Polsat zaczął wrzucać tydzień temu Rodzinę Zastępczą na YT. Nie wiem jak dla was ale dla mnie ten serial miał zawsze jakiś taki trudny do opisania pozytywny klimat i lubiłem do niego wracać, albo oglądać w TV jakiś randomowy odcinek wyrwany z kontekstu. Ciężko mi znaleźć teraz taki odpowiednik na platformach streamingowych. Dla mnie to swojego rodzaju fenomen
Skończyłem reboot/reunion jednego z moich ulubionych seriali - Malcolm in the middle. Dobrze, że są tylko cztery odcinki, bo serial ssie jak głodny komar. Nie polecam.
Ja tam się dobrze bawiłam, ot taki serial do obiadu. Nie oczekiwałam że będzie tym samym. Szukał jakiegoś autorskiego pomysłu na siebie, niektóre wybory są dziwne ale chaos wciąż ten sam. To mi się podobało.
Przecież ona była przebrana w tej scenie tak żeby jej nikt nie poznał bo infiltrowała jakąś konferencje Homelandera a jakieś zjeby biorą to jej przebranie i twierdzą, że ona tak wygląda co pelikany łykają jak zwykle
Choć era serwisów streamingowych miała być końcem piractwa, zjawisko to przeżywa obecnie renesans. Rozdrobnienie rynku na kilkanaście różnych subskrypcji sprawiło, że użytkownicy coraz częściej wracają do nieoficjalnych źródeł, aby uzyskać dostęp do ulubionych treści w jednym miejscu. Dyskusja o piractwie nie jest już tylko czarno-biała i dotyka kwestii dostępności, cen oraz praw własności cyfrowej.
Argumenty „za” lub przyczyny zjawiska:
Dostępność treści: Piractwo często pozwala na obejrzenie produkcji, które nie są dostępne w danym regionie ze względu na licencje geograficzne.
Ochrona dziedzictwa: Wiele starych filmów i seriali znika z oficjalnych platform (tzw. content purge). Nieoficjalne archiwa bywają jedynym miejscem, gdzie można je jeszcze znaleźć.
Aspekt ekonomiczny: Przy rosnących cenach wielu subskrypcji (Netflix, Disney+, HBO itp.), piractwo staje się darmową alternatywą dla osób o niższych dochodach.
Zagrożenia i straty:
Straty dla twórców: Brak wpływów z biletów czy subskrypcji uderza nie tylko w wielkie studia, ale też w niszowych twórców i ekipy techniczne.
Bezpieczeństwo cyfrowe: Korzystanie z serwisów z torrentami lub nielegalnym streamingiem naraża użytkowników na złośliwe oprogramowanie (wirusy, ransomware).
Jakość i stabilność: Nieoficjalne źródła często oferują gorszą jakość obrazu, błędne napisy lub nagłe przerwy w działaniu serwisu.
Osobiście wolę serwisy strimingowe bo nie lubię się bawić w jakieś pobieranie i niską jakość
Nie uważam że są za drogie, a fakt że jest ich tak dużo nic u mnie nie zmienia, zawsze mogę jeden miesiąc mieć disneya a drugi netflixa
Ale ja jestem tylko weekendowym widzem, maksymalnie 3x w tygodniu coś oglądam
Ech, w strasznie kiepską stronę ten serial skręcił. Pamiętam te pierwsze sezony, fascynacja alternatywną historią podboju kosmosu podlana sosem mniej czy bardziej rodzinnej dramy. Połączenie idealne dla wszystkich sierot po Battlestar Galactica. Nie mogło być inaczej, w końcu to flagowa produkcja tego samego showrunnera.
A dziś? Od kilku sezonów Ronald D. Moore nie ma już nic wspólnego z warstwą kreatywną. Jak na razie w piątym sezonie wszyscy się snują, płaczą, wspierają, robią smutne miny, kręcą intrygi na poziomie CSI. Kosmos? No gdzieś tam jest, w każdym odcinku znajdzie się mały dialog odhaczający ten wątek.
