24 313 530 - 1 425 = 24 312 105
Bez większych filozofii, 50 pompek dziennie. Końcówkę miesiąca nie wyrobiłem, bo choroba
#owcacontent
#pompujwpoprzekziemi
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
24 313 530 - 1 425 = 24 312 105
Bez większych filozofii, 50 pompek dziennie. Końcówkę miesiąca nie wyrobiłem, bo choroba
#owcacontent
#pompujwpoprzekziemi
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Kurcze na Halloween pasowałoby coś w klimacie horroru. A tu nie bardzo jest co.
Dobra, Plymouth Fury. Dokładnie to Plymouth Belvedere w wersji Fury. Taki grał w Christine. Demon-samochód jeździł bez kierowcy i zabijał każdemu kto zagrażał jemu albo swojemu właścicielowi. Do tego sam się naprawiał i był nieśmiertelny.
Tylko tam był custom czerwony a fabrycznie 90% egzemplarzy było w piaskowym kolorze jak ten.
W skali 1/64 od Greenlight
#resoraki #hobby





Zaloguj się aby komentować
294 300,84 - 0,23 - 2,35 = 294 298,26
Po zakupy jeszcze wpadło
#ksiezycowyspacer
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
408 123 + 12 + 5 + 4 + 3 + 4 + 3 + 4 + 3 + 4 + 1 + 3 + 4 + 3 + 4 + 3 + 4 + 3 + 4 + 3 + 4 + 3 + 4 + 1 = 408 209
Resztki z października
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować
158 + 1 = 159
Tytuł: Silent Hill 2 Developer: Bloober Team Wydawca: Konami Rok wydania: 2025 Gatunek: survivalowa, horror Użyta platforma: PC Czas do ukończenia: Ukończona 19h Ocena: 8/10
Remake gry studia Konami z ciekawym klimatem, nietypową muzyką i zagadkowym światem gry pełnym beznadzieji i depresji. W kilku momentach gracz podnosi swoje ciśnienie. Grałem na poziomie standard ,więc walka w grze dość prosta. AI przeciwników niezbyt wygórowane. Natomiast łamigłówki były dość złożone i niestety trzeba było zasięgnąć rady w solucjach. Trzeba zwracać uwagę na szczegóły w notatkach,znakach na ścianach itp. Rozgrywka dość liniowa, powtarzamy niektóre lokacje coś jak w Alien Isolation,wracając na stare śmieci. Historia w grze to podróż bohatera wewnątrz siebie by rozwikłać tajemnicę tytułowego Silent Hill. Po drodze wydaje się,że jesteśmy bliżej końca,a tu kolejne drzwi,kolejny korytarz do przejścia,kolejny klucz do otwarcia zamka. Do przejścia jest kilka zakończeń .Gra dla osób lubiących depresyjne przytłaczające gry takie jak w klimacie kina azjatyckiego horroru(the Wailing z 2016 roku)
Wpis wygenerowany za pomocą https://gamesmeter.bieda.it/
#gamesmeter #gry #silenthill #horror #pcgaming #klimat #muzyka

Zaloguj się aby komentować
Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
1358 + 1 = 1359
Tytuł: Janczarzy Kosmosu
Autor: Stefan Weinfeld
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
Format: książka papierowa
Liczba stron: 200
Ocena: 7/10
Znacie ten motyw z SF, w którym obcy porywają ludzi w zamian podstawiając ich klony kontrolowane przez siebie? No to tu mamy właśnie to, tylko od drugiej strony. Na planecie Androbeida poznajemy społeczeństwo Indogów, (prawdopdoobnie) porwanych z Ziemi ludzi poddanych praniu mózgu i małemu "tuningowi", mającemu na celu głównie wydłużenie ich życia i zwiększenie możliwości fizycznych. Za wszystkim stoją Szarfanowie, których ludzie nie określają inaczej niż "mądrzy i dobrzy". Wbrew prawu galaktycznemu prowadzą obozy w których przetrzymują i szkolą Indogów snując plany podboju ich macierzystej planety. Tu dodatkowy plus za wprowadzenie słówek "zorca" i "przyzorca", niższych stopni od dozorcy i nadzorcy
Pomysł bardzo ciekawy, fabularnie w porządku, choć gdy w drugiej połowie dochodzi do wspomnianej inwazji na Ziemię, to zaczyna się trochę rozłazić. Mądrzy i dobrzy, wszechwiedzący Szarfanowie popełniają podstawowe błędy i cały misterny plan w pizdu. Z kolei mały plusik za poprowadzenie fabuły z pierwszej osoby, oczami różnych bohaterów. Każdy z nich ma inne poglądy na otaczającą ich rzeczywistość, każdy ma jakąś tam własną osobowość i przemyślenia na temat całej tej sytuacji. Z drugiej jednak strony trochę denerwują niekonsekwencje zachowań bohaterów i nieścisłości w fabule. Generalnie jak widać jest nierówno, ale zaskakująco dobrze, nie spodziewałem się w sumie całkiem niezłej książki. Póki co zostawiam na półce, może jeszcze do niej wrócę. Lekko naciągana siódemka.
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
#bookmeter er

