Dlaczego w wysokich górach Himalajów wiara staje się tak konkretna? (Moje przemyślenia z trekkingu)
Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego najsurowsze zakątki świata rodzą najbardziej gorliwych wyznawców? Spędziłem ostatnio sporo czasu, czytając relacje z wypraw w Himalaje – choćby te ostatnie doniesienia o kłopotach pogodowych na Dhaulagiri – i naszła mnie pewna refleksja.
W górach wysokich pogoda zmienia się w kilka minut. Wiatr, śnieg, nagłe załamanie aury – to wszystko sprawia, że człowiek zdaje sobie sprawę, jak mało znaczy. W takich warunkach wiara nie jest już tylko abstrakcyjnym pojęciem. Staje się fizyczną potrzebą, sposobem na oswojenie lęku.
Pamiętam mój trekking w rejonie Annapurny w Nepalu. Szedłem w strugach deszczu, wykończony, a obok mnie miejscowi starsi ludzie po prostu szli dalej, mamrocząc modlitwy pod nosem. Dla nich to nie był "trekking" – to była droga do domu, do świątyni, do przodków. W Tybecie, kiedy patrzyłem na pielgrzymów okrążających Mount Kailash (Górę Kailash), zrozumiałem, że dla nich przejście tej trasy to nie sport, ale akt oczyszczenia. Każdy krok w tym rozrzedzonym powietrzu to fizyczny wysiłek, który ma wymiar duchowy.
To samo widziałem w Bhutanie. Tamtejsze klasztory zawieszone na klifach nie są tam przypadkiem. Im wyżej, im trudniej, tym bliżej nieba – dosłownie i w przenośni. W Indiach, w Ladakhu, mimo że to region buddyjski, czuć dokładnie tę samą zależność od natury. Modlitwy, flagi modlitewne na przełęczach, stupa na każdym kroku – to wszystko jest odpowiedzią na nieprzewidywalność gór.
Dla nas, turystów, to często tylko "egzotyka" i piękne widoki. Ale dla ludzi tam mieszkających to codzienność, w której przetrwanie zależy od łaski natury. Może dlatego ich religia jest tak "konkretna" – nie filozofują o Bogu, tylko proszą o przeżycie kolejnego dnia.
Ciekawi mnie, czy ktoś z Was miał podobne odczucia podczas podróży w te rejony? Czy zauważyliście, że im wyżej, tym mniej miejsca na sceptycyzm, a więcej na pokorę?
Pozdrawiam wszystkich, którzy mieli okazję choć raz poczuć ten górski klimat.
W czasie schizmy w Montaner (wł. Scisma di Montaner), która miała miejsce w latach 1967–1969, niemal wszyscy mieszkańcy włoskiej wioski Montaner wyrzekli się katolicyzmu i przeszli na prawosławie.
Było to spowodowane sporem z biskupem Vittorio Veneto, Albinem Lucianim - przyszłym papieżem Janem Pawłem I - dotyczącym mianowania miejscowego księdza.
Czy po 20 braku wiary da się uwierzyć w Boga jeszcze raz?
Wychowałem się w mocno wierzącej rodzinie, w której nauczono mnie, że istnienie Boga było taką oczywistością, jak to, że pod nogami jest ziemia. Potem, w wieku nastoletnim, zacząłem dostrzegać, że to nie jest pewnik. Że wiele rzeczy, o których mnie uczono jest kłamstwem. Że nauka dużo lepiej wyjaśnia świat, wręcz niszcząc teorie teologiczne.
Z czasem to co było sacrum, stawało się profanum. Atak na autorytet Jana Pawła II najpierw mną wstrząsnął. Dzisiaj stał się chlebem powszednim, wręcz mainstreamem, do którego dołączyłem. Instytucja Kościoła zdawała mi się zaraz bardziej odległa i zepsuta.
Teraz, gdy dziadzieję, nie widzę już świata tak zero-jedynkowa jak kiedyś. Widzę również te dobre strony wspólnoty i zasad moralnych, które zapewnia Kościół. Rozumiem również, że działania ludzi nie mówią nic o danym poglądzie, wierze czy idei. Dlatego też przewinienia księży czy wiernych nie wpływają na ocenę chrześcijaństwa jako takiego.
