Wartość rzeczy używanych
Moje życie przypadło chyba na okres najbardziej rozbuchanego konsumpcjonizmu w historii człowieka. Wzrost gospodarczy napędzany był przez produkowanie masowo, dużo, tanio. Kup jedną rzecz, wyrzuć, kup nową. Nie wiem, czy to ja się tylko wychowałam w takiej bańce, czy faktycznie - rzeczy używane w latach '90, '00 były bez wartości. Nie było sensu szukania jakichkolwiek używek (może poza samochodami czy częściami samochodowymi). Za relatywnie niewiele mogłeś mieć nową rzecz. Często niskiej jakości, ale kogo to obchodziło - za chwilę mogłeś kupić ponownie.
Świat, gdzie rzeczy miały wartość nie tylko przez lata ale i pokolenia, wydawał się historią. Przekazywane z matki na córkę ubrania, garnki, pierzyny, narzuty - to było coś dziwnego. Zbieranie starych rzeczy było cechą właściwą starym ludziom - młodzi patrzyli z politowaniem i wyrzucali do kosza. Czasami nawet nowe rzeczy, całkiem dobre, tylko dlatego że przestały się podobać czy pasować. Zbierania starych rzeczy i spylania ich za jakieś kwoty można było doświadczyć jedynie w grach RPG.
Jednak w ostatnich czasach coś się zmienia. Nie wiem, czy tylko u mnie, czy u was też. Czy spowodowała to świadomość i troska o środowisko, czy chciwość koncernów, które windują ceny oferując coraz gorszej jakości szmaty, czy niepewne czasy i gorsza koniunktura, która nie sprzyja beztroskiemu wywalaniu pieniędzy, czy po prostu internet i możliwość handlu w nim - a może wszystko to na raz. Ale okazuje się, że rzeczy używane potrafią nadal mieć swoją konkretną wartość. Przy czym wartość ta zależy od jakości samej rzeczy. Lniane i bawełniane ubrania, biżuteria z naturalnych i cenionych materiałów, skórzane torebki, paski - to wszystko chodzi po zadziwiająco sporych pieniądzach.
Obserwuję to z wielkim zadowoleniem. Zarówno jako kupujący - ja już przełamałam wszystkie opory i uzupełniłam garderobę na lato w śmiesznych pieniądzach - jak i obserwator ekonomiczny tego zjawiska. Zakupy z drugiej ręki dają korzyści finansowe obu stronom, oszczędzają środowisko, kosztowną produkcję i import z innych krajów. A może też zwiększą świadomość konsumentów i wymuszą lepszą jakość produktów? Bluzki z poliestru, swetry z akrylu - choćby nowe były znanej marki i kosztowały 200 zł - a tyle teraz potrafią kosztować poliestry w sieciówkach - z dużą dozą prawdopodobieństwa nikt nie kupi, albo za jakieś symboliczne pieniądze. Len schodzi, lniane bluzki sprzedające się po 50-60 zł nie są rzadkością. (Swoją drogą len jest materiałem, który możemy uprawiać w Europie, również w Polsce, w odróżnieniu od bawełny).
https://www.topagrar.pl/articles/aktualnosci/oplacalnosc-uprawy-lnu-wloknistego-hektarow-jak-na-lekarstwo-a-potencjal-ogromny-2537537
#przemysleniazdupy