Tak sobie myślę, że kiedyś było takie przeświadczenie, że Chińczycy gotują w Polsce psy. Teraz jak oglądałem tego Patera co tam na Kambodżę jeździ, i że jakiejś Kambodży tak faktycznie jest. To się zastanawiam, że w sumie oni serwowali swoje danie. Normalnie biega pięć psów, łapiesz i jesz.
To obrzydliwe, wiem, ale dla nich to jak u nas kurczak.
W sumie jest obecnie duży hejt na zapierdalających kierowców, na pijanych kierowców. I oczywiście słusznie, bo to potencjalni mordercy. Cicho natomiast nad jeszcze jednym cholernie niebezpiecznym typem kierowców - parkujących bezpośrednio przy przejściach dla pieszych. U mnie na osiedlu kiedyś dzieciak zginął na takim przejściu i przez tydzień służby się wzięły i zaczęły j⁎⁎ać mandatami za parkowanie przy pasach i skrzyżowaniach.
To było jakieś 5 lat temu, oczywiście 4 lata i 11 miesięcy temu problem powrócił. A czym więćej jest nowych mieszkań tym jest gorszy.
Ogólnie przepisy związane z parkowanie są traktowane przez ludzi jako takie "meh", kiedy tak parkujące auta nie tylko często utrudniają życie pieszym, rowerzystom czy innym kierowcom, ale bywają niebezpieczne. Tutaj jest taki paradoks polskich wąskich uliczek, że samochody parkujące na chodniku zmuszają pieszych by iść jezdnią.
Podobają mi się kulturowe, odmienne aksjomaty. W #japonia w miejscach publicznych prawie nie ma koszy na śmieci. W odróżnieniu od Europy i zwłaszcza kontynentalnej Azji, gdzie śmieć jest problemem niczyim, i oczekuje się, że miasto jakoś to uprzątnie, tu jest czymś z czym przyszedłes i powinieneś z tym odejść. Schować w kieszeń czy torebkę, zabrać ze sobą do domu i tam wyrzucić, tak jak zabierasz ze sobą inne swoje rzeczy. Ulice są czyste. Po chwilowym "ale jak to?" stwierdzam, że skoro to działa, to mi się podoba. Zdjęcie pociągu dla atencji ( tu akurat kosze są, ale tylko przy drzwiach wejściowych)#wujmatwpodrozy #przemysleniazdupy #podroze
Za kazdym.razem kiedy tu jestem, nijak nie mogę pojąć, jak to jest że ten nasz europejski postęp cywilizacyjny nie zdołał przyswoic tych, w końcu nie tak skomplikowanych, wynalazków. Czystość tych toalet, wygoda, higiena - same zalety, zapewne poza ceną, ale w ogólnym koszcie remontu mieszkania koszty raczej niezauważalne. Potem wracam i czuje się jakbym na sławojke się przesiadał. #japonia #rozkminy #przemysleniazdupy #podroze
@austrionauta ludzie w Polsce to na własnej życzenie nie mają bidetki, nawet nie mówiąc o bidecie. Większość ludzi chodzi z brudną d⁎⁎ą, jeszcze na wykopie pamiętam, że na ten argument mówili że przecież wycierają i jest czysta, ale jak sobie wytrą rękę z kupy papierem bez użycia wodny to już nie jest czysta. Logika.
Powiem tylko tyle: wróciłem z urlopu, z jednej strony fajnie bo w końcu jest normalna pogoda (w Grecji byłem, 27C i lampa przez cały czas), ale z drugiej strony nichuja mi się nie chce pracować na tego prywaciarza (w sensie na mnie).
W sumie to przydałby się jeszcze jeden urlop.
I tak kończymy wrzesień i zaczynamy Październik. Juz niedługo zima będzie, święta i znowu nowy rok.
Jak pewnie część osób słyszała, w krajach anglojęzycznych często wita się przez "how are you?" (lub odpowiednik) na co odpowiada się tak samo albo coś w stylu "all good, you?".
Polacy sobie z tym pytaniem często nie radzą (ot różnica kulturowa, nikogo się nie czepiam) i faktycznie mówią co u nich.
