@wonsz nie znam magów prochowych. Ale mi trochę przypominała Koło Czasu ze względu na motyw walki z depresją u głównego bohatera, tematykę fantasy, sposób narracji i ogólną epickość budowanego świata.
@wonsz McClellan chodził do Sandersona na warsztaty z pisania kreatywnego i chyba BrandoSando mu załatwił publikację, ale nie zrzynał od niego pomysłów
@kubex_to_ja to, że Sanderson pisze scenariusz nie musi wcale oznaczać nic dobrego, a z tego, co czytam on będzie pisał pod seriale o Archiwum i Z mgły zrodzonym. Serial to zupełnie inne medium, niż książka i stąd można mieć dość uzasadnione obawy, że chłop nie dowiezie.
Ostatnio z dziewczyną zastanawialiśmy się, jakie seriale, z tych dłuższych niż trzy sezony, utrzymały wysoki poziom do samego końca. Wszystko wskazuje na to, że „Legenda Vox Machiny” ma szansę dołączyć do tego niewielkiego grona.
Jasne, nie przepadam za rozwiązaniem pokroju „bohaterowie pokonali Wielkie Zło, więc trzeba wymyślić im jeszcze groźniejsze”, więc początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego, z czym mierzyli się członkowie Vox Machiny. Z czasem jednak zacząłem przymykać na to oko i po prostu cieszyłem się grą aktorską. W szczególności uwielbiam aktora odgrywającego Groga, który jest przezabawny, gdy brzmi smutno. Wręcz jak szczeniak.
Często przy opiniach o różnych dziełach wspominam o tym, by oceniać je w ich kategoriach. W przypadku akcyjniaka z głupią fabułą warto skupić się na akcji, w przypadku odwrotnym warto spróbować docenić fabułę. Dzięki takiemu podejściu staram się wyciągnąć to, co najlepsze z danego dzieła.
„Legendę Vox Machiny” mógłbym skrytykować za brak wagi wydarzeń. Z góry wiadomo, że bohaterowie wygrają, nawet jeśli wcześniej dostaną bęcki. Po poprzednich sezonach wiadomo, że jeśli im się coś stanie, to pozostali na pewno znajdą sposób, żeby im pomóc albo nawet przywrócić do życia. Dlatego ani trochę nie przejąłem się, gdy pod koniec jednego odcinka zginęła jedna z postaci. Stało się tak tylko po to, by w kolejnym została wskrzeszona. Nie wiem, czy ktokolwiek dał się na to nabrać. ; )
Czy jest to wada? Poniekąd tak. Jednocześnie naprawdę dobrze ogląda się bohaterów po raz kolejny ratujących świat i przeżywających osobiste dramaty. To jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, seriali fantasy.
Właśnie skończyłem dzisiaj ten sezon. Jak dla mnie spoko, chociaż poziom dla mnie trochę spadł.
Na plus na pewno odcinek z bardem, plus postać złego barda, chociaż to po części dlatego, że brakowało Scanlana w tym sezonie, był zdecydowanie moją ulubioną postacią w poprzednich.
W czwartek usłyszałem w Trójce o serialu "Years and years". Redaktor mówił, że autorzy całkiem trafnie ocenili wówczas w jakim stopniu świat może się zagmatwać w przyszłości. Serial jest z 2019 roku, umiejscowiony w Anglii, pokazuje losy angielskiej rodziny, ale bardziej losy całego świata. Jak te losy mogą się potoczyć. Serial zaczyna się od tego, że Rosja wchodzi na Ukrainę, a Ukraińcy ich przyjmują. Trump kończy urzędowanie i ostatniego dnia kadencji zrzuca atomówkę na Chiny, ale nie wywołuje to reakcji łańcuchowej. Globalne ocieplenie jest, ale już trochę w cieniu, bo w zasadzie już nic nie zrobimy ze zmianami klimatu.
Wiadomo, że historia w serialu nie odwzorowuje rzeczywistości, ale wygląda jak totalnie wiarygodna równoległa jej wersja. Wersja trochę bardziej mroczna od naszej, ale wciąż mniej mroczna od wersji, jaką mają choćby w Wenezueli czy Iranie.
Reżyseria: Taylor Sheridan (uniwersum Yellowstone)
Ocena: 8/10
Zamożna, dynamiczna rodzina Clyburnów z Nowego Jorku musi zmierzyć się z tragiczną śmiercią kochanego i kochającego męża, ojca i dziadka.
