#spierdotrip deko mglisty dla jego, powietrze gęściutkie, że asz asz! Czuć że sezon grzewczy is in the air, osiedle obok są szeregowe i wolnostojące domy mieszkalne i ogródki działkowe, stąd dymy przyszli (ludzie muszą mieszkać w jakiś sposób, a pod górkę robią dla jichich, ażeby przeszli na bardziej czystsze i przyjazne formy ogrzewania). Tak dziś w mediach trąbią o #smog żeby nie wychodzić na zewnątrz bo się pochorujesz, szybciej umrzesz i tak dalej… A MNIE ZACHĘCILI! W sumie życie #przegryw jest nic niewarte stąd ochoczo wyszedłem po ówczesnym powrocie do przechowalni i zrobieniu 200 kilo swoim potężnym jednolitrowym TRUCICIELEM z normą Euro 6AP. Do astmy w sam raz i znów będzie tak, że szury miały rację. OOOO DEBILIZM!!! Komu to przszkadza ja się pytam ¯\_(ツ)_/¯ ale to właśnie chłopów dobrych i bidnych będą uciemiężać ekoświry ojropejskie, a hindus sra do Gangesu, pali akumulatory kwasoso-ołowiowe i jest git, a do tego przyleci do b0lski i wyrwie #p0lka dokąd ten swiat zmierza #itsoverdlachuopa (╯︵╰,) #hipokryzja #pogoda #przemysleniazdupy
Wstaję sobie i widzę memika z filmu "Pamiętnik". Film dobry, może lekko przerysowany, no ale taki gatunek. Dodatkowo na podstawie powieści, nie trzeba tu oczekiwać realizmu. Czasami lubię do niego wracać, ale nurtuje mnie jeden temat. Para opisana w filmie po zaledwie wakacjach spędzonych razem strasznie działała sobie na nerwy. Jak pamiętam dobrze sytuacja powtarzała się nawet jak nie była to już frustracja z nie możliwości bycia razem. Czy to poważnie temat na wzór miłosny? Dziwni mnie normowanie takich relacji. Ktoś nazywa to namiętnością, ale to trochę kiepska opcja, kłócić się codziennie z kimś z kim spędza się życie.
Wiem, że w filmie właśnie o to chodzi że przyciągnęły się charaktery z różnych światów, relacje nie są idealne itp.
Ja jeśli miałbym z kimś robić awantury co raz to wolałbym szukać czegoś nowego. Co uważacie?
Że kobiety są walnięte, i jak nie czują pełnego przekroju emocji, wraz z wkurwieniem i zazdrością, to uważają, że związek jest nudny, jałowy, nie ma przyszłości.
/przegryw mode off
A na poważnie, IMHO to właśnie przykład starego, stereotypowego przedstawienia kobiet - czyli istot głupich, które muszą zawsze o coś się doczepić, potrzebują ciągłej atencji, uwagi, a w ogóle to nie grzeszą jakimiś głębszymi cechami. Dla wielu kobiet ten film jest jednym z najlepszych filmów romantycznych, bo oglądali go w młodości - podobnie, jak niektórzy uważają np. Przyjaciół za najlepszy sitcom ever.
Jakby teraz został wypuszczony, to pewnie oceniony by został jako szmira niewarta uwagi, podobnie np. jak Pretty Woman.
Ludzie często się docierają i rozumieją drugą osobę na tym polega związek. Nie jest powiedziane że potem nie żyli długo i szczęśliwie ale to nie oznacza że tak nie bylo
@Tapporauta Są ludzie którzy lubią się kłócić i są uzależnieni od negatywnych emocji/kłótni. Dodatkowo życie jest nudne, w ogóle nudne Więc ludzie często gonią za emocjami, bo dodają adrenaliny/dreszczyku emocjiii. Ja mam podobne podejście jak ty - jakbym z partnerem musiała się wiecznie kłócić, to bym spakowała manatki i baj baj. To tylko film. Jednemu się będzie coś takiego podobać, innemu nie.
Dzisiaj garstka moich przemyśleń na temat wyborów. Po pierwsze sejm liczy 460 posłów, jednak zgłaszając kandydatów można zgłosić ich 2x więcej. Dodając 100 senatorów oznacza to że partia do wyborów zgłasza 1020 kandydatów. Biorąc pod uwagę że dwie największe partie mają od 20-40 tys. członków. oznacza to i jest raczej faktem iż w dużej mierze odbywa się tam łapanka.