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Bęben: 85,0cm (+0,0cm)
Smalec: 79,6kg (-0,5kg)
O włos od celu
#bębensmalcu
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin

@AdelbertVonBimberstein Już zacząłem
Zaloguj się aby komentować
Poszedłem na mój pierwszy w życiu stand up.
Od razu 2 rząd, kyrieelejson.
#raportzchwilibiezacej #standup

Już po wydarzeniu. Występy na żywo chyba są nie dla mnie, bo... ludzie mnie wkurwiają xD Jak mam się skupić, gdy laska za mną ma śmiech przypominający dławienie się, albo komentowanie na gorąco, że żart był za gruby. Łapałem się na tym, że traciłem wątek, bo skupiałem się na zachowaniu innych niż na występie.
Ogólnie występ bardzo spoko, nawet z fajnym supportem, ale miałem wrażenie, że poziom Olki trochę zleciał. Na spokojnie chętnie obejrzę to jeszcze raz w domu.
Dla współczujących - mam takiego kolegę, który nie lubi stand upów. Na pytanie ile obejrzał to kolega pokazał mu jeden. JEDEN wystarczył żeby już nigdy żadnych nie obejrzeć. Rozumiem, że po jednym filmie i jednej książce już nigdy nie próbowaliście tych rzeczy
Zaloguj się aby komentować
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
18+
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Zaloguj się aby komentować
1353 + 1 = 1354
Tytuł: Pamięć światłości
Autor: Robert Jordan, Brandon Sanderson
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383354224
Liczba stron: 1128
Ocena: 7/10
Nareszcie koniec (poniekąd). A wiecie, czego z kolei końca nie było widać? Gównianej korekty. Ale o obu rzeczach później.
Tom wieńczący ten wielki cykl stanowił właściwie jeden długi opis totalnej bitwy, w środku którego można znaleźć niepozorny, liczący sobie 222 strony rozdział zatytułowany "Ostatnia Bitwa". Rozdziały tutaj miały zwykle koło stron 20.
Wszystkie pionki rozstawione, wszyscy (czy na pewno?) gracze są przy planszy, każdy sprzymierzeniec Światłości ma nadrzędny cel - pokonać Cień, wspomóc Randa, wygrać Bitwę - ale pod tym kryją się też swoje własne motywacje na okazję zwycięstwa, bo co komu po nim, jeżeli nie będzie czym rozporządzać? Całe to morze wątków prowadzonych - czasem bardziej, czasem mniej umiejętnie, sensownie czy interesująco - na tysiącach stron powoli i stopniowo znajduje swoje zakończenie - zawsze dramatyczne, przeważnie satysfakcjonujące. Nie przychodzi mi do głowy żadna drugoplanowa postać - dobra czy zła - której nie poświęcono by sensownych choć kilku minut czas ekranowego. Z jednym wyraźnym wyjątkiem - Padan Fain. Chłop pojawiał się dosyć rzadko w tej serii, ale za każdym razem ładnie bruździł, niestety jednak nawet nie "właściwie nic" tylko "po prostu nic" z tego nie wynika, a potencjał wątku niezależnego zła wyglądał całkiem obiecująco.
Trup ściele się gęsto. Nie tylko wśród bezimiennego mięsa obu stron, ale też i znanych postaci. Podobało mi się, że nie wszyscy mieli szansę odejść z hukiem i w chwale, a wręcz przeciwnie. Osoby giną w sytuacjach, w których oczekujemy ich standardowej ucieczki spod opadającego ostrza, a gdy obecny punkt widzenia odwraca wzrok, napotyka puste spojrzenie swoich starych sprzymierzeńców. I te sceny miały moc właśnie przez tą swoją nagłość, bezpośredniość i brak litości.
W moim odczuciu tom ten nużył trochę od pewnego momentu przez to nieustanne tkwienie pośród masakrujących się szeregów, choć chyba takie poniekąd powinny być odczucia czytelnika wobec ostatniej z bitew. Ci dobrzy wpadali w coraz to głębsze i głębsze otchłanie desperacji i nadciągającej porażki, niczym jakieś kręgi piekieł, bo gdy wydawało się, że gorzej już być nie może - niespodzianka - może. Niemniej jednak ostatnie, na oko, 200 stron to już gęsta akcja, zwroty akcji i niesamowicie istotne wydarzenia ze świetnymi scenami. Ciąg wydarzeń na samiutkim końcu był może trochę życzeniowy i opierał się na rozwiązaniach, które chyba w żaden sposób nie zostały wcześniej zakomunikowane, ale jednak przyjemnie to wszystko zamknęły. No i nie mogę powiedzieć, że mimo wszystko nie poczułem po zamknięciu okładki lekkiej melancholii. Mimo wszystko.
Tak jak w 2 tomach były objawienia Rhuidean, tak w tym nastąpiły objawienia Czarnego. Nie były może tak okropne w swojej obrazowości i istotne dla światotwórstwa, jednak niosły swoje znaczenie i pozwoliły Randowi osiągnąć odpowiedni stan umysłu, by wreszcie dopiąć swego.
