Nowa dyskusja na forum rodziców dzieci z klasy mojego syna:
_Czy dziewczynki powinny dostać jakiś upominek przy okazji obchodów dnia chłopca i na odwrót?_
Serio, jak na razie większość matek jest zdania, że tak, bo inaczej "będzie im przykro". I nie mówimy tu o kupieniu paczki ciastek i rozdaniu wszystkim w ramach poczęstunku. Nie, to mają być jakieś prezenty.
Potem zdziwienie, że wszędzie w koło księżniczki i książęta, którym zawsze wszystko się należy. Serio nie można nauczyć dziecka, że każdy ma swoje święto i wtedy nasza uwaga powinna się skupiać na świętujących? Serio nie można "narazić" dziecka na ten chwilowy dyskomfort? Ja tego nie rozumiem.
Zrobiłem ankietę na forum (polecam to rozwiązanie, da się uniknąć części niepotrzebnych dyskusji. Madki nie znoszą ankiet.) i, póki co, większość (10:6, 22 osoby w klasie) jest zdania, że Julcia musi dostać jakiś prezent, bo "będzie jej przykro".
Może tak nauczyć dzieci czerpania radości z obdarowania drugiego człowieka, hę? Taka radość jest lepsza niż jak się dostanie coś.
Zaraz wyjdzie jakiś film o możliwym molestowaniu i możliwym naginaniu prawdy i w zwiastunie pada dialog:
-"myślę, że ta rozmowa przestała być dla mnie komfortowa"
-"nie wszystko ma sprawiać, że będziesz czuć się komfortowo".
No, to właśnie. Wychowywać dzieci na miękkie p⁎⁎dy, ehh. Szkoda, że więcej ojców nie ma na tej grupie. I że w ogóle są te grupy. Na wywiadówkach może byłoby więcej ojców, czy coś, kurde nie wiem. Nawet dzieci nie mam, a i tak czuję wkurw na te p⁎⁎dy matki. (nie że kobiet nie lubię, tylko tak wynika z posta, że to akurat matki)
@AdelbertVonBimberstein ototo. Robię tak samo. Robisz to jak przystało, albo koniec z ekranami i wychodzeniem na osiedle. Zwykle darcie japy i jęki zajmują więcej czasu niż pisanie ileś tam razy czegoś
@strzepan Jak chodziłem do technikum to prowadziłem radiowęzeł. Któregoś razu szkoła zorganizowała tydzień niemiecki, plakaty, broszurki, gastronomik gotował niemieckie żarcie.
O ja głupi, co ja sobie myślałem. W sumie to wiedziałem, że tak to będzie wyglądać, ale się łudziłem.
Tak więc, zgłosiłem się do zaszczytnej i prestiżowej funkcji skarbnika klasowego. Już dwie godziny po wywiadówce żałowałem, że jestem taki głupi. Próba ustalenia wygodnych dla mnie (ale i dla innych) zasad współpracy przerodziła się w durne dyskusje na grupie naszej klasy. Mój projekt storpedowały 4 matki, których argumenty były w większości z rodzaju nie, bo nie. Grzecznie się wycofałem, bo nie będę się kopał z koniem, ani nikogo do niczego nie zmuszę. Po prostu będę miał trochę więcej roboty, ale co to kogo obchodzi - najważniejsze, że paniom jest wygodniej.
Wysyłamy młodą do przedszkola, przedszkola które chce angażować rodziców (to nasza wspólna decyzja PDK). Naprawdę nie jestem gotów psychicznie na te wszystkie "problemy", dyskuje, socjalizacje itd
Pierwsze primo jesteś skarbnikiem to rób rzeczy które należą do skarbnika. Nawet nie próbuj robić coś więcej bo zaraz zaczniesz robić wszystko. Moja żona tak się wjebała w zeszłym roku u młodej w zerówce i jako skarbnik była całą trójką klasowa w jednej osobie. Masz zbierać hajsy, ewidencjonować je i wydatki.
Drugie primo jeżeli pozostali w trójce są ogarnięci to załóżcie grupę na jakiejś platformie gdzie istnieje moderacja. Bez tego czat szybko przerodzi się w burdel o smacznej kawusi życzę i wzajemnego lizania sobie pizd przez madki. Jeżeli jednak nie są ogarnięci to masz przejebane. Nawet nie próbuj brać udziału w rozmowach grupowych tylko kontaktuj się bezpośrednio z pozostałymi dwiema osobami.
