Zaloguj się aby komentować
Z okazji Międzynarodowego Dnia Zapobiegania Narkomanii, władze Birmy/Mjanmy nakazały spalenie przejętych narkotyków o wartości 600 mln dolarów.
A teraz zabawna część wiadomości.
Narkotyki spalono pod chmurką na obrzeżach miasta Rangun (jakieś 7 mln ludzi), gęste czarne chmury spowiły niebo nad miastem dostarczając atrakcji.
Jest to impreza cykliczna, zyskująca na popularności. W tym roku odnotowano dwukrotny przyrost ilości spalonego towaru względem poprzedniego.
A wy co? Pewnie się cieszycie jak wam na festynie dadzą darmowy kawałek ciasta albo kiełbaski?
Birmańczykom was nawet nie żal.
#wiadomosciswiat #azja #narkotyki #heheszki


Zaloguj się aby komentować

1000 Trees w Szanghaju to jeden z najbardziej niezwykłych projektów architektonicznych na świecie. Gigantyczna konstrukcja, na której posadzono ponad tysiąc drzew, sprawia wrażenie scenografii z filmu science fiction. Futurystyczna bryła, tarasy pełne zieleni i wnętrza, które trudno porównać do...
Tyle się mowi o oszczędzaniu wody ale nie każdy potrafi
#gownowpis #pasjonaciubogiegozartu #nsfw #podroze #indie #azja #czarnyhumor #kalkazreddita
https://www.reddit.com/r/trashy/comments/1uaah26/local_man_cares_about_hygiene_conserves_water/
@starebabyjebacpradem Co Wy tam na tym ISE?
Zaloguj się aby komentować
Jedna z najrzadszych i najdroższych ras kota domowego
Khao manee były początkowo znane jako khao plort, co oznacza „całkowicie biały”. Charakteryzują się krótką, gładką, całkowicie białą sierścią, różowym nosem i różowymi poduszeczkami łap, a także wyrazistymi oczami o czystym, intensywnym kolorze, które bywają porównywane do kamieni szlachetnych. U kotów tej rasy, podobnie jak u innych białych kotów, występuje niekiedy heterochromia – osobniki jednym oku błękitnym i jednym złotym są uznawane za najrzadsze i są najwyżej cenione.
Rzadkość khao manee wynika przede wszystkim z faktu, że do niedawna koty tej rasy były ściśle związane z rządzącą Tajlandią rodziną królewską i prawo zabraniało wywożenia ich poza granice kraju, przez co nie były dostępne nigdzie indziej. Zmieniło się to dopiero w ostatnich dekadach – w 1999 roku kilkanaście osobników zostało sprowadzonych do Stanów Zjednoczonych, a w roku 2004 także do Francji. Zmiana ta była podobno spowodowana obawą, że rasa może z czasem zaniknąć, a współpraca z profesjonalnymi hodowcami z innych części świata dawała jej większe szanse na przetrwanie.
Khao manee należą do pięciu ras kota domowego, które jakiś czas temu zostały oficjalnie uznane za narodowe symbole Tajlandii i elementy narodowego dziedzictwa kulturowego (pozostałe to suphalak, korat, korn ja i wichien maat, czyli kot tajski). W kraju swojego pochodzenia są wciąż łączone z rodziną królewską, są też przedstawiane jako przynoszące szczęście i dostatek – choć warto wspomnieć, że dostatek jest w pewnym sensie warunkiem posiadania khao manee. Kot tej rasy może kosztować od siedmiu do nawet jedenastu tysięcy dolarów.
#ciekawostki #zwierzeta #koty #kotki #kitku #azja #tajlandia



