Dalej jestesmy w rodzinie Hakata style ramen z Fukuoki. Tym razem jadlodanjnia ramenowa na ulicy z pasazem handlowym. Niewielka kolejka przed lokalem, zamawianie i platność w maszynie. Wkladasz banknot, klikasz jaka zupa, po kolei jakie dodatki, napoje. W ofercie jeszzce ofc gyoza. Maszyna wyrzuca bileciki, ktore podaje sie przy wejsciu do okienka i za chwilę przy ladzie czeka juz gotowy ramen. Full self service. Tak na marginesie, to jakim cudem taki system jeszcze u nas nie działa? Szybko, jasno, bezobslugowo, a więc i tanio w dłuższej perspektywie. Wolę to niż znudzeni podawacze jedzenia.
Miejsce można przyrównać do polskiego baru mlecznego - wystrój minimalny, samoobsluga, raczej nieprzesadnie czysto bo i przemiał ludzi spory. Ale cena adekwatna - obie miski ze zdjęcia to jakies 33 PLN (!)
Bulion ofc wieprzowy, tare nie jestem pewien ale mogło to być po prostu shio czyli oparte na soli. Jak za pociągnięciem magicznej różdżki pan do każdej miski dodawał tłuszczyk, który tak godnie błyszczy na zdjeciu. Jak zwykle w Jap makaron przepyszny (skala ugotowania do wyboru), mięso (karkówka) kruche i nieprzesadnie doprawione, po prostu smak mięsa. W jednej misce wspomniana kiszona gorczyca - lokalny przysmak. W drugiej jakas ostra pasta. Wśród powszechnego siorbania (kluchy maja tenperqture lawy) widzę ze niektórzy dodają do ramenu znajdujący sie na stolikach marynowany imbir czerwony (podobny jak przy sushi ale pocięty w paseczki, twardszy i ostrzejszy w smaku) a jeden typ daje do miski gdzie został sam bulion ryż...
BTW, nie bardzo lubię pałeczki drewniane widoczne na zdjeciu. To drewienko ma swój smak, który mi zaburza konsumpcje 🫣
@TwojStaryJeSuchary Od pięciu lat korzystam z https://parkujgo.pl/ i zawsze jestem zadowolony. Wyjazd i przyjazd do 10 min, do lotniska 5 min, dobre ceny, automatyczne bramki.
Na miejscu zastaliśmy niewielkie muzeum, w które wbudowany został miniaturowy okręt podwodny. Obok zaś, na podwyższeniu stał okręt patrolowy, a wisienką na torcie była fregata - zacumowana obok.
Ona dostarczyła mi najwięcej rozgrywki, gdyż na tak wielkim okręcie jeszcze nie byłem. Udostępnionych jest chyba z 5 pokładów, także jest gdzie chodzić i co oglądać.
Jak lubisz takie miejscówy to koniecznie War Memorial of Korea. Akurat miałem pecha, że budynek był zamknięty jak zwiedzałem, ale na zewnątrz są tony sprzętu, można tu spędzić mnóstwo czasu. Nawet jest pełnoskalowy okręt.
Ceny paliw są teraz tematem na który zmotoryzowani często spoglądają i kręcą głową. Każdy by chciał zaoszczędzić jak najbardziej, a wahania cen między stacjami są dość spore. W zeszłym roku to raczej było mniej niż 10gr, chyba że na autostradach, a podczas mojej sobotniej wycieczki zauważyłem różnice nawet 20gr.
No ale czy warto kombinować i jechać 20km żeby zatankować taniej? Ile zaoszczędzimy na stacji obok, która jest tańsza o 5gr?
Zrobiłem tabelkę wekselu pokazującą skalę opłacalności. Zaznaczyłem na zielono 3 wiersze - popularne litraże kiedy tankujemy do pełna, nie będąc jeszcze na rezerwie paliwa, jako mały bak, średni bak i duży bak. Dlaczego akurat takie wielkości zaznaczyłęm na zielono? Na podstawie tak mi się wydaje. Komórki na czerwono to granica "tu się robi spora oszczędność". Co prawda 10zł to nie pieniądz, ale uznałem że w stosunku do wcześniejszych wahań cen 10zł na całym baku to już by była spora różnica.
Mój wniosek jest następujący: przy obecnych cenach, dopiero różnica 20gr na litrze przy pełnym baku skłania mnie do zastanowienia się, czy jest jakikolwiek sens jechać dalej - ale to w kontekście finansowym. Lubię jednak zwyczajnie premiować tańsze stacje, a w tym wypadku 10gr już się staje atrakcyjne, chociaż korzyści finansowych z tego wielkich nie ma. Jeśli jeździsz bardzo dużo lub masz firmę mocno związaną z transportem, to zapewne 10zł na baku już jest sporą oszczędnością.
