Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

Departament konsularny ministerstwa spraw zagranicznych Chin zdecydował o przedłużeniu programu jednostronnego ruchu bezwizowego dla obywateli 45 państw, w tym Polski, do 31 grudnia 2026 r. – poinformowały we wtorek państwowe media. Pierwotnie polityka bezwizowa miała obowiązywać do końca 2025...
16 godzin na nogach w stópkawiczkach od @AdelbertVonBimberstein
Są faktycznie świetne, nie za grube, nie za cienkie, w sam raz by dobrze amortyzowały, i nie grzały za bardzo, stopa się w nich nie poci, ani lewa ani prawa.
Nie mam metki, więc nie powiem dokładnie składu, (wełna z czymś) najwyżej jak wrócę do domu, ale na pewno dokupię sobie więcej, jeszcze raz dzieki!
co ciekawe mam rozmiar 43 a te (44-46) pasują idealnie.
#skarpety #skarpetki #turystyka #outdoor #recenzje #pracbaza #vikafjell #bushcraft (nie mamy tagu do rozmów o szpeju)



Zaloguj się aby komentować
Tak mnie nosiło na góry, w ogóle ostatnio mnie nosi na wyzwania. Niektórzy mówią, że nie można jechać w góry samemu, jak masz dzieci, można, ale trzeba znaleźć taką trasę, która wyciśnie wszystkie soki z każdego kroku. Na tym polega odpowiedzialność.
Początkowo chciałem zrobić fragment Małego Szlaku Beskidzkiego, albo jakąś trasę około 100-120 km ale wszystko to było interesujące, lecz problemowe o tyle, że sam dojazd ode mnie z Bydgoszczy i powrót, to przy dobrych wiatrach dodatkowa doba.
I oświeciło mnie, jak chyba @Z_buta_za_horyzont napisał o swoich planach i między innymi Drabinie Wałbrzyskiej. Nietypowe, nie powiem bo nie wziąłbym tych, raczej niskich gór, pod uwagę. No ale elegancki dojazd z Bydgoszczy, w teorii bezpośrednie połączenie (jak było w praktyce o tym później xD), ponad 80 km marszu po górach, ponad 4000 m przewyższeń - intensywne, skondensowane, idealne na pierwszą, górską wymagająca wycieczkę. Zdecydowałem, oświadczyłem to żonie i zacząłem przygotowania, bo z wyposażeniem podstawowym było u mnie średnio (brak plecaka, maty, dobrego śpiwora na temperatury końca października).
W innym wpisie wrzuciłem podsumowanie sprzętu, który kupiłem w sumie z myślą o następnych wędrówkach. Nie szedłem całej trasy "na raz", na super lekko bo pogoda nie ta, a dni krótkie, ale nie byłem też jakoś mega zapakowany. Wszystko z jedzeniem (nie liczę ubrań na sobie) 10 kg + woda 1.5-3kg.
Trasa zaplanowana, lista szczytów:
Numer Nazwa szczytu Wysokość n.p.m.
1 Ptasia Kopa 590 m. n.p.m.
2 Lisi Kamień 602 m. n.p.m.
3 Niedźwiadki 629 m. n.p.m.
4 Dłużyna 685 m. n.p.m.
5 Mały Wołowiec 718 m. n.p.m.
6 Wołowiec 776 m. n.p.m.
7 Kozioł 774 m. n.p.m.
8 Borowa 853 m. n.p.m.
9 Jałowiec Mały 741 m. n.p.m.
10 Jałowiec 750 m. n.p.m.
11 Jedliniec 735 m. n.p.m.
12 Rogowiec 870 m. n.p.m.
13 Jeleniec 901 m. n.p.m.
14 Turzyna 894 m. n.p.m.
15 Waligóra 933 m. n.p.m.
16 Suchawa 928 m. n.p.m.
17 Kostrzyna 905 m. n.p.m.
18 Włostowa 903 m. n.p.m.
19 Stożek Wielki 804 m. n.p.m.
20 Lesista Mała 790 m. n.p.m.
21 Lesista Wielka 858 m. n.p.m.
22 Stachoń 806 m. n.p.m.
23 Wysoka 808 m. n.p.m.
24 Sokółka 800 m. n.p.m.
25 Dzikowiec Wielki 836 m. n.p.m.
26 Łyse Drzewo 757 m. n.p.m.
27 Boża Góra 655 m. n.p.m.
28 Wzgórze Parkowe 655 m. n.p.m.
29 Paluch 706 m. n.p.m.
30 Chełmiec 851 m. n.p.m.
31 Chełmiec Mały 776 m. n.p.m.
32 Mniszek 703 m. n.p.m.
33 Boreczna 710 m. n.p.m.
34 Trójgarb 778 m. n.p.m.
35 Modrzewiec 602 m. n.p.m.
36 Węgielnik 620 m. n.p.m.
37 Stróżek 517 m. n.p.m.
38 Wzgórze Gedymina 532 m. n.p.m.
I tak też wyruszyłem: po godzinie 1²⁰ oczywiście z opóźnieniem Baltic Express zabrał mnie z dworca Bydgoszcz Główna i w teorii moje wagony we Wrocławiu miały zostać przepięte do pociągu jadącego do Szklarskiej Poręby, ale z uwagi na opóźnienie nie zostały xD.
Obsługa poinformowała pasażerów, że możemy poczekać ponad 100 minut na swoich miejscach albo przesiąść się na regio, które chwilę na nas poczeka. I tak- na tym samym bilecie- dojechałem z przesiadką do dworca Wałbrzych Miasto, gdzie zaczyna się i kończy szlak Drabiny Wałbrzyskiej.
Dzień 1.
Zatem 6⁰⁵ włączyłem aktywność na zegarku, z zapisaną trasą gpx wcześniej ułożoną na komputerze zgodnie z ww listą szczytów. I to było moje jedyne źródło nawigacji i dziękuję sobie, że kierowałem się tym śladem bo było kilka momentów, że szlak Drabiny delikatnie odbijał od głównego szlaku, rozwidlenie było bardzo trudno widoczne (tak jak przy tzw. Skalnej Bramie, kiedy to musiałem wybrać jeszcze trzecią drogę, między skałami, bo główne szlaki prowadziły wokół interesującego mnie szczytu). Na szczęście po około 60-80 m zejścia z trasy zegarek krzyczał na mnie alarmem aby wrócić. Zdążyło mi się to kilka razy.
Pierwsze wejście na Ptasią Kopę i Lisi Kamień było jeszcze po ciemku. Dopiero tak około 7.30 zrobiło się wystarczająco jasno (a było to przed zmianą czasu). Pierwsze szczyty pomimo, że niezbyt wysokie dają delikatne przygotowanie do tego, co czeka dalej- bo jest stromo, wymagająco kondycyjnie, a w warunkach jesiennych bardzo ślisko i wszystko przykryte liśćmi. Oj, liści było bardzo dużo. Bardzo. W pewnym momencie miałem ich serdecznie dość bo skutecznie moczyły buty i nogawki oraz przykrywały wszystkie pułapki: korzenie, luźną nawierzchnię, kamienie i błoto- którego też było w opór.
Kije trekkingowe- obowiązkowo.
Dalej były wymagające wejścia na Wołowiec, Kozioł i Borową- na tej ostatniej wieża widokowa, z której widać wieżę na Dzikowcu. Tutaj zrobiłem sobie 15 minut postoju w wiacie na szczycie i to był błąd. Wiało pieruńsko, więc zgrzany zmarzłem, a nie rozgrzała mnie dobrze nawet gorąca kawa i zumpka chińska. Za to wymieniłem zmoczone skarpety, wytarłem stopy, mokre skarpety schowałem pod kurtkę na piersiach aby wyschły i ruszyłem dalej... Zejście z Borowej chciało mnie zabić- stromo i bardzo ślisko.