Jak się okazuje ukochany zmarły miał bzika na punkcie natury i łowienia ryb. Kochał odludne miejsce, z daleka od zgiełku cywilizacji i chciał by w przyszłości cała rodzina odkryła piękno takiego życia, a jednak wiedział równocześnie, że dziewczyny nie zrezygnują zbyt chętnie z miastowego życia.
Pierwszą, która po śmierci zacznie to dostrzegać będzie Stacy, jego żona (w tej roli znakomita Michelle Pfeiffer).
Czasami serial bawi, czasami smuci a czasami wywołuje ciarki żenady. Jest bardzo pomieszany, z jednej strony typowo typowy, z drugiej potrafi uderzyć jakąś niespodziewaną sceną albo świetnie przeprowadzonym dialogiem .
Na pewno bawi dysonans między nowojorską poprawnością polityczną a prostymi frazesami wygłaszanymi przez przystojnych kowbojów.
A jednak największą siła są jednak kobiety w tym serialu, no dobra, i jeden facet, ale za to jaki!
Dynamika relacji matki z dorosłymi córkami, gdzie Stacy postanawia nie odpuszczać późnego rodzicielstwa, to chwała tego tytułu. Postacie są świetnie rozpisane, mają mocne i wyraziste charaktery, świetnie się uzupełniają i oddają "rodzinność" tego projektu. Na przykład nie tylko blond włosy łączą cechy rodzinne Clyburnów - jest scena, gdzie ewidentnie widać, jak bardzo jedna z córek wyniosła z charakteru matki, np. to samo poczucie humoru.
Co do facetów, ci w kowboje są tacy błee, że masakra. Są schematyczni aż do bólu: przystojni, mądrzy, doświadczeni, empatyczni i zarazem twardzi.
Na tym tle wyróżnia się jedyny facet w rodzinie , czyli mąż najmłodszej z córek - Russell. Na początku może wkurzać swoim pantoflarstwem, miękkością charakeru i w ogóle wydaje się być taką ludzką, męską ciapią. Ale z czasem trwania serialu wyławia się nam w końcu prawdziwy męski charakter w tym serialu, w tym sensie, że potrafi świetnie odnaleźć się w każdym środowisku i dobrze reaguje na nagłe zmiany, do tego jest bystry i odczytuje emocje bliskich. Bardzo miła odmiana od tych przepięknych aż do bólu frazesowych kowbojów.
Niektóre dialogi są wybitne, naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam, słuchając wyłącznie potyczek słownych (Stacy jest mistrzynią tego, zarówno z córkami jak i ze swoim terapeutą - czyste złoto) i dlatego daję 8/10, choć bardziej czuję 7/10, ale serio - piękne są tam rozmowy, nie ma rozbić, wszystko działa jak trzeba i wzbudza w nas odpowiednie emocje.
Jeden z najbardziej żenujących motywów pojawiających się w filmach i serialach dla nastolatków to była ta słynna "przemiana" brzydkiego kaczątka w piękność przy pomocy mejkołweru za sprawą miłej koleżanki co to pokazuje jak używać makijażu oraz pożyczy kilka swoich modnych ciuszków.
Z ciekawej, interesującej ale lekko dziwnej dziewczyny robi się taka typowo normicka sraka. Ale mnie to wkurwiało. Fajna gotka co ma swój styl i zainteresowania? Pa, wystarczyło zamiast czarnej szminki i maskary trochę inne kolorki plus godzinka w solarce. Teraz możesz się zapisać do czirliderek i te tępe dziury co na ciebie pluły i się śmiały mogą być twoimi koleżaneczkami.
Geek girl lubiąca roboty i komiksy? Słuchaj no, szkła kontaktowe, rozpuszczone włosy i sukienka. Teraz zwróci na ciebie uwagę typ z dwucyfrowym IQ kapitan drużyny. Dokładnie, ten co ci podłożył nogę i się wszyscy śmiali w stołówce.
Chłopczyca lubiąca majstrować przy samochodach, taka girl next door jeżdżąca na deskorolce. Kuźwa peszek bo się znalazła typiara co to "pomogła" jej przejść transformancję. Teraz zamiast być sobą wreszcie może założyć krótką spódniczkę i zapuścić włosy. Dżejson nagle zaprasza ją na studniówkę. #filmy #seriale
Cena regularna CDA Premium: 24 PLN albo nawet 28 PLN na miesiąc.
