Smile, You’re on Camera. Part 2: Hiring Lazarus APT’s IT Workers in a Fake DeFi Startup - any.run/cybersecurity-blog/lazarus-group-it-workers-investigation-part-two/
@zed123 ruszył to on na uczelniach wyższych. w styczniu 2000 na moim osiedlu kablówka ruszyła z internetem na stałym łączu. ależ to była rewolucja, z której nawet nie do końca sobie zdawaliśmy sprawę jak zmieni nasze życie. nam było fajnie bo nagle wiekszy dostep do darmowych filmow, muzyki i gier. no i GG.
@FriendGatherArena Ja też zetknąłem się z internetem 5-6 lat później. Gdzieś w 1996/1997 roku w akademiku kolegi studiującego informatykę założono sieć z dostępem do internetu. Prawie się tam przeprowadziłem xD
Ja pamiętam jak gdzieś w 2008 roku do gry pudełkowej potrzebna była aktywacja przez internet, to jechałem z komputerem do wujka, bo mój net dalej potrafił jedynie otworzyć jakieś strony z tekstem i jednym obrazkiem xD
Po "Wdowie" zostałem z poczuciem, że John Grisham potrafi mnie naprawdę mocno wciągnąć w prawniczą historię, nawet jeśli później nie do końca dowozi jej zakończenie. W przypadku "Raportu Pelikana" moje odczucia są trochę inne. To nadal bardzo dobry thriller, który momentami czyta się znakomicie, ale tym razem po zakończeniu zostałem przede wszystkim z niedosytem.
Punktem wyjścia jest niemal jednoczesne zamordowanie dwóch sędziów Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Policja, FBI i inne służby próbują znaleźć związek między ofiarami oraz odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto mógł skorzystać na ich śmierci?
Do sprawy zupełnie przypadkowo włącza się Darby Shaw, studentka prawa, która zaczyna analizować możliwe powiązania pomiędzy zamordowanymi. Na podstawie własnych poszukiwań tworzy teorię wyjaśniającą motyw zabójstw – tytułowy Raport Pelikana. Początkowo jest to właściwie intelektualne ćwiczenie. Jedna z wielu potencjalnych hipotez.
Problem zaczyna się wtedy, gdy dokument trafia w ręce ludzi, którzy są w stanie zweryfikować, jak wiele jest w nim prawdy i przyznają, że więcej niż sporo.
I nagle zaczynają ginąć kolejni ludzie.
To bardzo dobry punkt wyjścia dla thrillera spiskowego i Grisham przez sporą część książki wykorzystuje go naprawdę dobrze. Darby z osoby stojącej całkowicie z boku wydarzeń staje się kimś, kto musi uciekać i jednocześnie zrozumieć, dlaczego jej teoria okazała się tak niebezpieczna. Do tego dochodzi dziennikarz Gray Grantham, który dostrzega w całej historii materiał mogący wywołać polityczne trzęsienie ziemi.
Podobała mi się skala tej historii. Są prawnicy, FBI, Biały Dom, wielkie pieniądze, polityka, media i ludzie posiadający wystarczająco duże wpływy, żeby próbować zamiatać problemy pod dywan. Jednocześnie Grisham nie robi z Darby superbohaterki, a z historii wydarzenia z ogromnym rozmachem. Zamiast tego, jej największą bronią pozostają inteligencja, wiedza i umiejętność łączenia faktów.
Problem w tym, że przy tak dużej liczbie interesujących elementów część z nich została potraktowana trochę po łebkach. Autor otwiera kilka naprawdę ciekawych tematów dotyczących wpływu wielkiego biznesu na politykę, niezależności Sądu Najwyższego, działalności służb czy relacji pomiędzy mediami a władzą. Chciałbym, żeby część z nich została rozwinięta znacznie bardziej. Momentami miałem wrażenie, że Grisham pokazuje mi kolejne interesujące drzwi, uchyla je na chwilę, a następnie mówi: dobra, idziemy dalej.
Podobnie jest z niektórymi postaciami i relacjami. Przy takiej objętości książki spokojnie znalazłoby się miejsce, żeby nadać im trochę więcej głębi. Tym bardziej że sama intryga naprawdę na to zasługuje.
Nie zmienia to faktu, że "Raport Pelikana" jest bardzo sprawnie napisanym thrillerem. Szczególnie dobrze działa pierwsza połowa, kiedy razem z Darby próbujemy zrozumieć, dlaczego jej raport wywołał tak ogromne poruszenie. Jest tutaj poczucie zaszczucia, niepewności i przekonanie, że bohaterka weszła w konflikt z ludźmi dysponującymi praktycznie nieograniczonymi możliwościami.
Ostatecznie dostałem dobrą książkę, ale jednocześnie taką, która miała potencjał na coś jeszcze lepszego. Paradoksalnie mój niedosyt wynika więc przede wszystkim z tego, jak dobry jest jej główny pomysł. Chciałbym, żeby Grisham wycisnął z niego trochę więcej.
Książka doczekała się ekranizacji w 1994 z Julią Roberts i Denzelem Washingtonem.
TL:DR
"Pomimo zatem, że kompostownik ogrodowy/przydomowy jest uznawany przez GUNB, jak i sądy administracyjne za obiekt budowlany (a konkretnie – obiekt małej architektury) – jego posadowienie w przydomowym ogrodzie (na prywatnej nieruchomości) nie wymaga uzyskania pozwolenia na budowę ani dokonania zgłoszenia do właściwego organu administracji architektoniczno-budowlanej, o którym mowa w art. 30 prawa budowlanego.
Prywatna nieruchomość nie jest bowiem miejscem publicznym, ""
jego posadowienie w przydomowym ogrodzie (na prywatnej nieruchomości) nie wymaga uzyskania pozwolenia na budowę ani dokonania zgłoszenia do właściwego organu
@sireplama trochę to żartem, trochę półserio - tak czy inaczej za abstrakcję uważam prawo rozważające czy ktoś ma prosto czy krzywo kompostownik i związane z tym zapisy