I w recenzjach zachwyt, że serial w końcu rozwinął skrzydła i pokazuje, że gdziekolwiek ludzkość się nie uda, tam będzie miała te same problemy. Super, mam serial o ludzkich problemach, który mógłby być osadzony wszędzie.
Ciekawe, jak wypadnie nadchodzący spinoff, Star City. Chyba ma cofnąć historię do lat '70, więc jest jakieś pole do pokazania wyścigu kosmicznego zamiast siedzenia na czerwonej planecie i zastanawiania się, czy kupić słoik śledzi.
Nie dodaję do licznika filmmeter, bo uważam że powinniśmy zroibć tag serialmeter (niech ktoś) na którym będą liczone seriale.
Ale muszę opowiedzieć o tym serialu, bo to chyba mój ulubiony, i tak jak generalnie seriale są dla mnie jednorazowe, to tego obejrzałem chyba 4 razy i spokojnie wciągnę po raz 5.
Dobre Miejsce (The Good Place) - dostępne na Netflix.
Cóż, Elenor, umarłaś. I jesteś w zaświatach. Nie wyglądają one tak jak wyobrażali sobie wyznawcy różnych religii na Ziemi, wszyscy oni mieli jakieś 5% racji. Każdy nasz uczynek za życia ma swoją wagę i dostaje się za niego punkty - dodatnie lub ujemne. Ci najlepsi trafiają do Dobrego Miejsca, ci najgorsi do Złego Miejsca. Elenor, jesteś w Dobrym Miejscu.
Ale szybko się dowiadujemy, że wystąpiła jakaś pomyłka lub błąd, bo Elenor była absolutnie okropną osobą za życia, lecz nie wiedzą o tym twórcy Dobrego Miejsca i Elenor próbuje się nie ujawnić.
Jak dla mnie majstersztyk, serial wypchany oryginalnymi postaciami drugoplanowymi które bardzo miło się wspomina, a przynajmniej ich dziwaczność, bo większość z nich nie jest ludźmi - ale nie są to totalni dziwacy, tylko w pewien komiczny, oryginalny i spójny sposób wykrzywieni. Główni bohaterowie ewoluują, co wyraźnie obserwujemy. Fabuła jest zaskakująca i trudna do przewidzenia. Serial ma tylko 4 sezony i jest to w sam raz przed zmęczeniem buły tym serialem. Brak nadmiernej popularności chyba go uratował, bo zamiast robić kurtyzanę z logiki byle wcisnąć jeszcze jeden sezon doprowadzili do eleganckiego i spójnego zakończenia. Polecam mocno.
Ciekawe zjawisko z czarnym Snape: Ludzie znów go nie lubią. Pierwotnego Snape się nie lubiło bo był od początku negatywna postacią, a teraz gdy wiemy jak to wszystko się skończyło, wiemy że był po dobrej stronie mocy. Teraz znów emocje wobec Snape są negatywne, a twórcy serialu sprawili to prostą sztuczkę.
@fewtoast znów? Ja bym raczej powiedział, że oryginalnego Snape'a nie tyle ludzie nie lubili na zasadzie nienawiści, co czuli do niego antypatię. Faktycznie "nie lubić" to ludzie nie lubili Umbridge i tutaj duże propsy dla Imeldy Staunton, która tak doskonale odegrała swoją rolę, że my jako widzowie odczuwaliśmy fizyczną nienawiść do odgrywanej postaci- to potrafi być za⁎⁎⁎⁎ście trudne do osiągnięcia.
Natomiast ten ghetto-Snape to jest kompletnie inny casus. Ludzie nie "nie lubią" jego jako odgrywanej postaci, tak samo jak ludzie tak naprawdę nie "nie lubią" jego jako aktora i z pewnością nie "nie lubią" go dlatego, że on jako aktor jest czarny. Po prostu ludziom się nie podoba, że wcisnęli go w tę rolę mimo, że on tam nie pasuje ze względu na cechy fizyczne, jakie posiada. Najprostsze wytłumaczenie: Snape nie był czarny. Tyle.