Któreś z wejść na jedną z wymienionych teraz gór, było na mapie podpisane nazwą w stylu "Ścieżka przez mękę" albo coś podobnego i faktycznie- było wyzwaniem ale to nic w porównaniu z wejściem na Waligórę. Na szczęście to było za schroniskiem PTTK Andrzejówka, gdzie usiadłem na chwilę, skorzystałem z łazienki, zjadłem frytki, smażony ser i wypiłem szklankę ciepłego bezalkoholowego ponczu jabłkowego.
Po 6.5 godziny na szlaku, przy Skalnej Bramie, spotkałem pierwszą osobę.
Trochę byłem już przejęty bo zaczynał kończyć mi się prowiant, wody nie było gdzie uzupełnić, ale w Sokołowsku- zmoczyło mnie wtedy fest- był otwarty mały sklep. Dokupiłem jedzenia i wody. W lesie przed Sokołowskiem jest opuszczona kaplica, czy jakiś tam mały kościół- zastanawiałem się czy tam nie rozbić noclegu. Na głowę by mi nie padało, osłona przed wiatrem bardzo dobra, ale zabrałoby mi to z dwie godziny z marszu. Ruszyłem dalej.
Następny sensowny punkt noclegowy do był schron- wiata Bocianka na szczycie Stożka Wielkiego 841m n.p.m. Tam też zdecydowałem się rozbić obóz :D. Zasloniłem wejście tarpem, rozpaliłem kopcące ognisko z mokrego drewna używając kuchenki gazowej jak palnika dekarskiego xD. Wysuszyłem buty, skarpetki i kurtkę przy ognisku przesiąkając tym pięknym zapachem gryzącego dymu już do końca wędrówki.
O 18.30- po kolacji z zumpki chińskiej z kabanosami i resztek smażonego sera z obiadu- położyłem się w śpiwór i miałem najdłuższy i najlepszy sen od wielu miesięcy.
12 godzin do wschodu słońca. Wiało, a góry do mnie mówiły (serio, ten wiatr brzmiał jak rozmowa dwóch ludzi- a przypomnę, że na pewno nikogo nie było).
Połowa trasy za mną- trudniejsza i przyjemniejsza.
Połowa, czyli 35 km z 86.
Dzień 2.
Wstałem jak tylko zaczęło się robić jasno. Sprzątnąłem obozowisko, zabrałem wszystkie śmieci (Nie pozostawiaj po sobie śladów.), wypiłem kawę, zjadłem śniadanie i ruszyłem w dół.
Było już jasno i po jakiś 20 minutach spotkałem pierwszych ludzi, zaraz następnych więc czas wędrówki w samotności się skończył. Sobota to jednak ludzie wychodzą na szlak.
Po zejściu pojawia się pierwszy odcinek asfaltowy, jakiś zajazd przy drodze ale chyba był jeszcze zamknięty.
Lesista Mała, Stachoń, Wysoka- potem Sokółka, gdzie miałem najpiękniejszy widok i wieża widokowa na Dzikowcu, na którą przyznam nie chciało mi się wchodzić bo pizgało złem- za to wiatr wysuszył mnie konkretnie.
Szlak tutaj zaczął być już cywilizowany, szuter przygotowany pod wjazd samochodem i reszta trasy w sumie to już nie było wyzwanie.
Gdybym zaczął z tego strony- byłbym zawiedziony. Robi się- w porównaniu- płasko i bardzo turystycznie bo z Boguszów-Gorce jest tutaj wszędzie blisko.
W Boguszów-Gorce uzupełniłem zapasy w Dino, zjadłem hot doga w Płazie i poszedłem na Bożą Górę, którą możnaby sobie naprawdę odpuścić bo wygląda jak lokalna górka do walenia browarów po meczu (obok jest stadion).
Tak samo możnaby odpuścić sobie wejście na Paluch, do którego znak mówi, że jest ze szlaku 200 kroków ale kłamie- jest ich 300 (liczyłem xD).
Potem jest ostatnie chyba lekko wymagające podejście na Chełmiec, gdzie znowu jest wieża widokowa ale było sporo ludzi i nie wchodziłem popatrzeć.
Potem znowu zejście do Boguszów-Gorce i dalej drogą prowadzi już pagórkami- łąkami. Tutaj przycisnąłem aby nadrobić i chyba naprawdę szybko chodzę bo mijałem ludzi i zostawali daleko w tyle.
Ostatnie podejście na Trójgarb, w miarę ładnie, kolejna wieża widokowa, wymieniłem skarpety na suche i obkleiłem pięty plastrami hydrokoloidowymi compeed bo tego wymagały. Te plastry robią magię więc ruszyłem dalej.
I tutaj największe rozczarowanie- w sumie dwa. Wielki luj w d⁎⁎ę pracownikom leśnym zostawiającym szlak rozorany. Drugi minus- szlak prowadzi jakimiś gównianymi krzaczorami aby zrobić 100-150 m obejścia i wrócić na elegancką, leśną drogę. Absolutnie w tym miejscu to niepotrzebne.
Schodząc z Trójgarbu szedłem jeszcze przez Modrzewiec i Węgielnik i trafiłem na prawdziwe piekło- dobre 10-12 km asfaltu, płaskiego i okropnego, który zmasakrował moje biodra i stopy.
Potem już Wałbrzych, zmierzchało a przede mną jeszcze Góra Giedymina w parku (uroczy, doceniłem go pomimo zmęczenia) i zejście do dworca Wałbrzych Miasto.
Tam zjadłem zwycięską pizzę ale umyłem się najpierw w dworcowej toalecie.
Wracałem do domu sam w przedziale- więc elegancko nikomu nie śmierdziałem, a plus taki, że kupiłem bilet do przedziału z tabliczką "Rezerwacja" więc nikt się nie dosiadł (A chcieli, ale słyszałem jak się odbili bo jeden do drugiego mówił "ej tutaj jest rezerwacja" xD).
Ogólne wrażenia z trasy? Super wyzwanie, zwłaszcza pierwsza część. Trochę się przeliczyłem tym ile zrobię km pierwszego dnia- zakładałem ponad 40 ale krótki dzień i ilość podejść mnie zweryfikowały.
Za to druga część- spoko na początku aby trochę odżyć ale ostatecznie nudnawa, przeradzająca się w cholernie uciążliwa i nie satysfakcjonującą w asfaltowym odcinku.
Sama trasa Drabiny mogłaby być też w kilku punktach lepiej oznaczona, bo zdążyło mi się zejść.
Ktoś narzekał na fb, że trudu nie wynagradzają widoki. I to prawda, za to jeśli ktoś chce wyzwania to 9/10 polecam... a widoki też były, tylko nie było czasu ich oglądać. Jesień ma to do siebie, że ma swoje "momenty".
86.6 km
4200 m przewyższeń.
#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka #drabinawalbrzyska
https://www.hejto.pl/wpis/wrzucam-podsumowanie-sprzetu-garnek-z-gazem-510-g-kubek-stalowy-158-g-platypus-f
Wpis z moim sprzętem na wędrówkę.





