Zdjęcie w tle

Społeczność

Historia

683

Procesy Pokazowe w ZSRR - Piatakow - cześć V


#historia #dwudziestoleciemiedzywojenne #zsrr #procesypokazowe #ciekawostkihistoryczne #rewolucja1917


Proces antysowieckiego centrum trockistowskiego (23-30 stycznia 1937)


SESJA PORANNA 29 STYCZNIA 1937

Ostatnie słowo oskarżonego Piatakowa


Obywatele sędziowie! Odmówiłem wygłoszenia mowy obrończej, ponieważ oskarżenie państwowe było słuszne w sensie ustalenia faktów, było słuszne również w sensie zakwalifikowania mojego przestępstwa. Ale nie mogę się zgodzić, nie mogę się pogodzić z jednym stwierdzeniem prokuratora: że nadal jestem trockistą. Tak, jestem trockistą od wielu lat. Ramię w ramię szedłem z trockistami, ale w końcu jedynym motywem, jedynym motywem, który skłonił mnie do złożenia zeznań, które złożyłem, było pragnienie, przynajmniej teraz, jeśli nie za późno, pozbycia się mojej obrzydliwej trockistowskiej przeszłości.


I dlatego zdaję sobie sprawę, że moje wyznanie, moja relacja o tych działaniach - nikczemnych, kontrrewolucyjnych, przestępczych działaniach, które prowadziłem i które były prowadzone przez moich wspólników, że przyszło to zbyt późno w sensie czasu, abym osobiście wyciągnął z tego jakiekolwiek praktyczne wnioski. Ale nie odbierajcie mi prawa do uświadomienia sobie tego, tylko do uświadomienia sobie, że choć było już za późno, to i tak wyrzuciłem z siebie to plugastwo, tę ohydę.


Najtrudniejszą rzeczą dla mnie, sędziowie, nie jest sprawiedliwy werdykt, który wydacie. Jest to świadomość, przede wszystkim dla mnie samego, świadomość podczas śledztwa, świadomość dla was i świadomość dla całego kraju, że w wyniku całej poprzedniej zbrodniczej walki podziemnej znalazłem się w samym środku kontrrewolucji - kontrrewolucji najbardziej obrzydliwego, nikczemnego, faszystowskiego typu, kontrrewolucji trockistowskiej.


Myliłby się ten, kto by sądził, że kiedy zaczynałem działalność trockistowską, wiedziałem, dokąd to wszystko doprowadzi. Błędem byłoby sądzić - nie umniejsza to w najmniejszym stopniu moich obiektywnych czynów przestępczych - ale błędem byłoby sądzić, że subiektywnie wyznaczyłem sobie kontrrewolucyjne zadania i byłem świadomy bagna obrzydliwości i zbrodni, w które w końcu wpadniemy.


Tak, raz podjąłem próbę odejścia od trockizmu. Było to w latach 1928-30 i próba ta nie została doprowadzona do końca. Nie wyrzuciłem z siebie wszystkich pozostałości mojej przeszłości, pozostał trujący odłam pozostałości ideologii trockistowskiej. Pozostała drzazga, która początkowo nie miała dla mnie większych praktycznych konsekwencji, ale dalej wokół niej narastał ten złośliwy wrzód, który doprowadził mnie na ścieżkę zbrodni, zdrady, odstępstwa. Ten wrzód został otwarty.


Nie myślcie, obywatele sędziowie - chociaż jestem przestępcą, jestem człowiekiem - że przez te lata, lata duszącego trockistowskiego podziemia, nie widziałem, co dzieje się w kraju. Nie myślcie, że nie rozumiałem tego, co robiono w przemyśle. Powiem wam wprost. Czasami, wychodząc z trockistowskiego podziemia i wykonując inną praktyczną pracę, czasami czułem rodzaj ulgi i oczywiście, po ludzku istniała ambiwalencja nie tylko w sensie zewnętrznego zachowania, ale także ambiwalencja wewnętrzna.


Rozumiałem nie tylko to, co było robione. Widziałem, mimo że w najmniejszym stopniu nie zmniejszało to ani haniebności zbrodni, ani ich obiektywnego znaczenia, ale widziałem, że byliśmy grupą trockistów, jak słusznie powiedział prokurator, zaawansowanym oddziałem faszystowskiej kontrrewolucji, że nie mogliśmy tak naprawdę zmienić obiektywnego kierunku rozwoju przemysłu i gospodarki poprzez nasz sabotaż. Ale tak właśnie było. I kiedy pod koniec 1935 r., w 1936 r. zbliżyliśmy się, a raczej, niepoprawnie, nie zbliżyliśmy się, ale znaleźliśmy się w gąszczu zdrady, zdrady i najbardziej rażącej faszystowskiej kontrrewolucji, kiedy było dla nas jasne, że stajemy się agentami faszyzmu, wtedy nie tylko ja chciałem od tego uciec. Nie znalazłem w sobie ani wystarczającej odwagi, ani wystarczającej stanowczości, aby obrać jedyną otwartą drogę, którą była droga dobrowolnego opowiedzenia o mojej działalności, oddania organizacji i oddania wszystkiego, co zrobiłem w przeszłości, czyli zrobienia tego, zanim to zrobiłem.