I wytłumaczenie tego skąd Paapa Essiedu się tam w ogóle wziął jest dużo prostsze i pragmatyczniejsze, niż sztuczki twórców serialu, czy inny "hate watching". Harry Potter to Warner Bros. Warner został teraz przejęty przez Paramount i mimo, że w umowie mają zapewnioną niezależność, to nie ma co się oszukiwać- WB będzie robić teraz wszystko, żeby nie wtopić przed nowym inwestorem, który wybulił na nich- jakby nie patrzeć- w c⁎⁎j siana. A że sytuacja jest jaka jest i te wszystkie blm-dei-dajwersity-srity-tity ruchy jeszcze do końca nie wyzdychały, to po prostu postanowili chuchać na zimne. Że im się to odbije czkawką i krytyką fanów- z pewnością, ale przynajmniej nie będą mieć na karku wojujących pierdolców, którzy widząc, ze c⁎⁎ja by zdziałali wyjąc do WB od razu by polecieli wyżej robić gnój. A wyżej jest Paramount.
Reżyseria: Twórcy: David S. Goyer oraz Josh Friedman
Czas trwania: 10 odcinków
Ocena: 7.5/10
Fundacja (Sezon 1) to monumentalna próba przeniesienia na ekran „niemożliwej do sfilmowania” sagi Isaaca Asimova. Apple TV+ postawiło na ogromny budżet i filozoficzny rozmach, tworząc widowisko, które dzieli fanów literatury, ale zachwyca miłośników czystego sci-fi.
Serial skupia się na postaci dr. Hariego Seldona (Jared Harris), matematyka, który za pomocą autorskiej nauki – psychohistorii – przewiduje nieuchronny upadek Imperium Galaktycznego. Aby skrócić nadchodzący wiek ciemnoty, Seldon zakłada Fundację na odległej planecie Terminus. Równolegle śledzimy losy genetycznej dynastii klonów Imperatora (Cleonowie), którzy desperacko próbują utrzymać władzę w zmieniającym się wszechświecie.
Dynastia Cleonów to wątek, który nie występuje w książkach, a okazał się on najjaśniejszym punktem serialu. Relacje między trzema wersjami tego samego człowieka (Brat Dzień, Brat Świteń i Brat Zmierzch) są fascynującym studium ego, władzy i lęku przed przemijaniem. Lee Pace w roli Brata Dnia kradnie każdą scenę, w której się pojawia.
Plusy i Minusy
+ Wizualny majstersztyk: Scenografia, efekty specjalne i kostiumy to absolutna światowa czołówka. Każdy kadr wygląda jak wysokobudżetowy film kinowy.
+ Lee Pace i Jared Harris: Aktorskie filary serialu. Ich charyzma nadaje ciężaru gatunkowego całej opowieści.
+ Odważne zmiany: Wprowadzenie genetycznej dynastii to genialne posunięcie, które nadaje ludzką twarz bezdusznemu imperium.
- Nierówne tempo: Wątki na planecie Terminus są znacznie słabsze i mniej angażujące niż polityczne intrygi na stolicy Imperium – Trantorze.
- Rozbieżność z oryginałem: Puryści Asimova mogą być rozczarowani zmianą akcentów z debaty intelektualnej na akcję i emocje bohaterów.
Pierwszy sezon Fundacji to serial o wielkich ambicjach, który czasem ugina się pod własnym ciężarem, ale ostatecznie wychodzi z tarczą. To nie jest wierna adaptacja słowo w słowo, lecz raczej nowoczesna wariacja na temat motywów Asimova. Jeśli szukasz inteligentnego science fiction z najwyższej półki wizualnej, jest to pozycja obowiązkowa.
Ocena: 7.5/10 (bo czasami wieje nudą, ale jest piękny).
