Zauwazyliscie,ze w pisie maja jakis fetysz do waznych dat i chca cos zawsze odjebac w rocznice?
Powolanie rzadu 13.12, teraz weto w sprawie safe 12.03 w rocznice wejscia do nato.
Oni sa jak komuchy,co chca przejac wazne daty i sobie przypisac zaslugi.
#polityka #przemyslenia
#przemyslenia #rodzicielstwo #hejto30plus #hejto40plus i chyba trochę #psychologia
Tak sobie pomyślałem, że to dobrze, iż powoli do lamusa odchodzą czasy, kiedy ojciec był obecny w życiu dzieci jako taki małomówny kloc siedzący przez telewizorem. Dobrze, że stajemy się ojcami obecnymi w życiu naszych dzieci i facetami obecnymi w życiu żon/partnerek w sferze uczuciowej. Staramy się rozmawiać, wspierać, uczestniczyć i dopingować. Nawet w sporze czy kłótni coraz więcej chłopów stara się być i mówić z sensem a nie tylko "co ty gadasz", "nie rób problemu z niczego", "przestań płakać", "ja pier...l ale ty histeryzujesz".
Ja akurat fartownie miałem bardzo obecnego ojca, ale jak widziałem ojców moich kumpli (o ojcach koleżanek lepiej nie wspominać) to w 99 proc. przypadków, to był po prostu jakiś chłop wracający z roboty i kładący się na kanapie. Koniec. Zrobił swoje i ch...j i cześć. Teraz ma mieć spokój.
Niesamowite, jak w tym kraju wszystko jest błędnie interpretowane xD Np "słabe czasy tworzą silnych ludzi", "dobre czasy tworzą słabych ludzi" i przykład pokolenia PRL XD Bo wiecie, hehe, kiedyś chłop bił, pił, ale robota zrobiona była, norma wyrobiona, silne pokolenie, bez psychologów i tak dalej.
To właśnie wina ludzi urodzonych w PRL, że obecne pokolenia są tak spierdolone, bo jedyne co im przekazali z domu to alkoholizm, traumy po przemocowym wychowaniu swoich rodziców urodzonych w latach okołowojennych, chłopski rozum wyniesiony z PRL, niskie poczucie własnejh wartości wynikające z bycia zaściankowym polaczkiem z bloku wschodniego, niechęć do ludzi lepiej usytuowanych i tak dalej.
Właśćiwie, to ludzie urodzeni między 50 a 70 rokiem to najgorsze pokolenia, jakie trafiły się temu krajowi, bo konsekwencje demograficzne, trendowe, wychowawcze i tak dalej jednak sięgają trochę dalej niż "30 letni Arek nie chce mieć dzieci, wina tego pokolenia" XD
Komuna po prostu doszczętnie rozjebała ten naród na łopatki, a nikt nie chce o tym mówić, bo naszym krajem rządzą kudzie, którzy wspominają ją z nostalgią z uwagi na to, że były to czasy ich dzieciństwa i młodości. Wiecie ,teraz fajnie, ale kiedyś to byłooooo, łooo, kiedyś to takie lody były jak dziś nie ma, taka pizza, taki sprzęt, takie maszyny, blabla.
No i co do powyższego, to tak. Ten kraj jest dalej w mackach boomerów. U nas w kraju najwyższe funckje w jednostkach samorządowych, państwowych, spółkach, związkach, organizacjach sprawują ludzie z gatunku: Wąsaty janusz po historii, gruby i spocony jak knur z wąsem ujebanym od musztardy i zapachem wywietrzałej wódy, który kieruje się myśleniem "ja wiem lepiej", "ja trochę w zyciu widziałem". Jak się dorobił pozycji? Bzykał w niemieckim burdelu w latach 90 d⁎⁎y razem z kimś wysoko postawionym, nakradł z upadającej fabryki i ojebał za Odrą, albo co gorsza - właził w d⁎⁎ę starym komuchom i piął się w hierarchii, dostosowując się jak kameleon do zmieniających się realiów.
