Przerażają mnie rodzice w grupie od młodego... Inba rano taka, że telefon był aż czerwony od powiadomień. No ale do rzeczy, sali gimnastycznej w szkole u młodego jeszcze nie ma i było powiedziane, że jeśli pogoda pozwoli to będą chodzić na spacery, place zabaw i inne tego typu aktywności na świeżym powietrzu w ramach W-F. Jeśli będzie lało, to pakują dupska do komunikacji miejskiej i jadą 5min do jednej z dwóch szkół podstawowych które salę gimnastyczne mają. Coś tam rodzice pomarudzili ale się zgodzili na takie coś.
Dziś na Śląsku od rana idealna pogoda na spacer, 0 stopni, słoneczko pięknie świeci, zero wiatru aż mnie nosiło żeby się przejść. Innego zdania było 3/4 rodziców od młodego z grupy i zostawili swoje dzieci w domu bo będą chorzy.... Mój młody spodnioki na rzyć ubroł, koszulka termoaktywna, mycka, dres klubowy i z uśmiechem od ucha do ucha na W-fie się stawił.
Co do sali gimnastycznej, to będą mieli za⁎⁎⁎⁎stą halę sportową w szkole tylko nie wiadomo kiedy XD Stary wójt rozpoczął budowę, nowy wójt od roku stara się o jakieś dofinansowanie i tak sobie czeka nowa hala ukończona w 95% na lepsze czasy. Mogli nie ruszać starej sali żeby dzieci miały gdzie ćwiczyć, no ale postanowili przekształcić ją na świetlice która również nie jest gotowa. xd
W Dniu Edukacji Narodowej sięgając pamięcią do czasów szkolnych muszę przyznać, że zdecydowana większość moich nauczycieli była spoko. Kumaci ludzie. Dyrekcja też była okej w każdej ze szkół, nie zatrudniali takich co się nie nadają. Wyjątkiem zawsze były babki od plastyki, które z perspektywy czasu na podstawie ich zachowań z wysokim prawdopodobieństwem cierpiały na bordera. A tak to było w porządku.
W Polsce brakuje około 20 tysięcy nauczycieli, przy czym Ministerstwo Edukacji Narodowej podaje oficjalnie około 13 tysięcy wakatów, natomiast Związek Nauczycielstwa Polskiego oraz niezależni eksperci szacują tę liczbę na nawet 20 tysięcy.
No i wiecie co? Chcę zostać nauczycielem, ale mam problem, bo szkoły nie ułatwiają uzupełnienia tych braków. Od 1 października kontaktuję się z lokalnymi szkołami w celu odbycia praktyk pedagogicznych i jak dotąd otrzymuję wiadomości zwrotne podobne do tej z załącznika.
Teraz nawet CV i rekomendacje załączam, bo pracowałem już jako "dydaktyk", ale dla dorosłych XD
Z inspiracji @adam_photolive i trochę komentarza @gwynebleid w tym wątku przypomniał mi się pewien tekst:
Pewien ziemski kosmonauta spotkał się podczas długiej galaktycznej podróży z Wielorybianinem, tj. mieszkańcem układu planetarnego Tau Wieloryba. Jak wiadomo, Wielorybianie widzą tylko w tej części promieniowania, która odpowiada naszemu promieniowaniu rentgenowskiemu. Mają jednak wielkie upodobanie do zabawy i jako jedyna, poza Ziemianami, rasa galaktyczna nie stronią od alkoholu. Spotkanie przebiegło w swojskiej atmosferze. Następnego dnia około południa kosmonauta wzdycha: Ech, napiłbym się kwaśnego mleka...
- Kwaśny, rozumiem - stwierdza Wielorybianin - ale co to jest mleko?
- Hm... mleko to jest taki biały płyn.
- Wiem co to jest płyn, ale co znaczy biały?
- BIały..., biały jest na przykład łabędź.
- Łabędź?
- Łabędź to taki duży ziemski ptak z zagiętą szyją.
Wielorybianin zagląda do poręcznego słownika. "Ptak - rodzaj toptola szybującego w strugach mieszaniny gazów zwanej powietrzem podobnie jak toptole w metanosferze." "Szyja - element łączący wierzchnią kulistość Ziemian z toroidalnością zasadniczą". Niestety słownik nie podaje hasła "zagięty".
- A co znaczy "zagięty"?
- Pomacaj no tę część mojego ciała - mówi Ziemianin podając ramię.
- W taki stanie mówimy o tej części ciała, że jest prosta. A teraz uważaj...., o, już jest zgięta.
Wielorybianin dłuższą chwilę bada ramię kosmonauty swoimi sześcioma mackami aż wreszcie bije się w czoło. No! - woła zadowolony - teraz już wiem, co to jest mleko!
