Zdjęcie w tle

knoor

Osobistość
  • 104wpisów
  • 701komentarzy

Prowadziłem kiedyś foodtrucka, teraz nie prowadzę. Życie jest za krótkie, aby je wspominać, niemniej z tamtych lat zostało mi trochę przemyśleń oraz historyjek, które będę wrzucał co jakiś czas na #foodtruckowehistoryjki


Dziś będzie o samym początku.


Pomysł na foodtrucka wziął mi się trochę z d⁎⁎y. Na przełomie 2014 i 2015 pracowałem na swoim pierwszym poważnym B2B i pomyślałem, że w ramach optymalizacji podatkowej i dywersyfikacji przychodów wejdę w perspektywiczny, modny i dynamicznie rozwijający się wówczas rynek mobilnej gastronomii xD Na studiach dorabiałem sobie parę miesięcy wożąc pizzę, więc doświadczenie w biznesie będącym na styku motoryzacji i gastronomii już miałem. Wykonałem też szybki biznes plan z którego wyszło mi, że inwestycja zwróci się w trzy miesiące a potem będzie można śmiało brać panamerkę w leasing. Dlatego też niedługo później, niczym w bajce Walaszka, we wpisie dla mojej działalności obok PKD dla usług IT pojawił się również kod PKD dla cateringu i usług gastro xD


2014 nie był niby tak dawno temu, mimo wszystko jednak dostęp do informacji był gorszy a już na pewno było ich mniej. Dziś wystarczy wpisać w necie "How to start a foodtruck" albo "Jak zrobić foodtruck" a wyświetli się multum artykułów lub wręcz filmików na których na miniaturce będzie widać zamyśloną twarz kolesia trzymającego się za brodę lub drapiącego się po głowie a czerwona strzałka będzie pokazywać na jakiegoś fiata ducato z kolorową okleiną. Jednak w 2014 było inaczej, foodtruck był czymś relatywnie nowym i mało zbadanym. Oczywiście, już w latach 90 można było kupić sobie hot doga, hamburgera  albo zapiekankę a później nawet chińczyka z takiego jugokiosku K67, miały one opinię ścierwa i jedzenia dla desperatów. W mojej opinii taką jaskółką zwiastującą erę foodtrucków było postawienie się srebrnej przyczepy w stylu streamline o nazwie Luxtorpeda xD niedaleko wyjścia z metra Centrum w Warszawie jakoś w 2010. Na potwierdzenie daty udało mi się znaleźć nawet wzmiankę: https://kurierlubelski.pl/luxtorpeda-stanela-pod-sezamem-w-lublinie-zdjecia/ar/244811

dotyczy ona co prawda Lublina, ale o Warszawie też jest, więc wiem przynajmniej, że tego nie zmyśliłem. Przyczepa postała sobie parę miesięcy, jednak jak to często bywa z wizjonerami klientów było mało i szybko się zawinęła. Wydaje mi się, że na rynku dalej krąży któraś z kolei jej iteracja.


Jak to zwykle z nowościami bywa, często potrzebna jest kombinacja czynników, żeby pewne zjawisko lub wynalazek mogło nastapić. Wydaje mi się, że w przypadku foodtrucków zgrały się następujące aspekty:

- rosnąca zamożność ludzi - nadwyżka gotówki pozwoliła na wydawanie jej na jedzenie poza domem

- coraz większa liczba wyjazdów zagranicznych i podróży, powiązana pośrednio z pierwszym punktem - ludzie przywozili, poza zdjęciami do pokazywania niezainteresowym tym znajomym, również obserwacje i wrażenia kulinarne

- moda na burgery - poważnie, jeszcze w 2011 w Warszawie hamburgera niebędącego McDonaldem, Burger Kingiem albo pochodnym można było zjeść w ilości miejsc, które dałoby się policzyć na palcach jednej, góra dwóch rąk

- moda na slow food, lokalne/zdrowe/dobrej jakości jedzenie


Efektem powyższych pojawiły się pierwsze burgerownie, a w wkrótce później koło 2012 auta typu Bobby Burger zaczęły jeździć wkoło placu Zbawiciela serwując hamburgery hipsterom. W 2013 i później coraz śmielej pojawiają się kolejne budy z żarciem, czasem w ich ofercie jest nawet coś innego niż hamburger. Wyborcza zachwycona pisze o nowej modzie prosto z ZACHODU na SZAMOCHODY a gdy organizatorzy imprez masowych zauważają, że taki foodtruck nie dość że rozwiązuje im problem zaopatrzenia w gastronomię to jeszcze ludzie reagują na niego takim chóralnym, pozytywnym: Ooooooo! - wpuszczają je na teren imprez po jakichś symbolicznych opłatach lub wręcz bezkosztowo. Ceny są dobre (zobaczcie cennik z 2013 poniżej), jakość również - początki, jak to często bywa, to złote czasy:) Ja ruszając de facto w 2015 łapię się jeszcze na końcówkę tych "złotych czasów" ale o tym już przy kolejnym wpisie.

026976a9-1dfa-497e-a26f-cb579a5fe589
c8a828f1-2c32-4429-b380-7607115236ff

Ceny i jakoś zawsze najbardziej przemawiają, dla mnie foodtrucki zawsze kojarzyły się z cenami nawet wyższymi niż w restauracji.

@knoor Pisz, pisz! Dobre to Choć co do foodtruck'ów to mam do nich stosunek arcy negatywny. Raz kupiłem frytki belgijskie - może i były obrzydliwe ale za to super drogie. Oraz pierogi, może było ich 3 sztuki, zimne i kosztowały tyle co obiad w dobrej restauracji ale za to Pani która mi je podawała miała brudny fartuch! Od tamtego czasu (2015 chyba to był...) nic już nie kupiłem w foodtruck'u.

Zaloguj się aby komentować

Sprzedawanie rzeczy przez internet ma swoje jasne i ciemne strony. Jasna strona, to gdy sprzedaje się coś nietypowego i przyciąga to jakiegoś pasjonata z któym można sobie ciekawie porozmawiać. Ja potrafię być strasznym gadułą, bo kilka razy zdarzyło mi się rozmawiać z niektórymi kupującym po parenaście minut i dłużej. No ale uważam, że skoro gada się fajnie, to czemu nie, ma się w końcu ten wspólny temat a do tego zawsze jedna albo druga strona może dowiedzieć się czegoś nowego. Takie sytuacje może nie zapadają jakoś szczególnie w pamięć, ale zawsze miło jest wymienić się spostrzeżeniami z kimś, kto podziela te same zainteresowania.