Wkurwia mnie też cały ten mit solidarności, gdzie po prostu należy to spłycić do tego, że byli to robotnicy, których wkurwiał rząd, a potem zrobiła się wokół tego jakakś szopka i idea, gdzie cała wierchuszka solidarności to byli po prostu dorobkiewicze, cwaniacy i układowicze, którzy chcieli się ułożyć w nowym systemie i tyle xDDDD
Tego daleko nie trzeba szukać, bo naszym krajem politycznie od ponad 20 lat rządzi dwóch starych dziadów, z czego jeden nawet się nie kryje z tym, że na niczym się nie zna poza trzymaniem ludzi za mordę i nawet nie umie komputera obsługiwać, a drugi co tam próbuje nadąząć i być nowoczesny, ale cały jego PR to robota marketingowców, bo jest takim samym mentalnym boomerem, mentalnym dziadem, którego trochę naprostowało środowisko unijne, ale to dosłownie jakby gówno w złote pazłotko opakować i powiedizeć, że cukierek.
Tak, uważam, że jedyny ratunek dla tego kraju to jest zmiana pokoleniowa, bo choć następne pokolenia (lata 80 i 90) ni esą idealne, a te najmłodsze to już w ogóle lipa, to jednak są to pokolenia zdecydowanie lepsze - te które przeszły płynnie przez erę digitalizacji, najgorsze czasy XXI wieku, kryzysy i inne gówna i do tego najlepiej wykształceni, kiedy jeszcze dyplom coś znaczył.
Można się spierać, czy zaliczyć powieść K. Dicka do cyberpunku, czy może to zbyt wczesny utwór, który nie zawiera wszystkich elementów typowych dla gatunku. Nie można jednak odebrać autorowi ogromnego wpływu na powstanie/rozwój tego podgatunku fantastyki naukowej. W końcu na podstawie wymyślonej przez niego historii powstał scenariusz filmu, który określił stylistykę wielu przyszłych utworów.
Dick sporo miejsca poświęcił androidom – sztucznie stworzonym istotom, kształtem przypominającym ludzkie ciała. W powieści androidy mogą z powodzeniem udawać ludzi, pracować, być gwiazdami operowymi, a nawet przewyższać ich intelektem.
Myśl o tym, że humanoidalne roboty mogłyby chodzić pomiędzy nami, dla wielu jest przerażająca. Przynajmniej tak mnie się wydaje – ilu z nas wsiadłoby do taksówki kierowanej nie przez człowieka, a przez sztuczną inteligencję? Ja pewnie tak. Patrząc na to, co dzieje się na drogach – czy AI mogłoby być gorsze od polskich kierowców? No, ale mogę być wyjątkiem, ponieważ ogólna narracja jest taka, że ludzi straszy się sztuczną inteligencją ‒ tym, że zabierze nam pracę, hobby (wystarczy spojrzeć na generowane obrazy czy zdjęcia), a nawet życie, jak chociażby w „Terminatorze”.
Dlatego wymyślono test opierający się na empatii, dzięki któremu można rozpoznać androidy. Te może i potrafią być przebiegłe i bardziej inteligentne od ludzi, jednakże brakuje im wspomnianej empatii. Można udawać, ale w naturalnych reakcjach/odruchach człowiek wciąż przewyższa sztuczną istotę. Czy aby jednak na pewno?
Dick nie zapomniał o ludziach upośledzonych, z osobowością schizoidalną i im podobnych. No i są przecież osoby niby zdrowe, ale o bardzo niskim poziomie empatii i inteligencji emocjonalnej. Sam niestety takie spotkałem. Potrafiły, w obliczu problemów zdrowotnych psa, przedłożyć własną przyjemność (pójście na wesele) nad operację tylnych łap, skazując zwierzę na cierpienie. Uspokajam, że nie stałem wtedy biernie i psina otrzymała potrzebną pomoc.