Moim przemyśleniem dotyczącym wyborów jest to aby zmniejszyć listę zgłaszanych kandydatów do 460 ORAZ aby (może poza jedynkami) tak jak losuje się numery komitetów wyborczych tak powinno losować się numery na listach zgłoszonych kandydatów. Dodatkowo partie nie mogłby różnicować budżetu i każdy kandydat musiałby otrzymywać równą kwotę na kampanię wyborczą.
Kolejnym usprawnieniem wyborów powinno być to iż każda partia pobierająca subwencję powinna mieć możliwość zgłoszenia kandydatów bez zbierania podpisów (szkoda papieru).
@Kontraktor_Cywilny uwielbiam kiedy ludzie wymyślają jakieś szczegółowe rozwiązania z d⁎⁎y, które dotyczą zupełnie trzeciorzędnych problemów i których nikt nigdy nie potraktuje poważnie xd
Moim zdaniem jedyną niepotrzebną bolączką obecnego systemu jest sama liczba posłów. Po co nam tam aż 460 twarzy? Tylu nazwisk nie da rady spamiętać. Moim zdaniem nie byłoby szczególnej różnicy gdyby było ich np. 100.
Macie coś takiego, że przeglądając portale hejto, wykop, reddit jesteście aktywnymi czytelnikami, ale brakuje wam chęci włączenia się w aktualną dyskusję ?
Najczęściej w głowie mam, że i tak to by nic nie dało albo po co się wtrącać skoro ktoś porusza tezę, która siedziała nam w głowie? Niby tak, ale czy to nie sprawia, że siedzimy tylko przed tym ekranem i zamiast prowadzić jakąś rozmowę i przełamywać barierę to zamykamy się we własnej bańce, z której mamy coraz większy problem wyjść ?
Miałem dzisiaj największą do tej pory ekspozycję na filmy z tiktoka. W dosłownie 9na10 filmów na końcu jest ścieżka dźwiękowa że śmiechem jak w sitcomach z lat 90 żeby było wiadomo kiedy zacząć się śmiać.
Jedyne co ja ze swojej młodości kojarzę z programami które były powszechnie uważane za dosłownie ogłupiające to big brother i Kiepscy. Skala tego co się dzieje teraz mnie przeraża.
Brakuje mi na rynku smartfonów trzeciego gracza, który wbiłby ze swoim systemem, gdzie priorytetem byłaby prywatność i faktycznie czysty system.
Niby Pixele (android 14) mają takiego super czystego androida, a mam sporo apek preinstalowanych, których nie ma opcji wyrzucić :
YouTube Music
Health Connect
Kalendarz Google
Gmail
YouTube
Chrome
Switch Access
Mapy Google
Cross-Device Services
Files by Google
Android Auto
Cyfrowa równowaga
Bezpieczeństwo Osobiste
Animowana tapeta Pixel
Dyktafon
Dysk Google
Emoji Workshop Wallpaper
Google Pixel Buds
Google TV
System parental control
+ kilka innych
Jeszcze w androidzie 13 można było część z tego wyrzucić, a teraz nie ma takiej opcji... każdy nowy android, to więcej syfu. Czemu nie można dostać telefonu ze sklepem z apkami i wybrać co faktycznie się potrzebuje.
Jeszcze na androidzie słabe jest to, że jest tak bardzo powiązany z kontem google/gmail. Nie rozumiem czemu nie zrobili tego jako osobne konto, które można utworzyć ze swoim mailem. Nie. Trzeba zakładać specjalnie gmaila, aby korzystać z telefonu.
Podobnie jest z windowsem, z kolejnymi aktualizacjami dorzuca jakieś łączenia z telefonem, mixed reality portal, mapy, cortane, centrum opinii, czy aparat - gdzie nie mam nawet kamerki. Akurat w przypadku windowsa mogę to gówno wywalić, ale za dwa dni będzie update zabezpieczeń i zainstaluje mi to ponownie...
Ostatnio kupiłem sobie kilka kolejnych #gry i znów się zawiodłem, bo radość poczułem głównie w momencie kupna. 20 lat temu jedyny komp jaki miałem, to Pentium 100mhz, odziedziczony po kuzynie. W czasie, kiedy wychodziło GTA III na PC, ja miałem komp jakieś 8x słabszy. Najnowsze gry, na jakie mogłem liczyć to blisko 10-letnie produkcje, co w tamtym czasie było jakąś przepaścią. W czasie, jak nie miałem Internetu, jedyne źródło gier to albo znajomi, albo wertowanie czasopism z grami w kiosku, żeby trafić na coś na tyle starego, co pójdzie na moim antyku.