Niekiedy w niezauważony na pierwszy rzut oka sposób jasna strona kupowania potrafi przejść w ciemną niczym stan u laski z borderlinem xD Parę lat temu robiłem modele czołgów, mocno się w to wkręciłem ale od pewnego czasu mam to hobby na "on hold". Problem z robieniem modeli jest taki, że największy fun to ich składanie i malowanie, ale co zrobić z gotowymi? Bo przecież z każdym kolejnym miejsca jest coraz mniej i w końcu zbliżamy się do "masy krytycznej" gdy któregoś trzeba się pozbyć. Gdy byłem w podstawówce rozwiązaniem problemu była wizyta w sklepiku z militariami i zakup petard, ale nie mamy już lat 90-tych i w pobliżu podstawówek nie ma sklepów z militariami i petardami. Mamy za to czasy internetu, stąd wystawiłem je za jakieś niewielkie pieniądze na portalach, uznałem że może ktoś sobie je wykorzysta do przemalowania albo na części. Ku mojemu zdziwieniu okazało się, że popyt na gotowe modele jest całkiem spory, miałem sporo zapytań. Wszystkich jednak przebił jakiś starszy pan, który zadzwonił do mnie któregoś dnia. Był mocno wkręcony w militaria, miał ekipę znajomych o podobnych zainteresowaniach i powiedział że wszystko tak mu się podoba, że kupi od razu całość, a pieniądze przeleje mi z góry - chce tylko żebym wysłał to pocztą, bo tym wszystkim kurierom i paczkomatom to on nie ufa. Byłem sceptyczny, tłumaczyłem, że mimo tego, że czołg kojarzy się z czymś solidnym to jednak moje są plastikowe i kruche, proponowałem też przesyłkę konduktorską, jednak pan był nieubłagany. Obiecałem, że postaram się spakować najlepiej i najbezpieczniej jak się da, pan powiedział też że jest świadomy ryzyka i robi to na własną odpowiedzialność. Poza tym pogadaliśmy sobie o czołgach i takich tam, pan stwierdził, że jestem spoko gość i w ogóle jak będę przejazdem w jego mieście to stawia piwo. Sielanka. No a parę dni później - pan dzwoni do mnie, jezu tragedia, oszukałem go, wszystko pogniecione przyszło, źle spakowałem, czołgi wszystkie zniszczone, pourywane, on tyle pieniędzy wydał i w takim stanie to przyszło, że jemu już słów na mnie brak, zniesmaczony jest całą sytuacją -_- no wtf


Najczęściej spotykaną i typową jest jednak mimo wszystko ta ciemna strona sprzedawania. Ma ona zarazem wiele wymiarów. Są osoby roszczeniowe, są nieogary, są targujący się, są dzwoniący w nocy o północy, są zamieniacze. Ja natomiast najbardziej nie lubię z niej zawracaczy d⁎⁎y. Sprzedajesz coś i zawsze trafi się ktoś pytający: "A jaka jest historia przedmiotu?" "A jak to było użytkowane?" "A na to coś kupione 15 lat temu albo znalezione w piwnicy mam może paragon?" "A można prosić więcej zdjęć?" Te zdjęcia mnie najbardziej rozwalają - ale czegoś dokładnie, jakiejś części, elementu? Zrozumiałbym jeszcze zdjęcia st00pek, no ale przecież butów nie sprzedaję xD "No, tak ogólnie" xDDD Nauczyłem się, że jak ktoś chce coś kupić, to po prostu dzwoni albo pisze, przyjeżdża, bierze. Jak ktoś pisze, pyta, zagaduje, wymyśla - to i tak tego nie weźmie. Stąd moja filozofia - pic rel poniżej.


Szczytem zawracania d⁎⁎y, który sobie teraz przypomniałem była dla mnie sytuacja, gdy sprzedawałem swojego foodtrucka (nazywałem go budą, o foodtrucku i gastrobiznesie ogólnie popiszę więcej przy kolejnej okazji). Jak się później okazało, swój cash-out zrobiłem też w dobrym momencie, bo przed covidem. Ale wracając do historyjki. Otóż któregoś dnia zadzwonił pan, że chciałby auto obejrzeć. Pewnie, nie ma problemu, stoi tu i tu, jakby coś to mogę opowiedzieć coś więcej o samochodzie, biznesie itd. Spoko, spoko, nie trzeba, on przyjedzie. No to na drugi dzień (sobota) podjeżdżam na parking, na którym buda stała, przyjeżdża pan z żoną i dzieckiem na poznańskich blachach (wawa here). Pokazuję budę, pokazuję osprzęt gastronomiczny, pokazuję gdzie są przyłącza, jak działa instalacja elektryczna/gazowa/hydrauliczna; gdzie są lodówki z zaopatrzeniem, pokazuję jak zorganizowana jest sprzedaż/wydawka; gdzie są trzymane półprodukty i z każdym zdaniem mam wrażenie, jakbym mówił do ściany a gość nic nie czai. W końcu pytam, a może pan ma jakieś pytania, chce się coś więcej dowiedzieć? Nie, w sumie nie, bo tak sobie po prostu przyjechali z żoną i dzieckiem, mieli wolne a chcieli po prostu zobaczyć jak to wygląda. Ale fajnie, fajnie, dzięki. Chłop jechał ponad 300 kilometrów, żeby tak sobie popatrzeć? No w sumie spoko, kto chłopu zabroni. Ja jednak miałem srogie wtf.


A budę w końcu kupił jakiś gość pracujący w cateringu, powiedział że znajomy organizuje spływy kajakowe i chce postawić coś, żeby sprzedawać jedzenie w miejscu, gdzie ludzie zdają kajaki. Budę pooglądał 15 minut, minutę ponegocjowaliśmy cenę i po paru kolejnych buda odjechała w siną dal, gdzie możliwe, że żyje po dziś dzień, koniec.


Samych historyjek o foodtruckowym biznesie powrzucam wkrótce więcej

#foodtruckowehistoryjki #olx #gownowpis

7069b074-fed6-4320-a0b7-06d3d298897e

@knoor Mnie z kolei wkurzają ludzie, którzy zapomnieli o tym, że po drugiej stronie też siedzi człowiek. Wystawiłem kosze do sortowania, te takie z Ikeły, co jeden na drugi można postawić. Dość okazyjna cena, niewiele ponad cena jednego nowego za trzy. Jakiś czas po wystawieniu ogłoszenia przyszła wiadomość:


"Wysyłka?"


Nic więcej. Złożenie pełnego, grzecznego zdania zajęłoby może dwie sekundy więcej. Ale nie - dostałem jedno słowo z pytajnikiem. No to odpowiedziałem:


"Pieniądze?"


bo myślałem, że się przerzucamy słowami dotyczącymi zakupu. Oczywiście pani się obraziła, powiedziała że dobrze, że nie wysyłam, bo już się jej odechciało ode mnie kupować - na co odparłem że super i fajnie.


Czy to jest naprawdę takie trudne do zrozumienia? Gdyby zapytała "Czy pan wysyła", albo "Czy dostępna jest wysyłka", może nawet dorzucając jakieś pieprzone dzień dobry czy dobry wieczór, od razu zrobiłoby mi się miłej.


