BTW. powinien się zrobić jakiś trend/mem o problemach z przedwczesnym wytryskiem, bo te podsumowania roku na początku grudnia to żenada, z tego co się orientuje Spotify do podsumowania roku bierze dane tylko do końca października.
Also Złomnik, lubię jego format, c⁎⁎ja się znam na samochodach, a jego content jest prosty na drugi ekran, ale widać, że YT mocno promuje czas i długie materiały są w topce, co mnie szczerze mówiąc zaczyna irytować na YT. Ostatnio chciałem coś obejrzeć i 14/15 filmików miały ponad 20 minut w rekomendacjach.
BTW. te metryki w YouTubowym podsumowaniu są nudne w ciul, Spotify mówi ile minut chociaż, a na YT widać dział korporacji to uwalił żeby nie było, ile ludzie na YT siedzą, ale 15 slajdów dajmy.
Ojciec Chrzestny, Czas Apokalipsy to filmy, który prawie każdy zna i ich autorem jest mistrz-Francis Ford Coppola. I stworzył to - Megalopolis, gdzie zainwestował $100mln własnych miedziaków. U mnie ten film zakończył się po 20 min i zapomniałem, że coś takiego w ogóle powstało. Film zarobił $14.4 miliona i teraz Coppola jest zmuszony sprzedawać swoje "świecidełka", gdyż jest nadzwyczajne w świecie spłukany. Na pierwszy rzut idą zegarki, gdzie najdroższy jest wyceniany na $1mln, a reszta to "zwykłe" Patek Philippes, Blancpain, IWC, F.P. Journe, których ceny zaczynają się od $6tys a kończą na $240tys. To pokazuje, że gonitwa za marzeniami czasem kończy się twardym spotkaniem z rzeczywistością, ale mam nadzieję, że to nie jest ostatni "klaps" Coppoli i zaskoczy nas jeszcze czymś wspaniałym.
@banita77 - z trailerów to Megalopolis wygląda mega dziwnie - jestem ciekaw czy może przerodzi się w kultowego klasyka, czy raczej odejdzie w zapomnienie
I never even heard about this movie until I found out this morning that Coppola is broke from making it. It obvs didn’t have a marketing budget. That’s probably the main issue….., I’d actually go see this.
Czwórka przyjaciół pełniących funkcje ministrantów w lokalnej parafii, zawiedziona niesprawiedliwością świata, postanawia na własną rękę pomagać potrzebującym i wymierzać kary grzesznikom.
Chociaż Ministranci pozostają w cieniu tutorialu napierdalania żony, są znacznie lepszym filmem, niż miernota od Smarzowskiego. Co prawda tu też czasem trochę trąci sztampą, ale generalnie reżyser miał ciekawy pomysł i go dowiózł.
Jako ateistka szczerze powiem, że fajnie zobaczyć wreszcie współczesny film, w którym wierni KK nie są ukazani jako debile i prymitywy, bigoci albo/i krwiożerczy fanatycy.
Propsy dla odtwórców głównych ról, jak na młodych debiutantów świetnie sobie poradzili. Może i aktorzy grający Filipa i Oskarka to nepodzieci, ale złośliwie powiem, że w przeciwieństwie do swoich znanych z Pudelka matek (Karolina Wajda i Kamila Baar), mają nad czym pracować w przyszłości i może czeka ich lepsza kariera, niż telewizyjne tasiemce i drugi plan w filmach.
Lata 60. XX wieku, 16-letnią Heather rodzice wysyłają do szkoły z internatem dla dziewcząt. Na początku wydaje się, że jedynym problemem Heather w tych nowych warunkach będą bully-koleżanki i upierdliwe nauczycielki, ale gdy zaczynają znikać uczennice nasza bohaterka będzie próbowała uratować się z tej sytuacji - ale przerażające wizje i coraz dziwniejsze wydarzenia związane z pobliskim lasem bardzo to utrudnią.