Zaloguj się aby komentować
@bartek555 Nie znasz się
Zaloguj się aby komentować
Manul jaki jest, każdy widzi - ale nie każdy pewnie widział rudego manula
W języku angielskim manul jest znany jako Pallas's cat. Nazwa ta nawiązuje do nazwiska zoologa Petera Simona Pallasa, który w 1776 roku jako pierwszy opisał manula zaobserwowanego w okolicy jeziora Bajkał. Od lat 50. XX wieku manule zaczęły być sprowadzane do ogrodów zoologicznych, a obecnie kilkadziesiąt ogrodów rozlokowanych na całym świecie bierze udział w programach hodowlanych mających na celu rozmnażanie tych kotów, tworzenie stabilnej populacji i ochronę gatunku.
Podgatunek Otocolobus manul ferruginea wyróżnia się charakterystycznym rudym futrem. Z kolei podgatunek Otocolobus manul nigripectus występujący w Himalajach na obszarze od Kaszmiru do Bhutanu ma ubarwienie podobne jak "zwyczajny" manul, ale z wyraźnymi, ciemnymi pręgami na grzbiecie i ogonie.
https://www.youtube.com/watch?v=kgrV3_g9rYY
#7ciekawostekprzyrodniczych #ciekawostki #przyroda #natura #zwierzeta #zwierzaczki #koty #kotki #kitku #azja





Zaloguj się aby komentować

Japonia nie jest bezpiecznym krajem!
...a na pewno nie podwzględem katastrof naturalnych.
Kraj kwitnącej wiśnie nawiedza ponad 1500 trzęsień ziemii rocznie. Do tego dochodzą gwałtowne ulewy, tajfuny i aktywne wulkany.
Jak mieszkańcy jednego z największych miast świata przygotowują się do...
Kotek jakby niewyspany
Podobnie jak niektórzy jego krewniacy z poprzednich wpisów, kotek ten jest wyspecjalizowanym łowcą zwierząt wodnych i potrafi polować na ryby, żaby i skorupiaki, a także na gryzonie i małe ptaki. Jego oczy zapewniają mu lepsze niż u wielu innych kotów widzenie stereoskopowe, co pomaga mu w bardziej precyzyjnym lokalizowaniu ofiary. Jego zęby przedtrzonowe są większe i ostrzejsze niż u innych kotów, dzięki czemu skuteczniej chwyta i przytrzymuje śliską zdobycz. Po upolowaniu ryby przenosi ją na odległość kilku metrów od brzegu, żeby utrudnić jej ewentualną ucieczkę, a niekiedy też "pierze" zdobycz w płytkiej wodzie jak szop pracz. Nie potrafi całkowicie chować pazurów, a jego palce są częściowo spięte błoną pławną.
Kotek kusy to jeden z najrzadszych i najsłabiej poznanych kotów świata. Przez długi czas notowano niewiele obserwacji tego gatunku, a znaczna część informacji o jego zachowaniach pochodziła z opisów przypadkowych spotkań. Pomocne okazało się upowszechnienie kamer leśnych, jednak jedynie w ograniczonym zakresie – kotek ten prowadzi bardzo skryty tryb życia i skutecznie ukrywa się wśród gęstej roślinności.
Lokalnie jest znany jako kucing tandang (kucing to w języku indonezyjskim "kot").
#ciekawostki #przyroda #natura #zwierzeta #ssaki #koty #kotki #kitku #azja