Podobnie było w sytuacji stłuczki, w której udział wzięła ich córka. Pierwsze pytanie matki było o to, czy samochód jest cały, a nie, czy z córką jest wszystko w porządku. Następnie niechęć do zabrania dziewczyny na SOR, mimo że skarżyła się na ból w odcinku szyjnym, tłumaczona jest tym, że długo się czeka na przyjęcie.
Czy w obliczu takich ludzi, test opierający się na empatii ma w ogóle sens, skoro łatwo byłoby pomylić takiego człowieka z androidem? Chyba lepszy byłby test DNA czy coś, co nie pozostawiłoby żadnych wątpliwości, z kim bądź czym mamy do czynienia.
Ciekawe jest to, że empatia stała się dla ludzi na tyle ważna, że powstał merceryzm – religia koncentrująca się na empatii właśnie. Ludzie poprzez skrzynki empatyczne mogli dzielić się z innymi swoimi emocjami, a także współodczuwać ból Mercera, obrywającego kamieniami podczas wędrówki. Rany mu zadane przechodziły na uczestników, którzy w realnym świecie również przez nie cierpieli.
Dodatkowo, ludziom tak bardzo zależy na pokazaniu swojej empatii, że pragną mieć żywe zwierzęta. I zależy im do tego stopnia, że posiadanie tytułowej elektrycznej owcy uważane jest przez głównego bohatera za coś wstydliwego. Niestety, w postapokaliptycznym świecie żywe egzemplarze są bardzo rzadkie, a przez to bardzo drogie.
Czy androidy żyjące pośród nas to rzeczywiście taki problem? Jasne, w powieści android mógł zyskać wolność jedynie w wyniku śmierci swojego właściciela, więc wolno żyjący egzemplarz z góry był podejrzewany o morderstwo. Ale czy w sytuacji, gdyby mogły żyć ot tak, byłoby to złym rozwiązaniem? Żyjemy w cieniu wizji o zapaści demograficznej, więc androidy powinny pomóc zapełnić lukę, tak jak poniekąd oczekujemy tego teraz od imigrantów.
Jednakże, czy bylibyśmy w stanie zaufać komuś, kto nie wykazuje oznak empatii? Androidy z jednej strony chcą być wolne, z drugiej nie są lojalne wobec innych androidów, z którymi dzielą los, i w obliczu porażki godzą się na nią, zamiast do końca walczyć o swoje „życie”. Czy w takim razie pomogłyby umierającemu człowiekowi? Albo poświęciłyby się, żeby uratować kogoś innego?
Dodatkowo stworzyłoby to inny problem: brak pewności, czy mamy do czynienia z żywą osobą. Dickowi udało się sprawić, że każdą nową postać podejrzewałem o bycie androidem. W większości przypadków miałem rację, ale dało mi to do myślenia. Jeśli chodzi o codzienne kontakty, jak zakupy spożywcze czy obsługa w banku, nie miałoby to dla mnie znaczenia, gdyby taki android był „wystarczająco ludzki”. Jednakże nie wiem, czy przez pomyłkę chciałbym się zakochać w androidce.
Jako ludzie nie mamy problemu, by obdarzyć uczuciami androida czy robota. Nie mam na myśli od razu poważnych uczuć jak miłość (chociaż wiele utworów pokazuje, że to możliwe), ale zwyczajną sympatię czy współczucie. Kto nie nazwał ludzkim imieniem swojego robota sprzątającego? W powieści żona Deckarda żałuje androidów, które według niej mąż zabija, a według niego tylko usuwa. Za to sam łowca w pewnym momencie zapałał uczuciami do jednej z androidek, co skończyło się stosunkiem seksualnym – czymś niedopuszczalnym w jego zawodzie, a mimo to jakże częstym wśród innych łowców.