Jerzy Miłkowski. Sztuki i sporty walki Dalekiego Wschodu
Rozmowa wczoraj przy stole na imprezie rodzinnej. Jedna matka dostała info ze szkoły, ze jej syn stwarza problemy, trzeba z nim porozmawiać. O co poszło? Otóż dostali zadanie, że kosmonauta przylatuje na Marsa i spotyka tam marsjanina. I mieli napisać dialog tego kosmonauty z tym kosmitą, jak by nie wyglądał. Młody stwierdził, że to by było niemożliwe, bo w jaki sposób mieliby się porozumieć, jeżeli mówią w zupełnie różnych jezykach, albo tamten kosmita nawet nie wiadomo czy potrafi mówić.
Jeszcze najlepszy komentarz nauczycielki, że może na jakiegoś aspergera albo coś. Nosz k⁎⁎wa. Dziecko jako jedyne logicznie podeszło do sprawy, zamiast bezmyślnie wykonać zadanie i od razu zostało zbite z piedestału. Równo ścinać wszystkie głowy, wystające zza połowy. A potem wszyscy mierni ale wierni, byle nie kwestionować tego co nam sie każe i nie myśleć samodzielnie. Tak ten piekny system wygląda który wciskają nam leśne dziadki...
Dziecko jako jedyne nie umie wykonać prostego zadania. Nauczycielka podejrzewa jakieś zaburzenie. "Kurła, dziecko takie mondre, nauczyciel gupi, kwiiii" odc 2137
Czasem, kiedy słucham, jak wyglądała edukacja a'la seksulana u moich rówieśników, myślę sobie, że ja miałam w tym trochę szczęścia. Nie wiem, jak to wygląda teraz i dlaczego wprowadzenie do szkół przedmiotu o edukacji zdrowotnej wzbudza aż takie kontrowersje, ale na pewno uważam, ze próby stworzenia wartościowego przedmiotu z tej kategorii jest bardzo ważne dla każdego młodego człowieka, a taka dobrze przekazana widza pomogłaby uchronić od podejmowana głupich decyzji.
U mnie, jak u wielu dzieciaków z lat 90., rolę nauczyciela WDŻ-u przejmował katechetka, czy ksiądz. W mojej podstawówce była to katechetka i jej lekcje pamiętam do dziś. Były naprawdę na wysokim poziomie. Nie tylko uczyła nas o różnicach anatomicznych między chłopcami i dziewczynkami, o dojrzewaniu obu płci, o tym, jak radzić sobie z PMS-em czy miesiączką, ale też przygotowywała nas mentalnie do budowania relacji międzyludzkich i związków. Podkreślała, jak ważne jest zaufanie, że związek powinien się na nim opierać, że najpierw warto się zaprzyjaźnić, a dopiero potem myśleć o dalszych krokach. Uczyła też, by znać granice swojego ciała i nie pozwalać, aby ktoś nas dotykał bez naszej zgody, by szanować siebie.
Nie chcę tutaj pisać o oczywistościach, które każdy dorosły (a przynajmniej powinien) znać, ale to właśnie przygotowanie mentalne do relacji najmocniej zapadło mi w pamięć. Wiadomo, hormony i tak robią swoje. Ona sama powtarzała, parafrazując, że „hormony potrafią zrobić kisiel z mózgu”. Na tych lekcjach nie było religijnego „pitu-pitu” ani straszenia grzechem, tylko skupienie na biologii i relacjach międzyludzkich.
Niestety później w gimnazjum WDŻR był już beznadziejny. Zrezygnowałam po kilku lekcjach. W liceum ten przedmiot praktycznie nie istniał. Zawsze jednak myślałam, że w szkołach bardzo przydałby się przedmiot, który faktycznie koncentrowałby się na zdrowiu, nie tylko seksualnym, ale też psychicznym i fizycznym, ucząc o żywieniu, budowaniu relacji i bezpiecznym seksie. Sa ma dużo bym dała, żeby otrzymać wartościową wiedze na temat żywienia w czasach kiedy byłam nastolatką, wtedy wiedziałam co najwyżej, ze fastfoody i słodycze są szkodliwe i trzeba je ograniczać, a to troche za mało lub jakbym otrzymała jakaś wiedze na temat zdrowia psychicznego i tego jak łatwo sobie je zepsuć złymi nawykami lub relacjami. No ale coz moge jedynie życzyć młodym by trafiali na odpowiednie źródła wiedzy.
Młodzi ludzie w wieku 10-11 lat mają pierwszą styczność z twardą pornografią.
Część dziewczyn nie ma żadnego pojęcia o skutecznej antykoncepcji i chorobach wenerycznych.
Stąd młodociane ciąże.