Zaloguj się aby komentować

W Azji rośnie popularność turystyki śladami anime: Trip.com notuje 195-proc. wzrost rok do roku wyszukiwań związanych z anime i mangą. Anime i komiksy, niegdyś postrzegane jako niszowe hobby, stały się dziś ważnym motorem turystyki. Coraz więcej fanów przekracza granice w poszukiwaniu wciągających...
Mały leśny łowca
Kotek rudy preferuje suche i wilgotne lasy liściaste oraz skaliste tereny porośnięte gęstą roślinnością. Niewiele wiadomo o jego zachowaniu w środowisku naturalnym - jest aktywny głównie nocą, a za dnia kryje się na drzewach lub w jaskiniach. Na ogół żywi się gryzoniami, jaszczurkami, żabami, owadami i małymi ptakami. Porusza się bardzo szybko, potrafi błyskawicznie znikać wśród gęstej roślinności i świetnie się wspina na drzewa.
Podobnie jak niektórzy jego kuzyni, kotek rudy żyje czasem w pobliżu siedzib ludzkich i na terenach uprawnych, przyciągany przez obecność gryzoni. Na większości obszarów, na których występuje, jest objęty ochroną, mimo to jednak bywa tępiony przez lokalną ludność jako szkodnik zabijający drób.
https://www.youtube.com/watch?v=wwjnDJ9IznE
#ciekawostki #przyroda #natura #zwierzeta #ssaki #koty #kotki #kitku #azja


Zaloguj się aby komentować

Myanmar jest gospodarzem Mistrzostw Azji Południowo-Wschodniej w kulturystyce w Rangunie; od 14 do 18 maja rywalizują tam zawodnicy z ośmiu krajów. Mjanma wystawiła 39 kulturystów w 20. mistrzostwach Azji Południowo-Wschodniej w kulturystyce i sportach sylwetkowych, które odbywają się w Jangonie....

Wybierasz się do Tajlandii? Uważaj na strony, które pobierają opłaty za wypełnienie TDAC, czyli obowiązkowego formularza wjazdowego. Sam formularz jest darmowy i najlepiej wypełnić go bezpośrednio na oficjalnej stronie tajlandzkiej imigracji. Wielu turystów klika w pierwsze wyniki z Google i...
Cegła z herbaty: Kiedy napar był twardszy niż pieniądz
Zanim herbata trafiła do papierowych torebek, które znamy dzisiaj, podróżowała przez kontynenty w formie twardych, sprasowanych bloków zwanych cegłami herbacianymi. To nie tylko sposób na przechowywanie liści, ale fascynujący rozdział w historii handlu i ekonomii.
W Azji Środkowej, Mongolii i na Syberii cegły z herbaty pełniły funkcję płacidła. Były znacznie praktyczniejsze niż metalowe monety:
Wartość użytkowa: Można je było zjeść lub wypić w razie potrzeby.
Standardy: Na cegłach często tłoczono wzory i linie, które ułatwiały ich łamanie na mniejsze, znormalizowane kawałki – zupełnie jak w dzisiejszej tabliczce czekolady.
Trwałość: Prawidłowo sprasowana herbata mogła przetrwać dziesięciolecia, nie tracąc swoich właściwości.
Prasowanie herbaty w bloki było genialnym rozwiązaniem logistycznym. Luźne liście zajmują mnóstwo miejsca i są podatne na wilgoć oraz uszkodzenia. Cegły były:
Kompaktowe: Pozwalały na załadowanie znacznie większej ilości towaru na grzbiety koni, mułów czy wielbłądów.
Odporne: Chroniły wnętrze przed utlenianiem, co pozwalało jej przetrwać wielomiesięczne wyprawy przez góry i pustynie.
Przygotowanie herbaty z takiego bloku wymagało siły. Nie wystarczyło zalać jej wrzątkiem – fragmenty trzeba było zeskrobać nożem lub zetrzeć na tarce. Uzyskany proszek często gotowano z dodatkiem soli, masła (tradycja tybetańska) lub mąki, tworząc wysokokaloryczny posiłek, a nie tylko lekki napar.
#ciekawostki #herbata #kultura #azja #chiny
Na szybko mogę potwierdzić informacje, typ tych herbat to początkowo zielona, potem pu-erh. Przy czym tworzenie cegiełek to w zasadzie początki herbaty - najpierw formowano cegiełki, potem proszkowano, a dopiero od kilku wieków używa się suchych liści. Najczęściej uformowana w cegiełki herbata była wymieniana na konie z Wyżyny Tybetańskiej - interesujący reportaż napisało National Geographic . Co do jednak bycia twardszą od pieniędzy, czy monet to nieprawda. Taką herbatę da się spokojnie łupić nożem, nawet są specjalnie nożyki.
Zaloguj się aby komentować
Jadł ktoś z was Natto?
Tylu światowych ludzi tu mamy. Może kotwicowy grubas albo @nobodys albo @bojowonastawionaowca ?
Bo Szoguna dziś oglądałem i smaku mi narobili, żonie powiedziałem też się jej zachciało. Akurat tego jeszcze nie jadłem/robiłem, o dziwo.
https://allegro.pl/produkt/natto-sfermentowana-soja-bio-110-g-e7fa3a67-cb3a-4eaa-b80f-d16de4556cf6
#kuchniaazjatycka #azja #japonia #natto