Nastąpiło aresztowanie. Aresztowanie spełniło swoją rolę pozytywną w sensie złożenia przeze mnie wyczerpującego, pełnego świadectwa o działalności trockizmu. Ale odegrało swoją rolę tylko pod tym względem, że jeśli wcześniej próbowałem wyjść z tego bagna w niewłaściwy sposób, aresztowanie postawiło mnie przed dylematem: albo pozostać wrogiem do końca, nie przyznając się, nie ujawniając się, pozostając trockistą do ostatniego dnia, albo obrać drogę, na którą wkroczyłem.


Zdaję sobie sprawę, że nie może to służyć jako motyw do złagodzenia kary. Wyjaśniam tylko sądowi, co ostatecznie skłoniło mnie do złożenia tych wyczerpujących zeznań, które, mam nadzieję, pomogły choć trochę zrozumieć tę nikczemną intrygę.


Nie powiem, obywatele sędziowie - śmiesznie byłoby tak tutaj mówić - że oczywiście nie stosowano wobec mnie żadnych metod represji czy nacisku. Te metody, przynajmniej dla mnie osobiście, nie mogły być zachętą do składania zeznań.


To nie strach zmotywował mnie do opowiedzenia o moich zbrodniach. Co może być gorszego niż sama świadomość i przyznanie się do tych wszystkich zbrodni - najcięższych i najbardziej szkodliwych - które musiałeś popełnić?


Każda kara, którą przyjdzie mi ponieść, będzie lżejsza niż sam fakt przyznania się do winy. Dlatego nie mogłem pogodzić się ze stwierdzeniem prokuratury, że nawet teraz, na ławie oskarżonych, nadal jestem trockistą.


A potem, kiedy nie tylko zostałem postawiony przed sowieckim sądem, kiedy jestem w pełni odpowiedzialny karnie zgodnie z sowieckimi prawami przed sowieckim sądem za moje zbrodnie, kiedy jesteśmy odpowiedzialni w pełni za wszystkie nasze czyny - ten, w którego imieniu to zrobiliśmy, na którego bezpośrednie instrukcje i podżeganie zrobiliśmy to wszystko, znając go bardzo dobrze, jak sądzę - nie znajdzie nic innego, jak tylko zaprzeczyć temu, co zrobiliśmy razem z nim i pod jego przywództwem, oczerniać nas, kłamać, oskarżać nas o tchórzostwo i cokolwiek innego.


Trocki nie zrobi nic innego. Znam go zbyt dobrze, by w to wątpić. Zamiast odpierać lub rzucać mi te oskarżenia tutaj w sądzie twarzą w twarz, które niewątpliwie rzuci na mnie, zamiast konfrontować się z nami, z pewnością łatwiej, prościej, bezpieczniej jest kontynuować jego sabotażową pracę.


Mnie osobiście, obywatele sędziowie, bardzo to nie rusza. Żałuję tylko głęboko, że razem z nami na ławie oskarżonych nie zasiada ten bezwzględny zbrodniarz, nieskruszony, zbrodniarz do końca, jakim jest Trocki.


Jestem zbyt świadomy swoich zbrodni i nie śmiem prosić o pobłażliwość. Nie śmiem nawet prosić o litość.


Za kilka godzin wydacie wyrok. I oto stoję przed wami w błocie, zmiażdżony własnymi zbrodniami, pozbawiony wszystkiego z własnej winy, straciwszy partię, nie mając przyjaciół, straciwszy rodzinę, straciwszy samego siebie.....


Nie pozbawiajcie mnie jednej rzeczy, obywatele sędziowie. Nie pozbawiajcie mnie prawa do świadomości, że również w waszych oczach, nawet jeśli zbyt późno, znalazłem siłę, by zerwać z kryminalną przeszłością.


Źródło Rosyjskie Archiwum Państwowe РГАСПИ Ф. 671, Оп. 1, Д. 237, Л. 1-65.


Przetłumaczono z DeepL.com (wersja darmowa)

62193907-2b36-4af5-bbef-866544ff6db6

30 stycznia 1937 skazany na śmierć z zarzutu o „organizację Równoległego antysowieckiego centrum trockistowskiego i kierowanie działalnością szkodniczą, dywersyjną, szpiegowską i terrorystyczną”. Rozstrzelany 1 lutego 1937.

Zaloguj się aby komentować

#ciekawostki #malarstwo #historia #ciekawostkihistoryczne


W 1883 roku Wojciech Siemiradzki namalował obraz Pogrzeb wodza Rusów. Scenę namalował na podstawie wczesnośredniowiecznej relacji arabskiego podróżnika Ahmada ibn Fadlana, który był świadkiem takiego pogrzebu.