Większość młodych chłopców uważa podduszenie za oczywistą przyjemność w czasie seksu (bazując na treściach porno)
Nikt dzieciakom nie tłumaczy, że relacja kobieta-mężczyzna to nie tylko "popęd" seksualny, a coś więcej.
Nikt dzieciakom nie tłumaczy, że są zaburzeni ludzie (nie tylko faceci), którzy sięgają po dziwne treści i mogą tym dzieciakom zrobić krzywdę przez określone zachowanie, namawianie do pewnych zachowań, czy szantażować etc.
Treści porno nie mają nic wspólnego z rzeczywistą relacją damsko - męską.
Treści w filmach romantycznych nie uczą budowania relacji - tylko zaburzają ogląd na tę sferę.
Masturbacja nie jest grzechem, nie jest zaburzeniem czy czymś nienormalnym.
Popęd seksualny to element życia każdego człowieka.
Każda ze stron zbliżenia ma prawo powiedzieć nie w każdym momencie.
Każdy szuka przyjemności w inny sposób i to też jest OK. Nie wszystko musi tobie pasować, co partnerowi.
Zaburzenia erekcji czy przedwczesna ejakulacja może się zdarzyć. To nie koniec świata.
Kościół Katolicki to rak na zdrowej tkance społecznej. Wpierdala się w to, co nie jest jego terenem.
Ludzie nie bazują na wiedzy, tylko przekonaniach i strachu.
@Cori01 WDŻ w formie, którą ja miałem, mógł i moim zdaniem powinien być częścią biologii. Tak samo jak pewnie spora część planu zdrowotnego. Rozwiązałoby to 2 problemy
Nie trzeba by było wprowadzać nowego przedmiotu, więc mniejszy ból d⁎⁎y
Biologia wreszcie zaczęłaby być użyteczna
Ale jak to ma być w takiej formie, o jakiej ty mówisz, gdzie to wychowanie do życia w rodzinie wykracza poza strefę fizyczną, to jestem w stanie za tym stanąć. Chociaż równie dobrze mogłoby to być częścią godziny wychowawczej, która też jest bezużyteczna i jest w zasadzie wolnym między lekcjami.
Wypisywanie z tych lekcji ma najpierw podłoże w nieobowiązkowości tego przedmiotu - zawsze to jedna godzina mniej spędzona w szkole - a dopiero potem kwestiach światopoglądowych. Gdyby klechy siedzieli cicho (a powinni, bo gówno o temacie wiedzą), to i zamieszanie byłoby o wiele mniejsze.
Jprdl, w klasie dziecka jest taki łepek, który nie radzi sobie z agresją do tego stopnia, że nauczyciele odmawiają prowadzenia lekcji.
W zeszłym roku szkolnym został przeniesiony do naszej szkoły kij wie skąd i od samego początku były z nim duże problemy. Do tego stopnia, że trzy klasowe łobuzy w porównaniu do niego okazały się być grzecznymi, poukładanymi chłopakami.
Ma zero szacunku do kogokolwiek, np. pokazuje faka nauczycielom i to jest akurat najmniejszy problem. Potrafi kopnąć nauczycielkę, dzieciaki zastrasza, bije je i niszczy im własność non stop.
Co robi dyrekcja? Widzi problem i sobie z nim profesjonalnie radzi.
Miejsce tego łebka jest w ośrodku s-w do k⁎⁎wy nędzy, a nie w szkole masowej.
Jeśli do czasu przeniesienia go tam (kpina, że w ogóle jest w tej szkole), zrobi coś mojej córce, to nie ręczę za siebie
A i pluję na jego rodziców oraz ten upośledzony system edukacji za pobłażliwość. Rolą rodziców jest pomoc dziecku gdy ma problemy (a agresja jest w c⁎⁎j dużym problemem psychicznym), a szkolnictwo powinno wspierać tę pomoc poprzez natychmiastową KWALIFIKACJĘ DO ODPOWIEDNICH PLACÓWEK
Hrrr, tfu
---
#edukacja #szkola #rodzicielstwo
Nota moderatora @bojowonastawionaowca za @Maciek
"Przechodziłem przez to z bratankiem. Może i kiedyś szkoły miały związane ręce, ale teraz każda szkoła czy przedszkole ma obowiązek posiadać procedury na wypadek zagrożeń. Taki obowiązek nałożył na szkoły MEN w ubiegłym roku. Tu jest przykład takich procedur: https://sp89poznan.edu.pl/wp-content/docs/Procedury.pdf
Czy szkoła twojej córki ma coś takiego?