Solidne, choć mało straszące kino. Bardziej plusuję za klimat i aktorstwo - w roli dyrektorki znakomita jak zawsze Patricia Clarkson. Bardzo fajne, szerokie ujęcia - choć moim zdaniem pojawiają się za rzadko, ale rozumiem, to horror, czasem sceny wymagają dynamicznego cięcia.
PS. SPOILER poniżej!
/kiedy do szkoły przyjeżdża ojciec Heather by ją stamtąd zabrać, grany przez Bruce'a Campbella, i szuka w szopie narzędzia do ubicia złych wiedź-nauczycielek, byłam na 99 procent pewna, że wyjdzie z szopy z piłą mechaniczną XD, to by było niezły easter egg horrorowy!/
Bez oceny, bo była zdecydowanie zawyżona z powodu sympatii do serialu.
Jakoś ostatnio nie mam weny do oglądania ambitniejszego kina. Włączyłam sobie film Dead Like Me, bo zawsze kochałam ten serial, więc obejrzenie słabego filmu, który miał robić za zakończenie serii urwanej po 2 sezonie, wydawało się w miarę.
No niestety, film nie stał koło serialu, jest krótki, pocięty, wymiana aktorów, fabuła posklejana na szybko. Resztę ratują ci znani z serialu.
Ogólnie polecam wyłącznie tym, co widzieli serial, dla tych co nie widzieli - nie ma sensu tego oglądać.
Młody ksiądz Jakub rozpoczyna posługę w małej wiosce. Wkrótce poznaje jej ekscentrycznych mieszkańców, m.in. proboszcza z sąsiedniej parafii oraz miejscową latawicę, Grażynkę, która niespodziewanie dostaje stygmatów.
Film po raz pierwszy obejrzałam lata temu na TVP Kulturystyka i cóż, lepiej go zapamiętałam. Niestety, przy powtórnym seansie widać, że to dzieło idealne do serii Masochista, nic tu się kupy doopy nie trzyma. Warty uwagi jedynie ze względu na wątek wierzeń ludowych - chociaż słowiański folklor jest bardzo bogaty, jakoś mało powstało w byłym bloku wschodnim filmów czerpiących z ludowych zabobonów.
Z opisu wynika że te stygmaty to nic paranormalnego tylko po prostu jakiś syf złapany przez Grażynkę od swojego klienta. Księża tylko podłapali szybko temat i zanim rozniosły się plotki że Grażynka jest już nieruchable to rozgłosili że jest ona święta bo pojawiło się na niej objawienie boskie xd
Dziesięcioletnia Polly musi ukrywać się wraz ze swoim ojcem przed złymi ludźmi. On dopiero co wyszedł z więzienia i natychmiast ruszył na pomoc córce, bo wie, że skoro odciął się od silnie nacjonalistycznej grupy przestępczej to wyrok na niego i jego rodzinę już zapadł.
Dużo akcji, ale też sporo smętów. Dużo różnych rozwiązań realizacyjnych. A jednak to nie stworzyło dla mnie ogółem dobrego rozrywkowego kina. Gdzieś zaszlachtowano duszę tego filmu po drodze.
Po prostu wygląda jak kolejne popowe akcyjne kino, które ma zachwycić zwykłego widza streamingów.
@pszemek prequel. Cały film się zastanawiamy, czemu stara siedzi z tyłu, a film buduje napięcie. Czy się pokłócili? Czy ją bije? A może ją porwał i tylko kłamie, że to jego żona?
Dopiero na końcu filmu wjeżdża plottwist że ona jedzie z przodu
Tytuł: Czy to wystarczająco czarne?!? Renesans czarnego kina
Rok produkcji: 2022
Kategoria: Dokumentalny / Muzyczny
Reżyseria: Elvis Mitchell
Czas trwania: 2h 15m
Ocena: 7/10
Dla miłośników kina.
