Jutro jest premiera filmu "Odyseja" w reżyserii Nolana. Nolan jest znany z tego, że lubi używać kamer IMAX 70 mm. Kamery te są wielkie, ciężkie i głośnie, więc wcześniej nie używał ich do nagrywania całych filmów, był problem z dialogami. Podczas kręcenia Odyseji, Nolan otrzymał kamery nowej generacji IMAX które były cichsze, co pozwoliło nagrywać cały film w tej technologii.
Aby obejrzeć ten film w pełnej okazałości, to trzeba się udać się do kina IMAX gdzie mają ekrany w proporcji 1.43:1. I tu pojawia się problem, bo takich kin na świecie jest całe 41, z czego w samych USA 25, a w Europie 6. W Polsce takich kin z takimi ekranami nie ma, są tylko z ekranami 1,90:1.
Najbliższe kino IMAX z tak wielkim ekranem jest na Czeskiej Pradze
w d⁎⁎ie to mam. W sensie lubię jego filmy ale trzeba mieć coś we łbie by świadomie i celowo ograniczać grono odbiorców swego filmu. W sensie męczy się z tymi kamerami i robi kadry pod efekt który obejrzy ile? 1% widzów? 5% ? Pretensjonalność
Ehh i znów życie pokazuje mi że lecę na hard mode.
Chciałem z żoną kupić dom. Oferta - jest; zdolność kredytowa - jest; poduszka finansowa - tak; wkład własny 20%? - a i owszem. Nawet klient mnie wziął na uop na wyłączność od razu na czas nieokreślony za naprawdę fajne pieniądze. Zanim złożę wniosek to już i tak będzie listopad a to oznacza 6+ miesięcy zatrudnienia.
Więc gdzie problem?
Większość ofert banków robi "Jeśli masz ubezpieczenie na życie to prowizja 0%".
No i dotarło do mnie że mi przecież żadna ubezpieczalnia nie da - bo minęło dopiero 14 miesięcy od zakończenia chemioterapii.
Ba, nawet gdyby już minęło 5 lat to obecnie nadal mogą kręcić nosem. Niby rząd pracuje nad ustawą o "prawie do zapomnienia" dla pacjentów co już są oficjalnie ozdrowieńcami ale kiedy to wejdzie? A liczyć że wejdzie i czekać kolejne 4 lata na wynajmie też się nie uśmiecha.
Tak więc jasne, są banki które wciąż dadzą kredyt, są takie które nie wymagają ubezpieczenia ale w większości czekałoby mnie 15+k (2% w Erste przykładowo) prowizji na start (lub kredytowanie i tego oraz dodatkowe odsetki). I niby w dalszym ciągu mogę bez wybywania się z resztek oszczędności, nadal poduszka będzie ale i tak boli.
I jasne - ktoś powie, "weź zaznacz w ankiecie że jesteś zdrowy i elo" ale:
1. Jakby jednak coś się stało to ubezpieczyciel nie wypłaci
2. Bank mógłby mieć problem że ze względu na celową nieprawdę w ankiecie promocja się nie należała więc rozwiązanie umowy lub wręcz oszustwo i wyłudzenie kredytu
3. Rozum i godność człowieka nie pozwalają
Koniec końców pewnie zacisnę poślady zapłacę lub złożę dwa wnioski - jeden z ubezpieczeniem (liczyć na cud że ubezpieczyciel się zgodzi skoro to był rak o 95% przeżywalności?) a drugi bez ale z prowizją.
A i jeszcze kwiatek na koniec - byłem ostatnio w klinice płodności i czekam na wyniki. 80% szans na bezpłodność po leczeniu. Mam zamrożone małe frondeusy.
I ciekawostka - gdybyśmy się zdecydowali to ponoć przy inseminacji jest większa szansa na ciążę mnogą xD
@frondeus Jeżeli tak jest, dla mnie to absolutny skandal i sprawa do UOKiK. Co to za k⁎⁎wa preferencje pod tym względem? Nikt przecież nie wybiera, że zachoruje na raka. Jakby to uzależniali od palenia fajek, liczby mandatów czy nawet znacznej nadwagi to owszem, bo każde jest twoim wyborem.
