca.
Trochę dystopijnych rozkmin o moralności, sensie ich egzystencji, nie zabrakło też trochę akcji.
Książka opowiada o chłopcu imieniem Mort, który zostaje uczniem Śmierci, który w sumie to nie potrzebuje pomocnika, ale ma kryzys egzystencjonalny i planuje rzucić tę robotę.
Moja pierwsza książka tego autora, bardzo podoba mi się sposób pisania tego autora. Narracja dość lekka, z absurdalnym humorkiem. Trochę mi przypomina stylem Monty Pythona i może troche autospotem przez galaktyke, które sobie odświeże niedługo.
Dość unikalny świat fantasy i zasady jego działania. Ciekawe przygody głównego bohatera, ale końcówka taka sobie. Niepodobał mi się taki nagły przeskok z sytuacji napięcia do szczęśliwego zakończenia.
Na pewno poczytam jeszcze Pratcheta.
Zaczynam też #czytelniczebingo ciekawe jak mi pójdzie.
Wydawnictwo Insignis wznawia trzeci tom serii Dragon Age. "Rozłam" Davida Gaidera w księgarniach od 17 czerwca 2026 roku. Wydanie w miękkiej oprawie ma 450 stron, w cenie detalicznej 49,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Zniszczenie Kręgu Maginów w Kirkwall pogrążyło w chaosie życie magów i templariuszy w całym Thedas. Część magów dzieli już tylko krok od buntu przeciw swoim strażnikom, podczas gdy inni próbują za wszelką cenę utrzymać porządek i stabilność w obliczu nadciągających zmian.
W majestatycznej Białej Iglicy, w samym sercu potęgi templariuszy w Val Royeaux, napięcie sięga zenitu. Działania garstki radykałów przyciągają uwagę potężnej i tajemniczej odnogi zakonu templariuszy – Poszukiwaczy. Przybywają, by objąć dowodzenie i przywrócić porządek bez względu na cenę. Jakby tego było mało, po korytarzach Białej Iglicy grasuje nieuchwytny zabójca, niewidzialny dla wszystkich… oprócz Rhysa.
Rhys jako jedyny potrafi go dostrzec, więc wszystkie podejrzenia w śledztwie padają właśnie na niego. Ponieważ nie jest w stanie udowodnić swojej niewinności, jego przyszłość maluje się w czarnych barwach. Jednak biegłość w magii staje się dla niego ostatnią szansą. Rhys zostaje włączony do ekspedycji wyruszającej w głąb zachodnich pustkowi Orlais. Tam jego los splata się z piękną templariuszką, pewną udręczoną duszą oraz Wynne, bohaterką Plagi. Wspólnie odkryją sekret znacznie większy, niż mogli przypuszczać. Tajemnicę, która na zawsze odmieni los magów w Thedas.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Często rozmyślał, jak się to wszystko zaczęło. Wyobrażał sobie coś w rodzaju eksplozji, tyle że od tyłu: międzygwiezdne gazy zbierają się z rykiem i formują Wielkiego A’Tuina albo przynajmniej grom. Albo cokolwiek.
Tymczasem zabrzmiał cichy, melodyjny gong i tam, gdzie nie było świata Dysku, świat Dysku był, jakby przez cały czas czekał gdzieś schowany.
Rincewind uświadomił sobie także, że uczucie spadania, z którym tak niedawno nauczył się żyć, było również tym uczuciem, z którym wedle wszelkiego prawdopodobieństwa umrze. Kiedy bowiem w dole pojawił się świat, przyniósł ze sobą specjalną ofertę eonu: grawitację, dostępną w szerokim zakresie natężeń z najbliższego masywnego ciała planetarnego.