Z pewnością dostosowanie się do nowej rzeczywistości byłoby dla wielu osób bardzo trudne, ale nie uważam, że niemożliwe. Z własnej ciekawości i chęci obserwacji, jak mogłoby to wpłynąć na społeczeństwo, chciałbym doczekać momentu, w którym istniałyby androidy dorównujące nam inteligencją.
Pytanie na koniec: czy empatii da się nauczyć? Trudno powiedzieć, ale na pewno warto próbować. W próbach tych mogłaby pomóc technologia VR, rozwinięta o możliwość pełnej immersji z wygenerowanym światem. Wyobraźcie sobie szkolne lekcje, podczas których uczniowie zanurzają się w różne scenariusze i odczuwają określone emocje. Mogliby poznać, jak się czuje osoba niepełnosprawna, chora na przewlekłą chorobę czy ‒ bliżej dorosłości ‒ poniżana, bita lub nawet gwałcona. Dosłownie wejść w czyjąś skórę.
Nocną porą dotarło do mnie, że obecnego blogaska założyłem jakieś osiem lat temu i... niewiele na nim opublikowałem.
Plany oczywiście miałem ambitne. Wciąż mam, jednakże „jakoś tak” brakowało chęci do działania. Jasne, zawsze mogę to zrzucić na niezdiagnozowaną wtedy jeszcze chorobę afektywną dwubiegunową, z którą zmagam się najprawdopodobniej od piętnastego roku życia i dopiero niedawno zacząłem się leczyć w tym kierunku (i to wyłącznie zupełnym przypadkiem, bowiem po przeczytaniu komentarza @WhiteBelle, który otworzył mi oczy na możliwość chorowania na chad właśnie. Za co ogromnie dziękuję, mimo że istnieje jakaś tam szansa, że nowo przepisany lek może nie pomóc, bo dolega mi coś zupełnie innego).
No ale nie o swojej wątpliwej równowadze psychicznej chciałem pisać, tylko o blogasku i pochodnych.
Tekstów mało i cóż, chcę to zmienić. Tak, żeby na „dziesięciolecie” nie obudzić się, że znowu minęły dwa lata, a na blogu nie pojawiło się nic nowego.
Na razie w tym roku napisałem jedną opinię, która czeka na sprawdzenie przez moją koleżankę. Kolejne mam w planach, tylko muszę się wziąć za siebie. Albo „aż”, ponieważ często nie jest to takie łatwe, jakie by się wydawało, przynajmniej w mojej głowie.
Jakby ktoś chciał przeczytać moje starsze teksty w oczekiwaniu na nowe, to zapraszam na blogaska ( https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ ) albo na tag #cyberpunkstories. Każdy wrzuciłem w całości również na hejto, pomimo zamieszczania linków do wpisów na blogu.
Od lat pięciu, o czym ostatnio przypomniał mi Zuckerberg, posiadam także fanpage'a na Facebooku. Również zakurzonego, tak jak Instagrama. Można je znaleźć tutaj:
Mimo że niespecjalnie przepadam za krótkimi filmikami i zdecydowanie nie chciałbym świecić facjatą w internecie, to jednak postanowiłem, że spróbuję wykorzystać potencjał drzemiący w TikTokach, reelsach, shortsach i rolkach. Na ten moment wrzuciłem dwa nagrania z „Ghostrunner 2” i „2084”, na których uwieczniłem natrafione przeze mnie bugi. Jak coś ciekawego uda mi się nagrać podczas grania w gierki, to też będę wrzucał.
Będę wdzięczny za jakikolwiek feedback. Jasne, że robię to wszystko dla samego siebie i dla własnej przyjemności, jednakże przyjemność sprawia mi także czytanie komentarzy, a przede wszystkim wskazówek/porad/wywołanych refleksji. Szczególnie tych ostatnich.
Bardzo ubolewam nad tym, że social media mocno poszły w stronę nagrywania filmików i ogółem operowania kamerą oraz głosem.
