Miałem stłuczkę. Nic wielkiego, prędkość minimalna. Gdyby uderzenie było jakkolwiek mocniejsze, to auto zostałoby uziemione a naprawa kosztowałaby miliony monet, bo Ford umieścił komputer sterujący w miejscu najbardziej narażonym na uszkodzenie, zaraz pod przednim zderzakiem przy lewym nadkolu. Ha tfu!
(...) o ile niektórzy przeszkadzają mi w pełnieniu właściwych obowiązków, to staje mi się człowiek jedną z rzeczy obojętnych, tak jak słońce, jak wiatr.
@splash545 Biada jednak tym, którzy staną na drodze pełnienia obowiązków... Detal z Kolumny Marka Aureliusza, ścinanie jeńców germańskich. Czasem się przedstawia Aurelego jako łagodnego baranka czy też wręcz cuckolda, warto pamiętać, że potrafił być bardzo skutecznym politykiem
Wczoraj bez kręcenia, bo byłem bardzo zmęczony, bardzo zapracowany i musiałem ogarnąć bardzo brudny napęd w starej szosie. Dobra, tak naprawdę nie chciało mi się, a w zasadzie odechciało się, gdy zobaczyłem o 18:00 odczuwalną -0,8 stopnia. No więc chociaż ten napęd ogarnąłem.
Dzisiaj przed 17:00 zaczęło padać, więc na poważnie rozważałem chomika. Szczęśliwie, mój pies nieszczęśliwie zawołał na spacer, a na nim zauważyłem, że kostka jest praktycznie sucha. Pozostało mi zatem pojechać i te 500 metrów kostki od domu, to były jedyne suche metry na trasie xD Pozytyw chociaż taki, że całkiem ciepło, bo co najmniej 7 stopni.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Cieszy powrót do lubianych bohaterów, dla których nie starczyło miejsca w poprzedniej książce. Jednocześnie przez to, że „Taniec ze smokami” również został podzielony na dwa tomy, miałem wrażenie, że akcja nie posuwa się zbytnio naprzód. To oczywiście wina tego, że obie części trzeba traktować jako jedną książkę.
Ku zaskoczeniu stwierdzam, że „Uczta dla wron” miała ciekawsze wątki. Może dlatego, że bardziej skupiała się na mniejszych lub większych intrygach, na ludzkiej psychice, a „Taniec ze smokami” idzie w bardziej mistyczne tony, między innymi Jona i Brana. Chociaż przypadek Fetora, człowieka złamanego, jest równie ciekawy z psychologicznego punktu widzenia.
Niezmiennie bardzo podobają mi się różne pogłoski słyszane przez określone postaci, a potem pokazanie ich z perspektywy innych. Sztandarowym przykładem jest cebulowy rycerz.
Mimo że ocena jest oczko niższa niż ostatnio, to wciąż serię czyta mi się naprawdę przyjemnie.
Wydawnictwo Vesper zapowiada nowy element serii Wymiary. "Księga sądu ostatecznego" Connie Willis wyląduje w księgarniach końcem listopada 2026 roku. Poniżej okładka i krótko o treści.
Mamy tu podróże w czasie, średniowieczną Anglię, epidemię Czarnej Śmierci i współczesny Oxford, w którym śmiercionośny wirus zbiera żniwo wśród mieszkańców i naukowców. Dwie epoki, dwie epidemie i walka z czasem, w której stawką jest ludzkie życie.
To właśnie ten niepokojący klimat nieuchronnej katastrofy, poczucie osaczenia i bezradności wobec choroby stanowią o sile tej historii. Średniowieczny świat pogrążony w strachu przed zarazą i współczesność, która wcale nie okazuje się bezpieczniejsza, dzieli kilkaset lat, ale łączy je coś znacznie bardziej przerażającego niż sam wirus. Postęp, wiedza i technologia nie zawsze wystarczą, gdy człowiek staje twarzą w twarz z czymś, nad czym nie potrafi zapanować.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Pytanie do osób pedalarskich - czy używa ktoś z was wideorejestratora na rowerze? Jakie kamery polecacie, a czego unikać?
Dodam, że nie zależy mi na uwiecznianiu pięknych widoków, tylko krótkich przejazdów po mieście i najistotniejsza jest dla mnie możliwość odczytania z filmu tablic rejestracyjnych.
@vvitch niby mam od jakiegoś czasu, ale rzadko biorę. Tylko że to jednak gopro13 i nagrywa miodnie, więc nie tylko rejestracje, ale i mordę w aucie się zobaczy, niemniej to raczej nie jest rodzaj sprzętu którego szukasz. Z tańszymi zwykłymi rejestratorami niestety nie miałem do czynienia.
Uchwyt na telefon za 30pln zamontowany w taki sposób jak na zdjęciu i darmowa aplikacja Road Recorder, lowcostowy zestaw do podpierdalania wymuszaczy pierwszeństwa
Tytuł: Podniebna poczta Kiki tom 3: Kiki i nowa czarownica
Autor: Eiko Kadono
Kategoria: literatura dziecięca
Wydawnictwo: Kirin
Format: książka papierowa
Liczba stron: 212
Ocena: 5/10
EEEE, szczerze mówiąc ta część wydawała mi się o wiele słabsza niż dwie poprzednie. Kiki jest już nastolatką, ale momentami zachowuje się mniej rozgarnięcie niż gdy miała tych lat dziesięć. Wątek nowej czarownicy jest tak dziwny że szkoda gadać, przez większość książki to mały diabeł który sprowadza na Kiki jakąś frustrację seksualną przez podrywanie Tombo, żeby na koniec wyszło że w sumie to nic nie ma sensu.