Kawałek historii czarnego kina. Od jego początków do boomu blaxploitation. O trudnościach rasowych, o tym jak spory wpływ miało czarne kino na kino ogólnie. Dość prężna filmowa "encyklopedia" kina afroamerykańskiego. Łatwa w odbiorze, choć czasem miałam wrażenie nadinterpretacji pewnych wątków, no ale film jest opowiadany i zrealizowany przez czarnego krytyka filmowego, więc trudno by nie patrzył on na to ze swojej perspektywy.
W każdym razie interesujący dokument o filmach, czyli to co takie potworki jak ja - bardzo lubią - filmy o filmach.
Ot dokument o Arturze Szpilce. O jego życiu i karierze. Dla mnie dość fascynująca postać, bo swego czasu był chodzącym pijarem boksu (niekoniecznie można to ocenić dobrze, no ale był), jego przeszłość zostawia wiele do życzenia: koleś od dzieciaka bił się z kim popadnie, był ultrasem i chuliganem, siedział w "więźniu".
Ale to mnie właśnie fascynuje w Szpilce - że miał, mimo zaczątków kariery sportowej w wieku nastoletnim, wszelkie papiery na zostanie chuliganem, recydywistą, ćpunem i hazardzistą do potęgi. To niemalże cud, że jednak ta kariera sportowa popędziła go w trochę inną stronę - nadal mógł być sobą, czyli nieogarniętym głupcem, nadal mógł bić, ale już bez tego wątku bycia szkodnikiem społeczeństwa. Ba!, można nawet napisać, że przysłużył się społeczeństwu, bo zaczął mu zapewniać rozrywkę.
W filmie jest też aspekt problemów psychicznych - nawet taki "arbuz" intelektualny jak Szpilka musiał zmierzyć się ze swoimi wewnętrznymi demonami. To tylko pokazuje, że depresja może dotknąć każdego.
Ogólnie interesujący dokument dla kogoś kto interesuję się boksem lub MMA (to ja!), więc nie będzie to czas stracony. Szpilka nie świeci inteligencją, ale faktem jest, że ma wymaksowaną charyzmę, więc od oglądania go gadającego nie będzie nas raczej boleć głowa.
@kodyak W sumie tak, też mnie irytuje ten trend, szczególnie że jako fanka tenisa już jestem przeżarta kontentem serialowo-dokumentalnym o tym i to jest tak strasznie nudne...
Ale Szpilka ma charyzmę, plus, jeśli się interesuje jego karierą sportową (żadna ze mnie fanka, ale znam coś tam z jego osiągnięć i porażek), to wchodzi na lekko ten film.
@Mahjong komentarz znajomego o tym "dziele": "nudny dokument o neandertalczyku ktory ma IQ rośliny, no ale dobra w tych czasach nie potrzeba ani grama inteligencji aby osiągnąć sukces w jakiejkolwiek dziedzinie xD"
Proszę szanowanego państwa stało się, piekło zamarzło. W wieku 38 lat wziąłem się za serię filmową, może nie tyle co hejtowaną przeze mnie co niedocenianą. Młody czarodziej z błyskawicą na czole nie miał u mnie wysokich notowań bo w czasie premiery filmów mniej więcej byłem zagorzałym fanem Władcy Pierścieni, Harrego uważałem za dziecinną historię. I tu się pojawia moja hipokryzja bo nigdy nie przestałem lubić kreskówek w tym dobranocek xD
Ale wracając do Harrego, no kurde, oglądałem to z zapartym tchem, widać że Rowling ma pomysł na ten świat, młoda Emma jest jednocześnie wkurzająca da się ją polubić. Draco przypadł mi do gustu chociaż jest taki trochę bullym, Harry i Ron z entuzjazmem odkrywają Hogward. Słyszałem, że im dalej w las tym bardziej jest to mroczna historia i podoba mi się ta koncepcja. A najlepsze jest to, że jak skończę filmy to będę mógł zagrać w grę która została bardzo ciepło przyjęta nie tylko przez fanów.