Oglądnąłem zapowiedź serialu #harrypotter i poczytałem trochę komentarzy na youtube, część z nich nawet zabawna
Z jednej strony jest mi to obojętne jaki kolor skóry ma Snape, o ile będzie dobrze odegraną rolą (choć po Alanie Rickam nie da się tego lepiej zagrać). Z drugiej strony czy ktoś by chciał oglądać "Czarną Panterę" zagraną przez np. Di Caprio albo Keano Reevsa?
Bardziej mi "przeszkadza" stylistyka i kolorystyka tego serialu (albo samej zapowiedzi). Skojarzył mi się z Peaky Blinders czy Slow Horses: szarobury kryminał z UK.
@boogie mi tam rybka, czy John Wayne gra Mongoła, Krystyna Feldman Nikifora, czy Carl Anderson Judasza - to jest aktor, gra rolę. Oczywiście fajnie jakby to się zgrywało z opisem postaci, ale jeśli gra aktorska jest bez zarzutu, to mnie to rybka.
ALE
Tu chodzi o postać której wizerunek głęboko wrył się w świadomość fanbase'u. Snape = Rickman, koniec. Nie wiem, czy twórcy uznali że taki zabieg ma być celowy, aby od samego początku nikt nie porównywał aktorów, czy ki czort.
Tak jakby teraz Morgan Freeman miał zagrać Gandalfa, albo Ryan Gosling Axela Foley'a. No pewnych rzeczy się po prostu nie tyka.
Drugi sezon o przygodach znawców wina - Camille i Issei. Tym razem rodzeństwo rusza w podróż za niezwykłym winem, które w testamencie (kolejnym już...) powierzył im ich ojciec. Detektywistyczna robota doprowadzi ich aż do Gruzji gdzie odkryją rodzinną plantację, która boryka się ze swoimi problemami. Camille porzuca swoje ustatkowane życie by tylko ratować niezwykłe wino, a Issei postanawia zmierzyć się z własnymi demonami.
Nie był to już dobry sezon jak pierwszy. Tym razem wiemy już mniej więcej o co się rozchodzi - kolejna misja rozmywa się na kilka różnych stron - winiarskiej detektywistycznej roboty jest trochę mniej, a poza tym nie robi to już takiego wrażenia jak za pierwszym razem.
Ale i tak warto było obejrzeć - to dość dobry serial, mało znany w Polsce, a szkoda, bo poziomem przeskakuje spokojnie netflixowe i hbowe hity.
Jak nie przepadam za serialami medycznymi, bo kojarzą mi się głównie z Na dobre i na złe, a jedyny jaki sprawdziłem do tej pory to byl House to ten moim zdaniem przebija Housa'a. Podobają mi się w nim bohaterowie, dynamika, to, że każdy odcinek jest nakręcony jako jedna godzina w szpitalu. Kapitalnie to wszystko wychodzi i ciężko się oderwać.
Reżyseria: Peter Harness - Matthew Parkhill - Guy Ritchie
Czas trwania: 8 odcinków
Ocena: 6/10
Young Sherlock to jedna z najbardziej wyczekiwanych produkcji Amazona, która rzuca nowe światło na postać najsłynniejszego detektywa świata. Pod batutą Guya Ritchiego, serial odchodzi od wizerunku chłodnego, dojrzałego geniusza na rzecz impulsywnego, 19-letniego buntownika.
Serial zabiera nas do Oxfordu, gdzie młody Sherlock Holmes zostaje wciągnięty w morderczą konspirację, która zagraża jego wolności. To klasyczne origin story – obserwujemy, jak surowy talent bohatera szlifuje się w ogniu prawdziwego niebezpieczeństwa. Ritchie wnosi tutaj swój charakterystyczny, dynamiczny styl montażu i wizualną błyskotliwość, co sprawia, że wiktoriańska Anglia wydaje się brudna, żywa i pełna energii.