Głównie z tego względu, że przez lata głównie pisałem - czy to z ludźmi poznanymi przez internet czy to opowiadania, różne przemyślenia i nawet à la poradnik dla początkujących pisarzy. Ba, nawet w sesjach RPG, dwuosobowych czy w większym gronie, brałem udział nie twarzą w twarz czy chociaż głosowo, a właśnie tekstowo.
Toteż gadanie do kamery czy pokazywanie swojej twarzy jest dla mnie nienaturalne. Szkoda zatem, że social media to właśnie promują, bowiem sam wolę coś przeczytać niż obejrzeć. Boli tym bardziej, że widzę spory potencjał, jednakże całokształt mnie nie przekonuje.
Dlatego cieszy mnie istnienie #hejto jako jednej z niewielu ostoi słowa pisanego.
@cyberpunkowy_neuromantyk Brakuje mi blogów tematycznych, w takich miejscach często można było znaleźć najlepsze informacje w konkretnym temacie. O forach to już nawet nie wspominam ( ͡° ʖ̯ ͡°)
@cyberpunkowy_neuromantyk najgorzej jest jak masz jakieś przepisy kulinarne w formie filmu, napisany artykuł? Do, odpalasz cały, wisi sobie zawsze do wgladu, zerkasz i moment znajdujesz miejsce w którym jesteś z przygotowaniem? A film? Upackanymi paluchami musisz szukać odpowiedniego miejsca na osi czasu, co nigdy nie idzie sprawnie, nie mówiąc już i cofaniu czasami kilka razy, masakra...
Pewnym oświeceniem dla człowieka jest uświadomienie sobie, że głupi ludzie są po obu stronach politycznego sporu. Miałem okazje widzieć bardzo głupie wypowiedzi zarówno po stronie prawicy jak i lewicy. To nigdy nie była kwestia samych poglądów. Po prostu ogół populacji jest względnie głupi, a politycy odwołują się w swojej retoryce do mas. Z drugiej strony miałem okazje spotkać też inteligentne konserwy jak i lewicowców umiejących dobrze uzasadnić własne twierdzenia.
Patrzenie na innych z góry tylko dlatego, że mają inną opinie od mojej własnej jest idiotyczne samo w sobie i tworzy to nieuzasadnione poczucie własnej wyższości co z kolei prowadzi do wzrostu polaryzacji społecznej. Jest to bowiem zwykły przejaw myślenia plemiennego na zasadzie my dobrzy i mądrzy, oni źli i prymitywni. Wydawałoby się to jeszcze kilka lat temu oczywistą prawdą, ale dziś jakoś o tym każdy zapomina.
Taka refleksja o kryptowaluciarzach, wolnosciowcach i influencerach „uwięzionych” w Dubaju wołających o polskie samoloty.
Już pomijając samą „optymalizację” podatkową. Oni teraz płaczą, że nie wiedzieli, nie przewidzieli ryzyk itp.
Idę o zakład, że w innej sytuacji, jakby jakiś zwykły Polak się skarżył że nie doczytał umowy, nie zrozumiał instrumentu finansowego, stracił kasę i prosi o pomoc oni byliby pierwszymi krzyczącymi w necie, że sorry, taki jest rynek, ryzyka, trzeba było czytać, chcącemu nie dzieje się krzywda i inne bzdety.
Hu z nimi, państwo ma dbać o swoich obywateli. Mieszkają tam to płacą tam podatki. Państwo moze małym kosztem pokazać siłę i sprawczosc, albo chaos poprzez zaniechanie działań.