Obok całego tego wzajemnego siekania się na masową skalę i bohaterowania wyróżniał się wątek Androla, jego grupy i ich zmagań w Czarnej Wieży. Z zainteresowaniem śledziłem starania najsłabszego z Asha'manów i jego niezłomnej persony wobec groźnych spisków i okropieństw wywołujących zwątpienie nawet w najhardszych z serc.
Samo zakończenie (niekoniecznie sposób jego osiągnięcia) po prostu mi się podobało - ani bardzo, ani ledwo. Z jednej strony z chęcią przeczytałbym po kilka stron na temat dalszych losów każdej co istotniejszej postaci, ale z drugiej cel sagi został osiągnięty, a wszystko ponad to to już zbędna gadanina. Zabawne określenie mając na uwadze tę serię. Widziałem wpisy sugerujące, że Jordan miał plany napisania kontynuacji opierającej się na Seanchanach, ale jako że niesamowicie ich nie cierpię - nie żałuję jej braku.
Kilka rzeczy mi się nie podobało. Inwazja pewnej siły wspominanej dosłownie kilka razy nastąpiła totalnie z czapy. Sam absolutnie nie widziałem znaków to zwiastujących, ale podobno były gdzieniegdzie porozrzucane. Można też to uznać za przełamanie oczekiwań, bo zapewne spora część czytelników sądziła, że wreszcie coś się w związku z tą siłą stanie, ale z pewnością nie takiego, a zwłoka jeszcze tę dezorientację pogłębiała.
Jordan sprawnie lawirował wokół tych tematów, nie nazywając niczego po imieniu, ale oczywiście Sanderson wjechał, cały na biało, i poleciał z "każdy, kto choć trochę interesował się tą sprawą, wiedział, że Baldhere wolał mężczyzn niż kobiety". Robert odziałby to wyrażenie w znacznie bardziej niepozorne szaty.
A teraz dział wtop korekty i tłumaczenia. Skandalicznie długi. Przerażająco.
Mierna korekta. Niemałą ilość razy brakowało spójników i innych tego typu wyrazów. Czasami zdanie dalej miało sens, ale brzmiało strasznie głupio albo drętwo. Raz na jakiś czas przy kwestii tej lub tamtej postaci brakowało pauzy dialogowej. Więcej razy niż mam wszystkich palców w losowym słowie znalazła się spacja. Wszystko to wywoływało już u mnie poczucie bezsilności.
Dziwne tłumaczenie. Tytuł rozdziału 27. brzmi po angielsku "Friendly fire". A jak przetłumaczono na nasze? Bratobójczy ogień? Nie, PRZYJACIELSKI. "Chorował już gwałtownie kilka razy w ciągu bitwy" jako opis stanu jednej postaci wobec realiów pola bitwy. Z pewnością nie chodziło o "got sick" jako "bede rzigoł".
Brak konsekwencji. Gdy zobaczyłem Eldera Hamana zamiast Starszego Hamana, to uniosłem brwi. Gdy zobaczyłem Jaina Farstridera zamiast Jaina Długi Krok, to odłożyłem książkę, bo jasny c⁎⁎j mnie wtedy strzelił. Były jeszcze inne kwiatki tego typu np. Spine zamiast Grzbietu Świata, jakiś tam Square zamiast placu i coś z pewnością jeszcze było, ale zapomniałem zapisać. Dopiero po jakimś czasie zorientowałem się, że postacie z jakiegoś powodu nazywają lunetę zwierciadłem, choć w poprzednich tomach zastosowano inną, bardziej sensowną nazwę, nie pamiętam już jaką niestety. Sul'dam i damane nagle zaczęły być określane męskimi zaimkami.
Ten problem był obecny, o ile mnie pamięć nie myli, od samego początku i z pewnością od swojego pierwszego pojawienia się doprowadzał mnie do szału - brak wyraźnego oddzielenia od siebie perspektyw. Dla przykładu najpierw śledzimy Randa schodzącego w dół "piekieł", by zmierzyć się z Czarnym. Napotyka jednego z przeklętych, ten powoli do niego podchodzi, a w następnej linijce widzimy Lana w bitewnym szale. Coś takiego miałoby sens w medium wizualnym, gdzie dwóch facetów zamierza się tłuc, biorą zamach, zbliżenie na złączenie mieczy, potem oddalenie i okazuje się, że śledzimy już zupełnie inny pojedynek.
A na sam koniec coś, co wyszło spod pióra samego autora, więc jest zupełnie osobnym podpunktem. Sądzę, że porównywanie niepodważalności czegoś do następowania po sobie pór roku stanowi niefortunny wybór w tym świecie.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #robertjordan #koloczasu #zyskiska #ksiazkicerbera

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
406 982 + 5 + 5 = 406 992
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
Zaloguj się aby komentować