A kosze ostatecznie wzięła pani, która przyjechała, wzięła je, i wyszła. Zapytana czy chce je lepiej obejrzeć odparła, że nie ma co oglądać, bo to kosze na śmieci. No i w sumie racja.

Najgorsi to sa te barany co pisza "jaka cena ostateczna". J nie mam nic do targowania ale targowanie polega na tym ze typ/typiara powinna napisac jaka cena ja interesuje i ew moge jemu/jej za tyle sprzedac, cene lekko sposcic albo powiedziec ze sprzedaje za tyle ile wystawione, no ale trigeruje mnie "jaka cena ostateczna" no debilu leniwy tak sie nie targuje!

Mnie najbardziej wkurwiają ci zamieniacze, k⁎⁎wa chcę coś opylic za hajs a nie bawić się w barter.

Sprzedawałem laptopa i trafił się baran co chciał się zamienić na inny oczywiście gorszy od tego co wystawiłem i gdyby nie to że byłem świeży w sprzedawaniu to bym frajera zwyczajnie olał.

A tak to litanie przez kilka dni, paczka poszła kurierem i oczywiście że traktowali ją jak worek ziemniaków.


Facio oczywiście nie zrezygnował z tego bym się o tym dowiedział i nawalał jeszcze przez kilka ładnych dni.

Zaloguj się aby komentować

Ech, w środę sprzedałem moto, stare ale elegancko ogarnięte. Dziś dzwoni kolo że panie, wczoraj szwagier przyjechał, przejechał się na nim i mówi że źle chodzi. To my rozkręcili, porobili i teraz nie działa, oddawaj pieniądze oszuście!11


ಠ_ಠ


#gorzkiezale #motoryzacja #motocykle

@knoor To my rozkręcili, porobili i teraz nie działa


I nie pojechałeś na miejsce z walizką narzędzi naprawić?


Doprawdy, wstyd mi za dzisiejszych motocyklistów.


Gx

Zaloguj się aby komentować

W kontekście Powstania - List Stanisławy Kuszelewskiej do Ignacego Matuszewskiego, Kair, 28 X 1945 r., Instytut Piłsudskiego w Ameryce, Archiwum Osobowe – Stanisława Kuszelewska


Kochany, z zachwytem przeczytałam Twój artykuł o powstaniu, jak zresztą zawsze to, co piszesz, czytam. Ale chcę Ci powiedzieć – i tylko Tobie – nie tylko to jest prawdą. Powstaniec warszawski – piszesz – poraził rodzimą nikczemność i obce kłamstwo. I tak, i nie. Byli cudowni młodzi żołnierze, ale byli i tacy, którzy za 10 złotych dolarów sprzedawali choremu garść czarnej kawy, którą kradli na kwaterach, co w rękę wpadło, którzy zwłok »ukochanego« dowódcy (Andrzeja Romockiego, syna tego od Dowbora) nie zabrali spod kul o 15 kroków. Z rzeźni na Mokotowie do moich kwater dochodziły tylko kości. A jednocześnie jedna z kierowniczek (dr Jadwiga Jędrzejewska) postanowiła pójść pod kulami – i zginąć – dlatego żeby własnoręcznie wybronić i przynieść mięso dla kuchni – wybronić je od pijanych rzeźników-żołnierzy. Ludność cywilna, bohaterska w sierpniu, już we wrześniu nienawidziła nas

i wyrzucała z kwater, bo ją narażamy na obstrzał. Ewa po ciężkiej gorączce gastrycznej (41 stopni) jadła czarny chleb, żeby bułek nie odbierać rannym, ale tę samą Ewę – i mnie – brutalnie wyrzucili ze schronu wprost pod bomby – dowódca jej batalionu. […] Kradzież i pijaństwo nie miało granic. A idiotyzm ! W połowie sierpnia przyjechali na Mokotów Węgrzy – że niby się przyłączą. Musiałam wydać dla nich konserwy i wino. Bratano się, wiwatowano i pito. Pokazano wszystko. Pofotografowano, zaśpiewali »Jeszcze Polska…« i odjechali. A zaraz potem grad bomb poszedł na te fotografowane miejsca i nikt się nie przyłączył. Bohaterskie łączniczki chodziły kanałami 20 godzin (ze Śródmieścia na Mokotów), ale w tychże kanałach zdejmowano buty kobietom, które zemdlały po drodze. (Znam nazwiska). Oficer żywnościowy kompanii 0 -2 potrafił w czasie bombardowania ukraść i zarżnąć świnię – do spółki z kochanką. […] Dlaczego trwało aż 63 doby ? Bo niemcy [pisownia oryginalna – przyp. S.C.] zawsze pod płaszczykiem walki z powstaniem robili antysowieckie przesunięcia wojsk, a nas nie zdoby wali. Tylko ostrzeliwali z ciężkiej artylerii i moździerzy, żebyśmy wyzdychali powoli i żeby naszą winą było zniszczenie miasta. Jak tylko potrzebowali jakiejś dzielnicy – zdobywali ją w jeden dzień. Cóż nas broniło ? Maleńkie rowy i kilkaset granatów i kilkadziesiąt karabinów. Wjeżdżali czołgami, jak chcieli, ale wtedy, kiedy chcieli, nie wcześniej. Były małe sporadyczne bitwy, ale przede wszystkim po prostu trwanie i czekanie na pomoc lub śmierć. Rola zajęcy na miedzy, bo myśliwy na razie zajął się czymś innym. Trwanie było więcej niż trudne i czasami niezwykle bohaterskie, ale jednocześnie rozkład szedł do szpiku kości – bo nie mogło być inaczej, i – bo o to właśnie chodziło. Dlatego twierdzę, że sanitariat i kuchnie walczyły czynnie, wojsko uzbrojone – biernie. […] Człowiek w warunkach za ciężkich – brak wody, światła, jedzenia, ciągły obstrzał – staje się bydlęciem. Akurat jak w warunkach zbyt lekkich. Już we wrześniu powstańcy dzielili się na nielicznych świętych Jerzych – i na bydło. To też jest prawdą. Prawdą tylko dla Ciebie. I sama godzina wybuchu ? Piąta. Akurat robotnicy wracają z fabryk, akurat pół miasta siedzi w tramwaju (wisi na tramwaju). Czyj to był szatański pomysł ? Kto ubzdurał sobie, że powstanie zacznie się od desantu na Okęciu ? Tak przecie mówili oficjalnie spadochroniarze, których instruował »sam« Sikorski ! I tego desantu czekano codziennie i mój mąż [gen. Ludomił Rayski] był trzy razy nad Warszawą ze zrzutami i mówi, że to było piekło, a desant dziecinną mrzonką. Stracili 30 załóg na 95 samolotów, które doleciały. […] W początkach lata wysyłano z Warszawy wszystkich cywilnych Niemców. Na 1 sierpnia opróżniono koszary, które myśmy tryumfalnie »zajęli« po to tylko, żeby niemcy wiedzieli, co bombardować. Jak genialnie [Niemcy i Sowieci]

dali sobie buzi nad naszym trupem ! I jak nieskończenie naiwni byliśmy – my. »Z siłą ukrytego pożaru muszą się liczyć najpotężniejsi na świecie« – piszesz. Nieprawda. Chciałabym wierzyć, że krew ta nie została zmarnowana. Nie wierzę. Wobec Boga – tak. Wobec ludzi – po prostu w błoto”


#historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne

Zaloguj się aby komentować

Dzisiejsza picka, mam już piec Ooni elegancko rozkminiony - kamień na 425-450 stopni, picca do pieca i moc na maksa. Czas pieczenia około 90 sekund jak w instrukcji. Tylko trzeba będzie mozarelkę chudziej kroić, to się bardziej rozpuści jeszcze.