Zaloguj się aby komentować
662 + 1 = 663
Tytuł: Światu nie mamy czego zazdrościć. Zwyczajne losy mieszkańców Korei Północnej
Autor: Barbara Demick
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 10/10
Są takie książki, które trudno ocenić na coś poniżej 10 - i dla mnie ten reportaż jest właśnie takim przypadkiem. Jasne, rozumiem, że dla wielu osób uczciwa ocena pewnie oscylowałaby gdzieś między 7 a 9, ale u mnie to pełna dycha. Po prostu nie widzę tu wad.
Reportaż autorstwa Barbary Demick wyróżnia się przede wszystkim tym, czego w nim nie ma. Autorka nie przerysowuje opisów, nie gra na emocjach i - co najważniejsze - nie narzuca czytelnikowi swoich przemyśleń. Oddaje głos bohaterom i robi to w sposób zaskakująco uporządkowany. Chronologia jest tutaj ogromnym plusem - czas płynie gdzieś w tle, a kolejne wydarzenia układają się naturalnie, bez chaosu, który często pojawia się w reportażach opartych na wielu perspektywach. Nie da się tu zgubić, ani razu.
Warto tu dodać, że z książki jasno wynika, że temu, co widzą turyści, najprawdopodobniej nie warto ufać, bo sceny i miejsca celowo mają być inscenizacją, nawet w obecnych czasach. Oszustwem, które zamazuje prawdę.
Dużym atutem jest też dobór bohaterów. Demick opisuje osoby, które bardzo się od siebie różnią - zarówno pod względem pochodzenia, jak i stosunku do systemu. Są tu ludzie całkowicie wierni władzy, są ci obojętni i są też tacy, którzy od początku czują, że coś jest nie tak. Dzięki temu obraz Korei Północnej nie jest jednowymiarowy - przeciwnie, wydaje się przez to bardziej wiarygodny i pełny.
Nie ukrywam, że na początku miałem pewne obawy. Wątek miłosny młodych ludzi z różnych warstw społecznych brzmiał jak coś, co może niepotrzebnie rozmiękczyć całość. Jun-sang, z był z bardziej uprzywilejowanej rodziny, a Mi-ran, jest córką byłego jeńca wojennego z Korei Południowej. Przez system songbun była z góry skazana na niższy status społeczny, o czym przez dłuższy czas nawet nie wiedziała. Ten motyw okazuje się jednak tylko delikatnym wstępem - tłem dla wydarzeń, które naprawdę definiują tę książkę.
Bo prawdziwy ciężar zaczyna się wraz z opisem wielkiego głodu z lat 1995–1999. To jeden z najmocniejszych fragmentów reportażu. Głód, który według różnych szacunków pochłonął setki tysięcy, a być może nawet miliony istnień, nie jest tu przedstawiony jako abstrakcyjna katastrofa, tylko jako codzienność zwykłych ludzi - efekt polityki reżimu Kimów i efekt ich rządów.
Opisy bywają mocne, momentami bardzo mocne. Ja już nie jestem szczególnie wrażliwy na takie rzeczy, ale spokojnie mogę sobie wyobrazić, że dla wielu osób będą trudne do zniesienia. Dzieci umierające w szpitalach, karmione trawą, czy topienie psa w garnku, to te lżejsze, co daje pewien obraz, czego można się tu spodziewać.
