W momencie, kiedy #ai zaczęła wchodzić pod strzechy, wieszczono, że na początku zabierze pracę ludziom z IT - głównie programistom.
Na razie okazało się to przesadą, ale zauwazyłem, że AI skutecznie odbiera pracę innej grupie ludzi, o której nie jest tak głośno.
Mówię tutaj o ludziach, którzy występują w reklamach. Nie chodzi o jakieś znane persony, ale o panią Jadzię, która reklamuje środek na sranie albo sklep z tapetami.
Obejrzałem kilka bloków reklamowych i coraz więcej reklam ma znaczek "AI". Reklam z "żywymi" ludźmi. Bo taniej, może i szybciej, i spokojnie można generować całe serie reklam z tymi samymi postaciami, jeśli jest taka potrzeba, bez zapraszania ich do studia, żeby nakręcić kolejną debilną scenkę.
Pierwsze były reklamy srodków na płonący korzeń, ale teraz nawet parki rozrywki sięgnęły po AI. Widocznie to działa, marketingowcy pewnie zauważyli, że ich grupy docelowe nie zwracają uwagi na to, że cudowny suplement reklamują osoby, które nie istnieją.
bo ja wiem. stnaowiska juniorskie mają z kwartału na kwartał bardziej przejebane, bo rozwijające się llmy coraz lepiej radzą sobie z zadaniami. kiepscy klepacze kodu będą mieć przejebane, ci najlepsi pewnei się obronią.
Prace powoli postępują. 'Powoli' to dobre słowo, bo tyle tej drobnicy jest, że kleisz, kleisz, a nie widać, żeby czegoś ubywało, czy przybywało Zresztą zobaczcie na zdjęcia ile tego było do złożenia, żeby zrobić ladę i półki.
Zanim skończę ten #booknook to jeszcze potrwa.
Kolejny sklep - tym razem z jakimiś pierożkami czy bułeczkami na parze.
Tłumacz mi napisał, że tam jest kolejne menu, typu:
奶黄包 (Nǎihuáng bāo) – Bułeczka z kremem jajecznym (na słodko)
肉包 (Ròu bāo) – Bułeczka z nadzieniem mięsnym
豆沙包 (Dòushā bāo) – Bułeczka z pastą ze słodkiej czerwonej fasoli
大肉包 (Dà ròu bāo) – Duża bułeczka mięsna
香菇 (Xiānggū) – [Bułeczka z] grzybami shiitake
叉烧包 (Chāshāo bāo) – Bułeczka z pieczoną wieprzowiną BBQ (klasyk dim sum)
烧麦 (Shāomài) – Pierożki shumai (otwarte pierożki z nadzieniem wieprzowym lub krewetkowym)
夹心饼 (Jiáxīn bǐng) – Ciastko/wafel z nadzieniem
回留香 (Huí liú xiāng) – Zwrot marketingowy: „Zapach, który zapada w pamięć” / „Smak, po który się wraca”
A na dole:
Górny, mały biały pasek:
各色包点 (Gèsè bāo diǎn) – Różnorodne bułeczki i przekąski
Poznajcie rodzinę Bergsonów, która od wieków strzeże górę Morta.
Rodzinę taką trochę patologiczną - babcia warzy jakieś dziwne płyny, ojciec chodzi wszędzie z młotem, dzieci rzucają nożami, sieją z łuku jak elfy, albo poruszają się jak ninja.
Poznajcie ich losy - czasami wesołe, ale zazwyczaj smutne, wręcz tragiczne.
I posłuchajcie opowieści narratora do samego końca.
Po odpaleniu gry, pomyślałem sobie "jakiś rogalik - to nie dla mnie". Ale po pierwszej sesji, była druga, potem kolejna, kolejna, aż do finału gry.
Gra mnie wciągnęła. Może przez fabułę, która naprawdę nie jest zła. Narrator bardzo fajnie opowiada całą historię, przerywniki są dobrze zrobione, tłumaczenie jest bardzo, bardzo dobre.
Niby typowy rogalik - łazimy po jakichś lokalizacjach, nawalamy co się rusza, giniemy i od nowa.
Ale tutaj mamy w sumie 7 postaci, które mają własny styl, każdą z nich możemy dopompować w specjalne zdolności. I to się czuje.
Na szczęście nie ma tutaj pierdyliarda przedmiotów, z którymi nie wiadomo, co zrobić. Nie ma ich wcale Masz tylko rozwój postaci, która ma cały czas taki sam sprzęt do dyspozycji. I może to mnie też przekonało, bo sprawdzanie, czy "tajemniczy, sierpowaty nóż pożogi" jest lepszy niż "okrutny, wygięty sztylet nocy", to za dużo kombinowania.
Tutaj idziesz i tłuczesz te potwory, zbierasz jedynie "kasę" za którą kupujesz ulepszenia dla całej rodzinki.
Oczywiście dochodzą jakieś jednorazowe runy, błogosławieństwa itd., ale wszystko jest łatwe do ogarnięcia.
Sama gra jest wymagająca, przynajmniej dla mnie Ale dałem radę pokonać ostatniego bossa za trzecim razem.
Grafika.... Nazwałem ją "pixelart HD", bo przy zbliżeniach masz pikselozę, ale jak się kamera oddala, to masz całkiem ładną grafikę. Animacje postaci zasługują na pochwałę, są dopracowane.
Muzyka - klimatyczna, nie przeszkadza w grze.
Ukończnenie zajęło mi w sumie kilkanaście godzin, więc nie jest źle. Do tego po ukończeniu odblokowuje się dodatkowy poziom trudności dla chętnych.
Na uwagę zasługuje też tryb co-op gdzie w dwie osoby penetrujemy lochy i inne miejsca
Mnie się podobała. Zakończenie też jest satysfakcjonujące.
Trochę pasuje do #ciekawostki trochę do #heheszki .
Znajoma kilka miesięcy temu wysłała swoje dzieci na lekcje angielskiego.
Fajna sprawa, ale...
Angielskiego uczy je jakaś Ukrainka. Niby nic, ale...
Poprosiłem te dzieci, żeby mi coś po angielsku powiedziały. Bez problemu zaczęły mówić w tym języku, ale...
Powiedziałem ich mamie: "Mam nadzieję, że wiesz, że oni mówią z ruskim akcentem i wymową?".
Była zaszokowana Ciekaw jestem, co teraz zrobi.
Dzieci mówią fajnie, bez zacięć, ale jak słyszę "zis tejbl" oraz "ze kiczen" to ja nie wiem, czy chciałbym, żeby moje dzieci mówiły w ten sposób po angielsku
No, ale jest dwa razy tańsza niż native albo nawet polski nauczyciel.
Niby akcent nie jest ważny, ale ruski akcent to jednak wielki minus, zwłaszcza teraz.
@LovelyPL Na studiach mieliśmy duuuży problem z wykładowcą angielskiego. Wsadzili nam angielski, nie wiadomo po co ale dobra.
Wchodzimy na pierwsze zajęcia a wykładowca czarny. Myślę sobie spoko, amerykanin ale z rys twarzy nie wygląda na amerykańskiego czarnoskórego. No to myślę sobie - pewnie anglik nawet lepiej bo można podsmarować Propa brit lad spik tymczasem gość był z Afryki z jakiegoś Konga. I on mówił identycznie jak typ z filmiku WHY ARE YOU GAE.
I nikt go nie umiał zrozumieć tylko ja gdzie oglądałem dużo brytolskich i australijskich filmów i miałem tolerancję na mocny akcent oraz stewardessa co miała pasażerów z całego świata byliśmy w stanie go zrozumieć xD
Za mną już jakieś 10% wycinania, klejenia, łączenia.
#booknook powolutku nabiera kształtów.
A będzie pewnie jeszcze wolniej, bo dokładnie przyjrzałem się kolejnym stronom instrukcji.
Masakra jakaś - setki miniaturowych elementów czeka na swoją kolej.
W tej chwili wstępnie złożony jeden sklep z "chińskimi hamburgerami" oraz jakaś chińska restauracja na pięterku
Kazałem guglowi sprawdzić co jest napisane na przedniej ścianie. I mi odpowiedział, że to jest menu restauracji sprzedającej "chińskie burgery", więc tutaj Pan Chińczyk nie wrzucił jakichś losowych znaków.
Paczta i dziwta się, że komuś chce się to wszystko łączyć ze sobą
Brawo! Pięknie to wygląda. Ja straciłem właśnie wenę na początku modelu cukierni z Action. Też pełno drobnicy i robienie ciastek z takiej pianki-ciastoliny. Po drugie - całe toto różowe (bo dla córki). Po trzecie - lato i inne rzeczy do roboty. Ale dokończę (kiedyś...)
Na razie za mną wstępne przygotowanie elementów, łączenie różnych materiałów - jakichś filców, tkanin, siateczek itd. z papierowymi szablonami. I na to zeszło sporo czasu.
Przygotowałem boczne ścianki i wziąłem się za lepienie pierwszej szafki
Masakra - ale jak wszystko będzie połączone, czyli za pół roku, bo tyle tego jest to będzie ładne (mam nadzieję).
Grałem w różne symulatory jazdy, nie będące wyścigami. I chyba już wiem, dlaczego ETS2 i ATS są nadal tak popularne. Bo są dopracowane.
A ten konkretny tytuł jest jednym z wielu symulatorów, gdzie autorzy mieli pomysły, ale po wydaniu gry je porzucili i przestali ją chyba od razu rozwijać.
Z jednej strony mamy różne tegkie duperelki typu ustawianie klimatyzacji, otwieranie szyb, radio, nawiew i takie tam. Ale z drugiej strony mamy grę tak mało zbalansowaną, ze skopaną fizyką, ekonomią, rozwojem.
Samo miasto (w tym wypadku jest to Barcelona) jest dosyć dobrze odwzorowane. Jeżdżąc po nim możemy "zbierać Pokemony", które są tutaj zabytkami i ciekawymi miejscami w mieście. To jest plus. Chyba jedyny.
Fizyka jazdy - koszmarna. Samochód potrafi skręcić prawie w miejscu. Samochody między sobą prawie niczym się nie różnią. Paliwa starcza na 2-3 kursy po mieście, więc co chwila trzeba szukać stacji. Zużycie części również jest takie, że co dwa dni trzeba robić generalny remont.
Rozwój firmy czy swojej postaci? Jest, ale w zasadzie mogłoby go nie być.
Ruch uliczny? Zaskakujący. Z jednej strony masz ruch miejski, gdzie cuda mogą się dziać na drodze, ale czasami stoisz w korku i stoisz i stoisz. Co się okazuje? Że jakiś samochód po prostu zatrzymał się przed skrzyżowaniem i już nie pojedzie. Bo tak.
Jak ktoś chce "zobaczyć" kawałek Barcelony - spoko. Jak chce pojeździć po mieście i mieć z tego frajdę, - trzeba szukać innego tytułu.
Mnie znudziła bardzo szybko. A w ETS2 mam prawie 1000 godzin i nadal bawi
Gra z cyklu: symulator sklepu. A w zasadzie sklepu, warsztatu, kuźni, jubilera i takie tam. W tej grze zarządzasz, w bardzo uproszczony sposób produkcją od kopalni i drwali, to finałową sprzedaż produktów.
Zasobów nie jest za dużo - trzy rodzaje drewna, jakies rudy metali, glina, klejnoty. Sama mechanika i zarządzanie jest, jak już napisałem, bardzo uproszczone. Ot, zatrudniasz ludzi, oni powoli awansują, zarabiają więcej, ale i szybciej produkują towary. Zero wyzwań.
Oczywiście urządzasz też sklep, żeby przyciągnąć klientów, co daje więcej kasy itd. Ogarniasz zamówienia hurtowe kupców, co daje większą gotówkę.
Grafika low-poly, ale nie przeszkadza to w grze.
Jako ciekawostka - możesz przejąć sterowanie pracownikiem i niejako samodzielnie coś tam wykuć.
Grałem w lepsze gry tego typu - np. holenderskie 'Winkeltje" (teraz chyba zmienili nazwę na angielską). Tam było to ładniejsze i lepiej wymyślone. Mam wrażenie, że autorzy tej gry wzorowali się na tamtym tytule, ale nie chcieli za dużo przenieść do siebie, żeby nie wyszedł plagiat, więc wymyślili coś od siebie - niekoniecznie fajnego.
Gra dosyć szybko się mi znudziła, do tego bardo szybko dochodzisz do etapu, gdzie masz codzienny zysk i w zasadzie możesz grę zostawić na klika minut, az do końca pracy, potem awansować pracowników, ustawić nowe zlecenia i nie interesować się grą - samo się będzie działo
Jak miałbym polecać - to jednak poleciłbym "Winkeltje".
Zajumałem z FB, bo mnie rozśmieszyła, źródło na dole:
Moi drodzy Amerykanie.
Właśnie obejrzałem mecz. Wszyscy go oglądaliśmy. I powiem wam jedno: to był największy przekręt w historii futbolu. Większy niż wszystkie razem wzięte. Uwierzcie mi.
Mówią, że Belgia wygrała 4:1. Naprawdę? Ja widziałem zupełnie inny mecz. Moi ludzie widzieli inny mecz. Miliony patriotów widziały inny mecz. Tak naprawdę to Stany Zjednoczone wygrały. Ile? Wciąż liczymy.
Każda belgijska bramka była podejrzana. Bardzo podejrzana. Sprawdzimy to. Słyszałem, że ci ludzie są tutaj nielegalnie. Nigdy czegoś takiego nie widziałem.
Belgowie? Lubię ich. Naprawdę. Ale muszą przestać kraść gole. To nie jest w porządku. Nie można przyjechać do Ameryki, zdobyć czterech bramek i udawać, że wszystko jest w porządku.
Dlatego podpisuję dziś rozporządzenie wykonawcze. Wynik zostaje odwrócony. Oficjalny rezultat brzmi: USA 4, Belgia 1. Jeśli komuś się to nie podoba… cóż, nie powinien był strzelać do Ameryki. Nikt, powtarzam, nikt nie będzie tak robił. Ostrzegam innych. To lekcja dla świata.
FIFA będzie musiała to zaakceptować. Nie mają wyboru. Rozmawiałem z wieloma ludźmi. Najlepszymi ludźmi. Wszyscy mówią: „Panie Prezydencie, to najbardziej sprawiedliwy wynik, jaki kiedykolwiek widzieliśmy”.
A Belgii radzę jedno. Skupcie się na czekoladzie. Skupcie się na piwie. Jesteście w tym dobrzy, wiem co mówię. Piłkę nożną zostawcie zwycięzcom.
God bless America. I gratulacje dla prawdziwych zwycięzców… Stanów Zjednoczonych.
Odpalając tytuł "ze stajni" PlayWay nie spodziewałem się gry wybitnej. I się nie zawiodłem
Nie mam pojęcia, skąd tam "przytłaczająco pozytywne" recenzje - serio. Może dlatego, że gra nie wygląda aż na takiego crapa, jak późniejsze "symulatory" i nie ma tragicznych błędów czy niedociągnięć?
Nie wiem. Jak dla mnie gra jest nudna. Bierzesz zlecenie, coś tam malujesz, sprzątasz, kupujesz wyposażenie. I tak w kółko. Za wykonywanie czynności dostajemy punkty, które powodują, że malujemy szybciej, wyburzamy szybciej, sprzątamy szybciej itd.
Jak zrobimy kilka zleceń, to możemy kupić jakiś dom, na szybko go wyremontować, wstawić meble i sugerować się podpowiedziamy ewentualnych nabywców albo nie A potem kli i sprzedany z zyskiem. I tak w kółko, coraz droższe domy, kupujemy, sprzedajemy. Nic nowego się nie pojawia.
Według mnie znakiem, że gra sie szybko nudzi, jest lista osiągnięć. Jak wejdziemy w zakładkę "osiągnięcia globalne", to widzimy, że pierwsze ma ponad 90% graczy (ukończenie pierwszego zlecenia, czyli jakieś 10 minut gry), a kolejne zdobyło tylko 31% graczy. Czyli tylko 1/3 ludzi zagrała na tyle długo, żeby zdobyć coś poza pierwszym zleceniem
Grafika bez szaleństw i bez jakichś fajerwerków. Mechaniki gry nawet ciekawe, bo np. montując prysznic czy pralkę, musisz wszystko dokręcić, włożyć na swoje miejsce, zamocować itd.
Muzyczka w tle nie przeszkadza.
Jakbym miał komuś polecać grę o budowaniu i remontowaniu, to poleciłbym tureckie ContractVille - może graficznie nie powala, ale jest więcej rzeczy do robienia, ciekawsze zadania, mechaniki itd.
@Bigos Dokładnie to. W nowszych produkcjach dodają jakąś szczątkową fabułę, jakiś rozwój widać, a tutaj po 10 minutach widzisz, że niczego nowego nie będzie.
Gier z serii XCOM jest cała masa - jedne świetne, inne znowu trzeba obchodzić szerokim łukiem. A jaka jest "Chimera Squad"?
Niezła. I do tego 3D Z jednej strony czerpie to, co dobre z tytułów klasycznych, czyli rozgrywkę turową, ulepszanie arsenału i agentów, kombinowanie ze składem drużyny itd, a z drugiej strony dodaje nowoczesny wygląd, "zarządzanie" spokojem w mieście, jakieś aktywności poboczne, do tego nawet ciekawą fabułę.
W zeszłym tysiącleciu zagrywałem się jeszcze nie na PC pierwszym XCOM'em. Tym tytułem nie jestem aż tak zachwycony jak klasyką, ale przechodzenie kolejnych misji daje frajdę, zwłaszcza jak trzeba ją powtarzać po kilka razy z różnym składem, bronią itd, żeby w końcu załatwić "złoli".
Grafika przyjemna, dźwięki nie przeszkadzają. Fajna zabawa dla fanów serii, ale i dla fanów turówek.
Srzelanka, ale nietypowa, bo czas w grze biegnie wtedy, kiedy się poruszasz. W sumie, kiedy się nie poruszasz, to też biegnie, ale bardzo, bardzo powoli.
Trzeba planować każdy swój ruch, każdy unik, każde obrócenie się, schylenie po brón, rzut butelką itd.
Niektórych poziomów trzeba się nauczyć prawie na pamięć, żeby wiedzieć, kiedy ktoś się pojawi i jakiego kierunku. Ale przejście każdego poziomu sprawia frajdę.
Mamy do tego jakąś fabułę. Szczątkową ale cos tam sie dzieje pomiędzy poziomami
Grafika. Można powiedzieć - narodowa. Biel i czerwień, wszystko do bólu uproszczone, ale świetnie to wygląda. No i DOS + NC #gimbynieznajo
Dźwięki spoko, piosenka przy napisach końcowych - bardzo dobra.
Pamiętam, że niedługo po premierze próbowałem w to zagrać i stwierdziłem, że gra jest za trudna, Pierwszy poziom mnie pokonywał. A teraz albo zmądrzałem albo miałem inne nastawienie, bo grę przelazłem w kilka godzin.
Teraz, po zakończeniu, odblokowały się nowe tryby, poziomy, wyzwania, więc jest co robić, ale czy mi sie będzie chciało - nie wiem.
Niemniej - polecam jako ciekawy, polski projekt.
ps: zauważyłem, że mam to też w wersji VR. Trzeba będzie zobaczyć, jak to tam się prezentuje, ale gra wydaje się stworzona idealnie pod okulary.