Rok 1943. Profesor Uchida oświadcza swoim studentom, że rezygnuje z nauczania i od tej pory będzie pracował jako pisarz. Każdego roku, studenci odwiedzają go i urządzają urodzinowe przyjęcie, na którym dziękują mu za całą wiedzę, którą im przekazał. Zgodnie z tradycją, zadają mu pytanie: Mada kai? (Czy jesteś gotowy?), na co profesor odpowiada Mada da yo! (Jeszcze nie!).
Ostatni film mistrza Akira Kurosawy i Ishirô Hondy
@Piechur szukałem czegoś od Kuro co nie oglądałem. akurat ten był na CDA a nie chciało mi sie szukać po dyskach na którym mam pozostałe nieobejrzane (musze kiedys opisać dyski )
Postać Annie zagrana fenomenalnie - już od pierwszej sceny odczuwałem niepokój i ponawiał się za każdym razem, kiedy tylko pojawiła się na ekranie. Nie dziwię się, że Kathy Bathes dostała Oscara za tę rolę, w pełni zasłużona nagroda.
I kolejny Jodorowsky nadrobiony. I zapewne nie ostatni. Znów rewelacja!
Film przypomina spaghetti western. Bezimienny rewolwerowiec (którego będziemy nazywać Kretem, druga część wyjaśnia czemu) przemierza pustynię ze swoim synem-uczniem. Poznaje pewną kobietę i za jej namową porzuca syna i zacznie się polowanie na czterech najlepszych rewolwerowców - kobieta oferuje swoją miłość jeśli nasz bohater pokona ową czwórkę. Każdy z rewolwerowców przedstawia swoją filozofię życia i nasz Kret z czasem przestanie czuć w sercu swoją misję a bardziej przejmować ich wizję świata, w końcu jednak cała czwórka ginie, a zła kobieta i tak odchodzi z inną rewolwerowczynią.
Nasz bohater zostaje ranny i sam. Mija wiele lat, Kret budzi się jako wyzwoliciel ludzi mieszkających w jaskini - ludzi kalekich, skazanych na ubogą egzystencję. Kret postanawia wykopać tunel, który połączy jaskinię z pobliskim miasteczkiem. Wraz z kobietą-karłem wyruszają do miasteczka by zarobić występami komediowymi i żebraniem środki na wykopanie tunelu. Miasteczko jednak jest zdegenerowane w swoim bogactwie. Przemoc, zabijanie, gwałty i niewola - to ulubiona rozrywka mieszkańców. Tymczasem nasz bohater przechodzi przemianę i nie jest już tym samym człowiekiem z pierwszej części filmu - ale jego już dorosły syn, nadal trzyma urazę. Pozwala skończyć ojcu kopanie tunelu, ale potem ma zamiar go zabić.
Typowy film o odkupieniu, prawda? Tylko, że podany w tym jorodowskim sosie niekoniecznie może być strawny dla każdego. Odniesienia religijne są tu bardzo mocne - każdy rozdział ma tytuł związany z Biblią, jak np. Psalmy, Prorocy czy Apokalipsa. Sama religia też występuje w filmie w postaci takiej jak na przykład - Kret-wyzwoliciel, który niby umarł na pustyni po pojedynkach z rewolwerowcami, a jedna wyszedł zmartwychstały z jaskini. Albo sam Kret przedstawiony niczym oświecony buddyjski mnich.
Znowu - podobnie jak "Święta góra" to film, w których odniesień filozoficznych, religijnych, albo ogólnie - duchowych - jest cała masa. Przy tym Jorodowsky bawi się stylistyką gatunku, jakim jest western i bardzo dobrze się w tym odnajduje. Niektórych scen pozazdrościłby sam Sergio Leone.
Cudo! Poczułam ten rytm, poczułam przygody, poczułam zabawę - a to najważniejsze jest czasem w oglądaniu filmów. Dalej nie wiem czemu tak unikałam filmów meksykańskiego surrealisty-myśliciela. Dla mnie totalnie zrozumiałe, są wciągające, i są poryte na swój bajkowo-brutalny sposób.