#bojowkaooni #pizza #gotujzhejto

6708076a-cdd1-4e63-a085-7422097a8f13
6be53348-de27-495c-be5b-b58b09ee1089

Co to za łopata? Ja w weekend planuje pizze, ale w przerobionym napoli. Ooni chyba w miszkaniu nie bardzo co? Jakieś F1 mi się marzy

Zaloguj się aby komentować

Kontynuacja wpisów:


https://www.hejto.pl/wpis/tytulem-wstepu-to-jestem-goracym-wyznawca-zasady-ze-po-co-kupowac-gotowe-za-x-pl


https://www.hejto.pl/wpis/previously-on-lost-zaczelo-sie-od-tego-ze-mialem-w-piwnicy-mnostwo-rowerowych-gr


Budowa jak najtańszego i jak najlżejszego roweru z randomowych części udała się o tyle, że wyszedł lekki - bo nie tani xD Założony budżet 2k pln przekroczyłem o 50%, niestety tak to jest, że coś się kupi tu, coś się kupi tam - i jak zaczyna się to podliczać człowiek łapie się za głowę. Jak wyszło, widać na zdjęciach - moim zdaniem nie jest jakoś rewelacyjnie, ale całkiem estetycznie.


Z czego nie jestem zadowolony:


  • malowanie. Miałem w szafie puszkę szpreju w kolorze mojego gruza, więc postanowiłem ją wykorzystać skoro już jest. No a skoro kolor będzie motoryzacyjny, to i nazwę marki dam na ramie, do tego pomyślałem że ładnie zgra mi się to z białymi kołami i gripami. W trakcie malowania farby zabrakło xD I musiałem domawiać, super oszczędność bulwo. Jak już pomalowałem, położyłem lakier bezbarwny dwuskładnikowy i wyglądało to MEGA. Farba schła parę godzin, potem ramę zawinąłem w folię bombelkową i zabrałem do domu. W domu masakra, okazało się, że lakier jednak wysechł tak nie do końca dzięki czemu idealnie gładka i błyszcząca powierzchnia zmieniła się w guwno. Ramę próbowałem jeszcze ratować dając tu i tam lakier bezbarwy ale wyszło co najwyżej tak sobie. Na koniec przepolerowałem jeszcze całość i to jest chyba jedyny pozytyw, bo w końcu miałem pretekst żeby kupić sobie polerkę elektryczną, do której zbierałem się od dłuższego czasu. Ogółem malowanie wyszło brzydko i cały projekt utył przez to o jakieś 60 gramów (podkład, dwie warstwy bazy i dwie warstwy klaru). Chociaż jest to głównie wina pośpiechu, bo początkowo efekt był fajny

  • zębatka z tyłu - 10 biegowa kaseta 11-46 to jednak trochę overkill na płaskopolskę, do tego ciężko było to zgrać z manetką i przerzutką. Co ciekawe jednak, okazało się, że po zastosowaniu przedłużki haka przerzutki stare Deore XT które ma specyfikacji że obsłuży maksymalnie 36 zęby daje sobie elegancko rade. Myślę, że teraz wrzuciłbym po prostu jakąś szosową kasetę - byłoby lżej i prościej

  • koła 26 - niby są lekkie, no ale fajniej byłoby dać 28/29, tym bardziej że rama je pomieści. No ale już trudno


Z czego jestem zadowolony:


  • waga! 7.5kg bez pedałów, na aluminiowej ramie i z hydraulicznymi hamulcami to mimo wszystko fajny wynik i spełniłem swój cel ambitny, czyli zejście poniżej 8kg

  • ergonomia - mimo randomowego doboru komponentów rower jest całkiem wygodny, ok, może setek kilometrów się na nim nie nawinie ale szybkie przeloty przez miasto nie będą problemem


Czego jestem ciekaw:


  • nakupowałem sporo części z ali, jestem ciekaw jak będzie się to sprawdzało. Jak na razie kaseta działa elegancko i biegi wchodzą jak trzeba, bardziej natomiast martwi mnie widelec i korba - czy nie rozpadną się od jazdy pode mną xD

No to tyle w sumie, został mi jeszcze jeden rower do zrobienia, który roboczo określilem jako "złoty a skromny". Update wkrótce:)


#rower #diy

979ca9d7-1b89-4620-8239-25ee6048af57

tak, widać, że obręcze małe (proporcje). I jeszcze, nie wiem, jak fachowo się to nazywa, ten zespół dwóch kół prowadzący łańcuch (napinacz?) jest bardzo nisko, przy tej średnicy kół. Łatwo o coś zawadzić.

Zaloguj się aby komentować

Zgodnie z obietnicą wrzucam dzisiejszą pickę i wołam @Stashqo i @Astanczyk ( ͡° ͜ʖ ͡°) Robiona w Ooni Koda 16 z drzwiczkami dorobionymi we własnym zakresie. Temperatura na kamieniu była bodajże 430, ustawienie ognia średnie i piekłem ze zdjętymi drzwiczkami. Zawsze coś tam sobie przy plackach majstruję więc tu ciasto robiłem na hydracji 60% zamiast zwykłego 67% - natomiast przez to że leżało dość długo i było gorąco, chyba jednak sfermentowało trochę za mocno. Trochę też lipa, bo miałem podlać oliwą przed wsadzeniem do pieca i zapomniałem ;(


Imo picka wyszła w miarę ładna, chociaż pewnie też trochę zasługa tego, że tu ciasto przygotowałem i pickę robiłem tego samego dnia - zwykle robie większe ilości ciasta i potem mrożę, przez co jest ono mniej idiotoodporne w wyrabianiu.


#jedzenie #pizza #gotujzhejto #bojowkaooni

a7f12758-b153-45ec-9e5d-dd93f8d721eb

@knoor eleganko wyszło imo, ładnie brzegi wyrosły. No i spodu nie spaliłeś jak ja ostatnio xD

Nie wiem jak w smaku i gastrycznie się po niej czujesz, ale na moje oko to jakoś specjalnie nie przefermentowało to ciasto (po przefermentowaniu wychodzą dość białe brzegi). Jakiej mąki używasz?