Tak w ogóle to super dziewczyna prowadzi ten kanał, nie znam jej osobiście ale taki spokój ducha no uwielbiam. Także polecam sub kto tez lubi taki content na yt ✅
Obsada: Jim Brown, Ernest Borgnine, Donald Sutherland, Gene Hackman, Warren Oates
Czas trwania: 1h 31min
Ocena: 7/10
Grupa złodziei kradnie pół miliona dolarów w czasie meczu futbolu amerykańskiego. Gdy dochodzi do podziału łupu, wychodzi na jaw, że pieniądze zniknęły.
Przewidywalna historia – pewnie dlatego, że została oparta na wspomnieniach prawdziwej osoby, która ucierpiała w wyniku zamachu bombowego podczas Maratonu Bostońskiego. A tak na poważnie, to nawet gdyby fabuła została wymyślona, to i tak raczej byłaby przewidywalna.
Niemniej obecność Jacka Gyllenhaala, do którego mam ewidentną słabość, sprawiła, że film oglądało mi się bardzo przyjemnie. Uwielbiam jego kunszt aktorski, chociaż patrząc po wywiadach, odnoszę wrażenie, jakby wcale nie musiał grać – jakby sam był zmęczony życiem i ciągle próbował wygrzebać się z dołka. Może to kwestia bardzo podobnych ról. A może taki po prostu już jest.
Niemniej, bardzo błyszczał i mocno ciągnął ten film ku górze.
Spodobało mi się pokazanie obciążenia, które spada także na rodzinę osoby niepełnosprawnej, co dodatkowo wzmaga frustrację i bezsilność odczuwaną przez inwalidę. Początkowo Jeff wymaga ogromnego wsparcia – dom nie został dostosowany do jego potrzeb i na przykład mężczyzna musi być wnoszony i znoszony po schodach. Podobnie z łazienką; choć bolesna do obserwowania, scena pierwszego skorzystania z „toalety” została świetnie przedstawiona. Główny bohater raczej nie poradziłby sobie sam – nie tylko fizycznie, ale także psychicznie.
Jako osoba ze zdiagnozowaną depresją utożsamiam się z jego odczuciami. Trudno jest wytrzymać z własnymi myślami, a co dopiero z poczuciem, że stanowi się obciążenie dla bliskich. Kiedy wydawałoby się, że wszystko jest w porządku, że nie ma powodów do narzekania, przecież nic ci się nie dzieje, mózg mówi coś zupełnie odmiennego. Oczywiście nie chcę się porównywać do kogoś, komu amputowano obie nogi, ponieważ to bardzo niesprawiedliwe porównanie dla takiej osoby, jednakże jestem w stanie jej współczuć i ją zrozumieć. Tak samo jak jestem w stanie zrozumieć zachowanie dziewczyny głównego bohatera, która poświęciła dużo, żeby pomóc swojemu chłopakowi i nie ma co się jej dziwić, że w pewnym momencie miała dosyć. Pomaganie osobie w kiepskim stanie psychicznym to nie jest łatwa sprawa, szczególnie, gdy ta próbuje odepchnąć najbliższych, ponieważ może uważać, że nie zasługuje na taką pomoc.
Lubię filmy, które w jakiś sposób mnie poruszają. „Stronger” zdecydowanie do nich należy.
Są filmy które ogląda się jedynie raz w życiu i jest to niewątpliwie taki obraz. Tak jak "jedna bitwa po drugiej" była dla mnie definicją kina rozrywkowego, tak najnowszy film Smarzowskiego stoi na dokładnie przeciwnym biegunie. Mocne kino, rewelacyjnie zagrane przez dwie czołowe postacie, ale dawno już fotel w kinie nie był tak dla mnie niewygodny. Być może niektóre postacie czy sytuacje zostały przerysowane, ale ponoć WS sporo rozmawiał z ofiarami przemocy domowej, podczas pracy nad "domem dobrym". Na mały minus nieco chaotyczna kompozycja tego filmu, czasami nie wiadomo było co jest prawdą. Przy czym był to raczej celowy zabieg.
