Czytam sobie, że Wrocław przy okazji remontu Mostów Trzebnickich chciał je poszerzyć - kto tam jeździ ten wie, że to bardzo wąskie gardło - ale nic z tego, bo konserwator zabytków mówi NIE. Naszła mnie taka refleksja.
Mamy zabytek, który nie spełnia swojej funkcji z racji na to, że świat się zmienił od czasu, gdy obiekt powstał - dla przykładu ten most, czy słynna kostka brukowa po Niemcu, którą do dziś można jeździć po wrocławskim Szczepinie. Ochrona zabytków generalnie jest ważna, ale co w przypadkach, kiedy zabytek zaczyna być wrzodem na tyłku? Powinniśmy przymknąć oko na jego status i radykalnie zmodernizować, czy mimo wszystko uparcie go utrzymywać w takim stanie jakim jest? A może jest trzecia opcja, tak jak zapewne na wspomnianym Szczepinie, główna ulica osiedla (Zachodnia) jednak jest asfaltowa i tutaj albo jednak zaorali poniemiecką kostkę, albo wylali na nią asfalt, co jest pewnym kompromisem - tylko w przypadku mostu zrobienie takiej nowoczesnej nadbudówki będzie pewnie koszmarnie kosztowne.
Proszę o komentarze szczególnie osoby uważające, że zabytek trzeba chronić za wszelką cenę - w swojej ignorancji w tym temacie nie umiem wymyślić jaką wartość to może nieść "za wszelką cenę", a w przypadku głosu sprzeciwu łatwiej mi wymyślić argumenty (bo jestem kierowcą)
#cowynato #wroclaw #zabytki #ankieta #debata
Czy powinniśmy za wszelką cenę utrzymywać zabytki, nawet jeśli nie spełniają już swoich funkcji wystarczająco?
@ZohanTSW Są rzeczy ważne i ważniejsze. Miasto trzeba przystosowywać do obecnych wymagań. Nadrzędnym jego celem jest stworzenie warunków do życia i pracy mieszkańców. Nie da się inaczej, zwłaszcza w takim miejscu jak Wrocław. No chyba, że decydujemy o końcu rozwoju, wysiedlamy część ludzi i uznajemy, że chcemy skansen odtwarzający jakiś okres jego istnienia. Ewentualnie rezygnujemy z ambicji metropolitalnych i przechodzimy do klasy średniaka-ulepa.
Chociaż w tym konkretnym wypadku odnoszę wrażenie, że konserwator jest kozłem ofiarnym.
Ratusz ma teraz łapki czyste, a wojewódzkiego konserwatora i tak nie obchodzi sympatia ludu i wybory - jego powołuje papież*
Dziwnym trafem, takich dylematów nie mają, gdy można opchnąć jakiś zabytek na lofty czy hotelik.
@Trupus w sumie racja, że jak trzeba zrobić inwestycję mieszkalną to bez problemu konserwator zabytków zgodzi się na przebudowę w stylu futurystycznym - nie ma problemu. W tym poście pisali też, że będą się odwoływać i tak zapewne jest w każdym przypadku, ale zawsze można obrzucić konserwatora zabytków. Trafby komentarz
@ZohanTSW zdajesz sobie sprawę jak ogromne pieniądze potrafią developuchy wydać na lobbing i urabianie ludzi żeby tylko rozjebać jakiś zabytek i przepchnąć swoje biznesy?
@ZohanTSW To jest wybór "albo - albo". Można modernizować zabytki i przystosowywać je do nowych potrzeb, tylko trzeba chcieć. Owszem, czasem będzie to bardziej kosztowne, ale w tym konkretnym wypadku nie tutaj leży problem.
Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków to osoba, mówiąc delikatnie, specyficzna. Mam wrażenie, że nie dopuszcza do siebie faktu, że świat się zmienia.
Warto dodać, ze utrata wagi w ten sposób jest trwała, po paru miesiącach na takiej diecie odzwyczajasz się od słodkiego i od jedzenia w ogóle. Reguluje się łaknienie, chęć podjadania - przypomina to w działaniu analogi GLP-1 (słynny Ozempic itp.).
Wczoraj próbuje się zapisać na egzamin i kurde faja na Bemowie najbliższy termin jest dopiero 19 września.