Trzecie primo wiadomo, że sytuacja finansowa w każdej rodzinie jest inna, dla niektórych 10zł na miesiąc to dużo. Ale jeżeli ktoś się deklaruje, że będzie płacił nieobowiązkowe składki to to egzekwuj. Mojej żonie jedna madka nie wpłaciła NIC przez cały rok mimo deklaracji i ta wykładała za nią z naszych pieniędzy. Dopiero przez zakończeniem roku jak zagroziła jej, że ją obsmaruje na grupie to dostała zaległe składki.
@festiwal_otwartego_parasola @WatluszPierwszy Typowe... Jeden raz, w podstawówce byłem świadkiem odwrotnej sytuacji. Mieliśmy w szkole takiego cichego gościa, z perspektywy czasu myślę że miał jakąś formę autyzmu albo aspergera. Praktycznie się nie odzywał, nie miał znajomych, nikomu nie przeszkadzał. Ze względu na to i wygląd - był sporo wyższy od innych, dzieciaki z jego klasy wybrały go na cel. Zwykle starał się ich unikać albo uciekać, ale któregoś razu coś w nim pękło. Podniósł na wysokość głowy gówniarza, który go zaczepiał i rzucił nim o ziemię. Gówniarz zaczął dosłownie skamleć, chwilę nie mógł wstać, a potem zaczął uciekać utykając xD Świadkiem wszystkiego był nauczyciel historii, typowy facet starej daty - nie spieszył się specjalnie, idąc rzucił pod nosem "sam się doigrał", podszedł do chłopaka, który się bronił i spokojnie powiedział "chodź, pójdziemy do dyrektora to wyjaśnić". Po tej akcji dalej go zaczepiali, ale wydaje mi się, że nikt nie odważył się na cokolwiek więcej niż docinki słowne.
Raz tak mialem już nie wytrzymałem i wpierdolilem kolesiow i widziałem że nauczycielka patrzy i w tym momencie jak ja zauwazyelm widziałem jak zaczęła patrzeć gdzie indziej i sobie poszła
@festiwal_otwartego_parasola ja miałem tak w technikum, jakieś docinki i podśmiejchujki, pewnego razu na jakąś zaczepkę zacząłem się śmiać jak wariat. Od razu miny zrzedły i miałem spokój od tamtej pory.
Dziś miałem małe zdziwko, a wręcz przeżyłem lekki szok..
Dziewczyna, zaraz po szkole, mająca pracować biurowo z komputerem - nie potrafiła pisać na klawiaturze :v
W sensie klikała w nią po literce jak naście lat temu stara baba na poczcie, którą zmusili do korzystania z komputera.
Za 'moich' czasów, jak komputery już do szkół trafiły Jedną z ocenianych umiejętności było bezwzrokowe pisanie, no generalnie szybkość pisania, ale żeby pisać szybko to tę klawiaturę jednak na pamięć trzeba znać.
Przekonany byłem, że kolejne pokolenia będą w tym jedynie lepsze, a tu takie rzeczy..
Chyba nic bardziej przydatnego niż praca z komputerem i język angielski obecnie szkoły nie uczą Z tymi dwiema umiejętnościami można wykonywać większość biurowych zawodów, a młodzi dorośli tego nie potrafią..
Z ciekawości zrobiłem sobie taki test po latach
60 WPM - chyba nie jest źle, a jak jest u was? Średnia liczba słów na minutę na 10fastfingers to 42 WPM. Liczba ta została uzyskana w wyniku analizy 14 milionów testów w 41 językach.
Jak oni mają potrafić pisać na klawiaturze, jak tylko klikają na telefonie. Na telefonie na pewno szybko potrafią pisać. A komputer służy im pewnie do oglądania tego co na telefonie w większej rozdzielczości
Trochę narzędzie testowe mnie ograniczało bo czasem chciałem kliknąć enter zamiast spacji i się na tym wieszałem, bardziej komfortowo byłoby gdyby każde wpisane słowo moje nie znikało a tekst wyświetlany nie przeskakiwał linijkę wyżej po dotarciu do kolejnej.