Rozbiłem trasę na 3 dni i w końcu udało się! Co prawda z tlenem ale zaliczam.
#pdk #heheszki #wspinaczka

Rozbiłem trasę na 3 dni i w końcu udało się! Co prawda z tlenem ale zaliczam.
#pdk #heheszki #wspinaczka

Zaloguj się aby komentować
17 czerwca:
Dzień Czołgisty
Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszami
Święto Wojsk Pancernych i Zmechanizowanych
#nietypoweswieta #kalendarz #ciekawostki #czolgi #wojsko #pustynia

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Dawaj szwagier sami zrobimy deskowanie, nie bedziemy placic tym zlodziejom. Jaki problem deski ponabijac?
Zostawili odkryte deski przez zime.
#budownictwo


Zaloguj się aby komentować
#hipokryzjapisowcow #bekazpisu #polityka


Zaloguj się aby komentować
W ostatni weekend odbyły się Mistrzostwa Polski Ultra w biegach górskich i oczywiście znowu doszło do kwasu, ale tym razem tak kuriozalnego, że szkoda gadać.
TLDR: nie wypłacili zwycięzcy nagrody; góralskie żydostwo skompromitowało się za 10 tysięcy złotych
Oświadczenie zwycięzcy Andrzeja Witka
Oświadczenie medialne dot. nagrody 10 000 zł od Tatra Fest podczas Mistrzostw Polski Ultra w biegach górskich Polski Związek Lekkiej Atletyki
To oświadczenie nie jest o pieniądzach, to oświadczenie jest o szacunku.
To będzie jeden z najważniejszych i najsmutniejszych postów, jakie muszę napisać jako sportowiec. Jest w nim wiele emocji, bo czuję, że organizator Mistrzostw Polski, które wygrałem, napluł mi w twarz. Zamiast świętować wielki sukces, czuję się upokorzony i pominięty. Przeżyłem w sporcie wielkie chwile radości z Orłem na piersi i pokazywałem Wam łzy po porażkach. Zawsze byłem i będę transparentny. Na zawodach kibice nie mówią mi „ale jesteś dobry!”, podchodzicie i mówicie: „Takich sportowców potrzebujemy – pracowitych, sumiennych, oddanych swojej pasji”. Takie słowa nieraz sprawiły, że do oka napłynęła mi łezka wdzięczności za Wasze wsparcie. Dziś w oku zbiera się łza smutku po sytuacji, jaka miała miejsce na Tatra Fest.
Oświadczenie:
W sobotę zostałem Mistrzem Polski w biegu Ultra, po raz kolejny. Wielka radość mieszała się z trudnym prywatnie czasem, jaki przechodzimy rodzinnie. Odbyłem kontrolę antydopingową, udzieliłem kilku wywiadów i o 17.00 wziąłem udział w ceremonii wręczenia nagród. Otrzymałem 5000 zł za wygraną oraz 2500 zł za najlepszy czas na premii górskiej. O wysokości nagród dowiedziałem się podczas dekoracji, ponieważ nigdy tego nie sprawdzam. Przyjechałbym na Mistrzostwa Polski nawet, jak do wygrania byłaby tabliczka czekolady. Po odebraniu medalu opuściłem okolice sceny w celu udzielenia kolejnego wywiadu. Wywiad przerwała jednak osoba z organizacji, która powiedziała, że pilnie muszę udać się na scenę, ponieważ zostanie mi wręczona dodatkowa nagroda.
Docierając na scenę, usłyszałem moje nazwisko i bardzo dużo pochlebnych słów. Pojawiła się Pani reprezentująca starostwo powiatowe, która z wielkim uśmiechem wręczyła mi voucher na 10 000 zł, mówiąc przy tym, że to „nagroda specjalna”. Myślę, że widziała to ponad setka osób, a ponadto Tatra Fest wciąż chwali się materiałem wideo z tego momentu na swoim profilu.
Byłem zaskoczony do tego stopnia, że poprosiłem o mikrofon. Przed całą publicznością powiedziałem, że jestem zaskoczony, ale i ogromnie szczęśliwy. Zawsze daję z siebie wszystko jako zawodnik, a wynik, jaki uzyskałem, będzie jednym z najlepszych w historii polskiego trailu. Promuję sport i biegi górskie od wielu lat. Takie docenienie moich osiągnięć podczas obrony tytułu i z rekordem trasy pobitym o 44 minuty to coś unikatowego dla każdego sportowca. Na tym voucherze mogłoby być napisane: „Dobrze robisz, ciśnij dalej, jesteśmy z Tobą!” i byłbym tak samo szczęśliwy, że zostałem doceniony „nagrodą specjalną”.
* Po 24 h od ceremonii otrzymuję telefon od organizatorki, że zaszła „pomyłka” i że te 10 000 zł organizator na scenie miał przekazać… organizatorowi. Te pieniądze „zostały już wydane”, cały czas „te pieniądze”, „te pieniądze”. Nie do końca potrafiłem to wszystko zrozumieć. Wysłuchałem do końca i po zakończonej rozmowie wciąż nie widziałem, o co chodzi, bo nie padł żaden konkret, żadna propozycja – nic.