Na całe szczęście są jeszcze w tym kraju WORDy okuratne i sprawiedliwe ogułem ( ͡° ͜ʖ ͡°)
I tak całkiem szybko mi to poszło, 7 lipca teoria zdana, jazdy zrobione w 3 tygodnie. Gdyby nie czas oczekiwania na egzamin teoretyczny i praktyczny to A można by w miesiąc ogarnąć.
#motocykle #prawojazdy
@sireplama "Ogułem" to akurat nie błąd, a celowe nawiązanie to pewnej znanej białostockiej persony #pdk
A co do pozostałych to należy zachować szczególną ostrożność proszę Pana. I na hulajnogi uważać.
Jeżeli na codzien żyje wam się "chujowo ale stabilnie", "jako tako" krótko mówiąc neutralnie ale co jakiś czas macie odpały że nagle doświadczacie skrajnie negatywnych uczuć i myśli ( w tym magicznych) to nie oznacza że te myśli mają rację, mimo że tak w tych stanach się wydaje.
To może być tzw "ADHD Crash", mój lekarz nazywa to "zjazdem" , mechanizm jest ten sam co przy braniu jakiś narkotyków/stymulantów - chwilowe obniżenie dopaminy generujące skrajne stany emocjonalne.
Bazując na moim przypadku - trwa to od 30 min do 2h. Często po takim dołku następowała lekka górka ale nie zawsze. W trakcie można czuć złość lub bezradność, do tych uczuć generowane są myśli które mają uzasadnić wam ten stan. Czasami zaczyna się z wyprzedzeniem tzn czuje się że zbliża się ta "fala" a czasami łapiesz się na skrajnych myślach i zadajesz sobie pytanie dlaczego skoro przed chwilą było wszystko okej. Takie stany można rozpoznać tym że ma się skrajnie różne myśli niż chwilę temu, przywołując te poprzednie myśli na się myśl tak jakby słuchało się że 2+2=5, tak jakby to było brednie, na wszelkie myśli pozytywne reaguje się bardziej jak Marian Paździoch mówiący "gówno się ułozy, najwyżej ja się uloze, i to nogami do przodu"
Powody:
Przeciążenie - zbytnie skupienie się na np pracy, czasami miałem tak nawet gdy grałem w grę i myślę sobie że już nie chce mi się grać ale dokończę ten etap.
Górka dopaminowa która powoduje późniejszy dołek, może występować naturalnie, może być skutkiem ubocznym leków na ADHD.
Niedostymulowanie, zła dieta, problemy ze snem, wszystko co pośrednio lub bezpośrednio wpływa na dopamine.
Leczenie:
-jezeli stosuje się leki na ADHD to można spróbować ją zmienić lub też dodać "booster" no mała dawkę szybko działającego metylofenidatu.
-jezeli nie stosuje się leków na ADHD a to występuje to polecam je jednak stosować, obserwuje widoczna poprawę gdy zacząłem brać leki, te zjazdy są rzadziej, są mniej intensywne, a dodatkowo booster pomaga jej opanować.
- jeżeli czekacie na diagnozę to mi pomogła kofeina w tabletkach.
- poza tym różnego rodzaju metody behawioralne - stabilne funkcjonowanie, unikające górek i dołków, dieta, suplementy (ja biorę magnes, witaminy z grupy b, niektórzy też widzą zaostrzenie objawów gdy mają niski poziom witaminy d.
- u niektórych w trakcie zjazdu pomaga ruch, u mnie bieganie w trakcie zjazdu nie pomagalo w żaden sposób.
Odradzam wszelkie "posty dopaminowe" - ADHD to deficyt dopaminy, dokładając do tego posty myślę że tego się nie naprawi, to mylenie skutków z przyczyną itp, chyba że powodem tych zjazdów jest przestymulowanie, może jak ktoś ogląda jakieś 15sekundowe brainroty to może to tak działa, nie wiem. Wiem że skrajna zmiana życia gdy żyje się "nie zdrowo" powinna bazować na znajdowaniu przyczyn i ich leczeniu, powolnych zmianach a nie nagłych postach, bo myślę że to prędzej spowoduje kolejny zjazd. .