Napiszę tak: ludzkość przeszła baaaardzo długą drogę od tego czasu. Wklejam opis z bloga https://dawnodzis.blogspot.com , który chyba został z kolei zaczerpnięty z książki Władysława Duczko. Jest też w wiki, ale trzeba sobie tłumaczyć (albo poprosić jakąś technologię, co wychodzi momentami kulawo). Natomiast wkleję na końcu komentarz z wiki na temat roli niewolnicy, która na końcu jest zabijana i znaczenia rytuałów, którym wcześniej jest poddawana

Opis jest bardzo ciekawy, ale nie wiem - może niektórym zostać w głowie. A może nie.


Opowiadano mi [nieraz], że czynią oni (tj. ar-Rus) ze swoimi przywódcami po [ich] śmierci rzeczy, z których najmniejszą jest palenie [zwłok]. Miałem ochotę zapoznać się z tym bliżej, aż wreszcie doszła do mnie wieść o śmierci pewnego znacznego człowieka spośród nich. Włożyli go do grobu, który przykryli [dachem], na dziesięć dni, dopóki nie ukończyli krojenia i szycia jego odzieży. A to [bywa tak], ze gdy [umrze] ubogi człowiek spośród nich, sporządzają dla niego małą łódź, wkładają go do niej i spalają ją, zaś dla bogatego zbierają [najpierw całe] jego mienie i dzielą na trzy [równe] części. Jedna trzecia [jest przeznaczona] dla jego rodziny, za drugą część kroją dla niego odzienie, a za trzecią część przygotowują nabid, który wypiją w dniu, w którym zabije się jego niewolnica i zostanie spalona wraz ze swym panem. Oni oddają się bez pohamowania [piciu] nabidu, pija go nocą i dniem i niekiedy [zdarza się], że któryś z nich umiera z kielichem w ręku. Gdy umrze [ich] naczelnik, jego rodzina powiada do jego niewolnic i niewolników: „Kto z was umrze razem z nim?”. Odpowiada [wtedy] ktoś z nich: „Ja”. A kiedy to powie, jest to już obowiązujące, nie może wycofać się – a gdyby [nawet] chciał tego, nie dopuszczą. Przeważnie tymi, które to czynią, są niewolnice.


Skoro zmarł ów człowiek, o którym uprzednio wspomniałem, rzekli [krewni] do jego niewolnic: „Która umrze razem z nim?”. I rzekła jedna do nich: „Ja”. Wtedy powierzyli ją dwóm dziewczętom aby jej strzegły i przebywały z nią gdziekolwiek by się udała i one czasem nawet myją jej nogi własnymi rękoma. A [krewni] zabrali się do jego spraw: krojenia odzieży dla niego i przygotowywania tego, co było mu potrzebne. Niewolnica zaś każdego [z tych] dni piła i śpiewała, wesoła i [jakby] oczekująca czegoś radosnego.


A gdy nastał już ten dzień, w którym miał być spalony on i owa niewolnica, przybyłem nad rzekę, na której znajdował się jego statek. Wyciągnięto go już [na brzeg] i ustawiono dlań cztery podpory z drzewa (tj. drewna) hadank i innego [drewna], a dokoła niego postawiono także coś w rodzaju wielkich pomostów z drewna. Potem podciągnięto [statek], aż spoczął na tym drewnie i zaczęli przychodzić, odchodzić i mówić słowa, których nie rozumiałem, podczas gdy on (tj. zmarły) był nadal w swoim grobie, [z którego jeszcze] go nie wyjęli. Potem przynieśli ławę, ustawili ja na statku i wymościli ją kołdrami z bizantyjskiego brokatu i poduszkami z bizantyjskiego brokatu. [Wtedy] przyszła stara kobieta, którą zwą „Aniołem Śmierci” i rozścieliła posłanie, o którym wspomnieliśmy. To ona zarządza szyciem [odzieży] dla niego i [wszystkimi] jego przygotowaniami; ona też zabija niewolnice. Spostrzegłem, że była to krzepka wiedźma, gruba i ponura. A kiedy przyszli do jego grobu, usunęli ziemię z [przykrywającego grób] drewna, usunęli drewno i wyciągnęli go w tym izarze, w którym zmarł. Zobaczyłem, że poczerniał z zimna [panującego] w tym kraju. Uprzednio włożyli wraz z nim do grobu nabid, owoce i tanbur. [Teraz] wyjęli to wszystko, on zaś nie cuchnął nic w nim nie uległo zmianie poza kolorem. Wtedy nałożyli mu szarawary i nogawice, obuwie, kurtak i kaftan brokatowy ze złotymi guzami, na głowę zaś włożyli mu czapkę z brokatu [przybraną] sobolami i ponieśli go, aż wnieśli do szałasu, który znajdował się na statku. [Tam] posadzili go na kołdrze i podparli poduszkami. [Potem] przynieśli nabid, owoce i wonne zioła i umieścili to [wszystko] wraz z nim. Przynieśli [także] chleb, mięso i cebulę i położyli przed nim. Przywiedli psa, rozcięli go na dwie połowy i rzucili na łódź. Potem przynieśli cały jego oręż i umieścili go obok niego. Następnie wzięli dwa wierzchowce i przegonili je, aż się spociły, a wtedy rozcięli je mieczem i rzucili ich mięso na statek. Wreszcie przywiedli dwie krowy, rozsiekli je również i rzucili nań (tj. na statek). Potem przynieśli koguta i kurę, zabili je i rzucili nań. Niewolnica zaś, która chciała być zabita, chodziła tu i tam, wstępowała do ich szałasów, jednego po drugim, a [każdy] gospodarz szałasu spółkował z nią, [po czym] mówił jej: „powiedz twemu panu: ‘uczyniłem to z miłości do ciebie’ (tj. do niego)”.