* W poniedziałek (48 h po dekoracji) przeczytałem artykuł Kuby Pawlaka o tym, że organizator nie zachował parytetów w podziale nagrody na mężczyzn i kobiety (i zgadzam się, że to jest fatalne zachowanie organizatora). To, co jednak mnie uderzyło, to oświadczenie Tatra Fest, w którym napisano, że wręczenie „nagrody specjalnej” mojej osobie to błąd.
W tamtej chwili poczułem się, jakby ktoś napluł mi w twarz. Nikt nie zadzwonił do mnie z propozycją spotkania i wyjaśnienia sytuacji twarzą w twarz, a przebywałem cały czas w Zakopanem, o czym wiedział organizator. Nikt nie napisał do mnie nawet maila z wyjaśnieniem całej sytuacji. Jeszcze przed chwilą były uściski dłoni, wspólne zdjęcia, wspominanie, jakim jestem super sportowcem, a w poniedziałek oświadczenie: „To wszystko pomyłka – nie jesteś taki fajny, jak mówiliśmy”. Nawet nie wymieniając mojego imienia i nazwiska jako mistrza kraju i osoby, której dotyczy ta sprawa.
Od 4 dni czekam na zwyczajne ludzkie „przepraszamy” wypowiedziane prosto w twarz. Zamiast tego otrzymałem kolejny telefon (wtorek), tym razem ze Starostwo Powiatowe w Zakopanem od pani, która zadzwoniła z propozycją, żeby „podzielić pieniądze, bo mają problem wizerunkowy”. Dla pewności nagrałem tę rozmowę i pada tam wiele dziwnych propozycji tego, jak naprawić złą sytuację wizerunkową starostwa zakopiańskiego i Tatra Fest. Mowa jest m.in. o tym, żebym wziął 5000 zł, podał sobie rękę z Agnieszką i wspólnie ze starostwem zaczął komunikować w moich mediach społecznościowych zasadę „fair play” i równego podziału na płcie. Odparłem, że nie wezmę udziału w czymś takim i taka propozycja jest niegodna instytucji publicznej, i absolutnie nie będę uczestniczył w działaniach wizerunkowych starostwa w zaproponowany sposób. To jest w ogóle chore, że muszę to Wam pisać.
Dzisiaj, tj. 17.06, przeczytałem kolejne oświadczenie publiczne, tym razem, że nie otrzymam nagrody, bo wszystko było „pomyłką”. Ponownie, oświadczenie nie zawierało moich danych personalnych. Czemu Tatra Fest nie chce napisać wprost, że dali na scenie Andrzejowi Witkowi 10 000 zł, a teraz po 4 dniach postanawiają mi te pieniądze odebrać?
Czemu nikt nie chce spojrzeć mi prosto w oczy i powiedzieć „przepraszamy”? Uważam, że dlatego, że Tatra Fest i Starostwo Zakopiańskie cały czas myślą, że problemem w tej sytuacji są pieniądze. Wszyscy ze strony organizatora mówią tylko o pieniądzach. W tej sytuacji nie chodzi o pieniądze – chodzi o szacunek i godność sportowca:
* szacunek do Agnieszki, która została pominięta dodatkową nagrodą,
* szacunek do mnie, gdy nikt nie miał odwagi się ze mną spotkać, przeprosić i wyjaśnić sytuacji,
* szacunek do kibiców i odbiorców, którzy nic nie rozumieli z tłumaczeń i zmian narracji organizatora, ale również szacunek do osób, które były wtedy na miejscu, pod sceną i słyszały słowa wypowiadane w moim kierunku.
Tak po ludzku chce mi się płakać, gdy opisuję tę sytuację. Mam świetnych sponsorów, nigdy nie prosiłem ich o więcej pieniędzy. Często to oni pytają, czy mogą sfinansować coś, co pomoże mi jako sportowcowi, a ja odmawiam, że zapewniają mi wszystko w drodze do Mistrzostw Świata, czego potrzebuję na najwyższym poziomie – bo taka jest prawda.
Moja prawda o Tatra Fest jest taka, że dałem im jako sportowiec wszystko, co mogłem: wynik, sportowy spektakl, uwagę kibiców, koloryt wydarzenia. Otrzymałem splunięcie w twarz.
To po prostu smutne. Jestem najsmutniejszym Mistrzem Polski w historii i, co najgorsze, żałuję, że przyczyniłem się do promocji imprezy, która nie szanuje zawodników.
#ultra #sport #biegiultra #bekazgorali #patologia #wiadomoscipolska
Albo to jest tak napisane albo ja nie kumam do końca - dostał 7500zł i nie obeszło go to, bo równie dobrze mógłby startować za czekoladę, ale jak już dostał jeszcze 10k to nagle w wielkim szoku i wielka radość. Na drugi dzień ktoś do niego dzwoni i mówi, że to pomyłka, że voucher nie miał trafić do niego - ja bym w takiej sytuacji zapytał "ok, trochę kwas, ale trudno, , to gdzie mam go oddać?", a koleś zamiast tego nic nie robi i czeka na rozwój wypadków, jakby licząc na to, że jednak mu tego 10k nie odbiorą. Organizator oczywiście się sfrajerzył, ale zachowanie zawodnika też mnie trochę dziwi.
Zaloguj się aby komentować
Owcen sprzedał d⁎⁎ę. @bojowonastawionaowca
#dziendobry #gownowpis #owcaposting