A mimo to, nie rozumiem czym jest wiara. W naszych czasach oświecenia, będąc po tej stronie braku wiary, nie widzę sposobu żeby na nowo uwierzyć. Słowo wiara stało się abstrakcją której nie rozumiem i nigdy nie rozumiałem.
Nawet jeśli założyć, że jakaś wielka mądrość, którą można nazwać Bogiem, stworzycielem świata, istnieje, to dlaczego miałaby istnieć właśnie ta, konkretna, opisana przez chrześcijan. Opcja, że Bóg istnieje sam w sobie, wydaje się bardziej prawdopodobna, niż to, że wszystko w co wierzą chrześcijanie jest prawdziwe.
Chciałbym znowu uwierzyć, ale tym to właśnie jest. Chęcią istnienia Boga, nie wiarą. I nie wiem jak mogą w niego wierzyć inni.
Także moje pytanie:
Jak uwierzyć znowu w Boga?
A potem jak uwierzyć, że ten Bóg to ten którego opisują chrześcijanie?
wiara to jest masowa deluzja napedzana przez strach, moim zdaniem balansuje na granicy osobowosci schizotypalnej, ale do nazwania tego zaburzeniem musi odbiegac od norm spolecznych, osobiscie mam bardziej radykalne podejscie i bardzo wiele zachowan, ktore mieszcza sie w "normie" nadal uwazam za chore
Pewnie pod presją trudnego splotu wypadków dojdzie do ciebie, że nic nie tracisz wierząc w Boga (zakład pascala) I coś Ci przeskoczy w mózgu... starzy ludzie tak czesto mają zblizając sie do końca. Np. Moja matka, całe dorosłe życie omijała kościół, a ostatnio z każdym rokiem coraz bardziej się z nim oswaja, zaraz zacznie jeszcze chodzić do kościoła... wnukom już wciska kit, że wierzy i wierzyć trzeba.
Ja pewnie też na łożu śmierci będę wypluwał swoje slowa
@Marcus-Aurelius-64 Zadałeś już trzeci temat w ostatnim czasie, po którym widzę, że zaczynasz stawiać bardzo ważne i fundamentalne pytania, na które odpowiedzi mogą być... mniej przyjemne i o wiele bardziej ponure niż Ci się wydaje. Teraz nie rozwinę bardziej wątku, ale jak chcesz to napisz koło wieczora mi pw, to dam ci swoistą checklistę.
Ważną przyczyną takiego zachowania prezydenta USA - obok jego osobowości, narcystycznej, nieprzyjmującej jakiejkolwiek krytyki - są przekonania religijne jego najbliższego otoczenia. Co prawda są w nim i katolicy - między innymi wiceprezydent JD Vance i rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt - ale to zdecydowana mniejszość. Główny nurt religijny zaplecza Donalda Trumpa jest nie tylko niekatolicki, ale częściowo wręcz antykatolicki. To połączenie chrześcijańskiej religijności zielonoświątkowej z różnymi odmianami judaizmu - wskazuje ks. prof. Kobyliński
(...)
Te dwa nurty religijne w najbliższym otoczeniu Donalda Trumpa mają decydujący wpływ na jego politykę zagraniczną i zachowanie, prowadząc niekiedy do wypowiedzi antykatolickich. A jest to tym bardzo skandaliczne, że 60 proc. amerykańskich katolików w ostatnich wyborach prezydenckich oddało głos na Donalda Trumpa i to dzięki katolikom, na przykład dużej grupie wyborców Polonii amerykańskiej, Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych - wskazuje ks. prof. Kobyliński.
Demokraci mogli by ten aspekt wyjaśnić wyborcom. Na tej płaszczyźnie Trump mógłby konkretnie stracić w kolejnych wyborach.
Plus, już jak na dłoni widać jakie wpływy Izrael i sekty mają w USA.