A w piątek, kiedy nastała pora popołudniowa, przywiedli niewolnicę ku czemuś, co zbudowali uprzednio, [a co] podobne było do drzwi bramy. I postawiła nogi na dłoniach mężczyzn, uniosła się ponad te odrzwia i przemówiła w swojej mowie i opuścili ją na dół. Potem unieśli po raz drugi, a ona uczyniła to samo co za pierwszym razem, po czym opuścili ją na dół. I unieśli ją po raz trzeci, a ona zrobiła to, co robiła w obu [poprzednich] razach. Następnie podali jej kurę, obcięła jej głowę i odrzuciła ją, oni [zaś] wzięli [od niej] kurę i rzucili ją na statek. Spytałem tłumacza o [znaczenie] jej czynów. Rzekł:  „Gdy podnieśli ja za pierwszym razem, powiedziała: ‘Oto widzę mego ojca i moją matkę’, a za drugim [razem] rzekła: ‘Tam oto [widzę] siedzących wszystkich moich bliskich, którzy zmarli’, a za trzecim [razem] rzekła: ‘Tam oto widzę mego pana siedzącego w rajskim ogrodzie, ogród [ten] jest piękny i zielony, są z nim mężczyźni i słudzy, a oto on mnie przyzywa. Prowadźcie mnie do niego’’. [Wtedy] powiedli ją ku statkowi, a ona zdjęła obie bransolety, które miała na sobie i oddała je kobiecie, która nazywają „Aniołem Śmierci”, tej, która ją zabije. Zdjęła [też] dwie bransolety[zakładane] na nogi, które miała na sobie i dała je dwóm dziewczynom, które poprzednio jej służyły, a były one córkami kobiety znanej jako „Anioł Śmierci”. Potem wprowadzili ją na statek, ale nie wwiedli jej [jeszcze] do szałasu. [Wówczas] przyszli mężczyźni z tarczami i pałkami. Podano jej kielich nabidu; zaśpiewała nad nim i wypiła go. Rzekł do mnie tłumacz: „W ten sposób pożegnała się ze swymi towarzyszkami”. Następnie podano jej drugi kielich, wzięła go i długo śpiewała, a starucha ponaglała ją, aby go wypiła i weszła do szałasu, w którym był jej pan. I oto ujrzałem, ze była już oszołomiona, chciała wejść do szałasu i wsunęła głowę między niego i statek (tj. bok statku). Wtedy starucha ujęła jej głowę, wciągnęła ją do szałasu i weszła razem z nią, a mężczyźni jęli uderzać pałkami w tarcze, aby nie było słychać odgłosu jej krzyku, bo przelękłyby się [inne] niewolnice i nie chciałyby umierać ze swymi panami. Potem weszło do szałasu sześciu mężczyzn i wszyscy oni spółkowali z ową niewolnicą. [Następnie] położyli ją u boku jej pana i dwu schwyciło ją za nogi a dwu za ręce, [zaś] starucha zwana „Aniołem Śmierci’ nałożyła jej na szyję sznur założony w przeciwne strony i wręczyła go [następnym] dwu [mężczyznom] aby go ciągnęli. [Wtedy] zbliżyła się, mając ze sobą nóż z szeroką klingą i jęła wbijać go pomiędzy jej żebra i wyjmować go, a owi dwaj mężczyźni dusili ją sznurem dopóki nie skonała.


Potem przyszedł najbliższy z ludzi dla tego zmarłego (tj. krewny?), wziął kawałek drewna, zapalił go od ognia i szedł cofając się, [zwrócony] karkiem do statku a twarzą do ludzi, z polanem zapalonym w jednej ręce a z drugą ręką na otworze odbytu – a był [całkiem] nagi – aż zapalił przygotowane drewno, które było pod statkiem. Następnie podeszli [inni] ludzie z polanami i drwami, a każdy miał kawałek drewna z już zapalonym końcem i dorzucał go do tego drewna [pod statkiem]; i objął ogień [najpierw] te drwa, potem statek, szałas, owego człowieka i niewolnicę i wszystko, co na nim było. Potem zaś powstał silny, straszliwy wicher, płomień ognia rozgorzał i wzmógł się jego żar.


A obok mnie znajdował się jakiś człowiek spośród ar-Rusija i posłyszałem, że mówił [coś] do tłumacza, który był ze mną. Spytałem go (tj. tłumacza), o to co mu powiedział, a on odrzekł: „mówi: ‘Wy, Arabowie, jesteście głupcami!’ Spytałem: „dlaczego?”. Odparł: „bo wy bierzecie człowieka [nawet] najbardziej wam drogiego i najbardziej poważanego przez was, wrzucacie go do ziemi i pochłania go ziemia, robactwo i czerwie. My zaś spalamy go w mgnieniu oka i wchodzi do raju i w tymże momencie”. Spytałem o to, on zaś odrzekł: „Jego Pan (tj. Bóg) z miłości do niego zesłał oto wicher, aby go zabrał natychmiast”. I rzeczywiście, nie minęła [nawet] godzina, jak [już] statek, drwa, niewolnica i jej pan obrócili się w popiół, a potem w proch.