Zaloguj się aby komentować
No i część 3.
Trzeciego dnia, w sobotę, wybrałyśmy się do ZOO. Powiem tak... Zwierzęta w zamknięciu to nie jest moja bajka, aczkolwiek poszłam, bo to przewidywał kolejny quest.
Z pewnością nie jest tak przygnębiająco, jak w zoo w stolicy, zwierzęta mają więcej miejsca, wyglądają na mniej zgaszone nooo i mają w tym zoo urocze manaty. Pobyt tam pochłonął nam jakieś 4-5 godzin. Ludzi co nie miara, tłok, hałas i nieodpowiedzialne zachowania...
Popołudniu udało nam się zobaczyć w końcu Panoramę Racławicką. Trzeba przyznać, robi wrażenie. I ten Kościuszko, niespokojna dusza...
Podsumowując... Wyprawa była niezwykle udana. Warto było jechać, łapać krasnale, dobrze zjeść, zobaczyć fajne rzeczy.
#spierdotrip #podrozujzhejto #wroclaw #zoo #podrozeksztalca





Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Dzień dobry,
Chciałbym zaprezentować swój ostatni model w ramach #modelarskarzeznia Jest to Sud Aviation Vautour IIN – francuski dwumiejscowy taktyczny myśliwiec bombardujący. Model w skali 1:72 od Special Hobby (72412). Maszyna w barwach jednostki myśliwskiej 2/6 „Normandie-Niemen” Francuskich Sił Powietrznych, stacjonującej w 1960 roku w Oran-la Sénia w Algierii. Relację budowy można znaleźć na powyższym tagu
#modelarstwo #hobby





Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Uwielbiam Islandzkie przeróbki praktycznie dowolnego pojazdu pod offroad ale ten sprinterek to skradł me serce ( ͡° ͜ʖ ͡°)
#samochody #offroad #islandia #mercedes