Teraz ta ciekawostka - na początku sytuacja wywoływała zmieszanie po stronie "obcej". Z czasem zaczęli również dzielić się co u nich. Teraz to już oczywiste, że rozmawiamy co u nas słychać i mimo, że mamy zespół w 100% remote z ludźmi z różnych zakątków (australia, japonia, anglia, polska i parę innych) to relacje są świetne i wszystko działa o wiele lepiej na poziomie osobowym.
Fajnie, to jest prawdziwe diversity jak dla mnie i prawdziwy pozytywny wpływ.
Nie wiem jak to otagować!
#przemyslenia #przemysleniazdupy
edit: żeby było jasne, ludzie rozmawiali ze sobą o życiu tak jak to tworzą się naturalne relacje. Po prostu teraz robią to otwarcie i wszyscy ze wszystkimi. A jak wchodzi ktoś nowy i trafia na naszą firmową "kulturę" to jest mu o wiele łatwiej znaleźć się w zespole.
Czasem myślę, że chciałbym mieć pracę o zerowym poziomie odpowiedzialności i skomplikowania. Na przykład roznoszenie ulotek po skrzynkach na listy czy coś podobnego - przychodzę, biorę plecak ulotek i sobie idę na luzie, zero zmartwień. Problem jest taki, że za taką pracę płacą bardzo mało, więc jak chcę mieć na cokolwiek kasę to muszę się trochę bardziej postarać. Przydałoby mi się ze 2-3 tysiące netto jakiegoś dochodu gwarantowanego (renta, dywidendy, wynajem lokalu itp.), czyli taki "chlebek" a na "szyneczkę" to bym sobie dorobił właśnie w takiej gównopracy.
@wiatraczeg Kurczę, kiedyś oferowali to jako usługę "przechowalnia" i można było taniej "wysłać" do siebie paczkę do tego samego paczkomatu... Nie szła przez sortownię, tylko czekała grzecznie na odbiór. Korzystałam z tego. Ale to było w zamierzchłych czasach, gdy były jeszcze 3-4 dni na odbiór.
Tak się zastanawiam. Każdy pewnie widzi reklamy w internecie, często jest to YouTube, Twitter, Facebook etc.
Każdy z nas też płaci za dostęp do internetu w określonej ilości na urządzeniach mobilnych ( gdy używa się sieci komórkowej ). Często takie serwisy mają w głębokiej d⁎⁎ie to, że ogromna ilość danych jakie my zużywamy w pakietach to tak naprawdę reklamy, bądź też ukryte reklamy, nie mówiąc już o oszustwach.
Jeśliby zająć się tym i znaleźć sposób na odpowiednie monitorowanie takich danych możnaby dojść do wniosku, że jakaś (być może niewielka) część naszych pakietów internetowych to śmieci, które i tak reklamodawca, jak i odbiorca musi umieścić w swoim kosztorysie.
A gdyby tak po odpowiedniej analizie zjawiska samych kosztów reklamy, czy to wideo/audio/obrazka, zużycia prądu wykazać reklamodawcom, że oni niezarabiaja na tym i odwrócić koszt za reklamę na stronę agencji marketingowej produkującej tego typu rzecz? Wiem, że to brzmi jak ten słynny deal z filmu The Office z groszami odcinanymi od przelewów, ale ludzi na świecie jest 8 miliardów.
W zamian za to, reklamy generowałby przychody nie tylko reklamodawcom ale i nam odbiorcom.
Aktualny model zakłada jedynie kosztorys ROI od reklamy, nie kosztorys zużycia prądu czy przesyłu danych.
@wiatraczeg Technicznie oddzielenie takich danych jest dość proste - zdecydowana większość reklam to te z dużych kampanii czy to AdSense od google czy odpowiednika - wystarczy je blokować.
Główna hejto bez rogala i niezalogowany robi 301 requestów transferując 9,3MB
Główna hejto z rogalem i adblockiem - 149 requestów i 5,8MB
Marketing nie od dziś zna pojęcie ROI czyli w skrócie - 'zwrotu z reklamy' - więc do tego ich nie przekonasz, że na tym tracą bo reklamodawca te koszty transferu i prądu ma już wliczone w rachunek za samą reklamę więc go to nie interesuje za bardzo.
W jaki sposób miałyby generować zyski odbiorcom? Bo akurat tego nie rozumiem.
Taka myśl mi przyszła. Czy samobójcy sprawdzają to jak chcieliby umrzeć? Np. jak ktoś wymyślił że chce skoczyć z 10 piętra to najpierw idzie na bungee sprawdzić czy mu taka śmierć pasuje? W końcu to będzie jego ostatnie doświadczenie w życiu.
Może mi się wydaje, ale mam wrażenie że w biedronce stworzyli iluzję wyboru pochodzenia jajek. Ludzie najpierw wykupują te z wolnego wybiegu, ale nie są one uzupełniane na półce tak długo, że klatkowe też znikną, bo jeśli ktoś przyszedł specjalnie po jajka do sklepu, to z wygody kupi już jakiekolwiek. Interes zawsze się opłaci.
@Szuuz_Ekleer na jajkach są super hasła jak u politykóww trakcie kampanii, tylko jak zajżysz do środka, to niby z wolnego wybiegu a klasa 3. Także, warto pomyśleć czy nie lepiej wybrać klasę 0 lub 1 niż rozmiarowo
@Szuuz_Ekleer na jajkach są super hasła jak u politykóww trakcie kampanii, tylko jak zajżysz do środka, to niby z wolnego wybiegu a klasa 3. Także, warto pomyśleć czy nie lepiej wybrać klasę 0 lub 1 niż rozmiarowo
W Polsce, wszystko, każda regulacja i każda nowa funkcjonalność musi być na maxa upierdliwa i skomplikowana.
Weźmy taki obowiązek rejestracji numeru telefonu. Musisz zapieprzać z dokumentem do salonu albo innego punktu prasowego, odczekać swoje w kolejce, odczekać aż sprzedawca wprowadzi twoje dane i modlić się aby akurat system działał (tak było). Generalnie dodatkowo pół godziny w d⁎⁎ie.
W Norwegii, kupujesz starter gdzie akurat się da, a z racji, że również trzeba zarejestrować numer na siebie, to wystarczy wysłać z nowo otrzymanej karty smsa do operatora (numer podany na starterze) ze swoim imieniem, nazwiskiem i ichniejszym odpowiednikiem PESEL.
Niby niewiele, ale prościej i z jakimś zaufaniem, a to wszystko w państwie opiekuńczym, które ma wgląd w większość sfer życia obywatela.
@AdelbertVonBimberstein ja jakiś miesiąc temu kupiłam starter i rejestrowałam go w żabce - nie stałam w kolejce, całość zajęła może 2 min. Nie piszę, że to jest super świetne rozwiązanie, ale nie było też jakieś upierdliwe czy karkołomne.
Dzisiaj jadę na kolejną rotację. W busie na lotnisko odbieram dwa telefony:
- dzwoni kobieta, z Energa Operator. Przyjedź Pan, zrób szkolenie dla jednej osoby i to wtedy, kiedy nam pasuję. Rzuciłem 300PLN bo osoba, która by to dla mnie zrobiłaby je jest blisko. Oczywiscie dla pani z EO za drogo, no bo jak to dojazd do klienta śmiem sobie liczyć. I w ogóle drogo. Spoko, podatek, kilka godzin pracy, paliwo. Tak, na pewno 50PLN powiem.
- dzwoni facet, że jego ojciec miał w pracy zatrzymanie akcji serca i podpytywał jak to ugryźć od strony prawnej. Pogadałem z nim, , wyjaśniłem co i jak. Czy powinni się czegoś spodziewać itd., itp. Na koniec życzyłem powodzenia.
Pierwsza sytuacja, trwała 3 minuty i mnie mocno zirytowała, druga rozmowa trwała jakieś 20 minut i dała poczucie jakiejś satysfakcji.
Pierwsza sytuacja powtarza się często i w sumie powinna mnie już tylko śmieszyć.
Druga to taki "uczynek Samarytanina" i w jakimś promilu raczej, niż w procencie szansa na klienta w przyszłości.
@jarezz Może też intuicyjnie czujesz, że Energę było stać na więcej i tylko marudzą, że 300 zł to za dużo, z czystej biurokratycznej chciwości. A pan z punktu 2. pewnie naprawdę potrzebował pomocy.
Ej a co jeśli ten cały wywiad muska i narzekanie na lewaków i transów, to zagranie pod prawaków żeby kupowali więcej Tesli, która boryka się z delikatnie mówiąc, sporymi problemami?
Elektryki do tej pory były raczej pod lewactwo/"liberałów", ale lewactwo z definicji mam mniej hajsu, a konserwatyści raczej wolą spalinowce.
@Opornik Na podstawie czego piszesz że tzw „lewactwo” ma mniej kasy? Według każdej statystyki osoby o poglądach bardziej lewicowych zarabiają lepiej, i mają lepsze wykształcenie. Jeżeli masz jakieś dane o tym „lewactwie” które słabo zarabia to się podziel źródłem.
Tesla jest kierowana do osób którym zależy na czasie, wygodzie, ludziom którzy mają własny garaż i stać ich na droższy wobec odpowiednika spalinowego pojazd. W USA to nieco bardziej rzutuje na stronę Demokratów ale tylko niewiele, bo znaczna większość ludzi ma głęboko gdzieś co Elon robi. W skali globalnej to o wiele bardziej skomplikowane, wiązać poglądy z samochodem.
A to że Elon robi dziwne rzeczy to inna kwestia. Siedzi na X, shitpostuje memy, publicznie kłóci się z córką czy obiecuje gruszki na wierzbie to średnio interesuje ludzi którzy chcą wygodne i szybkie auto.
Gwoli pełnego obrazu sam mam Model Y i jestem zadowolony. Nie interesuję się Elonem, na potrzeby tego wpisu coś pogooglowałem co tam u niego przez ostatnie miesiące się dzieje. I chyba nie dzieje się najlepiej.
Edit: przeczytałem resztę komentarzy i albo to głębokie problemy poznawcze świata albo zarzutka. W obu przypadkach oceniam post 3/10 bo w sumie jednak odpisałem.
Po 20 latach dochodzę do wniosku że #Matrix jednak był idyllą, niedoścignioną. Subiektywna rzeczywistość pozwalająca każdemu być najlepszą wersję siebie w świecie, który istnieje tylko i wyłącznie w świadomości danej jednostki z punktu widzenia obserwatora, bez odczuwania rzeczywistego głodu, chorób, cierpienia, wojen i kataklizmów.
Usuwanie niewłaściwych emocji jednostki, żyjącej w tej symulacji, stymulacja elektryczna i chemiczna mózgu w celu osiągnięcia jak najlepszych efektów i przede wszystkim ciągły rozwój cywilizacji, z minimalnym marnotrawieniem energii produkowanej przez człowieka są dla mnie argumentami całkowicie słusznymi do poparcia mojej tezy.
Cywilizacja człowieka (wówczas ziemian) dzieliłaby się na 3 kolejne etapy:
• Okres dominacji człowieka: trwający do momentu wyrównania poziomu intelektualnego człowieka i sztucznej inteligencji
• Okres dominacji przejściowej : trwający do momentu przekształcenia człowieka w formę baterii
• Okres dominacji maszyn.
Samorealizujący się kod, zdolny do replikacji owocował by optymalizacją struktury każdego procesu do granic możliwości, a te ograniczałyby jedynie prawa fizyki.
Może jedynie tymczasowo oddana kontrola nad planetą maszynom byłaby złotym środkiem? Wszak przyjmując założenie, że nie odebralibyśmy słońca, energia słoneczna mogłaby pozwolić nam na zrównoważoną koegzystencję. Pytanie tylko po co? Co byłoby jej celem? To maszyny przejęłyby prym w kwestii rozwoju i osiągnięć.
Czy konie dalej chodzą po ulicach patrząc na samoloty, które efektywniej i efektowniej transportują wszystko? No i też taniej.
Zastanawiam się czy byłby sens uświadamiać ludzi, że żyją w komputerowej rzeczywistości stworzonej przez sztuczny gatunek, który z kolei został stworzony przez człowieka. Wszakże podatnik pracuje wydajniej nie wiedząc ile pieniędzy z kosztów pracodawcy przechodzi na koszt państwa, czy to w podatkach, składkach czy kosztach.
Mając świadomość, że około 1/3 pieniędzy pracodawcy znika po drodze zwykliśmy mówić, że nam [ partie w rządzie ] zabierają nasze pieniądze. Jednak o ile było przyjemniejsze życie za czasów młodzieńczych, gdy myśląc, że przy zarobkach rzędu 10 tysięcy miesięcznie po roku będziemy mieć 120 tysięcy.
Do tej pory żyją ludzie, którzy nie wiedzą, czy płacą podatki i są szczęśliwi. A ludzie, którzy wiedzą, że nie płacą podatków też żyją i są jeszcze szczęśliwsi. Emeryci płacą podatek podwójnie, ale wielu, już nie żyje za życia. Nie wiem czy są szczęśliwi.
@Gabriel ale mi tą ankieta namieszałeś w głowie. Lubię całą trylogię ale gra Enter the Matrix była za⁎⁎⁎⁎sta. Uwielbiałem. Coś jak Tony Hawk, tylko z bronią.
@Gabriel problem z matrixem był taki że był to świat który odzwierciedlał życie w społeczeństwie ze wszystkimi troskami. Ten cały agent matrixa wyznał że na początku próbowali stworzyć idylle, ale ludzie zaczęli umierać i nie byli szczęśliwi. Znacznie lepiej funkcjonowali kiedy musieli zmagać się z trudami życia.
To nie jest tak, że dobre intro przesądzi o tym, że serial będzie dobry, ale jak jest tak zrobione, że po 2 sezonach nadal go nie przewijasz, to wiesz, że robi robotę. ( Doom Patrol )
Według tej teorii większość treści w sieci jest tworzona przez boty i AI, a nie przez prawdziwych ludzi. Mówi się, że internet przez to staje się sztuczny, a nasze interakcje są mniej autentyczne. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że wielkie korporacje i rządy manipulują treściami, żeby wpływać na nasze opinie. Co o tym myślicie? Może rzeczywiście żyjemy w takiej symulacji?
Problemem jest pasywność ludzi w internecie. Ludzie wolą przeglądać memy, tiktoki lub filmy na yt niż tworzyć coś nowego lub nawet dyskutować jak było w przypadku for. Teraz coraz mniej jest nowych treści. Ogólnie albo są one powtarzane, przerabiane że niby nowe, albo dzisiejszy rak czyli treści tworzone przez ai lub boty. To samo zaczyna być widzialne w muzyce gdzie jest ona teraz wtórna i nudna, a niektóre piosenki są nawet tworzone w pełni przez ai.
Słyszeć słyszałem, ale czy mi się rzuciło w oczy? Jeszcze nie. Albo z miejsca to ignoruję i nie ma tematu.
Za to coraz bardziej zaczyna mnie wkurwiać inna rzecz: gówniane wyniki z Google'a, gdy zapytanie jest nieco bardziej złożone.
Pewnie, jak zapytam/powiem "czy pies może jeść borówki" albo "Donald Tusk wiek" to nawet Google Asystent mi ładnie przeczyta, ale ile to już razy w ostatnich latach MUSIAŁEM wspomóc się choćby DuckDuckGo, bo w Google miałem same gówno wyniki z dużych portali, zamiast faktyczną odpowiedź na pytanie.
No pewnie tak jest. I c⁎⁎j z tego xd Nic nie zmienia to w naszym życiu. Szkoda tylko, że to wszystko zostanie w internecie już na zawsze, a tym samym nigdy sobie z tym nie poradzimy
@Odwrocuawiacz starość jest wtedy, kiedy człowiek sam siebie przekona, że jest stary i nic już nie może, bo w ogromnej mierze to "coś, co siedzi w głowie". Temu masz newsy o jakichś 70-letnich kobiecinach biegających maratony. Mój dziadek całe życie pracował na gospodarstwie, praktycznie do samego końca robił dalej wszystko tak jak to zapamiętałem za dzieciaka, nawet jeździł maszynami. Dopiero w ostatnim roku jak to mówią starość go zmogła i to w sumie wszystko na raz- problemy z chodzeniem, problemy z oczami, chyba najgorsze- problemy z pamięcią i to nie jakaś skleroza ale zaniki pamięci do etapu zapominania, że rozmawia z własnym dzieckiem, ale no umówmy się- umarł w wieku 98 lat. Do 97 dalej się trzymał i robił wszystko.
No a na drugim końcu spektrum masz ludzi, którzy w wieku 40 lat praktycznie już się nie ruszają z fotela, wszystko ich boli, tylko kursują po lekarzach i na wszystko narzekają ciągle i ciągle powtarzając, że uuu, czas umierać, że uuu starość nie radość, uuu ale mi źle i niedobrze.