Jesli nie - zgłaszasz szkołę, oraz fakt nieradzenia sobie z agresją dziecka do kuratorium
Jeśli tak, lub jeśli taka procedura powstanie - wymagasz natychmiastowego stosowania się do punktów mówiących o zachowaniach agresywnych wśród uczniów. W takiej procedurze finalnym krokiem kiedy szkoła wyczerpała już wszystkie możliwości najczęściej jest krok o skierowaniu sprawy do sądu rodzinnego. To nie jest tak że szkole się kończą dostępne rozwiązania - jeśli one się kończą, to wchodzi wyższa instancja.
Co robicie jako rodzice:
Każdy rodzic i nauczyciel który padnie ofiarą agresora obowiązkowo zgłasza to administracji szkolnej pisemnie (wystarczy mail), oraz wykonuje obdukcje.
Z absolutnie każdego spotkania rodziców z nauczycielami/dyrekcją żądanie sporządzania notatek, oraz informujecie o tym że zaczynacie dokumentowanie przypadków przemocy i planujecie pozew przeciwko rodzicom agresora o zadoścuczynienie, oraz przeciwko szkole o niedopełnienie obowiązków.
W przypadku mojego bratanka pomogło natychmiastowo - kiedy tylko szkoła zauważyła że rodzice zbierają kwity to agresor wylądował na nauczaniu indywidualnym a chwilę później słuch o nim zaginął. A kiedy tylko rodzice agresora zauważyli że będą mieć realny problem jeśli nic nie zrobią, to nagle okazało się że wzorowo współpracują ze szkołą."
Na policję, na policję, na policję! Tja. Policja nic nie zrobi ani w niczym nie pomoże, pomóc może tylko sam fakt wzywania ich i budowania patusowi kartoteki na podobieństwo historii kredytowej. Oczywiście jak to policja będą się wykręcać od interwencji i robić co w ich mocy, żeby żadnego zgłoszenia nie przyjąć, bo to psuje statystyki, warto więc uzbroić się w cierpliwość czekając na pana antyperspiranta i potem tkwiąc na komendzie ile trzeba.
Szkoła też nic nie może, chociaż nie zaszkodzi podpierdolka do kuratorium. To też raczej nic nie da, ale leniwemu dyrektorowi nie zaszkodzi przetrzepać futra i może przy następnym młodym bandycie nie będzie już tak skory do udawania, że nic nie widzi.
W szkole publicznej mojego syna też nie brakowało okazów, które powinny zostać uśpione, a gniazdo w którym się wylęgły wypalone ogniem do gołej ziemi i posypane solą. Najpierw naiwnie próbowałem rozmawiać z kadrą zarządzającą placówki, ale rozmowa i kultura są przereklamowane, a ja nie mam ochoty garować za napaść i pobicie jakiegoś społecznego odpadu, więc zabraliśmy dziecko do prywatnej szkoły. Tam patologia też jest, ale innego kalibru i rodzaju (głównie wśród rodziców typu "dorwało się chamstwo z czworaków do forsy"), taka która nie rozwala zajęć zachowaniem godnym dzikich małp, a co najważniejsze szkoła ma i korzysta z narzędzi do utrzymywania dyscypliny oraz wzajemnego szacunku wśród uczniów i nauczycieli.
O co chodzi ze szkołami Montessori? Dlaczego rodzice decydują się płacić 1500zł miesięcznie za szkołe w której jeśli dziecko nie czuje wewnętrznej potrzeby to nie musi np uczęszczać na W-f?
@paulusll jakoś mocno jeszcze w temat nie wchodziłem bo na razie to bulę za przedszkole (i to nie 1500...), ale wydaje mi się, że ludzie po prostu bezradnie szukają alternatyw dla "klasycznych" szkół które zabijają w młodych ludziach chęć poznawania świata i nauki rzeczy które są ciekawe.
Sam nie jestem za bardzo fanem rozwiązania aby to dziecko swobodnie decydowało o tym czym się zająć, przynajmniej nie w kontekście każdego dziecka to zadziała, ale to jak wyglądają te "normalne" szkoły wcale nie brzmi dla mnie jak super alternatywa.
@paulusll ja chodziłem do zwykłej szkoły i też nie musiałem ćwiczyć na wfie jak nie chciałem. Kosztowało to co pół roczna wizytę u ortopedy, pościemnianie że boli jak się ćwiczy i cyk fajrancik.
U mnie z kolei w gimnazjum był nauczyciel.od informatyki, który bardzo lubi się mocno nachylać nad dziewczynami żeby coś pokazać/wyjaśnić na monitorze. Kiedyś nawet jakoś usiadł jednej na kolanach...człowiek dopiero po latach stwierdził, że tak nie powinien się zachowywać żadnej nauczyciel.
Pracowalem w szkole jako informatyk, ale w administracji, to co nauczyciele z męskiego grona mówili w pokoju nauczycielskiego to zakrawało na kryminał, stare zboki rzygać się chce.