@knoor, @Stashqo

Karu to model na drewno, więc ciężko regulować ogień tak jak na gazie. Robiłem w nim pickę dopiero trzy razy więc eksperymentuję. Chyba muszę kupić termometr laserowy i pilnować temp. kamienia.

Zaloguj się aby komentować

Previously on Lost:


Zaczęło się od tego, że miałem w piwnicy mnóstwo rowerowych gratów i poskładałem z tego byle jaki rower. Gratów jednak jeszcze trochę zostało więc poskładałem z tego kolejny, już fajniejszy rower. Teraz wymyśliłem sobie, że zrobię najlżejszy rower jak się da starając się kupować jak najtańsze cześci.


https://www.hejto.pl/wpis/tytulem-wstepu-to-jestem-goracym-wyznawca-zasady-ze-po-co-kupowac-gotowe-za-x-pl


Update z budowy najlżejszego roweru możliwie najtańszym kosztem. Co do drugiego punktu widzę już, że tanio nie będzie, bo założony budżet 2k pln mocno przekroczę xD Co natomiast wygląda obiecująco to to, że będzie chyba bardziej letko niż zakładałem. Generalnie większość gratów mam już kupioną do czego przysłużył mi się olx oraz pan Chińczyk z ali. Jedyną niejasnością jest jeszcze zgranie kasety z przerzutką i manetką żeby było dobrze, lekko i tanio.


Rama - trafiłem na necie na aluminiową ramę na dużego chłopa. Waży nieco ponad 1.5kg, więc niewiele. Ma trochę lekkich wgnieceń i zarysowań, więc zamierzam ją poszpachlować tu i tam a potem pomalować. W domu miałem akurat puszkę dorabianego lakieru samochodowego do swojego gruza, więc wychodzi na to że i rower i auto będę miał w tym samym kolorze.


Koła - znalazłem za niewielkie pieniądze zestaw koł 26 cali na piastach novateca i lekkich obręczach. Co ciekawe, dokładnie identyczny zestaw, w takiej samej konfiguracji znalazłem zbudowany przez kogoś na jednym starym angielskim forum rowerowym - możliwe, że dziwnym zrządzeniem losu trafił on po latach do Polski, mam tylko nadzieję że legalnie:) Koła wymagały trochę roboty, największym kosztem okazała się wymiana łożysk w piastach bo działały średnio. Jedno nowe łożysko kosztowało 15 zł, potrzeba ich 6 szt. - pani w sklepie widząc moją smutną_minę.jpg co prawda dała mi rabat ale i tak doszedł dodatkowy koszt. Plus jest taki, że komplet kół, z tarczami, oponami, kasetą, dętkami, zamykaczami itd waży mniej niż 2800 g. Not bad!


Kierownica, sztyca, siodełko, widelec - wszystko carbon, wszystko nowe, wszystko pan Chińczyk. Trochę stracham, czy się nie rozleci xD ale do odważnych świat należy.


Korba - też pan Chińczyk, zintegrowana oś, waga z zębatką 42 to równe 600 gramów, ponownie - trochę się zastanawiam czy się nie rozleci tym bardziej że nogę mam ciężką a widziałem że oś potrafi w nich pękać xD


Kaseta - 10 biegów, 11-46, ponownie chińczyk, który robi to w wadze 345g za niecałe 200 złotych;0 Będę się cieszył, jeśli uda się to zgrać z jakąś przerzutką i będzie zmieniać biegi, już wkrótce się okaże.


Hamulce - trafiłem na necie używane Magury za 180 pln, komplet waży 450 gramów, czyli tyle ile mniej więcej sobie założyłem. Do tego wydaje się, że mają lepszą modulację niż Shimano. Wspominałem już, że był tanie?


Oczywiście nie mogłem się powstrzymać i zacząłem już przymierzać jak to wszystko będzie wyglądać. Ciśnie mi się na usta cytat z Kapitana Bomby "K*rwa, jaki brzydki". No, ale najważniejsze że jeszcze nie działa, może będzie lepiej.


#rower

9651d9c4-7c66-4ec9-837d-ffb25477b317

po co kupować gotowe za X pln, kiedy można stracić czas i ostatecznie zrobić podobne, ale gorsze i droższe;)


@knoor tu odpadłem xDDD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Tytułem wstępu to jestem gorącym wyznawcą zasady, że po co kupować gotowe za X pln, kiedy można stracić czas i ostatecznie zrobić podobne, ale gorsze i droższe;)


Zaczęło się od tego, że w piwnicy miałem sporo różnych pozostałości po rowerach, różnych gratów i kupionych na zaś "przydasiów". Robiąc porządki zauważyłem, że jest tego tyle, że dokupując parę kolejnych części dałoby się poskładać cały rower. Jak pomyślałem, tak zrobiłem. Zamówiłem parę pierdół, rower poskładałem, kupił go potem za jakąś symboliczną kwotę dostawca Glovo czy innego UberEatsa. No ale minęło trochę czasu i przy kolejnych porządkach znów okazało się, że zalegają mi jakieś graty, co prawda było tego mniej niż poprzednio ale jednak znowu na tyle dużo, że 50% kolejnego roweru już miałem. Niewątpliwym plusem było też to, że o ile do poprzedniego poszło wszystko jak leci i, niczym stare radio złote przeboje, był składanką od lat 80 do współczesnych tak teraz te części były już nowsze, w zasadzie całość była z lat 2010 i później. To sprawiło, że do tematu postanowiłem podejść trochę poważniej aby całość była w miarę spójna, zarówno wizualnie jak i technicznie. Oraz, żeby mieć przed sobą jakieś wyzwanie, postanowiłem że postaram się zrobić go w miarę lekko oraz w miarę tanio. Cebula jest we mnie silna, więc część elementów postawiłem kupić używanych - o ile będą w sensownym stanie. Z kolejnych założeń, jakie sobie przyjąłem były:


- hydrauliczne hamulce tarczowe, bo akurat w piwnicy leżały hydrauliczne klamkomanetki


- napęd 1x9, bo akurat miałem nową kasetę, klamkomanetki obsługiwały taką ilość przełożeń, a do tego jak wspomniałem cebula i te sprawy i kaseta 9 biegowa jest tańsza od 10


- prosta kierownica


- wygląd będący połaczeniem gravela, fitnessa i retro mtb


Najdłużej zajęło mi szukanie odpowiedniej ramy, ponieważ byłem zafiksowany na tym, żeby miała mocowanie do hamulca tarczowego. W końcu jednak kupiłem ramę bez mocowania oraz adapter z ali na tył oraz osobno widelec z mocowaniem na przód. Pozostałe graty to albo zawartość piwnicy albo nowe części kupione na necie albo używki, również z neta. Wyszedł z tego poniższy prawie-nowy rower, który kosztował (licząc wszystkie części, te które musiałem dokupić oraz te, które miałem - wycenione po cenie ich zakupu za nowości) ok. 1600 złotych i ważący ok 11kg. Wydaje mi się, że wynik jest w miarę przyzwoity a i wizualnie jest nieźle. Części z piwnicy powoli mi się kończą, jednak problem jest taki, że zabawa w budowanie jak najlżejszego sprzętu jak najniższym kosztem mi się spodobała xD Dlatego aktualny rower planuję sprzedać (może ktoś potrzebuje?) a kasę wykorzystać jako budżet na kolejny prodżekt:) Póki co dostałem w dobrej cenie dwie ramy, więc szykują się dwa rowerki. Ustawiłem sobie cel realistyczny (odpowiednio poniżej 10kg i 9kg) i cel ambitny - poniżej 9kg i poniżej 8kg. Z ograniczeń, budżet ma być do 2k pln na rower, a technicznie napęd x1 i hydrauliczne hamulce tarczowe. Stay tuned


#rower

6a966eb3-7c74-488d-8681-6828e236cf63

@knoor stalowe ramy z mocowaniem na tarcze to ze świecą szukać. Marin 4 rogi, romet finale, i chyba to wszystko. Albo na zamówienie. Więc cena też może być wysoka.

Zaloguj się aby komentować

Co sie stało z tymi fast foodami to ja nawet nie. Serio, chętnie cofnąłbym się do takiego 2005 i nawet nie chodzi o to, że cheesburger kosztował wtedy 2 ziko, ale że fast food był rzeczywiście fast.


Pamiętacie, jak te 10 lat temu taki Mak miał jeszcze normalne kasy? Najdłużej zajmowało stanie w kolejce, bo potem było już górki.


- Dzień dobry, witamy w maku


- Dzień dobry, poproszę dwa tego, trzy tego i jeszcze zestaw taki i siaki


- To będzie tyle i tyle, proszę, dziękuję


Pan albo pani się odwracała, brał lub brała co tam sobie zamówiliśmy z tej śmiesznej zjazdownicy, czasem trzeba było zaczekać, nie wiem, dwie minuty i gotowe, wpierdalaj i spierdalaj. A teraz, ja piehdolę. Już pomijam ceny, bo to w ogóle skreśliło ostatnio dla mnie to jedzenie ale cały proces to jakiś dramat. Czekasz w kolejce do tego kiosku. Klikasz. Zawiesza się. Klikasz znowu. Szukasz. Klikasz. "A może zamów sobie jeszcze XYZ?" Nie chcę. Płatność. Czekasz. Czekasz. Patrzysz, jak załoga kuchni kotłuje się bez ładu i składu. Czekasz. Pięciu hindusów z Glovo później i po 15 minutach czekania w końcu wjeżdża zestaw. Ludzie, w 15 minut to ja sobie prawie pizzę w domu robię: https://www.hejto.pl/wpis/na-pewno-slyszeliscie-o-krolestwie-pitcy-do-ktorego-droga-prowadzi-przez-krolest


W mojej przygodzie z fast foodami były dwa momenty, które zapamiętałem - zapamiętałem, ponieważ zmieniły one moje podejście do tego typu jedzenia. Pierwszy był w 2009, poszedłem do Burger Kinga w Złotych Khutasach po potrójnego whoopera. 13.99, zapłaciłem. Pani powiedziała, że trzeba będzie chwilę poczekać. Spoko, dziwne bo zdarzało się to ostatnio coraz częściej, ale luz, poczekam. 20 minut później dostałem swojego Whoopera. Byłem wkurzony, zapamiętałem ten moment, bo od tamtej pory z każdym kolejnym rokiem czekało się tylko częściej i dłużej. Ale przynajmniej ceny były spoko.


Drugi moment był niedawno. Pojechałem ze starą (w sensie z babą, nie z mamą) do Ikei czy tam Castoramy. Wychodzę i byłem głodny, patrzę: O, burger king. W myślach szybki kalkulator cebulaka: Potrójny whooper ostatnio jak pamiętam był koło 20 plnów, dodać inflacja, podzielić przez moja chęć zjedzenia czegoś gównianego - ok, wezmę podwójnego, ale ma nie być droższy niż 25 plnów. Wchodzę, patrzę. 26.99 podwójny whooper? 33.99 potrójny? Czy was popierdoliło? Ale dobra, wziąłem tego podwójnego, co mi tam. Zamówiłem, wziąłem też starej i do tego jakieś frytki. Wyszło 65 plnów. K⁎⁎wa, dużo. Ale dobra, mam ochotę na coś gównianego. Czekam. Mam numerek 59. Czekam. 51. Czekam. Czekam. 51. Czekam. 51. Czekam. Czekam. 52. Czekam. 30 minut czekania później uznałem, że mam dosyć, anulowałem zamówienie i postanowiłem, że koniec z fast foodami. Niech się ogarną.


#zalesie #jedzenie #fastfood

@knoor ale bym ojebał Takiego ociekającego sosami i tanimi surówkami skurwiela z kotletem ze zmielonego psa, 3 ziko i najedzony na pół dnia

To nie wiem co Ty za maca masz bo dzieki tym kasom z ekranami u mnie jest duzo szybciej + zarcie wjezdza jak dawniej w jakies pare minut i to w przypadku calej galerii ludzi..

To ja powiem że, jeśli chodzi o Kraków i McDonalda, KFC czy Burger Kinga, to nie zauważyłem żeby było jakoś źle z tym czasem oczekiwania, na pewno nigdy nie czekałem tyle ile piszesz. Nie żebym jadał regularnie, ale zawsze było sprawnie. No i zawsze poza tymi budkami jest normalna kasa. Za to byłem w zeszłym roku w Kato na kawalerskim i pod koniec chcieliśmy zjeść jakiś śmietnik. Wchodzimy do Maca, zamawiamy coś typowego pokroju zestawu Big Maca, nie pamiętam, po czym czekaliśmy tyle że prawie tam zdążyłem wytrzeźwieć xD, w życiu tyle w Macu nie czekałem a poza nami były ze 4 osoby. Więc może to zależy od kierownictwa, czy coś.