Teraz, po 20 latach zarabiam całkiem nieźle, kupuję sobie kolejne nowe gry, a jednocześnie zbieram stare konsole, do których się śliniłem za młodu, przeglądając czasopisma o grach. I jak tylko znajdę w końcu tę godzinę albo dwie w tygodniu, żeby usiąść i pograć, to to wszystko nie ma już takiego smaku jak kiedyś. Szkoda, że grając w stare gry wcale nie łatwo się poczuć tak jak 20 lat temu.
takie tam #przemysleniazdupy #feels i #kiedystobylo
Zależy co lubisz. Osobiście najwięcej frajdy mam z małych gierek. Z ostatnich to Cocoon (polecam), a wczoraj zacząłem Jusant i bardzo mi się spodobało. Takie Modern Warfare 2 I kampania czeka, wciąż nie ograłem, nie kusi mnie, a po godzinie w Jusant wczoraj już chcę więcej dziś po pracy gier jest multum różnych... Taki Graveyard Keeper - cudo, siedziałem przy takim godziny, a RDR2 chyba po max 5h usunąłem z dysku.
Bardzo, ale to bardzo mocno wątpie, żeby miało dojść tam do wojny domowej. Owszem jest w de dużo szurów, jak wszędzie w zasadzie.
Ale niemiaszki mają sprawne służby, a porównywanie ich z raSSyjskim dagestanem jest bardzo na wyrost.
Poza tym "rozkręcenie się" klapkarzy polega zawsze na darciu japy i skakaniu po czym się da (picrel). No i od czasu do czasu randomowym wyjebaniu się w powietrze jak w saperze.
Także ten, te Twoje przemyślenia są takie, niewiem.. z d⁎⁎y faktycznie
Wygląda na to, że Francja, UK i Włosi mieli obawy, że staną się ekonomicznym hegemonem (kiedy już RFN nim był).
Żeby nie było to jeszcze cytat byłego MSZ z UK
>“Margaret Thatcher was fearful of German unification because she believed that this would bring an immediate and formidable increase of economic strength to a Germany which was already the strongest economic partner in Europe.”
I to skłania do dalszych refleksji. A co dzisiaj jest?
A teraz ilekroć pada hasło, że Niemcy to UE i że robią sobie z tego podwórko to jesteś nazywany szurem, prawakiem i pewnie PiSdzielcem.
Na bonus insynuacje jak to Tusk jest "agentem". I nie chodzi mi o dyskredytację Donalda, bo rachunek zysków odnośnie integracji z UE (wincyj kasy, bogacenie się, budowa infrastruktury) i strat (rzekoma suwerenność) jest ciężka do wyliczenia.
To znaczy cieszę się z obecnego układu sił, że być może obecna nacjonalistyczna partia (bo tych typów co sobie flagą wycierają mordę nie można nazwać patriotami) zostanie zepchnięta do opozycji (w najlepszym wypadku, jeśli PSL się nie wyłamie tutaj).
BTW Konfa to dla mnie larperzy, którzy z racji mandatów niespecjalnie naszkodzili, ale nasmrodzili i robią zasłonę dymną dla PiSu.
Ale nawet taki zepsuty zegar jak PiS dwa razy wskaże dobrą godzinę i pytanie nawet na poziomie filozoficznym o suwerenność kraju jest jak najbardziej walidna.
Najbardziej mnie martwi, a może wręcz śmieszy, jest to jak Donald Tusk jest reklamowany na jeźdźca na białym koniu. Daleko mi do potępiania typa, ale nie byłbym w stanie go przywitać otwartymi ramionami, co najwyżej uścisnąć mu dłoń z kurtuazji, bo jeszcze na taką zasługuję.
Ogólnie, to chciałbym mieć sprawę postawiono jasno. Niemcy przez UE dążą do federalizacji. I tutaj masz wady i zalety.
Nie ma tego. Mam narrację TVP pod hasłem "muh suwerenność" oraz TVNowską "ale ta Unia jest za⁎⁎⁎⁎sta i w ogóle nie bądź nacjonalistą jak PiSmaki".
Strasznie mnie to irytuje. Bo etapy integracji UE to jest ogromny kawałek chleba (a już zapomnij ogólnie o całym UE) i tutaj ramówka wiadomości nie starczy.