Ba, właśnie sobie przypomniałam, że w tych ubezpieczeniach też zaznaczasz ze w ciągu ostatnich 12 miesiecy nie było diagnostyki w kierunku raka. Czyli nawet wystarczy że było jakieś podejrzenie i się badałeś, nawet jak wynik był dobry to już papa, dziękujemy.
Witamy w patologii prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych.
Dzieciom, które dobrze się uczyły i mają czerwony pasek nie można dać lodów bo to nie fair wobec tych, którym się nie chciało.
Ale jak ktoś dostaje finansowe fory z racji tego, że ma szczęście i nie zachorował (albo się nie bada i jeszcze o tym nie wie, że coś mu już w dupie rośnie), no to cóż...
Co to kurwa ma być w ogóle. "Eee poczekam z diagnostyką i leczeniem onkologicznym aż dostanę kredyt?"
Pieniądze płyną tak, że mamy sklep i dalej Żabka Polska i Zabka Group S.A. z siedzibą w... Luksemburgu i dalej kasa głównie płynie do dwóch właścicieli-funduszy, oczywiście nie z Polski ;)
CVC Capital Partners (~37,6%, siedziba na Jersey w UK) i Partners Group w Szwajcarii (~10%).
CVC kupiło Żabkę w 2017 za ~1 mld €. Dziś wyceniana jest na ~8 mld $.
Na szczycie łańcucha są konkretni ludzie, miliarderzy o nazwiskach Rolly van Rappard i Rob Lucas (CVC) oraz Alfred Gantner, Urs Wietlisbach i Marcel Erni (Partners Group) , a także reszta inwestorów tych funduszy.
Operacyjnie Żabka jest polska, ale kapitał i lwią część zysku ma zagranica.
Żabka była polska między 1998 a 2007 rokiem, kiedy pan Mariusz Świtalski zdecydował o sprzedaży do funduszu Penta Investments. Pan Świtalski nie ma dziś żadnych udziałów w Żabce. Wyszedł z niej całkowicie w 2007 i nigdy nie wrócił do akcjonariatu. Wtedy wartość transakcji wynosiła 500 mln zł.
Pan Mariusz to seryjny twórca marek, który budował biznesy po to, żeby je sprzedawać, a nie trzymać. Jego CV mówi samo za siebie. Stworzył Elektromis, potem Eurocash (sprzedany portugalskiej Jerónimo Martins w 1995), potem Biedronkę (sprzedana tej samej Jerónimo Martins w 1998), potem Żabkę (sprzedana Pencie w 2007), a jeszcze później Małpkę Express (sprzedana funduszowi Forteam w 2015).
Czyli jesteśmy dobrzy w wymyślaniu super biznesów i oddawaniu ich zagranicy ;). Brawo My! Polska gurom!
i jeszcze taka ciekawostka, że m. in. UBO #ŻABKA są także... przyszli kalifornijscy emeryci ;). Jak?
Największy publiczny fundusz emerytalny w USA, kalifornijski CalPERS, który odkłada pieniądze na świadczenia dla ponad dwóch milionów urzędników i pracowników publicznych, powierzył około 440 mln dolarów funduszowi CVC, temu samemu, który w 2017 kupił Żabkę.
Gdy CVC zarobiło na rozwoju i giełdowym debiucie sieci, część tego zysku wróciła do CalPERS (zwrot z całego funduszu to około 2,1x). W praktyce oznacza to, że zysk z parówek, kawy itp w Żabce zasila kapitał, z którego kiedyś zostaną wypłacone emerytury pracownikom publicznym w Kalifornii
@Half_NEET_Half_Amazing w Polsce nie masz ludzi dysponujących takim kapitałem, żeby móc być samodzielnym właścicielem takich dużych firm, po prostu. A nasza giełda jest zbyt mała by duże firmy mogły pozyskiwać tu swój kapitał do rozwoju, więc idą na rynki zagraniczne
@WujekAlien 200zł czy więcej?
edit: jakbyś nie miał co robić to możesz podejść i sprawdzić cenę, bo nie mogę znaleźć, ul. Dobra 42 https://www.instagram.com/milkbarwarsaw/
@kodyak moim zdaniem to jest tylko marketing i te jagodzianki nie mają się sprzedawać tylko pójść viralem co widać po tym że zostały wysłane za darmo do influencerów.
piękne uzasadnienie plus stara reguła: nie wkurwiasz sędziego.
Dlatego gangsterka udaje skruche, zakłada okulary itd. Jest to głupie - tak. Sędziowie to widzą - tak. Ale działa. Jest pokazaniem - ok sedzio, gram w Twoją grę i nie kozacze i przeważnie daje to dobry rezultat.
Tutaj Żak się popisywał przed kolegami to teraz sobie posiedzi i pomyśli 20 lat czy było warto.
@TwojStaryJeSuchary to nie tak do końca. Sędzia skazuje na podstawie dowodów. Zachowanie i arogancja raczej ma małe znaczenie bo gdyby miała to koleś mógłby zaskarżyć wyrok że sędzia był stronniczy.
Generalnie ten koleś to straszny przygłup. Myślał że swoimi pytaniami odmieni losy tego procesu a sędzia musiał na to pozwolić tylko to zupełnie nic nie wnosiło do sprawy
@kodyak sam nie wiem. To zawsze są ludzie, mają swoje ego i słabości. W sensie masz rację - trzeba skazać na podstawie dowodów i przewodu itd itp. To musi mieć ręce i nogi. Ale jednak są jakieś widełki kary i inteligentny sędzia jak go wkurzysz to ci może pod górkę zrobić. A może nie zrobić jak go połechtasz.
Again - to są tylko ludzie i wszelkie międzyludzkie gry tu mają zastosowanie.
Zresztą (co moim zdaniem było głupim ruchem) sędzia dał wyraz temu, że postawę Żaka zauważył i mu się nie spodobała
EDIT: weźcie dużą poprawkę na moje mądrości bo się na prawie nie znam, w sądzie na wycieczce byłem i uprawiam czysty chloporozum tutaj
Z trzema kolegami zagraliśmy w demo gry „Invokyr”. W wielkim skrócie to takie „Jumanji” dla maksymalnie czterech graczy. Rzuca się kostką, pionek przesuwa się po planszy zgodnie z liczbą wyrzuconych oczek, a następnie wylosowany zostaje modyfikator rozgrywki. Są mniej lub bardziej upierdliwe. Przykładem niech będzie myśliwy poruszający się po posiadłości, który może i jest ślepy, ale ma doskonały słuch.
Zanim będziemy mogli rzucić kolejny raz kostką, musimy zebrać odpowiednią liczbę złotych bożków, które również mają swoje modyfikatory. Na przykład wzięcie jednego sprawia, że widzimy maksymalnie na pół metra wokół siebie, a drugiego, że... widzimy obraz innego gracza.
Ukończenie dema zajęło nam półtorej godziny, jednakże uzależnione jest to po prostu od szczęścia w wylosowanych modyfikatorach. No i od tego, jak dużo będzie rund, bo przecież można wyrzucić sześć oczek, a można jedną. ; )
Bawiliśmy się bardzo dobrze. Była masa wpadek, było dużo śmiechu, a to jest według mnie najważniejsze w grach kooperacyjnych. Może wpadki nie do końca są wskazane w przypadku takiego „GTFO”, gdzie błąd potrafi kosztować godzinną misję, ale w „Invokyr” dają dużo radości. Co prawda jak wszyscy zginą, trzeba zacząć grę od nowa, jednakże w trakcie rund można znaleźć różne kostki, spośród których jedna potrafi przywrócić poległych towarzyszy do życia.
Obawiam się jedynie tego, jak dużo pomysłów mają twórcy i czy przez to, że wszystko jest losowe, nie będzie tak, że niektóre modyfikatory będą pojawiać się bardzo często, a niektóre niezwykle rzadko. Mimo to dodałem grę do listy życzeń i jeśli tylko premierowa cena nie będzie z kosmosu, to na pewno kupię pełną wersję.
Odkąd mamy system kaucyjny znalazłem upodobanie w chodzeniu po śmietnikach o szóstej rano i wyciąganiu puszek #systemkaucyjny Nie ukrywam, że podoba mi się ta aktywność w ramach porannego rozruchu, jest dreszczyk emocji