@Airbag mialem kumpla, ktory w 2022 lal po gaciach z tych, ktorzy pojechali zatankowac fury i kanistry, niedlugo potem ja lalem po gaciach bo do roboty zaczal jezdzic rowerem, a nigdy wczesniej tego nie robil, no coz jak nie stac na spalanie ropy to sie spala tluszcz ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Airbag Trochę nie rozumiem Twoich wyliczeń bo różnica w zatankowaniu tych 100L przed i po spekulacji nijak mi nie daje 60 zł zaoszczędzonych za które kupisz se kawkie
Skąd jest ten cały mit o Polsce A - zachodniej i Polsce B - wschodniej? xD Szczerze mówiąc, to w ostatnich latach role się trochę odwróciły. Dużo kasy wpompowane w połudnowy-wschód, a na zachodzie psy dupami szczekają. Do tego po prostu obiektywnie, wschód Polski jest ładniejszy od zachodu.
Jakby sobie tak realnie Polskę podzielić, to właśnie "kongresówka" i "brudne południe" w tej chwili to są zdecydowanie lepsze miejsca do życia niż ten mityczny zachód.
Weźcie się przejedźcie po zachodnio-pomorskim albo lubuskim czy Wielkopolsce dalej jak 70km od Poznania, to nie dość, że psy dupami szczekają, to jeszcze tam nic ciekawego nie ma.
Faktem jest, że ten północny wschód jest biedny, ale generalnie Warmia-Mazury-Podlasie to są jedne z pięknejszych terenów w tym kraju, a w województwie lubuskim czy zachodnio-pomorskim jakoś perspektyw powalających na życie też nie ma xD Szczerze jakby taki mieszkaniec tego mitycznego zachodu typu Głogów, Gorzów Wlkp, albo wyżej - Koszalin czy Słupsk pojechał do Rzeszowa czy Zamościa, to by mu się oczka zaświeciły xD
Co do zachodu - Na wybory też najmniej chodzą, nawet matury tam chujowo poszły xD Życia tam nie ma.
Uprzedzając - jestem z samej północny kraju, geograficznie bliżej zachodu niż wschodu, ale po prostu z Pomorza, więc moja opinie nie wynika z bólu d⁎⁎y bycia wschodniakiem xd
Do lat 70. XX wieku granica z Niemcami na Odrze i Nysie była niepewna, a mienie na Ziemiach Odzyskanych traktowano jako poniemieckie, po które może wrócić jakiś Helmut. Dlatego nikt nie inwestował czasu ani wysiłku, jeśli absolutnie nie musiał albo nie przyszło takie polecenie z centrali. Dlatego kilka pokoleń mieszkało tam w poczuciu wiecznej tymczasowości, bez szczególnych głębokich więzi z miejscem, w którym przyszło żyć. No a teraz się to mści, bo jedziesz przez takie lubuskie albo zachodnipomorskie i wiele wiosek wygląda mocno postapokaliptycznie.
Bo to kolejny element w inżynierii dzielenia Polaków... Komuś bardzo zależy, żebyśmy byli podzieleni i to najlepiej tak blisko 50/50. Stąd więc Polska A/B, lewica/prawica (o centrum się w zasadzie już nie mówi), różne tan sorty ludzi itp.
W #lubelskie jakiś czas temu wykryto nowe ogniska rzekomego pomoru drobiu (Newcastle disease) oraz grypy ptaków (avian influenza).
Lubię sobie czasem wejść w jakiś post na fejsbuku i poczytać komentarze, ot, taka "rozrywka" do porannej kawusi. Cóż w tym nadzwyczajnego? Ano nic. Żyję już na tym świecie dostatecznie długo by wiedzieć, że ten, co krzyczy najgłośniej, zwykle nie ma racji, ale zbiera sobie pokaźne grono przyklaskujących.
Komentarze typu: "idioci wymyślają te choroby", "chcą upadku polskiego rolnictwa", "RZEKOMY hehe i wszystko jasne" przewijają się tam, jakby je same boty pisały. I nie można napisać jakiegoś wyjaśnienia, opisu tych jednostek chorobowych, bo ludzie zjedzo. I wyplujo.
Ale może ktoś tutaj byłby zainteresowany tego typu contentem? Opisem chorób (nie tylko ptaków, ale głównie, bo nie ukrywam, że to mój konik), objawów klinicznych, ich występowaniem w naszym kraju, możliwym leczeniem, tłumaczeniem podstawowych terminów używanych przez lekarzy itp.