Hero Fiennes Tiffin w roli tytułowej radzi sobie nadspodziewanie dobrze. Udaje mu się oddać arogancję i inteligencję Sherlocka, nie kopiując przy tym kreacji Benedicta Cumberbatcha czy Roberta Downeya Jr. Postać jest bardziej ludzka, popełnia błędy i dopiero uczy się panować nad swoimi zdolnościami dedukcji.
Plusy i Minusy
+ Reżyseria: Guy Ritchie czuje ten świat doskonale; tempo jest szybkie, a sceny akcji pomysłowe.
+ Nowa perspektywa: Skupienie się na młodości i emocjach bohatera odświeża nieco skostniałą formułę.
+ Oprawa wizualna: Produkcja wygląda kosztownie – kostiumy i scenografia stoją na najwyższym poziomie.
- Scenariusz: Niektóre wątki detektywistyczne mogą wydawać się uproszczone w porównaniu do literackiego pierwowzoru.
- Purystyka: Fani wiernej adaptacji książek Conan Doyle’a mogą kręcić nosem na zbyt dużą dawkę akcji kosztem czystej logiki.
- Bywa nudnawy.
Young Sherlock to całkiem udany miks dramatu młodzieżowego z thrillerem szpiegowskim. To serial bardziej przygodowy niż stricte kryminalny, co czyni go idealną propozycją dla widzów szukających rozrywki w dobrym stylu.
@boogie cierpi na to samo co większość nowych produkcji. Fajny pomysł i początek, a potem twórcom brakuje pary i postacie biegają bez większego sensu przez 3 odcinki
Pomijając kwestie tego, że Snape wygląda jak raper i te dredy kompletnie psują jego wizerunek w moich oczach to wciąż jestem nieco ciekawy tego serialu i chciałbym obejrzeć przynajmniej kilka odcinków. Wielkiego sukcesu raczej mu nie wróże bo po pierwsze moim zdaniem ten serial wyszedł wciąż za wcześnie (pamięć po filmach wciąż jest silna), a po drugie w świecie spolaryzowanym coraz bardziej przez politykę zarówno lewica jak i prawica ma swoje powody by go nie oglądać. Będzie dobrze jeśli produkcja przetrwa dłużej niż dwa sezony. Z trzeciej strony filmy faktycznie sporo materiału okroiły z treści która była w książkach, a ta adaptacja ma być bardziej wierna materiałowi źródłowemu. Z czwartej strony pomimo tych zapewnień to na dzień dobry dostaliśmy czarnego Snape'a z dredami xD
Dla mnie to skok na kasę potter headow no i okazja do opowiedzenia pominiętych wątków z książki bo serial to można poszaleć.
Mnie tylko ciekawi jak to będzie dalej bo w kolejnych Snape mówi kontrowersyjne słowa a do tego później sam jest traktowany dość chamsko w retrospekcjach... No zobaczymy.
Trzeci sezon serialu. Akcja przenosi się o 2 i pół roku do przodu. Anonimowe miasto żyje kończącym się tysiącleciem i zbliżającym rokiem 2000. W lesie na Grontach trwają ekshumacje, w trakcie których zostaje odkryty szkielet kobiety z tajemniczym wisiorkiem. Pojawia się też nowa, bezwzględna grupa przestępcza, która przemyca spirytus, narkotyki i żywy towar. Jass i Mika ponownie łączą siły, szczególnie że w międzyczasie nagle znika córka redaktora Zarzyckiego.
Serial stracił trochę na swoim uroku. Za dużo toczących się równolegle wątków i postaci jak na tak mało czasu ekranowego. Fabuła straciła już trochę na świeżości, te same wątki ciągnące się od pierwszego sezonu stają się już trochę nużące.
2024*
Schuhardt czy jak to się pisze, to ma czas swojego życia. Wszędzie występuje, wszędzie go pełno, ja swego czasu tego, co grał Rahima i młodego Beksińskiego i księdza, a teraz jakoś zniknął czy zlał się z tłem.