Zaloguj się aby komentować

Wybrałem się parę dni temu na przejażdżkę swoim motogruzem i negatywnie zaskoczyła mnie jakość hamowania. Moto co prawda jest już dawno pełnoletnie, no ale mimo wszystko jest to trochę dziwne uczucie, kiedy do 100km/h rozpędzasz się poniżej 3 sekund a ze 100 do 0 hamujesz lekko dwa razy dłużej xD No, ofc można zrzucić to na karb braku skilla kierującego, ale jeśli w zestawieniu siły hamowania guwnosportster z jego spowalniaczem wypada lepiej od podwójnego, czterotłoczkowego Brembo w oplocie na relatywnie nowych tarczach i klockach, to chyba coś się dzieje. Tak więc korzystając z paru dni wolnego i mając prawdziwie polski mental, że czas wolny jest po to, żeby wziąć się albo za robotę albo za butelkę, wybrałem opcję nr 1 xD


Już na starcie mój wewnętrzny cebulak gorzko zapłakał widząc, że nigdzie na necie nie widać zestawu naprawczego do zacisków, a na OEM-owy trzeba wydać będzie z 600+. No ale od czego są serwisówki - okazuje się, że dokładnie ten sam rozmiar tłoczków szedł do innych moto, a z dostępnością zestawów naprawczych do nich - oraz ich ceną - problemów nie ma. To zresztą nie pierwszy raz, gdy spotykam się z czymś takim - dokładnie ten sam przypadek miałem z Triumphem (tylko OEM - ale okazało się, że podpasują z innych moto) i KTM-em (tu z kolei części były te same co od Ducati, ale cena za nie trzy razy wyższa). Demontaż, czyszczenie i ponowne złożenie zacisków to relatywnie prosta sprawa, podobnie wygląda to z pompą hamulcową - raptem kilka śrub. Jeśli ktoś ma trochę czasu i chęci spokojnie da sobie radę. Do czyszczenia fajnie nadaje się płyn do mycia silnika - tani i skuteczny. Poskładanie potem takich wyczyszczonych elementów to sama przyjemność. Gorzej niestety sprawa ma się z odpowietrzaniem całkowicie suchego układu, ale tu raczej jest to tylko kwestia czasu, obstukiwania przewodów i cierpliwego wachlowania klamką. Mnie jeszcze podkusiło, żeby wymienić sobie klocki na EBC HH. No i poskładałem to do kupy i jak jest? Meeega poprawa, hamulec bardzo dobrze dozowalny, duża siła hamowania - w końcu jest jak należy. I to wszystko raptem parę godzin roboty. Jeśli ktoś też ma kilku(nasto) letnie moto, warto się pobawić - na pewno pozytywnie wpłynie to na wasze bezpieczeństwo, nie mówiąc o sporo fajniejszych wrażeniach z jazdy.


#motocykle #motoryzacja

53b9c165-9626-46ab-a90b-34e7b0668b00
b6d5ac67-b7cd-4139-9873-d4839cf033c3

Zaloguj się aby komentować

Dave Tate tłumaczy różne istotne aspekty w wyciskaniu na klatę. Jeśli ktoś nie zna, polecam - nawet jeśli ilość niuansów technicznych do ogarnięcia w tym boju nie jest dla kogoś zatrważająca ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ja po poprawieniu raptem dwóch rzeczy w technice dołożyłem +2 powtórzenia w serii, co jest całkiem fajnym wynikiem


https://www.youtube.com/watch?v=umOz8tCNaEc


#silownia #hejtokoksy

Zaloguj się aby komentować

Chłop schodzi dziś do garażu a tam kałuża płynu chłodzącego pod autem ( ͡° ʖ̯ ͡°) mam nadzieję, że po prostu jakaś pompa wody albo oring a nie że blok pękł albo coś, bo kapie cały czas


#motoryzacja #zalesie

fd060065-16d5-4cfb-b3a7-3c6adac3dd8d

@knoor może jakiś @wonsz tylko pękł? Mnie tak ostatnio zaskoczył Łopel: puściła guma od nagrzewnicy i kapało na kolektor wydechowy = dym jak cholera spod maski, na dodatek w korku na dwupasmowej Hetmańskiej (część II ramy komunikacyjnej w Poznaniu). Wstyd jak cholera "ej, pa na na to, poli się!", siedzisz w tym korku, dymisz jak na wybór papieża i nic nie możesz z tym zrobić.

Zaloguj się aby komentować

Na pewno słyszeliście o królestwie pitcy do którego droga prowadzi przez królestwo d⁎⁎y (dwa razy). Ale jaki jest najkrótszy czas dotarcia do zamczyska pitcy zwanego dalej domem pitcy? Dominos chwalił się, że robi to w maksymalnie 30 minut - niestety w ostatnich czasach może ich cena wzrosła i promocje zniknęły, za to jakość spadła, wiec nie chce mi się tego sprawdzać. Wczoraj postanowiłem sprawdzić za to, czy jestem w stanie zejść poniżej 30 minut robiąc placka w domu za pomocą Ooni Kody, której to jakiś czas temu stałem się posiadaczem. Moja wersja jest stuningowana drzwiczkami, które sobie zaprojektowałem a których użycie Ooni odradza, ale przecież polak hehe wie lepiej xD Założenia testu:


- ciasto mam własne, rozmrożone (bo robię od razu więcej i mrożę)


- sos robię od zera


- składniki przygotowuję w trakcie


- startuję z zimnego pieca


- czas liczę od odpalenia pieca do podania gotowego placka


Piec odpaliłem 16:42 na maksymalnym płomieniu. Po 10 minutach kamień rozgrzał się już do 300 stopni a ja zacząłem przygotowywać sos. Następnie kontrola temperatury (370 stopni) kilka chwil zabawy z ciastem, minuta na umycie rąk, zrobienie zdjęcia i sprawdzenie temperatury, miałem już ponad 400 stopni. Jest prawie 17:00 gdy placek trafia do pieca. Minuta z jednej, minuta z drugiej. Wyciągam. Mija niemal równo 20 minut od odpalenia pieca, placek jest gotowy. Czas przygotowania wychodzi megakorzystny, Dominos dojeżdżał do mnie zwykle (centrum Warszawy here) w 25-30 minut. A jak wychodzi to kosztowo?


Ciasto jest ze zwykłej mąki z biedry, ceny nie pamiętam ale powiedzmy 2.79/kg, zużyłem niecałe 1400g przy hydracji ok. 65%. Wodę, drożdże, sól pomijam. Wyszło mi z tego dziesięc placków po ok 220 gramów na placek, czyli jeden to koszt ok. 39 gr. Do tego pomidory w puszce, jedna puszka to jakieś 3.30 pln, starczy na 3-4 placki. Przyjmijmy 1 pln wliczając w to już przyprawy. Kulka mozarelli to 3 pln i chorizo jakieś 1.5 pln. Koszt składników to 5.89 pln. Gaz idzie z butli, szacuję że jedna butla starcza mi na około 80 placków, za gaz płaciłem 100 złotych, total wychodzi około 6.70.