Później [ar-Rus] wznieśli na miejscu gdzie był statek wyciągnięty z rzeki [coś] na podobieństwo okrągłego pagórka, a pośrodku niego zatknęli duży słup z drzewa hadank i napisali [na nim] imię owego człowieka i imię króla ar-Rus, po czym oddalili się.


WIKI:

Obrzędy seksualne z niewolnicą wyobrażano sobie jako symbol jej roli jako naczynia do przekazywania siły życiowej zmarłemu wodzowi.  Niektórzy naukowcy postrzegają rolę niewolnicy jako zasadniczo rolę ofiary, poddanej gwałtowi i „brutalnemu uduszeniu”. Inni przypisują jej większą sprawczość, spekulując, że demonstrowanie jej „gotowości na stawienie czoła spaleniu” zapewniło jej wyższą pozycję społeczną i lepsze perspektywy na życie pozagrobowe, niż byłoby to możliwe w przypadku niewolnicy. 

Zasugerowano, że za pomocą napojów odurzających żałobnicy zamierzali wprowadzić niewolnicę w ekstatyczny trans, który uczynił ją medium, a poprzez symboliczny gest związany z framugą drzwi miała ona zajrzeć do krainy zmarłych. 


I cały opis Ahmada z wiki przetłumaczony przez google:


https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/?_x_tr_sl=auto&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=wapp&_x_tr_hist=true#Ibn_Fadlan's_account

e13d5160-98a8-484a-94fc-aa8ee20dc739

Brak internetu, brak telefonów. Widzicie jacy ludzie szczęśliwi. Teraz rozumiem, dlaczego chrześcijaństwo niosło ze sobą rozwój.

Zaloguj się aby komentować

#malarstwo #sztuka #historiazpaszkom

Bążur, malarstwo podpowiada jak można spędzić niedzielę:


1841 "Niedzielny spacer" (niem. "Der Sonntagsspaziergang") - Carl Spitzberg (1808 – 1885)

Klasyk stylu Biedermeier obejmującego Środkową Europę lat 1815–1848 tj. między wojnami napoleońskimi a Wiosną Ludów. Sztuka mieszczan, o mieszczanach i dla mieszczan.


1882 "Niedziela w kopalni" - Jacek Malczewski (1854-1929)

W latach 1880. i 1890. wracają polskie sentymenty narodowe i mesjanistyczne, na obrazie sybiracy zesłani do katorżniczej pracy w kopalni.


1887 "A Sunday Afternoon Picnic at Box Hill" - Tom Roberts (1856-1931)

Malarz brytyjsko-australijski.


1889 "Niedziela" (fr. Dimanche) - Paul Signac (1863–1935)

Malarz francuski tworzący często-gęsto neoimpresjonistyczną techniką pointylizmu (tworzenie obrazu kładząc punkty i kreski czubkiem pędzla).


1912 "Sunday, Women Drying Their Hair" - John French Sloan (1871-1951)

Malarz amerykański.

83464091-8e17-4e3f-a8c9-42418e3da480
1a364736-a6e6-4510-8039-e19481bebce5
d032affa-d571-4e82-84b3-f5767ea5e00d
76d33713-b6d4-4dfb-b5e0-7c28edeafabc
31e797c5-ff52-4577-97d0-bdbed996bb1b

Zaloguj się aby komentować

1882 "Młoda kobieta myjąca talerze" (w ogrodzie w Pontoise) - Camille Pissarro (1830-1903)

Zawsze jakoś kojarzy mi się z wiosną


Malarz duńsko-francuski. Co ciekawe, urodził się i spędził młodość na wyspach karaibskich należących do Duńskich Indii Zachodnich (kolonii duńskiej od 1672, w 1917 została wykupiona przez USA). W latach 1880. pan Pissarro szczególnie chętnie przedstawiał na obrazach ludzi przy pracy i codziennych czynnościach w ich realistyczym środowisku.

#malarstwo #historiazpaszkom

105e60dd-7ec4-4f76-9c95-16397528beab

Nostalgłem. Nie wiem, czy chciałbym wracać do tamtych czasów, ale dzieciństwo w takich warunkach miało swój urok, a widoczki magię (widoczki są bardzo podobne do tego, jak wyglądała moja wioska, jak miałem około 10 lat, z wyłączeniem architektury i ubrań, bo tu było bardziej po naszemu).

Zaloguj się aby komentować

Procesy Pokazowe w ZSRR - Piatakow - cześć IV


#historia #dwudziestoleciemiedzywojenne #zsrr #procesypokazowe #ciekawostkihistoryczne #rewolucja1917


ŚCIŚLE TAJNE.  