----------------------------------------------------------
Za 18 PLN na miesiąc można mieć dostęp do CDA PREMIUM.
Gdzie? Tu:https://prezent.cda.pl/
Za ile? 215,91 / ROK ~= 18 PLN/miesiąc Kupujesz kod - w pliku PDF
Płatność dostępna TYLKO za pomocą PRZELEWY24.
Po zalogowaniu na konto CDA.PL kod z PDF realizujesz tu: https://www.cda.pl/kod
#cda #protip #cebuladeals #filmy #seriale
Co ma obecnie CDA w ofercie Premium?
Z tego co widzę, to zaczęli współpracę z Universal, Lionsgate, CANAL+ i innymi wytwórniami.
Z kilkumiesięcznym opóźnieniem lądują tam seriale i filmy z lektorem i napisami.
Co z TV?
Optymalnie wychodzi Polsat Box Go Premium za 35 PLN/miesiąc.
Jak ktoś lubi sport to trzeba dopłacić 20 PLN do pakietu z dostępem do kanałów Sportowych. https://polsatboxgo.pl/pakiety
Dlaczego nie Pilot WP?
Mają drożej i mniej.
#technologia #internet #rozrywka #telewizja #sport
#protip #gruparatowaniapoziomu
@fadeimageone okej, zrzuta na 3 osoby to 21,66. Idzie to przelknac. Za vectre placilem wiecej, nie mogac sie nia podzielic. A tak mam u siebie, u rodzicow, na dzialeczce. W zime z dzialki boxa zabiore na wioske. Moge se cofac tydzien w tyl. A do filmow mam magiczna apke od @Heheszki
Pochylmy się dziś nad kinem superbohaterskim, a w szczególności nad tym, co czyni je ciekawym.
Lubię wskazywać na Sherlocka Holmesa, jako osobę która uosabia wszystko czym jest kino superbohaterski. Sherlock robi dziwne rzeczy, ale wszystkim imponuje. Cała przyjemność to doświadczanie tej niesamowitej kompetencji, a puentą humoru jest zawsze rozbrajająca mina Watsona na myśl, że ktoś umie rozróżnić 247 rodzajów popiołu, żeby odkryć mordercę. Historycy kina lubią wskazywać źródła gatunku na przecięciu kina detektywistycznego z westernem. Clint Eastwood odbijający kule blachą jest imponujący. I nie tylko chłopcy nie spali przez to po nocach, niejeden dorosły czuł podobną dumę, wyobrażając siebie jako strażnika prawa i obyczajów. Projekcja siebie w bohatera i doświadczanie jego dziwności to jedna z ważniejszych przyjemności gatunku.
Spider-Man z Tomem Hollandem gra dokładnie na tej dynamice. Filmy są lekkie i przyjemne, bo karmią nas konkretnym napięciem: my wiemy, a oni nie. Tu Marvel zaczął błądzić. Obok Spider-Mana zaczął produkować filmy, w których moce stały się obojętną codziennością. Jedyna świeża dziwaczność to kontrast między reakcją postaci a tym, co dzieje się na ekranie - ale jak pokazał „One Punch Man", nie da się na tym uciągnąć dłuższej fabuły.
Nie twierdzę, że dziwaczność to jedyna taktyka. Loki działa wyśmienicie, bo fantastyczny świat jest nieskończonym polem do zabawy myślami. Prowadzenie takiej fabuły wymaga jednak solidnej roboty. Niezbędna jest więź z jakąś postacią - taką, przy której czujemy wagę decyzji, albo przez którą doświadczamy nowego świata czysto eskapistycznie. Stąd moja teza: walka nie ma znaczenia. Paradoks, ale nie taki głupi. Walka nigdy nie ma znaczenia sama w sobie - liczy się to, co podczas niej dzieje się dla postaci. Powtarzalna wygrana bez realnego zagrożenia szybko traci moc. Cała sztuka polega na tym, żeby tę walkę porządnie podbudować. A po fakcie można ją nawet pominąć, film będzie podobnie pociągający.