Jeśli tankujesz kosiarkę, to możesz lać nawet benzynę 98 i tego nie zauważysz. Jeśli masz flotę 10 tirów, to 1gr na litrze może być zauważalny w miesięcznym budżecie (i można będzie zrobić owocowe czwartki). Chociaż liczba bezwzględna różnicy ceny nie robi wrażenia w przypadku kosiarki, to jednak procentowy udział będzie tutaj spory, i zupełnie odwrotnie w przypadku firmy transportowej - udział procentowy będzie nieznaczny, ale bezwzględna liczba zaoszczędzoych pieniędzy może być znacząca.
Zakres tabeli wykracza trochę poza wyobraźnię - różnicę w cenie podałem aż do 2zł, żeby sobie porównać ile więcej płacimy na tankowaniu pełnego baku dzisiaj w stosunku do starych, lepszych czasów, a ilość tankowanego paliwa do 600 litrów to już mały ukłon w stronę tirowców, choć przeczytałem informację, że tiry miewają 2 baki po 600 litrów xd
PS. Ukrytą funkcją tabeli jest porównywanie ile więcej zapłacimy tankując benzynę 98 lub ten lepszy olej napędowy.
@FriendGatherArena prawda, nie miałem pomysłu jak to klarownie zrobić, jest to bardzo zależne od spalania samochodu, a w mieście to może być zarówno 5 jak i 15 litrów na 100km
@TyGrySSek Pan Marokańczyk mówił, że zdechnąć idzie w zimie, gdy powietrze idzie znad oceanu i jest bardzo wysoka wilgotność. Od kwietnia jest tak sucho, że jest wręcz przeciwnie - jak słońce zajdzie za chmurkę, to przy prawie 30 stopniach można bluzę zakładać.
@mannoroth Dokładnie tak. Czytam na wiki, 210 metrów. Gdzie to niby ma 210 metrów. 50 może. Dopiero jak dostrzeżesz balkon lub ludzi pod nim i złapiesz jakąś skalę, to zaczynasz łapać.
@ciemek Szafszawan, niebieskie miasto z elegancką medyną. Merzouga przy wydmach Erg Chebbi, całe miasteczko kręci się wokół wielbłądów, quadów, crossów, buggy, pickupów i tak dalej. Warto wziąć nocleg w obozie na pustyni. Górskie przełęcze Tizi n'Tichka i Tizi n'Test - pierwsza łatwo dostępna, mocno turystyczna, druga z dużo gorszą drogą w remoncie, ale wygrywa widokami. Po drodze masz Dades Gorges, wąwóz z bardzo ciekawymi skałami.
Ogólnie polecam zostać na południu. Casablanka, Rabat czy Tanger to wręcz europejskie metropolie. Nic ciekawego.
Jazda KTX-em: #koreańskie pociągi pośpieszne i ekspresy.
Bilety trzeba rezerwować tak wcześnie jak się da. Na popularnych trasach (np. Seul-Busan) miejsca szybko się wyczerpują. Przy rezerwacji tydzień wcześniej, zostają tylko pojedyncze siedzenia, więc oznaczać to może siedzenie daleko od towarzysza podróży.
Nie sprawdzają biletów. Zakładają pewnie, że skoro są miejscówki i wszystko wykupione, to każdy siedzący zapłacił za swoje miejsce.
Jest raczej cisza. Czasem słychać jakieś szepty, co jakiś czas ktoś chrząka lub kaszle. Z głośników lecą przypominajki aby uszanować ciszę, wyłączyć dźwięk w komórkach, a na rozmowy udawać się poza kabinę pasażerską, do korytarza przy wc i wyjściu z wagonu.
Oprócz tego, ciszę zakłóca szelest opakowań. Wielu pasażerów konsumuje zakupione wcześniej posiłki. Nie batony lub kanapki, często są to dania gotowe z ryżem lub makaronem, a przed chwilą ludzie obok mnie jedli kurczaka z kubełka (a smażone w panierce kurczaki są tu bardzo popularne - najwyraźniej żadna rasa nie ma wyłączności na totalne świrowanie na jego punkcie :D ). Wychodzi na to, że obyczajowo gorsi nie jesteśmy z naszymi schaboszczakami jedzonymi w intercity.