Był taki przedmiot. Wiedza o społeczeństwie. Żałuję, że nie wgryzłem się w ten temat i daję się ogrywać jak frajer nie mając gruntowej wiedzy na temat społeczeństw i państw.
Natomiast wiedza historyczna regularnie mówiła, że oś UK, Niemcy i Francja (w historii jeszcze Hiszpania, Austria, Włochy, Turcja) regularnie się kontrolowała o siłę i hegemonię i dlaczego ta gra polityczna się nie zmieniła do tej pory? (no dobra, traktat węgla i stali i późniejsze UE pohamowało zabijanie się co parę dekad).
@wielkaberta nie bez powodu niemcy nazywaja lokomotywa EU
tylko jest taki problem z lokomotywa ze wagon nie jest w stanie wyprzedzic lokomotywy, co zaczynala robic europa srodkowa (wegry przeskoczyly portugalie czy grecje pod wzgledem pkb per capita, anglia pod wzgledem pkb zaczynala sie zbliżać do polski (wg szacunkow w ciagu kolejnych 10 lat mieli byc nizej od polski)
no nic wygral tusk i bedzie ustawianie na nowo gospodarki pod niemcy, bezrobocie i praca u niemca ku chwale rzeszy
Przemyślenia osoby która nie miała ojca po obejrzeniu [pierwszego sezonu] serialu The Terror. Z jakiegoś powodu ciągnie mnie do takich klimatów, opresyjnego środowiska i zagubieniu na krańcu świata.
Fitzjames na początku sprawiał wrażenie pyszałka, ale kiedy gówno wpadło w wiatrak zachowywał ciągle trzeźwy osąd niezależnie od swoich osobistych sympatii. Dopiero później okazało się że dręczy go niepewność własnego pochodzenia i wychowania. Stąd potrzeba wykazania się i bravado jego przeszłości.
Crozier bardzo skutecznie wkurwił mnie kiedy zaczął ostrzej pić i myślałam że to koniec jego wątku, ale później odkupił się moim zdaniem w całości. Nie bał się poprosić o pomoc w momencie totalnej słabości i już więcej nie pozwolił sobie na rozluźnienie umysłu. "Hickey" próbował przekonać go że nie jest mężczyzną do jakiego chce aspirować, ale dla mnie samo to że Crozier i Fitzjames próbowali stanąć na wysokości swoich ideałów sprawia że im się to udaje.
Było jeszcze dużo ciekawych charakterów jak doktorek zachowujący chłodną wymuszoną posturę aż do momentu nagłego, całkowitego załamania, cudowny ciepły i mądry nie-doktorek którego wszyscy jednak traktowali jak doktora, albo religijny kapitan Franklin. Wydaje się to być studium człowieka i różnych jego zachowań w momentach próby.
Po⁎⁎⁎⁎ne że utkwiły ze mną te częściowo fikcyjne postacie. Obejrzałam to jakiś miesiąc temu, a przy porannej kawie mój mózg dalej próbuje ukuć z tego jakąś lekcję.
#spierdotrip miejski, a op już jedną nogą wiejski, myślę że teochę się porwałem z motyką na słońce, albo niedoszacowałem tego wszystkiego w jakiś sposób, nom cóż powiedziało się A i jeszcze cały alfabet przede mną… znając swoje szczęście, a raczej jego brak, chyba mam moralniaka xD czy tłumaczenie sobie tego tym, że są lepsze i gorsze czasy, że to taka sinusoida jest, jak rośnie to spada, jak spada to rośnie to dobre jest? no bo czasami tak bywało, nie powiem, że nie… bo jeśli nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze, szkoda rozwalać oszczędności, a z jednej strony chciałbym to w większości robić ze środków bieżących. Jaki mindfuck. W zasadzie na razie lepsze to niż myślenie nad przemijaniem, ba! nawet jest jakiś cel w tym HEHE "żyćku" na chwilę obecną.
Wyniosłem właśnie śmieci i naszła mnie gorzka refleksja ile przez parę dni jestem w stanie ich wytworzyć, a przecież jestem prośrodowiskowy i wolę kupić w większym opakowaniu i biorę swoją torbę do sklepu. Kiedyś to się szyneczkę czy mleko nie pakowało w plastik. A potem te śmieci lądują w Odrze ehhh
Myslalem o tym ostatnio że dopóki firmy tak pakują to nic nie możemy z tym zrobić. Ostatnio kapsułki do prania w Lidlu widziałem w papierowym opakowaniu ale 40% droższe od tych w plastikowym. Mało kogo stać żeby dopłacać tylko za to. Sałaty u mnie nigdzie nie da się kupić bez folii. Ser chętnie bym wziął do własnego opakowania ale też wiem że od dobrej woli kasjerki zależy czy ci tak spakuje np w Auchan. Wystarczyłoby żeby część tych rzeczy była w aluminium zamiast w plastiku.