SEKRETARZOWI KC WKP(b) –  

tow. JEŻOWOWI  


W nocy z 11 na 12 września 1936 r. aresztowaliśmy PIATAKOWA J.L., który przebywał w swoim wagonie na kopalni imienia Trzeciej Międzynarodówki pod Tagiłem, i przewieźliśmy go do Swierdłowska.  


Podczas aresztowania PIATAKOW okazał pewne zdezorientowanie. Przeprowadzona u niego rewizja nie dała żadnych rezultatów.  


Podczas przesłuchań 12 i 13 września, prowadzonych przez Szefa Zarządu NKWD obwodu swierdłowskiego – starszego majora Bezpieczeństwa Państwowego tow. DMIITRIJEWA, PIATAKOW zeznał, że ARKUS był jego bliskim przyjacielem i że on (ARKUS) w latach 1926-27 był ukrytym trockistą oraz pomagał PIATAKOWOWI w jego działalności trockistowskiej w Berlinie. PIATAKOW przyznał, że ukrywał tę działalność ARKUSA przed partią.  


Z zeznań ARKUSA wiadomo, że w 1930 r., na zlecenie PIATAKOWA i na prośbę KAMIENIEWA, przewoził on 500 rubli w złocie za granicę na potrzeby trockistowsko-zinowjewowskiego podziemia.  


PIATAKOW początkowo zaprzeczał, że cokolwiek wie na ten temat, następnie zaczął mówić, że mgliście coś sobie przypomina, a potem oświadczył, że taki fakt miał miejsce, ale zaprzecza, że pieniądze zostały przeznaczone na cele kontrrewolucyjne.  


W odniesieniu do swojego sekretarza, członka partii MOSKALEWA, PIATAKOW zeznał, że ten w 1927 r. ukrywał działalność trockistowską PIATAKOWA i sam był ukrytym trockistą. MOSKALEW wykonywał różne zlecenia PIATAKOWA związane z pracą trockistowską.  


PIATAKOW wymienił również szereg znanych mu dwulicowców-trockistów, byłych pracowników paryskiego przedstawicielstwa handlowego, o których wcześniej nie poinformował partii: LENA DAWIDOWICZ do 1928 r., RAFALOW do 1927 r., TER-KIWKUCAN [1], POŁONSKI, FAJNSZTEJN do lat 1927-28 – wszystkie te osoby ustalamy. Ponadto PIATAKOW wymienił BITKERA jako dwulicowca do 1927 r.; wskazał, że Trocki wysoko cenił BITKERA.  


PIATAKOW przyznał, że jest dwulicowcem.  


MOSKALEW został również przez nas aresztowany w Swierdłowsku i złożył zeznania, których charakter wynika z załączonego komunikatu telegraficznego tow. DMIITRIJEWA.  


Wymienieni w zeznaniach MOSKALEWA: CHARIN, KOŁOSKOW, PRIMAKOW i PUTNA zostali wcześniej aresztowani.  


Proszę o zezwolenie na aresztowanie SZLEJFERA i JULINA.  


Wydałem rozkaz przewiezienia PIATAKOWA i MOSKALEWA do Moskwy.  


LUDOWY KOMISARZ  

SPRAW WEWNĘTRZNYCH ZSRR: G. Jagoda (JAGODA)  


14 września 1936 r.

№ 57689

[1] Tak w tekście. Z protokołu przesłuchania J. Piatakowa z 12 września 1936 r. wynika, że Ter i Kiwkucan to dwie różne osoby.


Źródło Rosyjskie Archiwum Państwowe РГАСПИ Ф. 671, Оп. 1, Д. 175, Л. 69-70.

Przetłumaczone przez DeepSeek.com


Na zdjęciu Gienrich Jagoda - autor notatki

f9fd1e04-3ba1-41e6-9599-0674734e70be

@Hans.Kropson Tak było, jest i będzie. Każdy, kto ma nadzieję na ucywilizowanie kacapów powinien sobie poczytać takie dokumenty. Podobne protokoły "spraw" piszą i dziś na zajętych terytoriach Ukrainy. Żeby był porządek. Bo - paradoksalnie - kacapski burdel i kacapski porządek to są komplementarne stany rzeczywistości.

Zaloguj się aby komentować

#niemcy #nazizm #historia


Źródło : https://www.tiktok.com/@mira_is_psyched/video/7472958848790187294


Ursula Hedwig Meta Haverbeck-Wetzel (1928 – 2024) była niemiecką aktywistką neonazistowską z Vlotho. Od 2004 roku była przedmiotem wielu procesów sądowych i skazań za negowanie Holokaustu, co jest przestępstwem w Niemczech.


Jej mężem był Werner Georg Haverbeck, który w okresie nazistowskim był tymczasowo zaangażowany w kierownictwo narodowe partii nazistowskiej. Był założycielem i dyrektorem Niemieckiej Cesarskiej Federacji Narodu i Ojczyzny [de] w 1933 roku, a także pisarzem, wydawcą, historykiem, folklorystą i duchownym Wspólnoty Chrześcijańskiej.