Jeśli podróżuje się z dużą, ciężką walizą, to trzeba włączyć w sobie zmysł stratega i dobrze przemyśleć wejście do pociągu. Peron podawany jest na 15min przed odjazdem. Zdarza się, że pociąg już wtedy oczekuje. Przestrzeni w bagażowni jest niewiele, więc zaraz po ogłoszeniu, ludzie biegną by zająć wolną półkę. Ci, którzy nie zdążą, ustawiają walizki w przejściu, a jak zaczyna być ciasno, to konduktor odsyła z nimi do innego wagonu. Siedzenie w wagonie nr 9, podczas gdy walizy stoją np. w nr 12, u mnie powoduje dyskomfort, tym bardziej, że pociąg na stacjach zatrzymuje się dosłownie na moment.
Składy nie są jakieś super nowoczesne, ale bardzo czyste i ładnie utrzymane.
Niektórzy pasażerowie, przed zajęciem miejsca, wycierają mokrymi chusteczkami podłokietniki. Widziałem także osoby zakładające foliowe rękawiczki przed wejściem do toalety.
Od 2018 śledzę wszystkie swoje podróże zagraniczne, mam dane dla każdego dnia w którym kraju byłem w prywatnym excelu i na nomads.com którego używam do generowania map podróży.
W lutym skleciłem excela który dla każdego dnia roku mówi w ilu krajach byłem. W sumie tabela działa spoko, ale była słaba wizualnie i nie da się za bardzo jakiegoś fancy wykresu z niej zrobić. (2 obrazek) Fancy wykres to w sumie by był udawany kalendarz który w każdym dniu mówi ile i gdzie.
I miesiąc robiłem vanity project na podstawie danych z tego portalu wcześniej (działa na API więc jego użytkownicy mogą tez sobie taki kalendarz wygenerować).
I w tym kalendarzu nakładam lata i mogę wyciągać jakieś random fakty:
22 marca - odwiedziłem najwięcej krajów 6
za granicą byłem 281 / 366 dni kalendarzowych
styczeń i listopada to miesiące w których każdy dzień byłem za granicą
brakuje mi 17 czerwca żeby mieć cały czerwiec
mogę podejrzeć wizualnie kiedy byłem w danym miejscu w ciągu roku
od 2023 byłem co roku we Włoszech czego nie zarejestrowałem a widać w danych
Takie w sumie tylko osobę której tyczy taki kalendarz interesujące próżne dane, dla mnie też trochę ze wskazówka gdzie mogę sobie polować żeby łatać dziury.
@dziad_saksonski nie jest, jebać Serbie. Mogli tworzyć multikulturalne społeczeństwo z rejonem gdzie mniejszość Albańska jest większością, ale bliżej im było mordowanie mniejszości.
moje ignoranckie tl;dr;
Serbowie mocno jebali po Albańczykach w swoich granicach, i w 1991 NATO wkroczyło żeby tego problemu nie rozwiązywano jak w Bośni mordowaniem. Powstanie Kosowa to kompromis, ruchy niepodległościowe były pozytywnie nastawione do Albani, część tego kompromisu to sprawienie, że flaga Kosowa nie ma czerwonego i czarnego (można by się go spodziewać po kraju z populacją lubiącą flagę Albanii (jako symbol Albańczyków nie koniecznie Albanii - zwał jak zwał). Dlatego flaga jest taka jaka jest . Dodatkowo w konstytucji Kosowa jest zapis, że kraj nie może się zunifikować z Albanią. Niepodległość to był dobry krok dla ruchów niepodległościowych ale spowolnił ruchy Serbii i ewentualną unifikację z Albanią. Obecnie w Kosowie są opinie, że jednak trochę chujowo jak o fladze i treści konstytucji decydują obce rządy, a nie obywatele kraju.
Majówko trwaj.. to była najlepsza majówka od kilku lat, większość czasu spędziliśmy na odkrywaniu nowych nieznanych terenów Polski powiatowej, w piątek jeździliśmy po Kaszubach, byliśmy na wieży widokowej we wdzydzach ( ale nie było zapinania #pdk), potem na chwilę wyszliśmy ze znajomymi na elektryków w Gdańsku,
wczorajszy dzień to pojechanie mocno na około żeby obejrzeć fortyfikację trójkąta lidzbarskiego , a później spacerek po Lidzbarku Warmińskim, drogi pamiętniczku to był wspaniały weekend, nie zapomnę go nigdy
Teraz siedzę w samolocie do #szwecja Miłego tygodnia wszystkim, jak ktoś ma ochotę będą kolejne aktualizacje, oby równie dobre #podroze #motocykle