Więc pora na wyjaśnienie po co kosiłem stację kolejową.
Mianowicie w tym roku jest 120 rocznica wybudowania linii 115 Tarnów - Szczucin więc pomyśleliśmy ze znajomymi i ze stowarzyszeniem w którym się udzielam że zorganizujemy piknik kolejowy na 120 rocznicę wybudowania linii.
Wypożyczamy cztery drezyny z Bieszczad i będziemy jeździć po stacji.
Mamy zgodę PKP PLK na działanie i oczyścilismy 1km toru. Jak się pogoda nie zepsuje to zapraszam w następną niedzielę.
Z ciekawostek to na tej linii testowano Mitora czyli te dwa żuki szczepione dupami. Także tutaj byly zabudowane pierwsze na sieci PKP mijanki automatyczne ale na napedach hydraulicznych rozpruwalnych samopowrotnych które ówczesne pkp dostało z kolei austriackich.
W ogóle zabawne, że latam regularnie co roku na długich trasach, a nigdy tak nie poleciałem LOTem, bo zwyczajnie taniej wychodziły przesiadki w innych europejskich portach lub tych z zatoki ¯\_(ツ)_/¯ może, jak CPK otworzą to w końcu się będzie opłacało
Dlaczego w wysokich górach Himalajów wiara staje się tak konkretna? (Moje przemyślenia z trekkingu)
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego najsurowsze zakątki świata rodzą najbardziej gorliwych wyznawców? Spędziłem ostatnio sporo czasu, czytając relacje z wypraw w Himalaje – choćby te ostatnie doniesienia o kłopotach pogodowych na Dhaulagiri – i naszła mnie pewna refleksja.
W górach wysokich pogoda zmienia się w kilka minut. Wiatr, śnieg, nagłe załamanie aury – to wszystko sprawia, że człowiek zdaje sobie sprawę, jak mało znaczy. W takich warunkach wiara nie jest już tylko abstrakcyjnym pojęciem. Staje się fizyczną potrzebą, sposobem na oswojenie lęku.
Pamiętam mój trekking w rejonie Annapurny w Nepalu. Szedłem w strugach deszczu, wykończony, a obok mnie miejscowi starsi ludzie po prostu szli dalej, mamrocząc modlitwy pod nosem. Dla nich to nie był "trekking" – to była droga do domu, do świątyni, do przodków. W Tybecie, kiedy patrzyłem na pielgrzymów okrążających Mount Kailash (Górę Kailash), zrozumiałem, że dla nich przejście tej trasy to nie sport, ale akt oczyszczenia. Każdy krok w tym rozrzedzonym powietrzu to fizyczny wysiłek, który ma wymiar duchowy.
To samo widziałem w Bhutanie. Tamtejsze klasztory zawieszone na klifach nie są tam przypadkiem. Im wyżej, im trudniej, tym bliżej nieba – dosłownie i w przenośni. W Indiach, w Ladakhu, mimo że to region buddyjski, czuć dokładnie tę samą zależność od natury. Modlitwy, flagi modlitewne na przełęczach, stupa na każdym kroku – to wszystko jest odpowiedzią na nieprzewidywalność gór.
Dla nas, turystów, to często tylko "egzotyka" i piękne widoki. Ale dla ludzi tam mieszkających to codzienność, w której przetrwanie zależy od łaski natury. Może dlatego ich religia jest tak "konkretna" – nie filozofują o Bogu, tylko proszą o przeżycie kolejnego dnia.
Ciekawi mnie, czy ktoś z Was miał podobne odczucia podczas podróży w te rejony? Czy zauważyliście, że im wyżej, tym mniej miejsca na sceptycyzm, a więcej na pokorę?
Pozdrawiam wszystkich, którzy mieli okazję choć raz poczuć ten górski klimat.
13 Seria magnesów “Polski Tabor” już jest! Cześć Jak co miesiąc daję znać dla fanów kolei, że wyszła nowa seria magnesów na lodówkę. Tym razem jest to 12 magnesów - 4 długie EZT i 8 zwykłych takich jak Impuls 2 SKM, EP08 “Świnka”, LEW EL2 „Krokodyl”, ET42 “Czapajew”, ET41 “Jamnik” czy polskie Vectrony.
Wymiary: ok. EZT 14,2 x 2,3 cm, ET41/42 7,1 x 2,2 cm, lokomotywy 6,4 x 2,2 cm
Zachęcam do obserwowania mojego profilu, gdyż pojawiają się tu aktualne informacje o Projekt Magnesiki Kolejowe Dajcie też znać jakie jeszcze pociągi chcielibyście zobaczyć w formie magnesów. Czy interesują Was bardziej polskie składy czy może zagraniczne. Tworzę aktualnie plan wydawniczy na 2027 rok i chętnie poznam Wasze zdanie.
Najbliższe wydanie: 14 Seria “Szynobusy i tabor techniczny” (10 listopad)
Potrzebuję wybrać ubezpieczenie turystyczne na Sycylię i z tego co widzę to colonnade wychodzi najsensowniej, ale opinie na temat tego TU są mieszane. Będziemy wychodzić na Etnę jak pozwoli i Vulcano jak to ma jakieś znaczenie w wyborze ubezpieczenia. Wołam @jajkosadzone bo z tego co kojarzę to siedzisz w ubezpieczeniach
Dzisiaj postanowiłem odłączyć się od grupy i wypożyczyć rower. Pojeździć trochę od miasteczka do miasteczka nad jeziorem Garda. Było fajnie, niczego sobie nie odmawiałem zaliczyłem kilka małych kawiarni gdzie strzelałem sobie espresso i coś słodkiego.zabrałem sobie tylko dwa słoiczki z spaghetti z wczoraj żeby zjeść coś gdy lokalni mają zamknięte restauracje. Nie wyłączałem apki bo jechałem dla przyjemności a nie dla sportu. Niestety przez największym przewyższeniem na 10 km od bazy odpadła mi połowa korby i musiałem wzywać suport. Nie chcieli mi naprawić na miejscu tylko zabrali mnie ze sobą takim śmiesznym małym picupem. Taki plus że nie zapłaciłem nawet centa. Fajna przygoda i fajnie że się dogadałem przez telefon po angielsku bo mam problemy ze śmiałością.