Mieszkam na zielonej wyspie, dookoła głównie ocean atlantycki, ale i dwa morza, więc wody sporo. Mam kilka miejsc, gdzie latem, jak jest ładna pogoda (3 razy w roku i to maksymalnie), to pływam sobie w masce i podziwiam świat pod powierzchnią wody.
Jedno miejsce jest szczególne, przy słonecznym dniu jest gdzie pływać, bo jak jest mało fal to woda czysta i w miarę ciepła 15° A przez to, że jest w miarę płytko, a dno pokrywa jasny piasek widoczność dobra. Jednak miejsce to łączy się z większym wpływem do zatoki, gdzie czasem podpływam, ale pierwsze co czuć, to prąd zimnej wody, a do tego znacznie zwiększa się głębokość i widoczność drastycznie maleje. Czasem spoglądam w otchłań i zastanawiam się, czy coś teraz również mnie obserwuje, lub ile razy coś większego tamtędy przepływało za moimi plecami. Bo do okoła wyspy #irlandia widywane są delfiny, wieloryby, orki, rekiny, czy inne jenoty.
Dziś dostałem zdjęcie od znajomego, który był w pobliżu na spacerze, że w moim miejscu taka rybka pływała. Fotka słaba, bo robiona z daleka ale okaz zdrowy.