Jeden z tych rozdziałów, które szczególnie zapadły mi w pamięć, to: „Najpierw umierają ludzie dobrzy”. Pada tam to tytułowe zdanie, które właściwie podsumowuje cały ten okres. Pani Song, przez lata wierna systemowi i propagandzie, przyznaje, że każdy, kto przetrwał, ma coś na sumieniu. Że dobrzy ludzie umarli jako pierwsi. Zostali ci, którzy robili rzeczy, do których nie chcieliby się przyznać.
To jednak nie jest tylko historia o przetrwaniu, odkrywaniu prawdy i ucieczce. To także opowieść o tym, co dzieje się później. O życiu po ucieczce, głównie w Korei Południowej, i o tym, jak różnie bohaterowie radzą sobie w zupełnie nowej rzeczywistości. Co ciekawe ci, którzy od początku byli przeciwko systemowi, wcale nie odnajdują się najlepiej.
Warto dodać, że książka nie zatrzymuje się na or dacie pierwszego wydania. Zależnie od tego, jaką upolujecie, na końcu dostaniecie dodatkowe informacje "co było potem". Jest to trochę streszczone, ale dobrze, że się pojawia.
Mógłbym pisać dalej o tym, jak dobra jest to książka, ale prawda jest taka, że i tak mało kto dotrwałby do końca tej recenzji. Dlatego zakończę inaczej - zostawiając was z dłuższym cytatem o dr Kim i tym, co odkryła podczas swojej ucieczki.
Nie chciała zatrzymywać się na odpoczynek – bała się, że zamarznie – ale czuła, że opada z sił. Nie mając wyboru, postanowiła zaryzykować i zwrócić się o pomoc we wsi.
Do gospodarstw prowadziła polna droga. Większość domów otaczały ogrodzenia z metalowymi furtkami. Jedna z nich nie była zamknięta na klucz. Popchnęła ją i zajrzała na podwórko. Na ziemi stała metalowa miseczka z jedzeniem. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła w niej biały ryż ze skrawkami mięsa.
Doktor Kim nie pamiętała, kiedy po raz ostatni widziała miskę czystego, białego ryżu. Co tu robi ta miska, dlaczego stoi na ziemi? Domyśliła się i prawie jednocześnie usłyszała szczekanie.
Aż do tej chwili łudziła się nadzieją, że Chiny okażą się równie biedne jak Korea Północna. Wciąż chciała wierzyć, że jej kraj jest najlepszy na świecie. Że potwierdzi się to wszystko, w co wierzyła przez całe życie. Ale teraz nie mogła już zaprzeczyć temu, co zobaczyła na własne oczy: chińskie psy jadają lepiej niż lekarze w Korei Północnej.
#bookmeter
> #dziwensieodchamia
#ksiazki #czytajzhejto #koreapolnocna #azja

Bardzo dobrze napisany kawał lektury. Trochę wzór jak pisać reportaże. Fragment z miską pamiętam. Pamiętam też ten gdzie przedszkolanka przychodziła do przedszkola dopóki pojawiały się tam jakieś dzieci. Było to opisane tak spokojnie, że kojarzy mi się to z tym fragmentem "literatury obozowej" gdzie facet przywitał własnego ojca gdy wysiadł z transportu i powiedział mu na spokojnie, że idą pod prysznic.
A z innych rzeczy, któraś z bohaterek opisała ten dysonans gdy czytała przeminęło z wiatrem, bo miała dostęp na uniwersytecie i ludzie tam mieli kilkadziesiąt lat wcześniej samochody, jedzenie itp.
Mi zostało w pamięci.
Zaloguj się aby komentować