Weźmy pod lupę potyczki z „Gry o Tron". Żadna scena walki nie niosła ze sobą takiego ciężaru, jak rozmowa Tywina z Aryą, gdzie jedno nieodpowiednie słowo mogło skończyć się jej śmiercią. Pojedynki są zawsze ciekawsze od wielkich bitew, a mała skala jest bliższa - to zupełnie naturalne. Na tym tle warto docenić „The Boys": serial bardzo dobrze rozgrywa tę kartę. Zabicie kogokolwiek w pierwszym sezonie niesie ogromną wagę. Gdzieś w sezonie trzecim twórcy zatracili jednak ten instynkt - zaczęli opowiadać historię z perspektywy, której nie sposób pojąć, jakby zapomnieli, dla kogo i po co to robią. Zasadniczy błąd: działać bez zrozumienia materiału. Dlatego na pierwszym planie powinny stać materiały źródłowe, szczególnie gdy nie jest się kompetentnym reżyserem.
@LaMo.zord to jest podobny przypadek do Sherlocka Holmesa. Sherlock nigdy nie przegrywa, podobnie jak John Wayne. Stawiamy się w ich butach, czujemy lekkość ducha temu towarzyszącą. To jest bardzo prosta przyjemność, ale jeżeli tych bohaterów jest wiele, stają się oni obcy i mniej ciekawi. Avengers nie ma ciekawych bitw. Walka utrzymuje się w oparciu o gagi, niewiele różniące się od niemych filmów z Keatonem czy Chaplinem. Chodzi o to, że skala rzadko służy fabule, wręcz przeciwnie, skala to problem, a studia muszą robić badania focusowe, żeby upewnić się że nikt nie zostanie przypadkiem urażony, a każdy bohater będzie grał dość dużą rolę, żeby utrzymać uwagę fanów.
Miałem trzy odcinki zaległości i obejrzałem dzisiaj wszystkie na raz jedyne co się dowiedziałem to że w lesie są chodzące lalki oraz że istnieje jakiś korytarz.
Zaczynam znowu pałać nienawiścią do tego serialu , jak za każdym sezonem po prostu mam serdecznie dosyć , Bo już do mnie dociera że totalnie niczego się nie dowiem znowu w tym sezonie . Potem mija rok półtorej i myślę sobie "A dam szansę " i tak już czwarty raz.
Odświeżyłem sobie ostatnio "the lost" i może można dużo temu serialowi zarzucać ale przynajmniej w każdym sezonie jakaś tajemnica została rozwiązana i pociągała za sobą następny wątek a na samym końcu twórcy próbowali wszystko na siłę spiąć do kupy.
A tu ku&&a utknęliśmy w jakimś miasteczku dowiadując się totalnie niczego o niczym ciągle te same lokalizacje ciągle te same sceny, zero postępu.
Bardzo żałuję że nie pamiętam Jak nazywał się subreddit gdzie cisną bekę z tego serialu Bo miałbym jakąkolwiek gratyfikację za moje stracone godziny.
@Dzban3Waza z chęcią podepne się do jakiegoś tagu który ciśnie beke z tego wysrywu. Ja oglądnąłem 1 odc. Tego sezonu i powiedziałem: dość. Takiego ciągnącego się gówna, dawno nie widziałem (° ͜ʖ °)
@Dzban3Waza no słabo to wygląda, myślę jednak ze tu jest jakiś zamysł od początku, tylko ten zamysł polega też na tym że wszystko wyjaśni się w kilku ostatnich odcinkach a do tego czasu wszystko będzie tak miałkie jak do tej pory xd
@Deykun chyba to ten, cos tam smieszkuja, chociaz piereszy taz jak trafilem to wymyslali abstrakcyjne wyjasnienia fabuly na wzor poważnych subredditow gdzie ludzie sobie wmawiali ze w tym gownie jest jakis sens. Dzieki
Nowa agencja zaczyna odnosić sukcesy, ale im lepiej idzie biznes, tym bardziej widać wewnętrzne problemy ludzi, którzy ją tworzą. Don próbuje nowego życia osobistego, jednak stare mechanizmy wracają. Agencja dąży do pozyskania producenta aut jako klienta, bo ich zdaniem dopiero to świadczy o wielkości zgancji. Ostatecznie im się to udaje, ale koszt, będzie wyższy niż przewidywali.
To sezon bardziej gorzki, pokazujący, że sukces zawodowy nie daje żadnej gwarancji szczęścia, a niektórzy bohaterowie płacą za presję bardzo wysoką cenę. Jeden z bohaterów - najwyższą.
Po nadrobieniu 3 sezonów (3-5) w ostatnich dniach, ten wypada najlepiej, sporo też w nim Dona, który robi to co umie najlepiej, choć nie jest już napędzany alkoholem i romansami, jak w poprzednich sezonach. To dobrze, bo ten bohater trochę siadał, a z nim i serial.