nie wziąłbym tych, raczej niskich gór, pod uwagę. No
Wiele osób nie bierze ich pod uwagę ale można się tam naprawdę fajnie zmęczyć. Nieźle pospałeś widać był Ci potrzebny taki odpoczynek od świata. Na zboczach Lesistej są szczeliny wiatrowe, które wydają różne dźwięki chociaż są coraz bardziej zarośnięte i mniej słyszalne. Udanych kolejnych ciekawych wypraw!
Zaloguj się aby komentować
#rower
#rowery
#turystyka
W tym roku złapałem bakcyla na rower.
Wyciągnąłem swój złom, którym dojeżdżałem do pracy, z garażu, doprowadziłem do używalności, doposażyłem (proces w toku, widać na zdjęciu) i ruszyłem w trasy.
Można rzec, że bardzo mnie to wciągnęło.
Ale najbardziej zainteresowała mnie "rynek rowerowy", jakie rozwiązania są oferowane, co ludzie kupują itd. bo sam szukam czegoś lepszego, niż mam.
Jako że w tańszych gravelach nie lubię faktu, że na dzień dobry hamulce są do zmiany (mam uczulenie na mechaniczne hamulce tarczowe, wolę od nich szczękowe)a często i napęd (bo chcę mieć najniższe przełożenie przynajmniej 30 do 36) to patrzę na rowery z prostą kierownicą, gdzie hamulców ruszać nie trzeba, a wymiana napędu nie wymaga zakupu kosztownych klamkomanetek. Za 2400zł jakiśtam w miarę znośny napęd (zwykle z kiepskim niskim przełożeniem, ale taki los - swoją drogą, 1 do 1 to jest dobre na Wrocław, ale jak się zjedzie z asfaltu, to też potrafi zamęczyć, jak się jedzie po wilgotnej glebie na polu i roztrąca kołami suche padyle), tarczowe hamulce hydrauliczne, aluminiowa rama, amortyzowany widelec w detalu kosztujący parę stów. No krótko mówiąc - nie ma tragedii.
Ale chciałbym sobie kupić rower na sztywnych osiach, żebym mi zawsze koło wchodziło w to samo miejsce, bo z szybkozamykaczami czasem ta sztuka nie wychodzi.
Amortyzowanego widelca nie chcę. Wolałbym karbonowy. Na logikę za 600zł więcej powinno się coś dać znaleźć.
No to patrzę na rowery za 3000 - lipa. 3200? Lipa. 3800? Lipa.
4000? Kross Esker Flatbar ze schowanymi linkami - dla mnie lipa. Praktycznie brak miejsca na błotnik z tyłu. Cues - fajnie, ale napęd 1x10 to trochę słabizna, suport na kwadrat, korba bez osłony zębatki. No trochę trzeba doinwestować. Więc ogólnie odpada.
Mariny za 4000? Bez sztywnych osi.
Za to jest gravel felt broam 60 w jakiejś obscenicznie niskiej cenie (CZEMU on jest taki tani?) z karbonowym widelcem, gdzie co prawda napęd i hamulce są do utylizacji, ale chociaż jest tanio
Czemu do cholery nie da się kupić roweru bez baranka na sztywnych osiach i ze sztywnym widelcem bez wydawania góry siana?
Czy serio świat rowerowy zamyka się w 4 grupach:
bieda, nic nie ma sensu, zawsze czegoś istotnego brakuje (np. rower fitness Polygon Path - prosta kierownica, sztywne osie, hamulce hydrauliczne, ale napęd to cholera Tiagra 1x10, gdzie najniższe przełożenie to bodaj 48 x 34, czyli zjeżdżam z asfaltu i prowadzę rower, jak się teren robi trudniejszy)
gravel
MTB
do wyboru, do koloru 4000+?
Jak tak dalej pójdzie, to serio też gravela kupię (albo tego broama, albo używkę np. Eskera 4.0 bo stalowa rama z zewnętrznymi linkami) wrzucę kolejne 1500zł na napęd, kierownicę (ma być chińska wersja Surly Corner Bar), lepsze hamulce i jakoś to będzie?
Czy może jest jakiś rower który by mi podpasował (taka "dobrze skonfigurowana baza do rozbudowy" w kierunku długich tras z jakimś bagażem, mieszany asfalt, drogi polne i leśne, błocko, ale bez żadnych powaznych offroadów i szaleństw na zjazdach) , tylko słabo szukam?

Zaloguj się aby komentować
Namibia jest stworzona do samodzielnego podróżowania i samotnych spotkań ze zwierzętami, dzięki czemu poczuć się można jak na planie przyrodniczego filmu dokumentalnego. To nie tylko pustynia Namib i Kalahari, ale także niesamowicie różnorodne widoki i doświadczenia.
#rudeiczarne #namibia #afryka #podrozujzhejto #historia #ciekawostki
Niesamowita Namibii, z której niedawno wróciliśmy i przygotowaliśmy gotowy plan jej zwiedzania!
Namibia jak z filmu - gotowy plan na samodzielną podróż
Kilka ciekawostek o Namibii, którą odwiedziliśmy podczas samodzielnej podróży autem z namiotami na dachu we wrześniu tego roku:
Jawor to miasto położone w województwie dolnośląskim znane przede wszystkim z wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO Kościoła Pokoju. Oprócz tego zobaczyć można tam pozostałości murów obronnych, ciekawy rynek i piękny ratusz. Jawor włączam do projektu “Miasta stojące murem”.
Co ciekawego zobaczyć w Jaworze?
Kościół Pokoju w Jaworze to prawdziwa perełka i unikat wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Zbudowano go w mniej niż rok w latach 1645-1655 w konstrukcji szachulcowej z gliny, drewna i słomy.
Pozostałości murów obronnych z XIII wieku, których przetrwało blisko 250 metrów z około 1300 metrów, a także basztę Strzegomską.
Kościół św. Marcina z przełomu XIII i XIV wieku.
Muzeum Regionalne w Jaworze, które mieści się w dawnym klasztorze bernardynów przy Franciszkańskiej. W jego skład wchodzi kościół NMP z końca XV wieku, a także zabudowania klasztorne z tego samego okresu. We wnętrzach muzeum można zobaczyć bogate zbiory archeologiczne, etnograficzne i militarne. W części kościelnej zachowały się fragmenty polichromii z przełomu XV i XVI wieku.
Rynek z ratuszem, którego wieża powstała przetrwała od czasów średniowiecznych.
Zamek Piastowski, który zbudowano w XIII wieku. Niestety dzisiaj jest on nieco zaniedbany.
-------------------------------------------
Jeśli chcesz być na bieżąco z moimi znaleziskami to zapraszam do śledzenia hashtagu #antekpodrozuje
Jeśli chcesz, żebym Cię wołał w przyszłości, to zostaw piorun pod odpowiednim komentarzem poniżej
#antekpodrozuje #polska #dolnoslaskie #dolnyslask #jawor #podroze #podrozujzhejto #turystyka #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #zainteresowania #architektura





Zaloguj się aby komentować
Wrzucam podsumowanie sprzętu.
Garnek z gazem 510 g
Kubek stalowy 158 g
Platypus filtr wody 80 g
Kuchenka z zapalniczką (osobna) w opakowaniu 166 g
Tarp 996 g
Mata Naturehike 4.6 z workiem do dmuchania 738 g
Kawiarka 260 g
Kije trekkingowe w pokrowcu 617 g
Nożyk składany 51 g
Łyżka 23 g
Śpiwór 1698 g
Plecak 60+10 l 1950 g
Łączna waga: 7 247 g (≈ 7,25 kg)
(Oprócz plecaka- wszystko inne waga realna zważone na mojej wadze kuchennej.)
Dodatkowo miałem około 2kg prowiantu:
10x baton regeneracyjny Decathlon karmelowy 60g
2x zupka chińska Ramen
1x paprykarz szczeciński 310g Łosoś Ustka
1x mix suszonych owoców 300g (po 100 gram suszonych jabłek, bananów i kiwi).
4x chleb wiejski z masłem i szynką
Po drodze zjadłem smażony ser, frytki surówka w schronisku Andrzejówka a gdzie mogłem dokupowałem prowiantu. Twarogu najadłem się przed podrożą- stwierdziłem, że potwarożę dobrze po powrocie.
Ubiór:
Spodnie Columbia landroamer II utility pants (kupiłem specjalnie na tę wyjście bo nie miałem odpornych na wiatr i hydrofobowych)- bardzo dobre, wygodne polecam, dosyć cienkie ale wychodzę z założenia, że lepiej mieć dodatkową warstwę pod spodem niż się wkurzać i pocić.
Buty Asics Fuji speed 2 - buty do biegania trailowego, zrobiłem w nich ponad 700 km na pewno więc sprawdzone, szybko schną.
Kurtka przeciwdeszczowa 4f membrana neodry 5000- mam ją dwa albo trzy lata i o nią nie dbałem więc reaktywowałem membranę w pralce ze środkiem do impregnacji i dało radę, nie przemokłem nawet przy jednej półgodzinnej ulewie, a bardzo dobrze chroniła przed tym cholernym wiatrem
Czapka z daszkiem forclaz
Buff jakiś reklamowy, bylajaki z roboty- rozdawali tego na pęczki
Rękawiczki z polaru- najtańsze z Decathlona- szybko schły, dosyć ciepłe, na tę pogodę idealne
Polar bluza Columbia- na zmianę z kurtką ale na podejściach musiałem wybrać i wybrałem kurtkę bo jednak padało. Spałem w nim jednak.
Komplet odzieży termo z wełny merino- do spania, potem zdjalem na szlaku bo jednak za ciepło.
Skarpety x2 pary- wełna 51 elastan 49- idealne, ciepłe, miękkie, dosyć grube więc dobrze chroniły stopę, sprawdzone bo mam ich chyba z 15 par, szybko schły.
Koszulka do biegania kiprun x2 (druga, czysta na powrót)
Wyposażenie:
Kupiłem przed wyjazdem śpiwór w promocji za chyba niecałe 500 zł
Mammut aputi -1 comfort- był naprawdę wygodny, ciepły i cieszę się z tego zakupu pomimo, że to syntetyk, ale wchodzi do dolnej kieszeni plecaka.
Plecak Simond Forclaz mt 500 Air 60+10l- też kupiłem na ten wyjazd bo była promka na -20 % od ceny regularnej i jest świetny, pakowny, przemyślany, z dostępem od przodu, dobrze wentylowane plecy, dobrze leży na biodrach i fajne kieszenie na przekąski na pasie biodrowym, z pokrowcem przeciwdeszczowym, który miałem założony przez 80% czasu.
Aaa... Jeszcze jedno. Uchwyt na butelkę/bidon po prawej stronie plecaka- genialny! Dostęp po sięgnieciu ręką za siebie, łatwe odkładanie. Nie trzeba plecaka zdejmować, żeby się napić. RE-WE-LA-CJA
Mata Naturehike r-value 4.6- z tym miałem największy problem bo chciałem coś małego ale nie chciałem wydawać 800 zł za nazwę i muszę powiedzieć, że za 330 zł (zakupiłem na Amazon) chińczyk pozamiatał- wygodna, bardzo ciepła, nie szeleści, worek do dmuchania w zestawie. Bardzo się cieszę z tego zakupu i idzie druga z Chin do mnie w kształcie mumii z r-value 5.8- myślę, że też sobie zostawię za 280 zł- będzie jak namówię młodego.
Garnek Firemaple G2 750 ml- bardzo fajny, z pokrywką i wycięciami w promienniku na dole pasującymi do kuchenki (też najtańsze Firemaple). Wchodzi do niego kartusz gazowy 230 bez problemu.
Tarp- nie ma o czym mówić, coś najtańszego z Norwegii ale mam go już trochę i robi robotę. Może mógłby być lżejszy ale jest wytrzymały.
Kije trekkingowe Staur - też z Norwegii przywiozłem, zapłaciłem 500 koron (~180 zł) niby w promocji z 1000 (tyle jest na stronie producenta również). Sprawdziły się, nie pogieły, tylko połamałem jeden z talerzyków na kamieniach ale to detal. Fajnie się składają na trzy części więc dosyć kompaktowe.
Generalnie, uważam, że spakowałem się rozsądnie, była jeszcze niewielka apteczka w worku strunowym (płyn do dezynfekcji, dwie pary rękawiczek, kilka gazików jałowych, plaster-bandaż, dwie tabletki przeciwbólowe, 8 plastrów hydrokoloidowych compeed), 10 metrów cienkiego wytrzymałego sznurka. I druga para gaci na zmianę. Papier toaletowy i chusteczki do dezynfekcji rąk małe opakowanie.
Wziąłem dwa powerbanki jakieś noname i to zdecydowanie do poprawy bo wystarczyło trochę chłodu i jeden padł błyskawicznie, a drugi dał mi 50 procent baterii w telefonie i też umarł a powinien naładować go w teorii dwa razy. Następnym razem kupię coś sprawdzonego.
Do tego starałem się mieć zawsze zapas wody minimum butelka 1.5l ale przy każdej możliwości uzupełniałem aby mieć dwie takie. Niby miałem filtr do wody ale strumieni było co kot napłakał, a jak już były to ja miałem wodę.
Czy z czegoś mógłbym zrezygnować? Na pewno z kawiarki i kubka, ale nie chciałem. Co to za życie jakbym nie miał zacząć dnia na szlaku kubkiem dobrej kawy na szczycie oglądając wschód słońca.
Większość sprzętu wziąłem na test z myślą jak sprawdziłby się przy dłuższych wędrówkach i myślę, że taki zestaw dałby radę. Może przy tak wietrznej pogodzie faktycznie zamieniłbym tarp na namiot jakiś lekki, ale to na pewno nie w tym roku i po testach będę mocno rozważał chińską markę Naturehike. Taka dygresja- albo amerykańskie i europejskie marki zejdą z marży albo będą w dużych kłopotach. Bo z luźnych obserwacji na razie lepszy to mają marketing i reklamę wśród youtuberów. Stosunkiem cena/jakość Chińczycy biją je na głowę.
Edit. Nie wspomniałem, do nawigacji używałem mojego zegarka Garmin Enduro 2
z wgranym plikiem gpx z śladem trasy. Gdyby nie taki sposób nawigacji kilka razy zboczyłbym ze szlaku, ale wtedy zegarek po 60-70 metrach zaczynał drzeć ryja. xD Uwielbiam go, a lampka LED robi robotę na nocnym i wieczornym obozowaniu.
#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka





Zaloguj się aby komentować
Wyruszyłem wczoraj o 6.20 z dworca Wałbrzych Miasto. Dzisiaj około 18.40 w tym samym miejscu ukończyłem swoją Drabinę Wałbrzyską.
Dystans: 86.6 km
Wznios: 4 264 m
Kroki: 107 274
Kalorie spalone aktywne: około 10 500 kcal (garmin zawsze zaniża na turystykę)
Czas ruchu: 16:00 godzin
Czas całkowity aktywności (uwzględniając postoje i nocleg): 36:42 godziny
Sen: prawie równo 12 godzin na szczycie Stożek Wielki 900m n.p.m (ciepło było mega śpiwór)
Jem pizzę a w domu na spokojnie pojem Twarogu.
Wrażenia z trasy opiszę jutro.
#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka #drabinawalbrzyska



@Opornik szedłem w Asics Fuji speed 2 (kiedyś były pomarańczowe) i to są buty do biegania trailowego i uważam, że to był bardzo dobry wybór. Patrzyłem na prognozę pogody i miało sporo przelotnie padać,a wyszedłem z założenia, że każde buty w końcu przemokną... a te są lekkie, przemakalne ale za to bardzo szybko schną nawet na nogach (a 10 minut przy ognisku wysuszyło je na wiór). Za to buty z jakąś membraną- machający papaj- miałem kiedyś Salomony Quest Element i fajne były ale jak już dostały wody to schły ponad dobę.
Dodatkowo, te asicsy mają wkładkę karbonową i wydaje mi się, że zrobiła robotę na zejściach - a to,że nie skręciłem nogi zawdzięczam tylko kijom i super uwadze na schodzeniu (co i tak nie uchroniło przed kilkoma potknięciami).
Generalnie o ile nie ma śniegu i minusów jakiś polecam lekkie buty trailowe.

@Opornik nie mają wzmocnienia w kostce więc łatwo skręcić na kamieniach
Biegam ponad 10 lat po górach, potrafię przejść jednego dnia 100 kilometrów po różnych pagórkach i to wszystko w niskich butach. Nigdy nie miałem skręconej kostki i nie wyobrażam sobie tego w wysokich butach, które zakładam jedynie zimą ze względu na ich ocieplenie i żeby śnieg nie wpadał do skarpety
@yoowki Polecam suchy czas. Szedłem nie na super lekko ale takie minimum do nocowania w dziczy i bez wody miałem 10 kg bez kilku deko + zawsze tak 1.5-3l wody (uzupełniałem przy każdej okazji).
Z niezbędnych rzeczy- kije trekkingowe i duży zapas kcal bo jest odcinek tak ze 30 km bez żadnego zaopatrzenia (przynajmniej ja nie znalazłem) xd.
Zaloguj się aby komentować
Zrobiłem 35 km dzisiaj (więc przy okazji jedno zadanie wpadło ale to później się rozliczę)i 2293 m przewyższeń więc trudniejsza połowa za mną. Trochę mnie pierwsze 15 km zweryfikowało bo pogoda jest jaka jest, liści pełno a pod liśćmi pułapki: błoto, luźne kamienie, korzenie.
Dodatkowo bezsenna noc zaczęła się dobijać tak około 14⁰⁰.
Jakbym nie miał kijków trekkingowych to bym to rzucił w pizdu i wrócił do Wałbrzycha bo ryzyko kontuzji byłoby zbyt duże, a pierwsze kilometry w stronę Wołowca nie są zbyt urokliwe...
Za to potem teren normalnieje, las zamienia się na bardziej iglasty.
Mam nadzieję skończyć to jutro ale jak będę widział, że coś jest nie tak to na spokojnie w niedzielę. Nie po to to robię aby komuś albo sobie coś udowodnić ale aby mieć przygodę.
No i dzisiaj śpię tak, a jakby nie było chmur to widok byłby taki (kilkaset metrów wcześniej zdjęcie zrobione).
Mam nadzieję na piękny wschód słońca.
#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka





Zaloguj się aby komentować
Oczywiście, znowu muszę być na dworcu 50 minut wcześniej bo nocne to tak jeżdżą, że albo masz godzinkę albo 2 minuty za późno.
Mam nadzieję, że w pociągu oko mi się przymknie chociaż na te 4 godziny bo inaczej może być ciężko- chociaż i tak pewnie dam radę.
#adelbertwedruje #backpacking #trekking #turystyka

Zaloguj się aby komentować
Zwiedzanie egipskiego południa. Po opuszczeniu Luksoru spłynęliśmy Nilem do Edfu i Kom Ombo mijając w nocy cieśninę Esna, co mnie zerwało na równe nogi, bo chyba jakąś kotwice zrzucili o 2 w nocy. Podobno w kilka minut podnieśliśmy poziom o 6 metrów. W Edfu zwiedzaliśmy świątynie Horusa. Kolejny kultowy obiekt, który robi wrażenie swoim ogromem. Widać na zdjęciu, ze ludzie przy tych ścianach to małe pionki. Po załadunku popłynęliśmy dalej do Kom Ombo, gdzie wieczorem zwiedzaliśmy kompleks świątynny kilku bóstw. Świątynia dosyć zniszczona, ale można zobaczyć chociażby zmumifikowane krokodyle. Niestety zwiedzanie w tłoku. Zazwyczaj jest tak, że płyniemy flotą kilkunastu promów, które dobijają do brzegu tego samego dnia, więc wysypuje się tyłu turystów i nie wszystkie atrakcje są w stanie wszystkich pomieścić. Po powrocie na statek w nocy dopłynęliśmy do Asuanu. Tutaj brutalna pobudka o 1:30 i wyjazd godzinę później autokarem. Jechaliśmy konwojem 309(!) autokarow eskortowani przez policję na trasie do Abu Simbel, której długość wynosiła 300 km. Podobno dzien wczesniej było święto Ramzesa Wielkiego i w to miejsce zjechało się 1850 (sic!) autokarów i prezydent Egiptu. Czym jest Abu Simbel? To wykute w skale dwie swiatynie, jedna poświęcona Ramzesowi Wielkiemu, a druga jego żonie Nefertari. Strzegą ich wielkie posągi przedstawiające obu małżonków. W latach 60 przy budowie Wielkiej Tamy Asuańskiej świątyni groziło zalanie. Powstał przełomowy plan przeniesienia swiatyni wyżej, co udało sie pod kierownictwem Kazimierza Michałowskiego. Pocięto ją na kawałki i w ciągu 4 lat przeniesiono i zrekonstruowano. Z tego miejsca do Sudanu jest już tylko ok. 10 km. Po południu zwiedzanie tamy i ogrodu botanicznego na wyspie Kitchenera. Spodziewałem się więcej kwiatów, ale można było troche odetchnąć od zgiełku miasta mimo wszystko. Niestety nawet tam są handlarze ¯\_( ͡° ͜ʖ ͡°)_/¯
#podrozujzhejto #podroze #starozytnyegipt #turystyka





@ipoqi Moja pierwsza wycieczka objazdowa z biurem podróży, bo to jednak nadal afrykański kraj nastawiony na zbiorową turystykę, a nie indywidualną. Pod naciskiem biur muszą się trzymać pewnych standardów. Trwa to tydzień, z dwoma dniami w Marsa Alam, reszta to rejs po Nilu. Koszt 4000 + wycieczki fakultatywne (nieobowiązkowe) za 700 USD. Do tego wszędzie Egipcjanie widzą nas, jako chodzące dolary i chcą nam sprzedać na każdym kroku badziewie lub liczą na bakszysz za wątpliwej jakości usługi (typu zrobienie nam zdjęcia). Mozna sobie zmienić formę wyjazdu na objazd + wypoczynek, ale te ich kurorty są mocno średnie.
Zaloguj się aby komentować
WHIPSNAKE - Humiliate the terrain!
Siema outdoorowe świry, czas przypomnieć klasyka - jakby ktoś szukał porządnego plecaka.
https://m.youtube.com/watch?v=ZAtzN_ScKXY
#outdoor #plecaki #turystyka #heheszki #bushcraft

Zaloguj się aby komentować

Jedno z najsłynniejszych miejsc w Namibii - Deadvlei - przyciąga tutaj wszystkich fanów surrealistycznych widoków. Kilkusetletnie, martwe akacje pośród pomarańczowych, jednych z najwyższych wydm świata wraz z porannymi mgłami to prawdziwy raj dla miłośników nieoczywistej...
W końcu mam chwilę żeby coś na spokojniej napisać. Wstałem wcześnie rano, żeby przepłynąć na drugi brzeg Nilu i tam konwojem chyba z 50 rozpadających się marszutek dojechać na lądowisko. Aż do dzisiaj nie sądziłem, że lot balonem o wschodzie słońca nad Luksorem to jest coś co powinienem chociaż raz zrobić w życiu. W grupie kilkudziesięciu balonów wzbiliśmy się w powietrze obserwując pobudkę słońca oświetlającego starożytne świątynie, Luksor i Dolinę Królów. Na pewno to będzie cos czego nie zapomnę. Po powrocie na statek i śniadaniu pojechałem do Doliny Królów. Miałem bardzo mało czasu i zobaczyłem tylko grobowiec Ramzesa I, grobowiec Tutenhamona (dodatkowo płatny) i grobowiec Ramzesa IV. Zamiast Ramzesa I mogłem pójść do Ramzesa III, bo podobno znacznie bogatszy. W dolinie gorąco fest (ok. 37'C) i dzikie tłumy. Do grobowców są półgodzinne kolejki, a podobno latem potrafią mieć 3 godziny. Następnym punktem była świątynia Hatszepsut. Badana przez Polaków (nawet jest Dom Polski) w środku nie robi aż takiego wrażenia, a do głównego budynku nawet sie przez kolejki nie dostałem. Kolejnym miejscem była nekropolia robotników Deir El Medina. Budowniczowie Doliny Królów w wolne dni tworzyli sobie własne miejsca spoczynku wykute w skale. Ciaśniejsze i wąskie komory mają za to świetnie zachowane malowidła. Wyglądają jakby były malowane 10 lat temu, a nie 3000. Jest to niesamowite. Skąd taka jakość? Robotnicy kradli najlepsze farby z Doliny Królów dla siebie. Dalszym punktem wycieczki była świątynia Ramzesa III. Był to wojowniczy faraon, co było widać na gigantycznych hieroglifach. Wiele sie słyszy o monumentalnych budowlach, ale dopiero na miejscu człowiek zdaje sobie sprawę do czego byli zdolni Egipcjanie. Ściany świątyni były wysokości bloku z wielkiej płyty, a budowali to 3000 lat temu! Na koniec jeszcze krótki postój przy kolosach memnona, posągach na czesc Amenhotepa III. Mimo tych wkurzających, natrętnych handlarzy i dzieciaków to był naprawdę dobry dzień!
#podrozujzhejto #podroze #starozytnyegipt #starozytnosc #turystyka #egipt