Druga część przygód Pawła Atrydy oczko niżej od pierwszej, mam bowiem mieszane uczucia względem wierności pierwowzorowi literackiemu.
To, z czym Villeneuve na pewno poradził sobie lepiej, niż Herbert, to pokazanie religijnego fanatyzmu Fremenów. Gdy czytałam książkę, ten ich fanatyzm wydawał mi się taki bardziej deklaratywny, a w filmie wyraźnie widać, jak zaślepieni w swej wierze w Lisain al Gaiba i przez to niebezpieczni byli, dzięki czemu też lepiej rozumiem obawy głównego bohatera przed przejęciem przywództwa nad nimi. Także wątek przemiany lady Jessiki nie tyle w najwyższą kapłankę, co wręcz prorokinię Fremenów, wyszedł o wiele lepiej, bo znacznie mrocznie i ciekawiej, niż w powieści.
To, co mi się nie spodobało, to poprowadzenie wątku Chani. Z jednej strony dobrze, że znalazła się postać, która zachowała sceptycyzm wobec działań Paula, ale czy musiała to być miłość jego życia i matka jego przyszłych dzieci? Jestem ciekawa, jak w trójce reżyser zamierza poprowadzić ich wątek, skoro w tej Chani praktycznie znienawidziła Paula.
Brakowało mi też małej Alii, akurat w książce i filmie Lyncha wyszła z niej ciekawa postać.
Film dostępny na większości platform streamingowych i filmanie.
Pierwsza część to dla mnie filmowe odkrycie. Coś zupełnie innego. Postaci, aura tajemniczości i niedopowiedzeń, sceny, kustiumy, ogólna wizja oraz muzyka. Świat Sci-Fi w innej odsłonie niż dotychczas. Natomiast druga część, to dla mnie za dużo brutalności, począwszy od scen ukazujących użycie białej broni w dość drastyczny sposób (chyba za dużo tego w pewnym momencie), po religijne odniesienia, co tworzy dość czytelny mix obecnej niespójnej duchowości, skończywszy na źle pojętym mesjaniźmie w postaci szalejącego na koniec filmu Paula. Pierwsza część epicka, druga za bardzo mroczna...
Pewnie z ciekawości obejrzę trzecią część, aby zobaczyć w jaki sposób będzie utrzymana dalsza konwencja filmu...
@Vampiress
Przy ocenie ekranizacji Villeneuva, ale również Lyncha, warto zwrócić większą uwagę na to jak napisana jest sama powieść. Główną część ekspozycji dostarcza narrator, a w drugiej kolejności monologi wewnętrzne bohaterów. Ani jedno ani drugie nie ekranizuje się dobrze, o czym przekonał się Lynch. Trochę to wtedy trąci takim tureckim serialem.
Najlepszą ekspozycję zapewniają dialogi połączone z akcją, ale jak w tym wypadku wiernie oddać tło polityczne i misterną sieć intryg.
Chwalcy Villeneuva zwracają uwagę że udało mu się zekranizować materiał nieekranizowalny. Pod tym względem "Diuna" długo była dziełem przeklętym.
Podejrzewam że wewnętrzne rozterki Paula po prostu przeniesiono na postać Chani, co zaszkodziło wierności postaci i wprowadziło pewien zgrzyt, tyle że widzom niezaznajomionym z książką raczej to nie przeszkadza.
No i propsy dla twórców za genialną scenografię, kostiumy i efekty. Ekranizacja Diuny musiała być monumentalna. Innej opcji nie ma.
Clay Anderson napada wraz z bandą na bank, po czym każdy z nich ucieka w inną stronę. Po wyczerpującej jeździe mężczyzna musi zatrzymać się na pobliskiej farmie. Gospodarstwo należy do pastora.