Możliwe, że te tytuły nie będą strawne dla początkującego lub niedzielnego kinomana, ale średniozaawansowany oglądacz powinien poczuć klimat i bez problemu spróbować się z takim kinem. Dla mnie o wiele trudniejszy jest inny surrealista - Bunuel, ale on z kolei szuka porytych odmian realizmu w nieco innych sferach niż Jodorowsky.
W każdym razie polecam spróbować się z takim kinem. Niezwykła przygoda!
Dla mnie to bardziej film na 0,5/10 niż 9,5. Mi się wydał kompletnie słaby a wracać do niego nie zamierzam. Nie lubię filmów tego twórcy podobnie jak chociażby Larsa von Triera. Mają coś odpychającego.
Porównanie do spaghetti westernu to dla mnie zniewaga dla tego ciekawego, szczególnie w wykonaniu Sergio Leone gatunku filmowego.
Kapitan Arseniew wyrusza na badania w tajgę. Tam poznaje kirgiskiego myśliwego Dersu Uzałę. Dersu całe życie spędził w tajdze, miał kiedyś żonę i dziecko, ale umarli na ospę. Starszy mężczyzna żyje więc samotnie. Przypadkowe spotkanie z badaczem zapoczątkuje wielką przyjaźń. Dersu pomaga żołnierzom w tajdze, przeżywają wiele przeróżnych przygód, często na granicy śmierci, które tylko wzmacniają przyjaźń dwóch mężczyzn.
Sprawa się komplikuje, gdy Dersu odkrywa, że zdrowie nie pomaga mu już być dobrym myśliwym i korzysta z oferty przyjaciela i opuszcza tajgę, by zamieszkać z mieście. Oczywiście miasto jest kompletnie niezrozumiałe dla starego Dersu i myśliwy powoli traci duszę.
Piękny film o wielkiej przyjaźni, którą skuła przyroda i natura, czasami piękna, czasami brutalna. Tutaj kapitan uczy się szacunku do świata, do zwierząt i roślin, przy boku doświadczonego Dersu.
Chyba najbardziej wzruszający film Kurosawy w jego dorobku.
Nie podszedł mi ten przypadkowy seans na Mubi - kiedyś w sumie lubiłam takie nowojorskie komedyjki dla intelektualistów 20+. Może stąd ten seans.
Shirin to właśnie taka bohaterka, szukająca swojego miejsca w życiu. Właśnie rozstała się z dziewczyną, przez to, że nie potrafi wyjść z szafy przed swoimi pochodzącymi z Iranu rodzicami. Do tego nie może znaleźć pracy, a jak znajduje, to nie okazuje się to, co myślała. W poszukiwaniu nowych romansów (ale głównie po to by wzbudzić zazdrość ex), relacje z rodziną i w końcu upragniony coming-out, nic nie kończy się tak jak zazwyczaj kończy się w amerykańskich filmach.
Typowe, niezależne, amerykańskie kino dla młodych dorosłych, który szukają własnego miejsca w życiu i lubią oglądać podobne rozterki na ekranie. Niestety, poza obszar gatunku, ten film nigdzie nie wybiega, stąd taka a nie inna ocena.
Ceny usługi Amazon Prime w Polsce rosną o ponad 40%. Dotyczy to zarówno abonamentu miesięcznego, jak i rocznego. W pierwszym przypadku opłata wzrośnie z dotychczasowych 10,99 zł do 15,50 zł. Z kolei za 12 miesięcy korzystania z usługi zamiast 49 zł użytkownicy zapłacą 69 zł.
Zmiany weszły w życie 13 stycznia. Aktualni subskrybenci Prime zapłacą więcej już od najbliższego okresu rozliczeniowego.
Wybrałem się ostatnio na nowego Avatara (3D IMAX, bez HFR).
Jak ktoś widział drugą część, to tutaj może spodziewać się więcej tego samego. Fabularnie nie ma tutaj nic zaskakującego ani porywającego, jest kontynuacja tego samego konfliktu który już znamy. Pojawia się nowe plemię Na'vi z fajną postacią przywódczyni Varang i to w sumie największa nowość. Ale nie po to się chyba idzie do kina na Avatara - a przynajmniej mnie nie na tym najbardziej zależało.
Film jest przepiękny wizualnie i robi ogromne wrażenie. To jest pieprzone kosmiczne National Geographic - natura Pandory wygląda obłędnie, wszystko to podbija świetne 3D (to w sumie jedyna seria filmów w której to widziałem zrobione dobrze). Można się zatopić w tym świecie i go chłonąć przez te ponad 3 godziny.
Jeśli ktoś oczekuje czystej rozrywki w pięknej odsłonie, a nie głębokiej filozoficznej fabuły to bardzo polecam i w takiej kategorii go oceniam.
@Vakarian Podpisuję się rękoma i nogami! To jest wizualne niebo, nie ma co szukać skomplikowanej fabuły czy czegoś odkrywczego - magia świata ma nas porwać. Mnie porwała po raz trzeci i mam nadzieję, że nie ostatni.
Czy jest to serial który zmienia historię i o ktorym ludzie będą pamiętać? Nie, nie jest. Szczególnie że minięlo 12 lat od końca emisji i nikt nie pamięta. Czy jest to serial, który zdecydowanie trafia w mojego sweet spota. O k⁎⁎wa, jak bardzo.
Michael Westen jest spalonym szpiegiem. Był gwiazdą w CIA, ale nagle z dnia na dzień zostaje wyrzucony. I dalej jest tak jak przypominają w każdej czołówce - wykonuje mniejsze zlecenia by się utrzymać na wodze, próbuje zbadać dlaczego w ogóle został spalony, a wszystko to z pomocą ostatnich ludzi jacy się jeszcze do niego odzywają. W tym jest jego była dziewczyna Fiona, Irlandka z przeszłością w IRA (która na pewno była inspiracją do postaci Rico w Pingwinach z Madagaskaru, bo odpowiedzią na wszystko jest KABOOM), a także Sam kumpel z dawnych lat, co jest też poza agencją i rozkoszuje się emeryturą jako utrzymanek bogatych kobiet. I jest jeszcze rodzina, jeśli jest zdesperowany. A wszystko to w klimatach Miami i ogolnie Karaibów.
Nie jest to serial bardzo na poważnie. Nie jest to mroczny, brutalny świat agentów i morderstw - choć w każdym odcinku jest sporo strzelania, wybuchów i przemocy to jest to dość luźny serial, z dużą dawką humoru. Sama fabuła jest powtarzalna - są miniquesty na jeden odcinek (tu na plus, że choć podobne to jednak większość na swój sposób unikalne), a poza tym Westen robi dużo by odkryć kto stoi za jego spaleniem. I oczywiście tutaj cebula - za każdym razem jak odkrywa coś dużego to potem się okazuje, że za tym jest coś jeszcze większego - kolejna organizacja, kolejny skorumpowany agent, kolejny zabójca, haker czy podpalacz. Ostatnie dwa sezony są jednak już mroczniejsze - wyraźnie widać że coraz mniej jednoodcinkowych sidequestów, skupia się jedynie na głównej fabule, dzieją się już też mroczniejsze rzeczy. Widać, że serial dązył do końcówki, nie został urwany (choć trochę przyspieszony jednak był) tylko zakończył się tak, jak się zakończyć musiał.
Jest to połączenia trochę Rambo, dużo Mac Gyvera, trochę Policjantów z Miami. Serial który raczej nie zmusza do refleksji, ale też po obejrzeniu jego nie czuję konieczności się wykąpąć by zmyć moralny brud - jak najczęściej mam przy bardziej realistycznych produkcjach z tego tematu. Tutaj po obejrzeniu masz tylko ochotę na jogurt, najlepiej jagodowy
Wizualnie przepiękny film - zachwyciłem się już pierwszym kadrem. Z czasem strona wizualna mi „spowszedniała”, ale i tak wciąż zdarzały się momenty, w których pojawiał się zachwyt.
Ponadto byłem przekonany, że to animacja dla dzieci, ale pierwsze kilkanaście minut skutecznie wybiło tę myśl z mojej głowy. Zaskoczyła mnie brutalność niektórych scen - może to źle zabrzmi, ale pozytywnie, ponieważ rozbawiły mnie kilkukrotnie. W pewnym momencie odniosłem wrażenie, że twórcy jednak się opamiętali i stwierdzili, że resztę filmu spokojnie mogą obejrzeć dzieciaki. Fabuła stała się naiwnie optymistyczna, siła miłości i przyjaźni wszystko zwyciężyła, nawet technologiczne bariery et cetera. Szkoda, że poszło to w tę stronę i za to odjąłem dwa punkty.
Tytuł: Służąca (oryg. Ah-ga-ssi, ang. The Handmaiden)
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Czarna komedia / Erotyczny
Reżyseria: Chan-wook Park
Czas trwania: 2h 24m
Ocena: 7/10
Korea, lata 30. Młoda złodziejka zgadza się pomóc sprytnemu oszustowi uwieść japońską arystokratkę, by potem oboje mogli przejąć jej majątek, i w ramach owej pomocy zatrudnia się jako pokojówka wybranej ofiary. Sytuacja komplikuje się, gdy obie panie zaczynają czuć do siebie miętę.
Porypany, co nie powinno mnie było zaskoczyć, bo to koreańskie kino xD Sama intryga lvl 10/10, ale ten lesbijski romans trochę za grubymi nićmi szyty. Żal mi było Hrabiego.
Dodatkowe propsy za piękne zdjęcia i retro egzotykę.
@Vampiress to na podstawie powieści brytyjskiej pisarki od les-branżówek Sarah Watsan, więc niesprawiedliwie zrzucasz wszystko na koreańskie kino a sama realizacja? to wook Park, ten od Oldboya tak swoją drogą, topka światowa jeśli chodzi o koreańskich twórców
Ja pi⁎⁎⁎⁎le, co to jest za sztos. Co prawda jestem dopiero na S02E07, bo oglądam okazjonalnie wyłącznie, gdy jadę na trenażerze, ale podoba mi się na maxa. Mam nadzieję, że w dalszej części utrzyma poziom chociaż w 80%
@onpanopticon ujmę to w ten sposób, że moim zdaniem autor komentarza ma tak głęboko umiejscowiony kij w dupie, że zasadniczo nie musi używać mięśni karku Tak, nie jest to serial dokumentalny ani prawniczy. Kolejne pytanie xD
No cóż, nie było pierdolnięcia, ale w sumie oglądało się. Lubie bardzo film ostatni "To" i Billa Skarsgarda w roli klauna. Historie dzieciaków ledwie poprawne, była wczutka w ich przerażające przygody, ale jednak więcej emocji i więzi na przykład wywołały we mnie dzieciaki z strangerthingsowego Hawkins lub oryginalnego "To".
Dużo wątków dodanych do "uniwersum Derry", jak działalność wojska czy mur ochronny zbudowany wiele lat temu dla ochrony przed potworem. Są też nawiązania do filmu (bip bip Richie).
Widzę, że będzie drugi sezon, co mnie cieszy - jednak lubię ową historię i mam nadzieję, że nie zmienią aktora-klauna. Zabrakło tego czegoś - co by mnie przykuło do ekranu jak ostatnio "Jedyna" czy nawet właśnie "Stranger Things". Nie szło mi za dobrze z oglądaniem odcinków - ale udało się do końca wreszcie gdy inne seriale mnie nie rozpraszały. Liczę na to, że drugi sezon będzie lepszy.
@Mahjong o, teraz się połapałem że Bill Nordname grał też w Boy kills world, gdzie też odwalił kawał świetnej roboty, a i sam film genialny.
No to mam chyba nowego aktora nowego pokolenia do śledzenia, bo chyba umi i rozumi w co się pakuje. Taki ktos pelni rolę papierka lakmusowego dla dobrego filmu. Tak kiedyś z edziem Nortoncommanderem mialem i się za bardzo nie sparzylem nigdy.
@plemnik_w_piwie to jeśli lubisz Billa to zapisz sobie to: "Desperat". Już widziałam na AFF i to chyba jego najlepsza rola jak na razie - sam film też dobry, ale nie jakiś rewelacyjny - właśnie gra Billa dodaje wiele plusów. Trzyma za gardło swoim graniem całą akcję!
Będzie od razu 3 w 1, bo zapomniałem po każdej części postować.
Tytuł: Hobbit: Niezwykła podróż - wersja reżyserska
Rok Produkcji: 2012
Kategoria: Fantasy/Przygodowy
Reżyseria: Peter Jackson
Czas trwania: 3h 2 min.
Ocena: 10/10
Tytuł: Hobbit: Pustkowie Smauga - wersja reżyserska
Rok Produkcji: 2013
Kategoria: Fantasy/Przygodowy
Reżyseria: Peter Jackson
Czas trwania: 3h 6 min.
Ocena: 8/10
Tytuł: Hobbit: Bitwa Pięciu Armii - wersja reżyserska
Rok Produkcji: 2014
Kategoria: Fantasy/Przygodowy
Reżyseria: Peter Jackson
Czas trwania: 2h 44 min.
Ocena: 9/10
"-Kochanie, ale obejrzymy Hobbita?
-Obejrzymy
-W wersji reżyserskiej?
-W wersji reżyserskiej."
Po 9h godzinach (3 seanse, nie usiedziałbym 9h przed telewizorem. Inaczej z kompem ( ͡° ͜ʖ ͡°)) mogę stwierdzić, że Hobbit to dzieło nie tak wybitne jak LOTR, ale bardzo dobre. Przyznam, że najbardziej mi się podobała pierwsza część. Przy dwójce za każdym razem się nudzę (nie, że przez cały film, ale po prostu jakoś tak zamulam). Przy trzeciej części zastanawiałem się, czy dać 8 czy 9, ale podoba mi się fakt, że Legolasowi w końcu skończyły się strzały. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@ArmandoNumber5 widać różnicę w efektach specjalnych - w LOTR było dużo efektów rzeczywistych a w Hobbicie CGI, green screen. Widać po latach jak wszystko tam świeci i odpycha momentami.
Japonia, XVII w. Dwóch portugalskich misjonarzy przybywa na wyspy by odnaleźć księdza, który w czasie prześladowań chrześcijan wyparł się swojej wiary.
Na Milczenie czaiłam się już jakiś czas, ale niestety, film mnie zawiódł. Piękne zdjęcia, ciekawa historia, lecz nudny jak flaki z olejem. Scorsese zrobił kino artystyczne, ale bez artyzmu, który zrekompensowałby niepotrzebnie wydłużoną o dobre 30-45 min historię.
Jest to moje osobiste wrażenie, ale ani przez moment nie odczułam dramatyzmu wydarzeń. Dla mnie równie dobrze na początku mogli zaszlachtować obu jezuitów, tyle mnie obchodzili. Dodatkowo, irytowała mnie gra Andrew Garfielda - w roli Sebastiana, jak na początku pobytu w Japonii się rozkleił, tak całą resztę filmu zagrał na tej samej, płaczliwej nucie. Może to właśnie sprawiło, że nie odczułam tak jego osobistej tragedii, gdy przyszło mu dokonać wyboru, który zaważył na reszcie jego życia, bo typ niemal cały czas miał łzy w oczach.
Jeśli szukacie filmu, po którym się nawrócicie, to na pewno nie będzie nim Milczenie.
@Vampiress krytyczna ocena. U mnie ma 7/10 minimum, doceniam historię i rozterki głównego bohatera, nie było dla mnie dłużyzn, choć fakt, że film się lekko ciągnie, jest długi, też sądzę, że parę cięć nie zaszkodziłoby ale to mistrz Scorsese, więc w sumie oglądanie więcej jego twórczości to nie minus. Sama w sumie w trakcie oglądania zastanawiałam się czy to film o wierze, czy może bardziej o uporze,.
Zresztą zawsze to ciekawie zobaczyć represje wobec katolików, a nie na odwrót jak np. w "Misji".
Wstyd się przyznać, ale jakoś omijałam ten tytuł, mimo że miałam go na liście "must watch". Nawet kiedyś zaczęłam oglądać, ale chyba po kwadransie wyłączyłam.
Mam taką misję na 2026 rok - zaprzyjaźnić się z Lanthimosem na nowo, dlatego czeka mnie jeszcze jeden seans, powtórny - "Rodzai życzliwości", bo ja za bardzo życzliwa nie byłam dla tego tytułu, i czuję w głębi siebie, że niesprawiedliwie.
W każdym razie "Biedne istoty" weszły mi, mimo obaw (skoro kiedyś tam próbowałam oglądać ale mi nie wyszło), i to całkiem dobrze.
Bella to praktycznie żywy twór. Młoda kobieta znaleziona martwa, zostaje ożywiona przez Godwina Baxtera, lekarza-eksperymentatora o licu potwora Frankensteina (chociaż to on sam jest tu Frankensteinem). Bella ma umysł dziecka umieszczony w ciele dorosłej kobiety, a my będziemy przez cały film obserwować jej dojrzewanie i ewolucję.
Bella, gdy zaczyna wkraczać w próg dojrzałości, wciąż jeszcze ogarnia to umysłem dziecka, ale gdy pojawia się okazja by odejść od ojca - Boga, jak go nazywa (God, skrót od Godwina, fajny zabieg), to jest sfokusowana na tym by wynieść się z domu i ruszyć w świat. Jej przewodnikiem po świecie będzie przystojny, cwany i hedonistyczny kobieciarz Duncan. Jeszcze nie podejrzewa, że Bella zniszczy mu życie, a może raczej on sam pogrąży się w samozagładzie nie potrafiąc poradzić sobie z uczuciami wobec tej dziwnej kobiety.
Piękne zdjęcia i scenografia, kostiumy. Aktorstwo TOP - Emma Stone w prime time - jej najlepsza rola jak na razie? Zapewne. Sama historia leci na złamanie karku wraz z dojrzewaniem Belli a my razem z nią doświadczamy przygód, często tych łóżkowych. Ale gdy Bella uwolni się z okowów permanentnego pożądania będzie potrzebowała nowych bodźców, a przede wszystkim będzie chciała wrócić do domu, niczym w Biblii jako córka marnotrawna.
Bardzo dobry seans. Wszystko tam współgrało. Sama nie wiem czy może to nie jest 9/10? Jeszcze będę się zastanawiać, w każdym razie przygoda udana. Czekam aż gdzieś wpadnie Bugonia a tymczasem szykuje się na rewatch Rodzai Życzliwości.
Głośna biografia jednego z najwybitniejszych fizyków XX wieku, ojca bomby atomowej, Roberta Oppenheimera. Opowiedziana zostaje jego młodość, praca naukowa, związki z amerykańskimi komunistami, praca nad bombą atomową, a potem powojenne lata i problemy spowodowane niechęcią do dalszego rozwoju broni masowego rażenia.
Dobry film, widać solidną, nolanowską robotę, od strony technicznej i aktorskiej ciężko cokolwiek mu zarzucić. Jednak w mojej opinii zabrakło mu "tego czegoś", co zapewne było spowodowane koniecznością mocniejszego umocowania fabuły w rzeczywistych wydarzeniach, nie pozwalając reżyserowi w pełni rozwinąć swych skrzydeł.
@Vampiress Sam film bardzo fajny, nie był męczący. Chociaż z drugiej strony mogła to być kwestia tego, że z przyczyn rodzicielskich oglądaliśmy go na 3 razy xD
Ale to serio jednym okiem musiales ogladac zeby dac 8/10 … przecie to zamula totalna nic sie nie dzieje puska totalna, nolan bez efektow specjalnych to jest max mid tier rezyser, ja bym dal 6/10 max i to za leading role, calkowicie sie zawiodlem na tym fimie.
@bori tylko ten test na pustyni byl ok, myslalem ze taki bedzie caly film, a tu serio nic, ten test i cameo einsteina takto calkowicie zapominalny… no nie moge jego brat mial lewicowe poglady no jprd ale draka…