Zaloguj się aby komentować
Wszystkie podróże sobie organizuje sam, ale chciałem zobaczyć zabytki południowego Egiptu, więc wyjazd zorganizowany przez biuro to była właściwie jedyna rozsądna opcja. Przyleciałem poprzedniej nocy do Marsa Alam, do wielkiego turystycznego kołchozu i przepala mi neurony, jak myślę, ze ludzie dobrowolnie jeżdzą na takie "wypoczynki". Jestem tu na 1 dzien przed ruszeniem na objazdówkę, ale jakbym tu miał zostać tydzień lub dwa to wieźliby mnie w kaftanie do Polski. Lot niewygodnym czarterem przez 4 godziny. Przyjazd w nocy i czekanie 2 godziny aż mnie zakwaterują, bo nie przygotowali mi pokoju. Jak już przygotowali to musialem jeszcze czekać, aż przywiozą mój bagaż, bo samemu nie można ze sobą wozić. Jeszcze bagażowy wpadł z tą walizką zadowolony i czekał na napiwek. Dobre sobie.
Spanie 2,5 godziny, śniadanie i spotkanie powitalne. W resorcie jakieś 1000 osób. Głównie brzuchate Janusze i Grażyny w kolorze kabanosów rolujących się na podgrzewaczu w żabce. Ewentualnie polska smietanka intelektualna z co 2 słowem na K. Mam wyjazd o 3 w nocy do Luksoru, wiec z racji na mala ilość snu położyłem sie juz o 19, ale mam pod oknem sceny i grill bar. O 21 obudziła mnie impreza na kilkaset osób. Leciały Baby Shark, Barbie Girl, a czarę goryczy, która mnie zachęciła do tego wpisu przelało puszczenie Jesteś Szalona.
Za kilka godzin powinienem sie zbierać. Jak dotąd przez 2 dni spałem 4 godziny, ale jest tak głośno, ze nie szykuje sie na więcej. Jestem juz ciekawy, co odjebie moja grupa na objazdówce, ale jeżeli przyjechali tu w celu zwiedzania, a nie brania udziału w takiej turystycznej hucpie, to jest jakaś nadzieja. O samej jakości hotelu, czy usług nie piszę, bo szkoda strzępić ryja, naprawdę. Za 2 miesiące podroz solo do Azji. To mnie trzyma przy życiu.
EDIT: muszę jeszcze dodać, że pierwszy raz w życiu spotkałem się z tym, że za WiFi w hotelu trzeba płacić xD
#gownowpis #podroze #turystyka #zalesie #egipt

Zaloguj się aby komentować

Makau, światowa stolica hazardu, stawia na nowy kierunek rozwoju. Po pandemicznym kryzysie i naciskach ze strony Pekinu na dywersyfikację gospodarki, w regionie otwarto luksusowy szpital-resort. Czy turystyka medyczna stanie się nową wizytówką dawnej portugalskiej kolonii? Makau, czyli dawna...

Marzęcino to niewielka miejscowość w powiecie nowodworskim (województwo pomorskie). Liczy zaledwie kilkuset mieszkańców i może pochwalić się nietypowym ogólnopolskim rekordem. Właśnie tutaj znajduje się najniżej położony punkt w całym kraju. W opublikowanym przez Główny Urząd Statystyczny Małym...
Jako, że kawałek wczoraj udało się przejść to oglądałem nie tylko kamienie naniesione tu przez lodowiec ;P
Trochę przypadkiem trafił się też urbex, mimo, że całe założenie pałacowe znałem i było naszym celem obejście go na zewnątrz, a głównie założenia parkowego to jakoś z daleka 'wołał' nas komin po gorzelni, a drzwi były otwarte albo wcale ich nie było to cóż.. Ciekawość zwyciężyła ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#zuchwedruje #spacer #turystyka #urbex #wzgorzadylewskie #ciekawostki #gorzelnia #warminskomazurskie





Zaloguj się aby komentować
Musiałem co nieco problemów rozchodzić.. Poszedłem oglądać kamyki i tak trochę zeszło..
Przegiołem co? #pdk
#zuchwedruje #spacer #wzgorzadylewskie #przyroda #glazy #kamienie #turystyka #wedrowki