Nie ma zapisów na kolędę, z automatu dostają ją wszyscy (° ͜ʖ °)
Co roku kolejny mieszkaniec jest zobowiązany do wożenia jegomościa od domu, do domu własnym prywatnym autem po całej wiosce, tak trzeba wziąć wolne w pracy ༼ ͡° ͜ʖ ͡° ༽
Dom "w połowie dnia" jest zobowiązany do zaserwowania obiadu jegomościowi
Podobno każdy zostawia kopertę
Tak było niemal od zawsze, w tym roku w mojej parafii stało się nieco inaczej. Z powodu braku "młodego księdza", sam proboszcz nie jest w stanie sprostać wszystkim obowiązkom. Dlatego kolęda jest realizowana w formie "ekstra mszy w kościele". Drugiego księdza brakuje również w parafii sąsiedniej.
@Marchew u nas chyba nawet nie przychodzi. Są zapisy, ostatnio go widziałem przed covidem, a jestem cały dzień w domu i mam okno na ulicę. Nowe osiedle.
@Marchew u mnie 3 lata temu był, normalnie otworzyłem, przywitałem się i powiedziałem, że dziękuję ale nie skorzystam, ksiądz przeprosił, powiedział do widzenia i poszedł. Przez następne 2 lata nie chodził albo akurat nie było nas w domu.
We wcześniejszym mieszkaniu. Inna parafia to chodzili ministranci wcześniej i pytali czy będziemy chcieli wizytę księdza.
ISKK czyli Instytut Statystyczny Kościoła Katolickiego opublikował nowy raport: Kościół w liczbach 2024
Kilka wybranych faktów z raportu:
1. W roku 2024 KK przybyło 247168 wiernych - tyle chrztów udzielono
2. W przypadku noworodków czyli dzieci do 1. roku życia - 86,9% z nich zostało ochrzczonych
3. Udział procentowy ślubów kościelnych w stosunku do ślubów ogółem spadł do 50,4% (10 lat temu było to ponad 70%)
4. Wskaźnik dominicantes (wierni uczestniczący w niedzielnej mszy) wyniósł średnio 29,75%
5. Wskaźnik communicantes (wietni uczestniczący w mszy i przyjmujący ciało chrystusa) wynisół średnio 14,64%
6. Oba powyższe to nieznaczny wzrost, ale wynika on z lat 'pocovidowych', ale sam trend jest wyraźnie spadkowy
7. Kobiety stanowią 59% wiernych uczestniczących we mszach świętych
8. Średnio w parafiach wiejskich we mszach uczestniczy 51% wiernych, dla parafii miejskich jest to 29%
9. Procent uczniów uczęszczających na lekcje religii spadł do wartości 75%
Właśnie słucham adhortacji apostolskiej "Dilexi Te"(Umiłowałem cię) Ojca świętego Leona XIV. Przyznam że jest pod szczerym wrażeniem i wielkim podziwem tego jak papież ujmuje problem szeroko pojętego ubóstwa i wynikających z niego wyzwań. Uważam że skłania do przemyśleń, refleksji i oceny naszego osobistego na ten temat spojrzenia.
Bez zawahania zachęcam zarówno wierzących jak i ateistów to przeczyta lub przesłuchania. https://www.youtube.com/watch?v=htQ5ZToobcI
#wiara #religia #katolicyzm #społeczeństwo #socjologia
@MostlyRenegade Jeszcze trochę mi zostało i napisałem to na gorąco ale postaram się skrócić. Papież na przykładach działalności chrześcijańskiej na przestrzeni wieków opisuje podejście, metody oraz pogląd na pomoc ubogim i na podejście do nich samych. Zwraca uwagę na odpowiedzialność społeczną, świadomość oraz solidaryzm społeczny. Wskazuje że pomoc może przybierać różne formy, od zaspokojenia podstawowych potrzeb, na zapewnieniu edukacji ogólnej i zawodowej, a nawet wykupywaniu więźniów skończywszy. Skłania też do zamiany podejścia z tego opartego na żalu i współczuciu na to oparte na miłości, szacunku i godności człowieka. Co ważne odnosi się on zarówno to przykładów historycznych jak i praktyki w dzisiejszych czasach. Przepraszam że tak chaotycznie adhortacja ma wiele wątków i chciałem zachować w miarę zwięzłą formę.