Trzeba uwzględnić jeszcze jednak koszt w postaci zakupu pieca oraz dorobienia drzwiczek, ja kupowałem na Black Friday i całość wyszła mi 2500 pln. Przy cenie pizzy w Dominos na poziomie 40 złotych (w promocji za XXL) i różnicy 33.30 pln na pizzy wychodzi, że zakup pieca zwróci się po około 80 pitcach. Nieźle:)


 Co do sprzętu, picki w domu robię już ponad 10 lat, proces przez ten czas ewoluował: najpierw w piekarniku na blasze, potem na siateczkach aka screenach, potem w piekarniku na kamieniu, potem w piekarniku na kamieniu z odpalonym grillem, na koniec w piekarniku na kamieniu w dwóch fazach - najpierw osobno ciasto z sosem bez grzałki, potem już całość z odpalonym grillem. O Ooni słyszałem, że podobno jest fajny, ale ostraszała mnie cena - w końcu kupiłem trochę pod wpływem impulsu widząc 25% rabatu. Pierwsze próby z piecem były średnie, pizza wychodziła mi gorzej niż w piekarniku i d⁎⁎a piekła mnie, że wyrzuciłem hajs na darmo - z drugiej strony czuć było, że urządzenie ma potencjał. Kluczem do sukcesu okazały się:


- hack polegający na zmniejszeniu płomienia - Ooni ma dwa ustawienia palnika, jebitnie wielki ogień albo ogień trochę mniejszy ale wciąż za duży. Jedno i drugie grozi szybkim spaleniem pitcy. Rozwiązaniem jest wciśnięcie pokrędła od gazu i jego "pośrednie " ustawienie, które pozwala na dowolne ustawienie płomienia. Rozwiązało problem "nadpalania" ciasta


- dodanie "drzwiczek" - Ooni reklamuje się, że piec osiąga temperaturę 500 stopni w 15 minut i to jest totalna ściema. Przy maksymalnym odkręceniu palnika i grzaniu jak idiota przez 30 minut wykręciłem niecałe okolice 400 stopni na środku kamienia. Za to drzwiczki to istny gamechanger. W 15 minut mam ponad 400 stopni na mniejszym ustawieniu palnika, przez co po pierwsze piec grzeje się błyskawicznie a po drugie pozwala na oszczędzenie gazu. Dla mnie najważniejsze jest to, że nie muszę już czekać 45 minut i dłużej na nagrzanie się jak było to przy zwykłym piekarniku - czas trwania niesamowicie mnie irytował.


A najważniejsze - jak wygląda kwestia smakowa? Nawet z tych tanich składników jest mega. Regularnie wychodzą jedne z najlepszych pitc jakie jadłem i szczerze mówiąc (nie licząc chwil słabości, gdy wezmę sobie napletanę z daGrasso z sosem czomstkowym) przestałem już je gdziekolwiek zamawiać - bo wiem, że w najlepszym wypadku będzie taka samo, a najprawdopodobniej tylko się rozczaruję.


Podsumowując: zakładając, że mamy już ciasto w temperaturze pokojowej Ooni Koda jest w stanie przywieźć nas do królestwa pizzy w 20 minut, a pewnie nawet szybciej. Jednocześnie w zamczysku pitcy czeka na nas pitca z pierwszej ligi w mega korzystnej cenie. Czy sam piec polecam? Tak, ale trzeba zaadresować jego wady, o których wspomniałem wcześniej.


#pizza #gotujzhejto

b9c4d4c7-7200-48a8-8b59-bae0a1e16443
26457169-d1e0-4e95-9bcb-231e5d4fe1b0
653f77e8-8465-4965-a784-bbe3bac152f7

@knoor według pizzowych neofitów, pizza z takich składników nie może ci smakować. Po prostu nie może i już.


Na szczęście ja nim nie jestem i dlatego chciałbym pochwalić twój placek, bo wygląda za⁎⁎⁎⁎ście. Człowiek się robi głodny od samego patrzenia jak po Jachasiu 3D.

@knoor jak oceniasz czyszczenie/higienę pracy z tym piecykiem? Pickę robię od dawna, ale jedynie w piekarniku 300°C. Chcialbym takie cos sobie kupić i na balkonie postawić, ale boję się, że będzie mi dymić jak po⁎⁎⁎⁎ne i sąsiedzi się będa skarżyć. Coś podpowiesz?

@knoor Nie chcę Cię wkurwiać bo wpis bardzo fajny ale Effeuno by Cię wyszedł podobnie a o ile mniej zachodu.


@Stashqo Effeuno - seria piecy elektrycznych które dochodzą do nawet 500C na zwykłe 230V.

Zaloguj się aby komentować

Ooni: pieca nie należy używać w pomieszczeniach zamkniętych. W otworze nie należy też stosować drzwiczek ani innych osłon


Ja:


#pizza #gotowanie

691af5bb-8202-472c-85d3-f08dfb67d334

Zaloguj się aby komentować

Amortyzatory jakoś z 1999-2000 roku. Nigdy nie serwisowane (aż do teraz). W fabryce nabijali to azotem na jakieś 150 psi to pomyślałem sobie, że zanim rozbiorę to sprawdzę ile tego jeszcze zostało po tym czasie. Nie jest dobrze, z drugiej strony nie jest też źle - można powiedzieć, że jest średnio. Około połowy w obydwu.


W ogóle kiedy chciałem podjechać do normalnego serwisu na nabicie tych amorków azotem jak je już ogarnę to jak mi podali cenę uznałem, że wewnętrzna cebula silniejsza i pi⁎⁎⁎⁎lę - kupiłem sobie butlę azotu z manometrem do domu xD zaraz mogę serwis zawieszeń otwierać XD


#motocykle #motoryzacja #januszemotoryzacji #diy

4ddc59d8-98ad-44f3-8a67-53d3b2d8cb3c
e9eac0c2-a4dd-4863-9038-e9e2ebf60cfa

Zaloguj się aby komentować

"Tate, a założymy ohlinsy do motora?"


"Jakie ohlinsy synek, kupimy stare showy na olx, tata weźmie miskę i ci olej wymieni i też będzie dobrze!"


#motocykle #motoryzacja

f1acaf8f-08e1-44ca-9ed3-e4e2d8b5c081

@knoor One wszystkie są dziewczyńskie.

Oprócz tych które są gejowskie.

Z dwojga złego to nawet lepszy wybór

Ty mi nie mów co można, zrobiłem sporciakiem 1500 mil w 3 dni i wiem że chu.. można


Gx

Zaloguj się aby komentować

Znalazłem kiedyś w sklepie z modelikami żywiczne śrubki i w szale zakupów nakupowałem mnóstwo różnych. Jakoś do teraz nie było kiedy użyć, ale przy robieniu takiego paździerza jak KW-2 z Eastern Express pomagają sporo z niego wyciągnąć ( ͡° ͜ʖ ͡°) Poniżej fabryczne, poprawione na tle gigantycznej jednogroszówki i jeszcze ten detal z prawdziwego. A na koniec pewnie i tak nie będzie tego widać xD


#modelarstwo #czolgi

7114dba9-52db-4d9a-9e8a-c36951c91821
028a2afa-9037-4967-bd4d-d76e45239991
468763fa-dbec-441a-8a98-6d11f9e96f67

Zaloguj się aby komentować