#przemyslenia #pytanie #zwierzaczki #weterynaria
No dobra. Bo mam akurat pytanie z życia. Mam karmnik na ogródku i regularnie w zimie dokarmiam ptaki. Teraz wszystko się stopiło, więc często wychodzę na dwór z psem, on wie, ze na ogródku nie załatwia się potrzeb, ale ptaki oczywiście miały to w nosie. I tu pytanie - czy jeśli to głównie sikorki i wróble, to jest jakieś ryzyko, że pies kręcąc się teraz po ogródku coś z tych ich kup po zimie złapie?
Macie jakieś sposoby na nauczenie rodziców korzystania z komputera? U mnie jest za każdym razem to samo- "przyjedź bo nie mogę czegoś zrobić", "przyjedź bo coś mi wyskoczyło", "przyjedź bo nie mogę wysłać maila". I za każdym razem jakby pierwszy raz korzystali z komputera- "którym mam klikać", "ale jak ja mam to zamknąć", "skąd mam wziąć to hasło". Żeby było jasne- nie mam problemu z tym żeby ich tego nauczyć, ale mam dość powtarzania tego samego co dwa tygodnie. Właśnie dlaczego się tak dzieje? Z obsługą telewizora czy telefonu nie mają problemu, ale komputer to jest jakaś nieposkromiona maszyna której nie mogą pojąć.
@kobben02 ja wymagam zakładania zeszytu i robienia notatek. Każda nowa procedura ma kroki opisane.
Ale hasła na wszelki wypadek są w specjalnym folderze w Bitwardenie. Chociaż akurat u mnie teściowa trochę bardziej ogarnia i chyba ma applowy password manager.
Co nie zmienia faktu, że może dzwonią, bo bez tego za rzadko do nich przyjeżdżasz.
@kobben02 - ja swoich nauczyłem wpisywać zapytania w Google zanim zawrócą mi gitarę.
A odkąd znam https://duck.ai to każę im tam pytać i to rozwiązuje większość ich problemów.
W razie dużych problemów kiedyś TeamViewer a teraz RustDesk i pomagam zdalnie.
Matka wszystko co jej wyjaśnię zapisuje w zeszycie i jakoś później jest w stanie kroki odtworzyć.
Hasła wszystkie mają pozapisywane w przeglądarce więc nawet jak ich wyloguje to jeden klik i są znowu zalogowani - oczywiście zrobiłem backup wszystkich ich haseł do menadżera haseł w razie jakby ich komp padł.
@kobben02 tak, przypominasz te wszystkie razy jak Cię rodzice wyganiali od kompa i dawali szlabany i mówisz do widzenia, mogę dać Wam numer do znajomego informatyka, tanio liczy.
Czy to smutne, że na seansie "Wartość sentymentalna" tylko ja jedna na sali w kinie śmiałam się gdy główny bohater daje swojemu 9-letnimu wnukowi w prezencie DVD z Nieodwracalne i Pianistką?
Naprawdę ludzie nie znają tych tytułów, choćby z opisów w necie?
Zawiodę cię — do tej pory nie kojarzyłem tych tytułów. Chociaż na moje usprawiedliwienie powiem, że ‘Pianistkę’ kiedyś oglądałem, ale zupełnie o tym zapomniałem.