W listopadzie 2015 roku, w wieku 87 lat, została skazana na dziesięć miesięcy więzienia za negowanie Holokaustu. Kilka kolejnych wyroków jesienią 2016 roku doprowadziło do dalszych kar więzienia. Bezskutecznie odwoływała się od wszystkich wyroków, a 7 maja 2018 roku rozpoczęła odbywanie dwuletniej kary więzienia po tym, jak została zatrzymana w swoim domu przez niemiecką policję. Została zwolniona z więzienia w Bielefeld pod koniec 2020 roku, jednak szybko ponownie postawiono jej zarzuty. W marcu 2022 roku stanęła przed nowym procesem i została skazana na rok więzienia. Ponownie skazana 26 czerwca 2024 roku, otrzymała dodatkowe 16 miesięcy kary więzienia.


https://en.wikipedia.org/wiki/Ursula_Haverbeck

Zaloguj się aby komentować

W sierpniu 1914 Brytyjczyków, podobnie jak inne narody europejskie, ogarnęła euforia. Tłumy gromadziły się na placach, wiwatując na cześć wojny.


Powszechnie uważano, że wojna potrwa krótko, i rezerwiści w całej Europie, znudzeni pracą w fabrykach lub na farmach, sami zgłaszali się do wojska w obawie, że zanim nadejdzie wezwanie, wojna się skończy i wielka przygoda ich ominie. Ochotników w kilka dni zgłosiło się tylu, że rząd rozważał decyzję o wstrzymaniu dalszego werbunku, uznając, że i tak jest już nadmiar chętnych.


Jednakże w lecie 1914 roku zwyczajnie nie pamiętano albo nie zwracano uwagi na pewien dość istotny szczegół: w ciągu ostatnich czterdziestu lat pojawiły się nowe narzędzia wojny i ten konflikt zbrojny miał się radykalnie różnić od poprzednich. Narzędzia, o których mowa, to karabin maszynowy, dalekonośne działa oraz drut kolczasty. Za ich sprawą wojna miała wyglądać zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażano.


Ten brak wyobraźni wynikał po części stąd, że do tej pory imperialne mocarstwa korzystały z nowej broni w starciach z przeciwnikiem, który nią nie dysponował – w wojnach kolonialnych przeciwko stawiającym opór tubylcom. A w takich warunkach broń ta umożliwiała rzeź, jakiej świat nie widział od czasu hiszpańskiej konkwisty w Ameryce, i przyczyniła się do europejskiej ekspansji kolonialnej w Azji i Afryce w drugiej połowie XIX wieku.


Paradoksalnie jedną z niewielu osób, zdających sobie sprawę, że wojna będzie miała zupełnie nowe oblicze, był człowiek, który stoczył najwięcej takich jednostronnych bitew i urządził więcej rzezi niż ktokolwiek: lord Kitchener. Z jego to rozkazu w bitwie pod Omdurmanem w Sudanie w roku 1898 skoszono ogniem karabinów maszynowych Maxim uzbrojoną w dzidy konnicę mahdystów. W ciągu jednego ranka zabito 10 000 wojowników, przy stratach własnych wynoszących zaledwie 47 żołnierzy. Ale pytanie brzmiało: co się stanie, gdy przeciwnik też będzie miał karabiny maszynowe? Kitchener znał odpowiedź. Na posiedzeniu gabinetu 7 sierpnia, kiedy kilku ministrów wyraziło pogląd, że wojna potrwa kilka tygodni, a najwyżej parę miesięcy, oświadczył, że raczej wiele lat. „I nie skończy się – powiedział – dopóki nie wyczerpiemy naszych sił do ostatniego miliona”.


Naturalnie mało kto dawał posłuch takiemu proroctwu. Jakby nic się nie zmieniło od czasów Napoleona, szkockie pułki szykowały dudy i kilty, francuscy kirasjerzy i austriaccy lansjerzy polerowali błyszczące półpancerze i przystrajali hełmy w strusie pióra. Zaraz potem przy dźwiękach trąbek i warkocie werbli szli do boju, nie zdając sobie sprawy, że oto zaczyna się rzeź, że w ciągu czterech lat życie straci dziesięć milionów żołnierzy i około sześciu milionów cywilów.


Trzeba by się cofnąć do średniowiecza albo najazdów Czyngis-chana, żeby znaleźć w historii przykład równie morderczego konfliktu. Dla porównania: w XIX wieku, kiedy Wielka Brytania wytyczała granice swego imperium na pięciu kontynentach, kiedy toczyła około czterdziestu wojen w różnych zakątkach globu jej łączne straty nie przekroczyły czterdziestu tysięcy żołnierzy. W ciągu czterech lat wojny w Europie brytyjskie straty będą ponad dwudziestokrotnie większe.


W czasie katastrofalnej wojny z Prusami w latach 1870–1871 Francja straciła około dwustu siedemdziesięciu tysięcy żołnierzy, w tej straci tyleż w ciągu pierwszych trzech tygodni. Niemcy stracą 13 procent mężczyzn w wieku poborowym, Serbia 15 procent całej ludności. We Francji w latach 1913–1915 średnia wieku życia mężczyzn spadnie z pięćdziesięciu do dwudziestu siedmiu lat.