W literaturze i filmach podróże w czasie są skrajnie niebezpieczne, ponieważ najmniejsze kichnięcie w przeszłości może diametralnie zmienić przyszłość.
Jednakże ludzie w teraźniejszości są przekonani o tym, że cokolwiek nie zrobią to nie ma znaczenia i nie mają żadnego wpływu na globalny kształt świata.
#przemysleniazdupy oraz #polityka bo te wypociny powstały jak kolega upierał się, że "jeden głos i tak nie ma znaczenia w #wybory "
W sumie mnie to bawiło, brak logiki tego nawet z punktu przyjętych zasad universum. Efekt motyla itp. Bo jeśli drobna zmiana takie rzeczy wywołuje, to wprowadzenie do systemu parudziesięciu kilo masy i energii z przeszłości samo w sobie ma większy wpływ niż kichnięcie czy przesunięcie przedmiotu.
@entropy_ Wyolbrzymiona magia kina i nasza percepcja tego co tylko widoczne.
Postawienie przecinka nie musi (ale może) wpłynąć na Twoją rzeczywistość.
W skali wszechświata, czy to że podróżowałeś w czasie, postawiłeś przecinek i jesteś teraz miliarderem zmieniło losy ziemi? Czy obrót ziemi by się zmienił, słońce szybciej wypalało swoje paliwo albo pluton zwiększyłby swoją wielkość dzięki czemu ciągle moglibyśmy go nazywać planetą?
Teraz wyobraź sobie że stawiasz ten przecinek i nic się nie dzieje.... normalnie kino akcji. Dlatego na filmie musi się coś dziać. Dlatego mamy wrażenie że każda zmiana na coś wpływa - bo tylko takie sceny nam są pokazywane. Nie jest pokazywanych 99% przypadków gdzie by tak się nie stało i na świecie nic wielkiego by się nie zmieniło - bo to nudne i widza nie porusza.
Mamy więc percepcje że
najmniejsze kichnięcie w przeszłości może diametralnie zmienić przyszłość.
Dlaczego użyłeś słowa 'może' natomiast a contrario stawiasz tezę że nasze wybory wpływają na coś w pewniku. Czy Twoja percepcja też nie jest tym skrzywiona? Stawiasz to małe prawdopodobieństwo kiedy coś się zmienia przy podróżach w czasie w opozycji do słów że jeden głos ZAWSZE zmienia. Moim zdaniem popełniasz błąd w percepcji tych dwóch zdarzeń bo prawdopodobieństwo zaistnienia zmiany przy podróży w czasie wcale nie musi być takie duże.
Wiem że istnieje coś takiego jak efekt motyla ale każda lawina kończy się gdzieś na dnie. Kiedyś odkryciem zmieniającym architekturę było wynalezienie strzał zapalających bo grody były z drewna. Nie słyszałem żeby teraz coś było na ten temat w prawie budowlanym. W perspektywie czasu nawet efekt motyla blednie, kiedy skupimy się na jednym tylko jego wątku. A czy każde kopnięcie puszki, każdy przecinek musi coś zmieniać?
@entropy_ Ponieważ fakt, że Twój czyn może spowodować losową zmianę (bo nie jesteś w stanie przewidzieć konsekwencji swoich decyzji bez względu na to, jak bardzo przemyślana Ci się wydaje), jest równoznaczny z tym, że nie masz na nic wpływu.
Posiadam ostateczny dowód na to że żyjemy w symulacji.
Oczywiście będzie to dowód anegdotyczny, ale mam wrażenie, że często mi się to zdarza.
Na rysunku przedstawiłem schemat trzech skrzyżowań, długość drogi nie jest w skali i w rzeczywistości ma około 2km.
Dziś znowu zdarzyło mi się, że stoję na skrzyżowaniu nr1 w dużej grupie aut jadących prosto, zatrzymujemy się na skrzyżowaniu nr2, wszyscy na pasach do jazdy wprost a do skrzyżowania nr3 dojeżdżam sam, albo ja i jeszcze ktoś z 10 aut które były na wcześniejszym skrzyżowaniu i jechały prosto.