Przygody jakby odgrzewane... No nie zachwyca.
A jeszcze problem mam ze wszystkimi przyśpiekwami i piosenkami - absolutnie żadna się nie rymuje i ani jednej nie udało mi się zaintonować w sposób chociażby znośny xd
@Zielczan Czasem coś powie xd Chodzi Ci o fragment jak sie obraził? Wywieźli go z miasta, ale jak wrócił to już było cacy, chociaż cały ten wątek ich wojenki jakiś naciągany...
@Barcol nie, w oryginalnej anime od Ghibli on przestal mowic, bo 'dorastanie', 'coming of age metaphore'. A mnie to strasznie wkurzyło jak oglądałem, że stracili możliwość rozmawiania na koniec xD
Nawet taki cham jak ja, chodzący na mecze i skaczący na punkowych koncertach musi czasami zażyć tzw. kultury wyższej. Dawno nie byłem w teatrze i postanowiłem, że czas nadrobić te braki. Wybrałem się więc do warszawskiego Och-Teatru na "Stowarzyszenie umarłych poetów". Dlaczego? Głównie z powodu filmu, który w czasach gdy miałem lat jakieś 13-14 po prostu mnie zafascynował. Chciałem mieć takiego nauczyciela jak John Keating, najlepiej z twarzą Williamsa takich kumpli, jak chłopaki z Akademii Weltona, ale do brzegu... Czy mi się podobało? Tak... ale nie do końca. Na pewno na plus scenografia. Fajna, minimalistyczna. Na środku kilka krzeseł i ławek, podest i coś jakby fragment rampy deskorolkowej. Wszystko to, czasami jest salą lekcyjną, pokojem w internacie a czasami jaskinią. Aktorzy sami przestawiają elementy scenografii, co dodaje pewnej dynamiki i jest zwyczajnie fajne dla widza. Sama historia też została fajnie przedstawiona i myślę, udało przełożyć filmowy pierwowzór na sztukę teatralną, ale znowu... nie do końca. Niestety uważam, że bez znajomości filmu bądź książki (napisanej zresztą na podstawie scenariusza) widz może nie do końca złapać o co chodzi. Do sedna, do sedna czyli do gry aktorskiej. Jest na poziomie, ale nikt mnie nie powalił. Aktorzy grający uczniów, a więc nastolatków, mają już lat ze 30 z lekkim hakiem. Jednak podołali i na tyle przekazali emocje i zachowania, że można uwierzyć, że są dorastającymi chłopakami. Mimo to, nie czułem z nimi takiego związku, jaki czułem i zawsze czuję oglądając film. Malajkat w roli Keatinga dobry, bo ten facet przecież potrafi grać, ale też bez rewelacji. Jak dla mnie zbyt komediowa jest ta postać w interpretacji teatralnej a za mało buntownicza. Tu znowu przed oczami stanął mi powalający Williams. Poza tym nie wiem po jaką cholerę ktoś na siłę chciał pewne kwestie uwspółcześnić dodając do sztuki takie słowa jak konsola do gier. Gryzie się to z całością i lepiej byłoby zostawić akcję w czasach, w których działa się w filmie, tym bardziej, że za chwilę mówi się o braku koedukacji w Akademii Weltona a kontakt chłopców z dziewczynami jest ograniczany pewnymi konwenansami, których w dzisiejszych czasach już nie ma.
Ostatecznie jednak całość oceniam pozytywnie i fajnie było przypomnieć sobie tę historię oraz zobaczyć, jak wypadnie na deskach teatralnych.
@PlatynowyBazant ja film mam obejrzany pewnie kilkanaście razy. Szczerze mówiąc, to idąc na sztukę byłem przekonany, że nie da się tego przenieść na deski teatru, ale jednak się da.
Kiedyś kolegę narzeczona zabrała na jakąś sztukę nowoczesną w Warszawie. Nie był do tego jakoś za bardzo przekonany, bo z taką kulturą nie obcuje. Po przedstawieniu opowiada: "Nawet to fajne. Cała widownia siedziała na krzesłach dookoła wielkiego stołu. Potem wyszła naga pani, rozdała wszystkim kieliszki i zaczęła lać wódkę" xD
Ćwikła, chlebek, pasztet z kaczki, to wieczorne moje smaczki. Takie oto me kanapki - chleba wypiek własny, ćwikła teścia, ale pasztet lekko nie pasuje, własnych wyrobów kompozycje jako kupny niweluje.
Pierwsze bieganie po kontuzji na spokojnie, zimno pomaga. Nie chciałem się zatrzeć więc rozciąganie przed i po. Biodro trochę czułem ale dałem sobie nakaz przestać jak tylko coś zakłuje.
Śniadanie to naleśniki z twarogiem i domowym dżemem bez cukru a bardziej bardzo cienkie omlety bo 4 jajka i 2 łyżki mąki owsianej do tego kakao. Pozdrawiam i życzę miłego dnia