Zaloguj się aby komentować
Ostatnio wracając z urlopu znowu sobie uświadomiłem jaka zmianę w zachowaniu potrafi przynieść przekroczenie granicy.
Po tygodniu jeżdżenia po Austrii i Szwajcarii przekroczyłem granicę i wjechałem do Czech i szybko sobie przypomniałem dlaczego tak nie lubię tego stylu jazdy bo nawet chyba 2 km nie zdążyłem przejechać już mi ktoś "siedział na d⁎⁎ie" przy wyprzedzaniu bo nie robiłem tego wystarczająco szybko w jego mniemaniu. Najlepsze że ci wszyscy ludzie potrafią idealnie trzymać się ograniczeń prędkości, dystansów czy używać lewego pasa tylko do wyprzedzania kawałek wcześniej...
#motoryzacja #samochody #zalesie
@KattaK W sensie, że już pepiki tak jeżdżą?
Byłem u nich rok temu na urlopie i podobnie jak Litwinów - oceniam ich jazdę jako bardzo płynną - nawet jak jedziesz za takim to wydaje się skupiony, trzyma tempo i tak się toczymy.
Rok temu pisałem, że łażenie tydzień po górach mnie tak nie zmęczyło jak przejazd 600km przez Polskę - wariaty na zderzaku, na lewym pasie, zero wpuszczania, skakanie po pasach, rozpędzanie do 150, żeby za chwile zamulać prawy pas z nosem w telefonie.
Na krajówkach 150 na prostej żeby zwolnić do 70 w zakręcie.
Szkoda strzępić
W tamtym roku zrobiłem trasę do Tallina. I wspominacie to o płynnej jeździe w krajach bałtyckich i trochę jest w tym racji. Ale myślę, że decydują o tym drogi.
Jadąc przed Litwę, czy Łotwę prawie wszystkie drogi, krajówki, są jednojezdniowe, jest sporo fotoradarów. Ale jest też bardzo mało obszarów zabudowanych (są kawałek od głównej drogi), drogi nie są kręte, normalnie, jedziesz za tirem, 90 na tempomacie i odpoczywasz. Czasem jakiś baran wielkim suvem wyprzedza i tyle.
Jak tylko wjechałem do kraju to od razu, 1,5 miliona znaków, ograniczeń, drogi krajowe prowadzą przez wsie i miasta, co chwila "zwolnij", "zginiesz", "ostry zakręt"... No i więcej baranów i to nawet nie w wielkich suvach.
Nie ma co wybielać kierowców za granicą, a że u nas jak w lesie. Po prostu wszędzie dostosowują się do lokalnych warunków, kar i ich nieuchronności. W Polsce można naprawdę dużo odpier.olić na drogach i nie ponieść żadnej konsekwencji.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Leci już drugi sezon odkąd ukończyłem moje oczka wodne więc czas na małe podsumowanie:
Oczka są szczelne - nie ucieka z nich woda (mimo, że były głosy powątpiewające w to, że uda mi się uzyskać szczelność) , nie trzeba jej dolewać (nie dolewałem wody od września a wcześniej dolewałem bo używałem wody z oczek do nawadniania ogrodu). Woda która odparuje uzupełniana jest przez opady deszczu bo rynny z domu połączone są z oczkami i cała woda z dachu spływa do oczek podczas deszczu.
Woda w oczkach jest czysta i nie śmierdzi (tutaj było bardzo dużo komentarzy wieszczących bagno i szambo zamiast oczek wodnych). Oczka mają filtr piaskowo-żwirowy o kubaturze około 9 metrów sześciennych. Do oczek podpięte są dwie pompy - mała pompka obiegowa, która pompuje kilkanaście litrów na minutę i pracuje od rana do wieczora oraz duża pompa odpalana na pilota która pompuje 2000 litrów na minutę i służy do wyłapywania większych zanieczyszczeń oraz wymuszania szybkiego ruchu wody. Duża pompa przy okazji pompuje wodę na kaskadę która ma dodatkowo odstojnik na większe zanieczyszczenia. Obie pompy pompują wodę na filtr piaskowo-żwirowy. Ale to nie pompy są głównym czyścicielem oczek. Wodę w oczkach oczyszczają głównie rozwielitki. Co do rozwielitek to lubią one ciepłą wodę a ciepłą wodę robi mała pompka pompując ją na brodzik przez cały dzień gdy temperatura jest z reguły większa niż temperatura wody. W brodziku woda się podgrzewa ponieważ ma on bardzo dużą powierzchnię i jest płytki. Mała pompką zapewnia też kontakt wody z powietrzem natleniając ją. Rozwielitki wyjadają glony, drożdże, bakterie i inną materię organiczną pływającą w wodzie. Kolejnym elementem oczyszczania oczek są ślimaki które oczyszczą wszelkie powierzchnie (ślimaków mam trochę za dużo i planują wpuścić do oczek lina który lubi jeść ślimaki).
Oczka przetrwały mroźną zimę bez uszczerbku (to też był jeden z poruszanych tematów przez wieszczy nieszczęścia - oczka miały popękać po pierwszej zimie). Mimo tego, że lód w oczkach miał ponad pół metra grubości oczka bez problemu przetrwały największe od lat mrozy.
W oczkach nie ma komarów (miała być wylęgarnia komarów według niektórych myślicieli). Oczka posiadają system obronny przeciwko komarom - pierwsza linia obrony tą są larwy ważek i inne drapieżna robaczki zamieszkujące głębiny. Druga linia obrony to duża pompa - wystarczy ją zostawić włączoną na kilka godzin i wszystkie komary są martwe (komary nie lubią płynącej wody bo sobie w niej nie radzą - po kilku godzinach pompa przepuszcza przez siebie całą wodę z oczek kilka razy zabijając wszystko co w nią wpadnie). Jest to ostateczność bo oprócz komarów dostaje się też rozwielitkom (na szczęście rozwielitki szybko odradzają swoją populację.
#stepujacybudowlaniec