Wszystko to pozostawi głębokie piętno na zbiorowej, europejskiej psychice. Zamiast euforii pojawi się szok, potem przerażenie, a jeszcze później, gdy rzeź będzie trwała bez końca, ludzi ogarnie bezbrzeżna rozpacz.


Z biegiem czasu Europejczycy będą spoglądać na własną euforię w sierpniu 1914 roku jak na widowisko rodem z innej epoki, jak na taniec śmierci naiwnych prostaków, a historia zadrwi sobie ze wszystkich. Jak na ironię, wojna prowadzona w imię ochrony i ekspansji imperiów spowoduje, że z sześciu europejskich potęg imperialnych, które do niej przystąpiły, ostaną się zaledwie dwie: Wielka Brytania i Francja. A i te wyjdą z wojny osłabione i nigdy już nie odzyskają dawnej rangi. Powstałą na gruzach pustkę zagospodarują dwa rywalizujące ze sobą totalitaryzmy – komunizm i faszyzm – i nowa potęga imperialna: Stany Zjednoczone.


(Z książki Lawrence z Arabii)


#historia #ciekawostki #czytajzhejto #notatniksmierdakowa

2c747714-f5a3-4a18-aee9-ad2d2363d5a2

Już kiedyś widziałem tę mapkę i robiłem rant o kolorowanie po liczbie a nie procencie populacji - Mołdawia czy Grecja vs Rosja

Mnie tylko fascynuje jak bardzo się ostatnio mówi o wojnie i przyzwyczaja, że to rzeź i flaki luzem. Takie typowe gotowanie żaby albo plasterki salami. Już nie, że wojna jest zła. Ona jest potrzebna. A zaraz będzie, że po prostu musi być.

@kitty95 Myślę, że to gdzieś się rodzi we wnętrzu ludzi, niezgoda na pewne rzeczy. Po prostu dochodzi do człowieka świadomość, że jakieś wygodne życie, wolność nie jest dana za darmo i czasami trzeba o nią walczyć, jak nadejdzie czas.


Bardzo dobrze moim zdaniem ilustruje to cytat z Tolkiena:


- Wolałbym, żeby się to nie zdarzyło akurat za mojego życia - powiedział Frodo.

- Ja także - odparł Gandalf. - Podobnie, jak wszyscy, którym wypadło żyć w takich czasach. Ale nie mamy na to wpływu. Od nas zależy jedynie użytek, jaki zechcemy zrobić z darowanych nam lat.

@GazelkaFarelka z drugiej strony niby lepszy najgorszy pokój od najlepszej wojny.


A tym co wysyłają na tę wojnę, to i tak obojętne.

@smierdakow Jako ciekawostkę dodałbym, że Amerykanie przekonali się już o tym 50 lat wcześniej podczas ich wojny secesyjnej. Niestety, informacja nie rozprzestrzeniała się wtedy z prędkością światła, jak dzisiaj ( ͡~ ͜ʖ ͡°)


Ale w wielu wypadkach to była kalka: entuzjazm ludzi, sposób prowadzenia wojny jeszcze z czasów napoleońskich. W pierwszą bitwę tej wojny, pod Manassas, publika zgromadziła się w tysiącach. Przyjechali nawet z Waszyngtonu, żeby na własne oczy oglądać zwycięstwo Unii. Panowało przekonanie, że jak ktoś nie zobaczy dzielnych żołnierzy w akcji to już nie będzie miał okazji. Bo wojna miała być krótka. Unioniści przeważali nad konfederatami liczebnie, sprzętowo i finansowo. Ku swojemu zdziweniu jednak, zamiast oglądać spacerek, "kibice" obserwowali uciekających unionistów (bitwa została później ochrzczona "Bull Run"). Liczba ofiar wyniosła w sumie ok. 4 tysięcy. Niewiele, w porównaniu do tego co miało nadejść, ale zawiastowała zmiany - była to najkrwawsza bitwa w historii USA do tamtego momentu. Dla porównania, w czasie *całej* wojny o niepodległość w walce zginęło ok. 7 tysięcy żołnierzy.


Żołnierze byli wysyłani na wroga fala po fali. Jak w wojnach napoleońskich, dowódcy uważali, że w końcu musi udać się złamać wroga. Niestety, karabiny teraz strzelały dalej, artyleria precyzyjniej, inżynierowie budowali lepsze umocnienia, a generałowie jeszcze tego nie brali pod uwagę. Przynajmniej nie ci kluczowi. W efekcie, w bitwach takich jak pod Fredericksburgiem, żołnierze Unii nawet nie docierali do pozycji wroga. Dowódcy wysyłali na śmierć całe bataliony.


Ostatecznie, liczba ofiar sięgnęła prawie 2 milionów. Biorąc pod uwagę, że to była wojna domowa, to była rzeź. Wojna zupełnie inna od tego co ludzie widzieli dotychczas. W wojnie z Meksykiem, poprzedzającej secesyjną, można było już zauważyć przesłanki zmian. Ale to zauważyli tylko co niektórzy młodsi oficerowie; zupełnie jak lord Kitchener.

Zaloguj się aby komentować