Opowiem Wam moją bardzo krótką historię związaną z tym serwisem. Gdy dołączyłem do tego serwisu były to czasy przed migracją użytkowników z serwisu wykop.pl. Był tu spokój mało userów, mało treści, ale te treści były dużo bardziej ambitne, po prostu ruch był mały, ale każdy tu uciekał kto miał dość toksycznego wykopu. Sam znalazłem się tutaj właśnie z tych względów. Bardzo dużo napracowałem się, żeby wbić rangę, którą mam, starałem się wrzucać jakieś ambitniejsze treści ze świata nauki, tematyki kryminalnej lub jakiś wiadomości ze świata lub polski. Co się później stało? Po prostu przyszły wykopki, w jeden dzień wrzucając durne memy wbijały rangę taką jaką ja wbijałem pracując na to np. miesiąc. Wiadomo więcej userów, więcej piorunów, szybkie wbijanie rangi. Przykro mi się na to patrzyło, poczułem że cała praca jak krew w piach, podcięło mi to skrzydła, pomyślałem, "zaraz tu będzie drugi wykop" i tak z użytkownika aktywnego stałem, się użytkownikiem pasywnym, przeglądającym tylko gorące dyskusje raz dziennie, czasami pytając o coś. Próbowałem parę razy wrócić publikując coś sukcesywnie, ale nadal brakowało mi czasu, może trochę motywacji. Niemniej jednak od dziś znów zamierzam Wam coś wrzucać ze świata nauki, może tym razem wytrwam. Pomimo tego, że jest tutaj dużo wykopków, obserwując uważam ze atmosfera jest dużo przyjaźniejsza niż na wykop, tam też mam konto i to bardzo długo, tamten serwis zszedł już konkretnie na psy, a do Was mam apel, nie pozwólmy aby i ten serwis zszedł na psy, wykop też kiedyś był fajny. Niech teraz tutaj będzie fajnie. Ten wpis to takie moje przemyślenie może mądre może głupie nie wiem.
atmosfera jest dużo przyjaźniejsza niż na wykop, tam też mam konto i to bardzo długo
sęk w tym, że większość z nas która emigrowała z wyklopu dawno pozbyła się tam konta, więc widząc drzazgę w naszym oku w swoim belki nie dostrzegasz ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
a poza tym rangi są kompletnie nieistotne, zastanów się czy chcesz robić kontekt dla ludzi, czy dla paru piorunów
Często na zlotach słyszę "O patrz, takiego to szło naprawić młotkiem i kluczem 10tką. Kiedyś auta były prostrze i mniej się psuły". No nie były. W zależności od kraju i regionu już nawet w latach 60-70tych mogłeś mieć nawiewy, tempomat, centralny zamek, sterowanie automatyczną skrzynią biegów, egr zarządzane przez podciśnienie. Nieszczelność gumowej rurki, powodowało awarię na całym układzie i konieczność sprawdzania szczelności na każdym elemencie.
Lata 80-te to początek elektroniki w autach. Elektroniczne wtryski paliwa, ODB-1, zegary typu digital, sensory temperatury, tlenu, stuku, przepływu powietrza podające informacja do ECU. Później lata 90-te to w już w ogóle dzikie rodeo. Pojawiły się powszechne turbosprężarki, dołączane napędy awd. Na przykład w mojej Toyocie z 1995 roku jest komputer tylko od sterowania silnikiem i komputer od sterowania skrzynią biegów. Ale oba się komunikują ze sobą aby lepiej dobierać obroty i przełożenia. A żeby było mało to ten system ma zdolność uczenia się nawyków kierowcy i jego dynamiki przez co z czasem jeszcze lepiej dopasowuje moc i zmienianie biegów pod styl jazdy użytkownika. Wszystko to dzieje się za kulisami więc kierowca nawet o tym nie wie tylko po prostu... jedzie.
Więc stary samochód klasy średniej lub wyższej nie jest bezawaryjny przez prostotę a przez to, że był dobrze zaprojektowany, przetestowany i zbudowany. Chociaż z czasem będzie pojawiał się problem z coraz bardziej awaryjną elektroniką. Aktualnie wychodzą pierwsze problemy np. z Lexusami LS400, które weszły do produkcji w 1989 roku. Zaczęły wylewać się kondensatory w ich komputerach po powoduje zwarcia i śmierć ECU.|
No chyba, że masz garbusa, trabanta albo ładę. Wtedy tam elektroniki nie masz wcale xD