W ogóle nie moja bajka ale nie ukrywam byłem ciekawy jakie będą odczucia po dłuższym czasie. Inwestorowi się efekt podoba i to najważniejsze! - super, szczególnie, że tyle pracy włożone. Jak domownicy/bliscy sąsiedzi komentują? (nie żeby zdanie tych drugich powinno mieć znaczenie ale czy wypytują jak dalej plany itd.)
Zaloguj się aby komentować
974 + 1 = 975
Tytuł: Spotkanie z Ramą
Autor: Arthur C. Clarke
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: ebook
ISBN: 9788383380131
Liczba stron: 280
Ocena: 8/10
„Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało, a książka ma już ponad 50 lat. W większości książek science fiction kontakt z obcą cywilizacją oznacza spotkanie z kosmitami. Clarke zrobił coś znacznie ciekawszego. Nie pokazuje obcych. Pokazuje ich dzieło, które nagle trafia do naszego Układu Słonecznego.
Rama ma około 50 kilometrów długości i 20 kilometrów średnicy. Początkowo wygląda jak zwykła asteroida, ale gdy ludzie zbliżają się do niej, odkrywają, że jest idealnym cylindrem wykonanym z nieznanego materiału. Nie ma żadnych anten, okien, sygnałów radiowych ani oczywistych śladów załogi. Jest jak gigantyczny statek kosmiczny, który od realizuje swój własny cel.
Najbardziej fascynujące jest jednak jej wnętrze.
Po otwarciu śluzy okazuje się, że Rama jest pusta tylko pozornie. W rzeczywistości jej wnętrze stanowi cały świat. Obracając się wokół własnej osi, generuje sztuczną grawitację. Na wewnętrznej powierzchni cylindra znajdują się góry, równiny, zabudowania, a nawet morze. Ludzie, którzy wchodzą do środka, mają wrażenie, jakby znaleźli się na powierzchni nowej planety..
Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że Rama sprawia wrażenie całkowicie obojętnej na obecność ludzi. Nie próbuje się z nimi komunikować. Nie atakuje ich. Nie pomaga im. Jest jak mechanizm działający według własnego planu, którego ludzie nie rozumieją.
W pewnym sensie Rama przypomina bardziej zjawisko naturalne niż statek kosmiczny. W środku znajdują się również tajemnicze konstrukcje i biomechaniczne istoty. Nie wiadomo jednak, czy są mieszkańcami Ramy, robotami, narzędziami czy czymś jeszcze innym. Im więcej odkrywają bohaterowie, tym bardziej zdają sobie sprawę, jak niewiele rozumieją. I właśnie to najbardziej mi się podobało.
Współczesne science fiction często stara się wszystko wyjaśnić. Clarke robi coś odwrotnego. To trochę jak wejście do piramidy zbudowanej przez cywilizację miliony lat bardziej zaawansowaną od naszej. Możemy mierzyć ściany, opisywać pomieszczenia i analizować mechanizmy, ale nie jesteśmy pewni, po co to wszystko powstało. I chyba dlatego Rama robi tak wielkie wrażenie. Jest tajemnicą. A Clarke doskonale rozumiał, że czasami największy zachwyt budzi nie odpowiedź, ale rodzące się pytanie.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter #Ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować