@cebulaZrosolu Wygląda jak Twój sarnuch
Zaloguj się aby komentować
Patrzcie co Wełniasty mi wylosował na #jesiennewyzwania, no prościej się już chyba nie dało xD
eeeezy
Kartek ci u mnie dostatek, związku z tym ogłaszam #rozdajo. Kto chce otrzymać ode mnie pocztówkę proszony jest o zapiorunowanie tego wpisu. 1 listopada o 4:20 hejtolos zdecyduje - wylosuję trzy zwycięskie osoby.
Zasady:
Wysyłka tradycyjnie pocztą polską, więc musisz mi podać swój adres na PW. Wyślę też za granicę PL, jeżeli tak będzie chciał los. Jeżeli chcesz pozostać (trochę) anonimowy, to w Polsce poczta ma jeszcze taką usługę jak poste restante. Wtedy podajesz mi tylko swoje imię i nazwisko oraz adres dowolnej poczty, skąd po wylegitymowaniu się odbierzesz kartkę. Od razu uprzedzam - poczta nie informuje o nadejściu przesyłki więc trzeba się dowiadywać
Po otrzymaniu kartki prośba o potwierdzenie na tagu #jesiennewyzwania żeby Owcen mógł nadać odznakę.
Prośba o wskazanie 2-3 tematów jakie mają znaleźć się na kartce (np. zwierzęta, góry, bajki, pociągi...), dla ułatwienia listę tego co mam podeślę zwycięzcom (jak ją zrobię). Bo jak nie to wyślę najdziwenniejszą kartkę jaką znajdę, tak mi dopomóż buk!

pocztówki wygrywają: @KatieWee , @tschecov i @Kari28 - gratulacje, proszę o adresiki na PW
https://hejto-los.pl/3f87f9bf-8bc3-44b9-a94f-46e8d7d2a3a4
Zaloguj się aby komentować
#jesiennewyzwania
Wybierz się na urbex do opuszczonego lub zapomnianego miejsca
Zapal świeczki i obejrzyj swój ulubiony film
Ułóż jesienną playlistę piosenek
Co prawda nie film, bo nie miałam na nic weny, ale The Office jako coś, co mogę oglądać w kółko i nigdy się nie nudzi
Fajno, bo wymusiłam na sobie, aby znaleźć chwilę na tego typu rozrywkę w ostatnim zapierdzielu. Było milutko

Zaloguj się aby komentować
#jesiennewyzwania tak sobie pomyślałem.
Może by tak stworzyć odznaki/osiągnięcia dla najlepszych w wyzwaniach.
Zaloguj się aby komentować
Dziś ostatni wpis z serii #jesiennewyzwania , w której próbuję dobić do min. 41km przejechanych na rowerze.
Pewnie mogłem zrobić to za jednym zamachem... aaaallleeee...
W poprzednim wpisie, szanowna publika w geście dobrej woli wysłała mnie do lasu (liczyłem po cichu na kebsa).
Ale nic to "Vox populi, vox Dei".
https://www.hejto.pl/wpis/wczoraj-w-ramach-jesiennewyzwania-znowu-przejechalem-sie-do-roboty-matematyka-mo
Skoro miał być las, to był las. Najbliższym mi jest Las bródnowski, zatem tam się poturlałem.
Finalny wynik wygląda tak: 6,43 + 5,78 + 6,64 + 6,36 + 6,62 + 6.41 + 7,12km = 45,36km
Kolejnym wyzwaniem było "wysłanie pocztówki bądź paczki do innego użytkownika". Wybrałem paczkę, bo kto by chciał pocztówkę z Wwy.
Kolega @Cybulion leczy dziś w związku z tym kaca, a na kolegę @inspektom paczka czeka w paczkomacie.
Pozostało mi już tylko "namalowanie dowolną techniką jesiennego obrazu" - hmm... pomyślę jeszcze nad tym
#rower #jesiennewyzwania #las





Zaloguj się aby komentować
Kolejne z #jesiennewyzwania
(w ogóle za⁎⁎⁎⁎ste się wyzwania wylosowały, heloł Gazelka, w ramach rozrywki może ugotuj coś i posprzątaj, tak jakbyś tego na co dzień nie robiła, no nie powiem, fascynujące)
Przejdź lub przejedź na dowolnym urządzaniu poruszanym siłą mięśni tyle km, ile masz lat (nie musi być w 1 podejściu)
Samodzielnie ugotuj bądź spróbuj sezonowego dania z pobliskiej restauracji
Pozbądź się z szafy ubrań i rzeczy, które będą już nieprzydatne
Szafy to sprzątam na bieżąco w zasadzie, więc postanowiłam posprzątać szufladę, do której zagląda się bardzo często ale sprząta niezwykle rzadko



Zaloguj się aby komentować
Samodzielnie ugotuj bądź spróbuj sezonowego dania z pobliskiej restauracji
5 dni szykowania powideł śliwkowych, żeby dzisiaj zjeść bułkę z nimi
#jesiennewyzwania #gotujzhejto #przetwory



Zaloguj się aby komentować
Z przyjemnością ogłaszam, że zrealizowałem trzecie z #jesiennewyzwania:
Zrób wieczór gier planszowych dla rodziny i/lub znajomych
Odwiedź jedno z muzeów w Twojej okolicy i zdaj z niego relacjęPrzeczytaj książkę, którą od dawna trzymasz na półce i odkładasz na później
Tym samym mam już komplet.
Z racji że była to książka, załączam link do jej recenzji.
P.S. W sumie dobrze że na nie trafiłem, bo książka pożyczona od szwagierki, trzeba w końcu oddać xD
#wyzwanie #ksiazki

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Jako że sezonowa wkładka w knajpie była z czapy to trzeba było coś zrobić innego, w sumie obsługa żonowa weszła na wysokie obroty i tak powstała tarta dyniowo-porowa z dodatkiem śmierdziela.
#jesiennewyzwania #gotujzhejto


Zaloguj się aby komentować
Wczoraj, w ramach #jesiennewyzwania znowu przejechałem się do roboty. Matematyka mówi że zostala mi ostatnia trasa w ramach wyzwania.
6,43 + 5,78 + 6,64 + 6,36 + 6,62 + 6.41km
W związku z tym postanowiłem się nagrodzić i pojechać tam gdzie zadecyduje lud.
Wcześniejszy wpis.
https://www.hejto.pl/wpis/z-tym-jesiennewyzwania-to-trzeba-na-spokojnie-kto-to-widzial-zeby-tak-za-pierwsz
#rower #jesiennewyzwania




Zaloguj się aby komentować
🍂 **JESIENNA PLAYLISTA HEJTO.PL – LISTA DLA PRAWILNYCH NOSTALGIKÓW **🥃 Elo Mir... tfu! Cześć Hejto! Kto siedzi w pracy/na home office i ma za oknem ten typowy, k***a, szary listopad w październiku? Zamiast skrolować gorące w nieskończoność, wrzucam Wam listę kawałków, które otulą jak stary, znoszony sweter i idealnie wbiją w jesiennego, refleksyjnego (czytaj: lekko wkurzonego i zamyślonego) hejtera. Lista jest zrobiona pod nas – stare, dobre, polskie granie, które zna (i kocha) każdy, kto pamięta jeszcze kasety magnetofonowe. Lećmy z tym! Odpalamy play, robimy herbatę (albo grzane piwo) i wbijamy w fotel. CZĘŚĆ I: Klasyka, która wyciska łzy (i przypomina, że czas leci) To są te hity, przy których Wasze ciocie/babcie roniły łzę, a Wy teraz rozumiecie dlaczego. Idealne, gdy macie nastrój na siedzenie w oknie i myślenie o... czymkolwiek. Czesław Niemen – Wspomnienie Obowiązkowo. "Mimozami jesień się zaczyna..." – jak nie wrzucisz Niemena do jesiennej listy, to jesteś szpiegiem od bialka. Skaldowie i Łucja Prus – W żółtych płomieniach liści Osiecka pisała teksty, które trafiały prosto w duszę. Ten utwór to złoty standard. Do słuchania, patrząc na liście. Marek Grechuta – Dni, których nie znamy Hymn wszystkich życiowych filozofów. Pytanie, które pojawia się w głowie w jesienny wieczór: "Co my w ogóle robimy ze swoim życiem?". Maryla Rodowicz – Wsiąść do pociągu byle jakiego Kiedy jesienna depresja wjeżdża zbyt mocno, pojawia się nagła chęć ucieczki. Marylka idealnie to opisuje. CZĘŚĆ II: Jesienna Zamuła Rockowa (Dla Hejterów z charakterem) Tutaj mamy to, co tygryski lubią najbardziej. Polski Rock, który ma power, ale też tekst, który zmusza do myślenia. Dżem – List do M. Bo Dżem to Dżem. O samotności, tęsknocie i czekaniu na lepszy czas. Włączasz, zakładasz słuchawki, znikasz. Obywatel G.C. – Nie pytaj o Polskę Refleksja nad rzeczywistością. Idealne, gdy analizujesz (i krytykujesz) otoczenie. Pasuje do Hejto jak ulał. Perfect – Niewiele Ci mogę dać Kiedy czujesz ten jesienny "dołek" i myślisz, że nie masz nic do zaoferowania. Klasyk nad klasyki. Republika – Biała flaga Na te dni, gdy czujesz się jak kosmita w tym całym szarym świecie. Bunt, ale taki stonowany, w deszczu. CZĘŚĆ III: Lżejsza nuta na otarcie łez (i poprawę humoru) Nie samym Niemenem człowiek żyje. Coś z nowszych, ale wciąż z tym jesiennym klimatem. Kortez – Zostań Kortez to chyba ma jesień w umowie. Głos jak dym z komina, idealny do posiedzenia samemu. Sanah – Szampan Tak, Sanah! Ten kawałek, mimo że popowy, ma w sobie ten element melancholii i pogodzenia się z tym, co jest. Lekki, ale z nutką zadumy. Pytanie do hejterów! Co absolutnie musi być na tej liście, a ja to przeoczyłem? Wymień piosenkę, przy której najbardziej się "jesieniasz"! Piszcie, komentujcie, dorzucajcie swoje typy! Ogrzejmy się nawzajem tą dobrą muzą. 👇 #muzyka #jesiennewyzwania #playlisty
Zaloguj się aby komentować
Bo ofcen kazał zrobić na #jesiennewyzwania
Zbierz kasztany i/lub żołędzie i stwórz z nich ludziki - historyjka mile widziana!
A, że jestem modelarze to zrobiłem z kartonu, gówna, śliny i patyków ( ͡° ͜ʖ ͡°)
Czas realizacji to siedem dni po godzinach, przy współpracy z @SilverMonkey
Na pozostałych fotach małe behind the scenes.
#modelarstwo




Zaloguj się aby komentować
Z racji wolnego dnia postanowiłem w dniu dzisiejszym zrealizować drugie wyzwanie:
Odwiedź jedno z muzeów w Twojej okolicy i zdaj z niego relację
Wybór padł na fort VI w Poznaniu, do którego zabrałem całą rodzinę. Nie jest to muzeum sensu stricto - w pomieszczeniach dawnego pruskiego fortu urządzono wystawę nie tylko militariów, ale także przedmiotów codziennego użytku czy dawnych narzędzi i zabawek zbieranych przez lata, które teraz można oglądać, słuchając opowieści pasjonatów historii. Oprócz tego można obejrzeć także cały fort i wszystkie jego zakamarki.
Jeśli ktoś jest z Poznania lub okolic to polecam serdecznie. Fort można zwiedzać w każdą ostatnią sobotę miesiąca.
#jesiennewyzwania #rodzicielstwo #wycieczka #muzeum






Zaloguj się aby komentować
Panie @bojowonastawionaowca za rok na jesienne wyzwania daj do puli jakąś kontrolną wizytę u stomatologa xd
Miałem 3 zadania (inb4 jak każdy):
Spróbować astrofotografii
Zrobić pic rel (podobno najrzadsze zadanie!)
Stworzyć rogala świętomarcińskiego
Aparat mam slaby, maku nie lubię, więc oto i jest! Ból brzucha w płynie! Nie powiem, smakowało xd dobrze że już cukier jadam chwilowo spowrotem bo bym musiał reroll robić
#jesiennewyzwania #glupiehejtozabawy #jedzenie #gotujzhejto #gotowanie

@sireplama najmocniej przepraszam, już się poprawiam:
500ml mleka zagotowałem ze 150g smietanki 30%, po czym wrzuciłem 100g czekolady gorzekiej i łyżeczkę miodu, całość roztrzepałem aż się rozpuściło.
Sos to 15g masła, 15g cukru, i łyżeczka kakao, rondelkowane do miękkiego.
Bita śmietana... No cóż xd śmietanka, syfon, gaz. Do tego jakieś pianki i Prince polo.
Sosem podlewałem szklanke a potem myk do lodówki żeby stężał i dzięki temu mimo gorącej czekolady zdobienia wytrzymały do zdjęcia xd
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
#lego, #jesiennewyzwania, #podroze No to lecim. Trzy wyzwania dostałem.
Zlot pasjonatów.
Gorąca czekolada.
Wyślij pocztówkę.
Melduję iż punkt trzeci jest w drodzę do @bori oraz @Cybulion. Punkt drugi połączyłem z odwiedzinami przyjaciół w Niemczech.
Znajomi mieszkają w bardzo urokliwej części Niemiec. W miasteczku Bodorf. Okolica ta jest pełna zameczków, pagórków i lasów. Świetne miejsce na zwiedzanie, podobno bywa tam dużo turystów z Polski.
Punkt 1.
Najważniejsze z tej wizyty to .... Kolejny falcon
Pojechałem sobie do Utrechtu na lego world 2025. Początek nie był udany, bo jak już wcześniej wrzuciłem wpis podróż do...
#jesiennewyzwania
Daj drugie życie staremu sprzętowi, odnów coś starego, coś zużytego
Po najbliższym deszczu przeskocz przez 20 kałuż (i nie nabaw się przy tym kontuzji)
Napisz sonet w jesiennym stylu
Miało być w tygodniu, ale jest w sobotę. Lepiej późno, niż później.
Pacjent to wiertarka udarowa Bosch PSB450RE albo jednak PSB530RE. Zapytacie jak to? Ano na pudełku i na samej wiertarce jest model 450, ale po zamówieniu części do 450 okazało się, że nie pasuje. Więc sprawdziłem numer produktu na tabliczce znamionowej i okazało się, że odpowiada modelowi 530. Część do 530 pasuje.
Objaw: wiertarka nie włączała się. Po wybraniu kierunku obrotów i naciśnięciu spustu najpierw chwilę się uruchamiała i stawała, a po kilku próbach przestała w ogóle ruszać. Nie znam się kompletnie na elektronarzędziach, moje pierwsze podejrzenie to problem ze spustem albo rozłączony kabel. Kilka miesięcy leżała w szafie, bo w sumie nie była potrzebna, aż w końcu postanowiłem spróbować swoich sił i rozkręcić obudowę. Diagnoza była bardzo łatwa: przycisk wyboru kierunku obrotów się ułamał - zdjęcie nr 2. Plastikowe gówno bez żadnego wzmocnienia.
Podjąłem próbę druciarstwa, to jest wywierciłem otwór wzdłuż ułamanego elementu, wetknąłem do środka kawałek drutu 0,5mm i skleiłem klejem do twardych plastików. Zdjęcie jest już po tej próbie. No nie pomogło, sklejony element nie ma dość sztywności, żeby ruszać mechanizmem. Może klej zły, nieważne, taka część nie może być przecież droga. I nie jest, około 10 peelenów plus wysyłka.
Wymiana części całkowicie bezproblemowa, pomijając wtopę z niewłaściwym elementem. Przetarłem jeszcze papierem ściernym tę powierzchnię, która łączy spust ze szczotkami przy wyborze kierunku obrotów, bo był na niej jakiś nalot i fertig. Działa jak nowa.
#naprawa #diy #elektronarzedzia #bosch





@sireplama w miarę możliwości i umiejętności staram się naprawiać co się da. Często jest trudno o części, ale Bosch akurat pod tym względem wypada świetnie. Tylko ta wtopa z niezgodnym numerem modelu mnie wytrąciła mocno z równowagi. Ktoś dostał zwrot dobrej części zamiennej, ale rozpakowanej, bo firma ma bałagan w dokumentacji i nie potrafi dobrze podpisać swojego produktu. Tu akurat to pierdółka za dychę, ale niesmak pozostał.
Zaloguj się aby komentować
Dobra, czas na moje #jesiennewyzwania
Wrzucałem zdjęcia ze zbieram liście. Były osoby, które się zastanawiały co ja będę z tym robić. Otóż, nadszedł ten dzień w którym zdradzam sekret:
Wykonaj własnoręcznie jakąś ozdobę do domu
Gdy to przeczytałem to pomyślałem, że jak własnoręcznie, to musi być papier. Ale co papier, co zrobić jesiennego? Jesienne są liście. Opadające z drzewa, pożółkłe, ale nie tylko, w różnych kolorach. Zrobiłbym opadające liście. Papierowe liście? Meh, to lepiej prawdziwe. Jedziemy do parku!
Powieszę je nad oknem, bo nie mam firanki, ale podczas remontu salonu zostawiłem haki (nie wiadomo po czym), ale takie haki, że dało się na nich zawiesić różne rzeczy. Myślałem głównie o lampkach na święta, ale udało się znaleźć ich zastosowanie na jesień
Udało się uzbierać liści na styk. To znaczy się gdyby było mniej albo więcej to bym zrobił tak, że wykorzystał bym wszystkie. Dominują liście klonów (różnych rodzajów) i to nie dlatego, że mam klon na podwórku, czy że w parku nie było innych drzew (klonów było najlepsze), te liście są po prostu kozackie.
W domu zacząłem je prasować używając do tego gazet i książek. Następnie ułożyłem wszystkie liście na podłodze, żeby rozplanować ich układ - mierząc jak długa powinna być nić trzymająca liście. Wyszło 15 kolumn, zwykle po 6 liści i uznałem, że fajnie będzie, jeśli najmniejszy listek będzie na samym dole kolumny.
Miałem jutowy sznur, który rozwiesiłem na hakach i ten sznur miał być głównym elementem konstrukcyjnym. Pozostała kwestia jak przymocować liście. Wybrałem zwykłą nitkę krawiecką. To był najtrudniejszy moment - rozwieszenie tych liści na nitce. Nitka była długa, zawijała się sama ze sobą, haczyła o krawędzie liści, a te liście musiały być w odpowiedniej odległości od siebie, żeby nie robić za dużych przerw, ale też żeby na siebie nie nachodziły. Przewidzieć odstęp nie było łatwo, bo po zawieszeniu ich potrafiły się obrócić, więc właściwie ułożenie kolejnego liścia trzeba planować na bieżąco. Z początku strasznie mozolnie to szło, a miałem 15 nitek z liśćmi do zrobienia. Na szczęście znalazłem sposób i szło sprawniej, więc ostatecznie w 2 wieczory to zrobiłem. Żonka trochę pomogła:)
No i mamy jesienną firankę!


Zaloguj się aby komentować
Pamiętam ten dom jeszcze z dzieciństwa. Od zawsze wyglądał ponuro: ściany z ciemnej, surowej cegły, upstrzone wątpliwej jakości graffiti; okna z brudnymi i w większości powybijanymi szybami; podwórko zarośnięte krzakami i ozdobione kawałkami szkła z potłuczonych butelek. Okropna rudera.
Znajdował się w sporej odległości od innych zabudowań, sama działka leżała na zakręcie głównej drogi łączącej się po kilkuset metrach z krajówką. Często widziałem go z samochodu, gdy wyjeżdżaliśmy z rodziną do dziadków, lub przez szyby szkolnego autokaru wiozącego moją klasę na basen do sąsiedniej miejscowości. Niesamowicie pobudzał naszą wyobraźnię, zwłaszcza, że krążyły o nim różne legendy przekazywane kolejnym rocznikom przez starszych uczniów – dom, rzecz jasna, miał być nawiedzony. Miały pojawiać się w nim makabryczne zjawy noworodków z odrąbanymi głowami, ściany miały być upstrzone krwią, kilka razy w roku odbywać się w nim miały czarne msze, podczas których składano ofiary z dzieci, w nocy dochodziły z niego niepokojące wrzaski. O właścicielu nikt nic nie wiedział, ponoć powiesił się w jednym z pokoi po tym, gdy wymordował w nim siekierą swoją rodzinę. Typowe historie dla lubiących się bać szczyli. Nie muszę chyba wspominać, że je uwielbiałem.
Ten dom stał się dla mnie jakąś dziwną świątynią obcego, nieznanego; wisiała nad nim aura czegoś nie z tego świata – niepokojącego, ale jednocześnie kuszącego. Zawsze chciałem do niego wejść, uchylić zasłonę tajemnicy, zmierzyć się nie tyle z nim, co z własnym lękiem i strachem przed nim. I tak oto, po upływie przeszło szesnastu lat, stałem nocą pod otaczającą go pordzewiałą i w wielu miejscach podziurawioną siatką.
To była spontaniczna decyzja. Wcześniej tego wieczoru odwiedziłem kilku starych znajomych, którym nie udało uciec się z tej przygnębiającej dziury, którą nazywam rodzinnym miastem. Zapaliliśmy u jednego z nich jointa, wypiliśmy kilka piw, powspominaliśmy stare czasy. Rozmowa w jakiś sposób zeszła na temat nawiedzonego domu. Staraliśmy się przypomnieć sobie wszystkie historie, jakie o nim słyszeliśmy, śmiejąc się najgłośniej z tych najbardziej makabrycznych. Nie pamiętam już, kto rzucił temat, żeby się do niego przejść, w każdym razie początkowo wszyscy zareagowali na ten pomysł entuzjastycznie, jednak ostatecznie towarzystwo wymiękło. Posiedziałem jeszcze trochę, dokończyłem piwo, po czym pożegnałem się i udałem w stronę bloku rodziców, do których przyjechałem na weekend. Niestety, myśl o eksploracji domu rezonowała już w mojej głowie zbyt mocno. Znajdował się w odległości nieco ponad dwóch kilometrów ode mnie, więc stwierdziłem, że krótki spacer nie zaszkodzi. Po drodze spotkałem jeszcze jednego kolegę z dawnych lat, chodzącego do równoległej klasy, który też chyba wracał z imprezy. Zamieniliśmy kilka słów, powiedziałem, gdzie zmierzam i po krótkiej chwili namówiłem go, żeby poszedł ze mną.
Szliśmy dość długo. Z otaczającym nas mrokiem walczyło słabe światło ustawionych wzdłuż chodnika latarni, tworząc na nim żółte, rozległe wyspy, które przecinaliśmy w milczeniu. Co jakiś czas próbowałem zagaić rozmowę, ale kolega był jakiś nieobecny i zaczynałem żałować, że wspomniałem mu o moim przedsięwzięciu. W końcu doszliśmy na miejsce. Dom wyglądał jeszcze gorzej niż zapamiętałem. Noc nadawała mu dodatkowego upiornego charakteru, wyolbrzymiając cieniem porysowaną pęknięciami fasadę, topiąc w ciemności jakiekolwiek kontury pokoi widocznych przez puste okiennice w ciągu dnia. Stojąc przed furtką zorientowałem się, że jedyną latarką, jaką posiadam, jest ta z telefonu. Okazało się również, że mój kolega swój telefon zgubił, co tym bardziej utwierdziło mnie w przekonaniu, że niepotrzebnie w ogóle go ze sobą brałem. Wahałem się, co robić. Serce zaczynało bić mi coraz szybciej, poczułem przypływ adrenaliny i wiedziałem, że to jedyny moment, by coś sobie udowodnić, że drugi raz tu nie wrócę. Włączyłem latarkę i wkroczyłem na ścieżkę prowadzącą do drzwi.
Pod butami zachrzęściły kawałki porozbijanego szkła. Sylwetka domu górowała nad nami coraz bardziej, gdy z każdym kolejnym krokiem zbliżaliśmy się do wejścia. Czułem, jak krew pulsuje mi w skroniach, słyszałem jej szum w uszach. Poczułem na przedramieniu lekki podmuch chłodnego wiatru. Byliśmy już blisko wejścia, gdy nagle kolega zatrzymał się. Odwróciłem głowę i wtedy zobaczyłem jego bladą, białą jak kreda twarz. W świetle latarki mignęły mi jego nabiegłe krwią oczy, lekko spocone czoło, drżący podbródek. Zaczął kręcić lekko głową i szeptać: „Nie wejdę tam, nie wejdę, nie wejdę…”. Powtarzał to w kółko, wyglądał na przerażonego. Nie będę ukrywać, narobił mi niezłego stracha, a i tak byłem już mocno poddenerwowany. Próbowałem go jakoś uspokoić, tłumaczyć, że to tylko głupi, pusty dom, ale nie udało mi się wyrwać go z tego stanu – najwyraźniej dostał ataku paniki. Sam byłem jednak zdeterminowany, żeby wejść do środka, więc powiedziałem mu, żeby wrócił na chodnik i na mnie poczekał, a sam przekroczyłem próg przez uchylone, ledwo wiszące na zawiasach i obdarte z czerwonej farby drzwi. Gdy wchodziłem do domu, kolega stał wciąż w tym samym miejscu, w którym go zostawiłem.
Wewnątrz było chłodno, chłodniej niż na polu, co wydało mi się nieco dziwne. Rozejrzałem się po obdartych ścianach, z których odchodziła brzydka, namoknięta tapeta o bliżej nieokreślonym wzorze. Na suficie wisiały płaty łuszczącej się farby, w kątach widać było rozległe wykwity pleśni. Podłoga była drewniana, usiana odłamkami z rozbitych okien oraz kamieniami, które okoliczna młodzież wrzuciła tu przez lata. Na środku stała stara, podarta kanapa, obok której leżał mały, złamany w pół stolik. Za kanapą zobaczyłem kilka pustych ramek po zdjęciach oraz potłuczone butelki.
Udałem się wgłąb domu i po kilku krokach doszedłem do drewnianych schodów. Poręcz leżała na ziemi, sterczały z niej pordzewiałe gwoździe. Po prawej stronie był otwór drzwiowy, przez który powoli zaglądnąłem do środka: znajdowała się tam kuchnia w stanie kompletnego rozkładu, z rozwalonymi szafkami leżącymi na podłodze i dużą kałużą w okolicach miejsca, gdzie kiedyś musiała stać lodówka. Cofnąłem się do schodów. Serce waliło mi jak oszalałe, nie byłem w stanie nad tym zapanować. Zrobiłem, co chciałem, mogłem wychodzić. Pokazałem samemu sobie, że jestem w stanie zwyciężyć strach. Ciekawość była jednak silniejsza. Skierowałem światło latarki z telefonu w górę schodów, po czym wziąłem głęboki oddech i zacząłem po nich wychodzić. Skrzypiały potwornie, co w panującej dookoła ciszy podsycało we mnie uczucie dyskomfortu i niepokoju, ale także dziwnego podniecenia.
Dotarłem na piętro, na którym znajdowały się trzy pomieszczenia. Drzwi do jednego z nich leżały na ziemi. W środku był przestronny pokój, jednak zupełnie pusty, nie licząc rozbitego żyrandola, który sądząc po warstwie kurzu musiał urwać się już kilka, lub może kilkanaście lat wcześniej. Drugim pomieszczeniem była mała łazienka. Wsadziłem tylko do niej głowę, ale szybko ją cofnąłem – okropnie w niej śmierdziało. Pewnie coś zatkało rury i wybiło kanalizację. Został już tylko trzeci pokój, do którego drzwi były lekko uchylone.
Zawiasy zaskrzypiały cicho, gdy wchodziłem do środka. W słabym świetle latarki ujrzałem dużą, odrapaną szafę stojącą w kącie, zniszczony regał na książki, których kilka walało się po podłodze, a także starą ramę łóżka pozbawioną już materaca. Niedaleko szafy było okno, przez które sączyła się delikatna stróżka żółtego światła. Wyjrzałem przez nie i dostrzegłem podwórko, a także kawałek ulicy, wzdłuż której przyszedłem do tego miejsca z kolegą. Starałem się go wypatrzyć, ale albo wrócił do siebie, albo stał dalej tam, gdzie wcześniej, miejsce to zasłaniał jednak daszek werandy.
Odetchnąłem z ulgą. Już po wszystkim. Nawiedzony dom, legenda mojego dzieciństwa, okazał się ostatecznie zwykłą, starą, rozwalającą się chałupą. Uśmiechnąłem się do siebie pod nosem, zadowolony mimo wszystko z własnej odwagi i skierowałem się do drzwi. Gdy zacząłem wyciągać dłoń w stronę klamki poczułem nagłą, niespodziewaną falę chłodu. Z ręką zawieszoną w powietrzu spostrzegłem, że z moich ust zaczęła wydobywać się para. Patrzyłem przed siebie tępo, zaskoczony tym, co zobaczyłem. Wtem panującą ciszę przerwało przeciągłe i powolne skrzypienie otwieranych drzwi dobywające się z miejsca, gdzie stała szafa. Poczułem, jak na karku jeżą mi się wszystkie włosy. Bałem się obejrzeć. Serce łomotało mi w klatce piersiowej pompując falę zimnego strachu po całym organizmie. Stałem sparaliżowany, nie mogąc się ruszyć. Drzwi przestały się otwierać. Zmusiłem się w końcu i zacząłem lekko obracać głowę, gdy kątem oka zobaczyłem TO – ciemną, ledwo widoczną, wylewającą się z mroku postać.
Rzuciłem się w stronę drzwi otwierając je z hukiem na oścież, zbiegłem po schodach, rozrywając sobie spodnie o wystające z desek gwoździe i wypadłem na zewnątrz. Minąłem kolegę, który spojrzał na mnie przerażonym, nieprzytomnym wzrokiem. Usłyszałem tylko, jak powtarza: „Nie wejdę tam, nigdy więcej tam nie wejdę…”.
Biegłem, biegłem ile miałem sił w nogach, nie oglądając się za siebie. Biegłem w ciemności, czułem, jak płuca wypełnia mi ogień, a nogi stają się ciężkie i nieporadne, ale biegłem dalej. W końcu, po czasie, który wydawał mi się trwać w nieskończoność, zobaczyłem blok rodziców. Z impetem wleciałem do klatki i roztrzęsionymi rękoma próbowałem otworzyć kluczem drzwi, jednak nie udało mi się tego zrobić. Zacząłem dzwonić natarczywie domofonem, aż w końcu ktoś mi otworzył. Wbiegłem po schodach i wpadłem do mieszkania.
Mama, którą obudziłem dzwonieniem, patrzyła na mnie z niepokojem, pytała, co się stało, ale nie potrafiłem wydusić z siebie słowa. Włączyłem wszystkie światła, usiadłem na łóżku w kącie swojego starego pokoju i zwyczajnie trząsłem się z wyczerpania wysiłkiem, ale przede wszystkim – ze strachu. Tej nocy nie zmrużyłem oka, co chwila kręcąc głową i mając wrażenie, że dostrzegłem kątem oka jakiś ruch.
Od tamtej nocy minął już tydzień, a ja spałem do tej pory łącznie może trzy godziny. Nie pozwalam gasić światła, nawet w dzień. Nie wiem, co zobaczyłem w tym domu, nie chcę o tym myśleć. Widzę tę postać, gdy tylko zamknę oczy. Nie wiem, czym była, miała ludzką sylwetkę, ale czułem od niej… czułem od niej Zło. Nie jestem w stanie inaczej tego określić. Rodzice coraz mocniej się o mnie niepokoją, tym bardziej, że w moich włosach pojawiły się rozległe pasma siwizny. Dzisiaj rano próbowałem opowiedzieć mamie, co się stało. O spotkaniu ze znajomymi, o pomyśle na zwiedzenie domu. O koledze, który ze mną poszedł. Dostrzegłem w jej oczach grozę.
Niecały rok wcześniej ten sam kolega popadł w obłęd. Przestał jeść, nie chciał spać, nikt nie wiedział, dlaczego. Starano się mu pomóc, ale jego stan się pogarszał. Miesiąc temu trafił do zakładu zamkniętego, ale w jakiś sposób się stamtąd wydostał. Podobno przed ucieczką krzyczał, że jest w nim za ciemno, majaczył coś o demonach czających się w mroku. Odnaleziono go kilka dni przed moim przybyciem – leżał martwy w kałuży krwi z wydrapanymi oczami, w pokoju na piętrze nawiedzonego domu.
Dobra, najcięższe #jesiennewyzwania za mną, zostały jeszcze dwa
#creepypasta #tworczoscwlasna
Zaloguj się aby komentować