Tak jakby NPC przestawały się renderować kiedy przestaję na nie patrzeć
(Uprzedzając pytania: Nie jeżdżę pod wpływem środków odurzających ani nie cierpię na zaburzenia neurologiczne)
Dobra, naiwne pytanie (nie znam się, nie śledzę aż tak polityki, nie mieszkam w PL):
czy jest możliwe, że z tym zbożem to są jakieś szachy 5D?
Pozwolili nazwozić do PL mnóstwo zboża bez żadnej kontroli, rolnicy wkuwieni, słupki spadają. No to myk zakaz importu (choć tranzyt jest ciągle dozwolony, ale jakoś nikt tego głośno nie mówi, nie tłumaczy). 15 września ta zła Unia zezwala na import, to my teraz pokażemy wszystkim, że jesteśmy od nich mocniejsi, postawimy szlaban i pewnie zaraz ogłosimy jakieś skupy interwencyjne, dopłaty Pszenica+ itp. W sam raz przed wyborami - tacy jesteśmy mocni - potrafimy się postawić UE, wcale nie pozwalamy się aż tak r⁎⁎⁎ać Ukrainie bez wazeliny, dbamy o rolnictwo...
Fakt jest taki, że Ukrainy polski rynek nie ratuje, to jest jakiś margines. W porównaniu do otrzymanej pomocy i roli i znaczeniu PL to jest jakiś śmiech na sali. Oczywiście tu mogę robić błąd sądząc, że ani jedni, ani drudzy nie są tacy głupi i się dogadali przed wyborami, a tymczasem się klasycznie okaże, że jednak są...
Jakoś mam dość ostatnimi czasy wszystkiego co związane z moją pracą. Nie umiem już w niej odnaleźć radości którą kiedyś mi dawała...
Chciałbym mieć taki spokój w życiu i widzieć efekty pracy jakoś wcześniej, chciałbym wiedzieć że moja praca jest dla kogoś ważna. Bez jakichś scrumów, kanbanów, OKRów, deadlinów, slacków, dbania o to żeby mówić językiem korzyści z klientem i żeby zawsze dawać feedback i odpowiednio na niego reagować.
Umiem sobie wyobrazić że spędzam czas na robieniu chlebów, bułek, bagietek. Pachnie to na całą ulicę, ludzie idą rano i wpadają po drożdżówkę z rabarbarem, przywitają się. Im późniejszy ranek tym więcej jakichś starszych ludzi, matek z dziećmi które kupowałyby zawsze jedną kajzerkę dla bombla w wózku żeby sobie ciamkał na spacerze. Ja zapamiętuję co kto bierze, pytam co tam u rodziny, czy brat wyzdrowiał, czy syn skończył budowę domu, czy już wszystko dobrze z biodrem po rehabilitacji. Widziałbym że ludziom smakuje, dbałbym o to żeby następnego dnia dostali tak samo dobry towar, a co jakiś czas robiłbym coś ekstra i sprawdzał czy się sprzeda. Ludzie którzy wyprowadziliby się z miasteczka opowiadaliby znajomym na studiach że brakuje im zapachu piekarni z ich ulicy i że tęsknią za dobrym i chrupiącym chlebem i bułką. Po południu bym zamykał i ludzie których mijałbym na ulicy by zagadywali że co tam panie Maćku, fajrant na dziś? Ano fajrant proszę pani, pora już do domu, ale widzimy się jutro, uśmiechalibyśmy się życzliwie i szli w swoją stronę.
I nie martwiłbym się nowymi politykami przechowywania danych w firmie, nie musiałbym robić kursów co rok żeby nie stać się bezużytecznym na rynku pracy. Wiedziałbym że jak jest jesień i powietrze ma taką wilgotność to lać tyle wody do ciasta, jak jest lato to tyle, że ciasto na bułkę poznańską jest najlepsze wtedy i wtedy, a na kajzerkę coś jeszcze potrzebuje, dokarmiałbym zakwas aby ładnie pracował i nic z tych rzeczy by się nie zmieniało przez lata, dopóki bym nie uznał że chcę coś zrobić inaczej, albo dopóki nie zmieniłby się dostawca jakiegoś składnika.
Dobra, popierdoliłem to kończę bo zaraz kolejne spotkanie bez którego moje życie się najwyraźniej zawali skoro musze na nim być...