Ten objaw z dodatkiem kilku innych może być mylony z depresją, może być też powiązany ze np nieleczone ADHD powoduje depresję - to wszystko może się przeplatać. Tak czy siak warto wtedy zbadać reakcje na leki, jeżeli przy SSRI te dołki nie znikną, tylko w trakcie ich będzie się czuło wszystko jedno, będzie się bardziej oswajać z tym to lepiej według mnie spróbować czegoś z noradrenalina/dopamina.
Naszła mnie taka myśl po wpisie @SzubiDubiDU o tych dzieciach na podwórku, że takie pokolenie lat 70 i 80 miało dzieciństwo w formie biegania po podwórku, podchodów, masy innych dzieciaków, itd. Wszyscy wiemy, że jest to zdrowe wydanie dzieciństwa (ofc, ze swoimi minusami pewnie - jak wszystko). No i nasze "zdrowo wyrośnięte dzieci" lat 70 i 80 zaczęły tworzyć (po dorośnięciu) wygodny i czysty świat. Przyszła technologia, unia, netflix, instagram, nowe osiedla, domki. Oni już sie wyszaleli jako dzieciaki, potem pojeździli jako młodzież pociągiem po Polsce, na festiwale. Przyszedł czas kraftowych kawek, czystych osiedli z ochroną i DJów przed barami w fancy mieście i fancy kraju.
No i niby na tym etapie każdy by chciał, żeby ich dzieci też latały uwalone błotem po podwórku, ale "sory mordo, za późno, nie dla Stasia to, tylko dla zarządu xDDDD mogę ci ewentualnie opowiedzieć o przeszłości przy espresso z brazylijskiej arabiki. W tym życiu wybawisz się sam na zjeżdżalni za domem. A jak się skaleczysz to LUX MED" xD
@zuchtomek True, jak mawiają Anglicy. Fizjoterapeuta do którego chodzi mój syn powiedział mi kiedyś (miłe dla mnie) słowa: "Pana syn ma naturalną potrzebę ruchu. Wie pan dlaczego? Bo pan działa na niego przez przykład". Tutaj jest sporo racji. Musimy pokazywać dzieciakom, że jesteśmy aktywni, że fajnie jest ruszyć dupę, a nie tylko caffe latte i na tyłku przed Netflixem.
@WatluszPierwszy wszystko się zgadza, nic się nie zmieniło poza tym że teraz jest bardziej Glamour. Przejeżdżałem po dziewiątej rano to obowiązkowo przynajmniej jedna grupa sebków która wyglądała jakby dopiero skończyli pić, przy czym jeden z browarem więc może przenosili balety na plażę.
@wonsz czyli stabilnie Pamiętam jak tam spali pokotem na plaży najebani Sebkowie, albo jak kolesie z dziarami Ruchu Chorzów chcieli napierdalać typa, bo miał koszulkę Legii. Uroki Mielna...
Gość stworzył system, którego głównym założeniem jest "jak się nie narobić, a formę zrobić", czyli coś dla biegaczy-hobbystów, którzy chcą pocisnąć ze swoimi czasami, a nie mają 10+ godzin treningu w tygodniu. Sam autor pragnął mieć coś, co można robić regularnie, nie żyłować systemu, a jednocześnie osiągać nowe horyzonty. Fajnie to wszystko rozpisał no i od jakiegoś czasu słyszałem o tym całym NSM, że to raczej nudny system ale daje wyniki. A jak widać po zapierdalaniu po tym samym parku - "nuda" mi nie straszna
Niedawno umarł Kavinsky. I nie, nie będę wciskał kitu jakim byłem wielkim fanem. Jedyny utwór jaki lubiłem od Kavinskiego to Nightcall.
Sam synthwave odkryłem dosyć późno, jakoś w 2017 obejrzałem DRIVE po raz pierwszy i oczywiście chciałem tym jak Ryan Gosling ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jedynie kurtki nie chciałem bo taka głupia się wydawała ale jeździć Chevy Malibu '71 i słuchać muzyki jak Gosling to bardzo chętnie. No i moja faza na synthwave to trwała jakoś w latach 2017-2020. I wiecie co? Po śmierci Kavinskiego odsłuchałem Nightcall, potem coś jeszcze, i jeszcze coś innego, i jeszcze jedno.... I ZNOWU MAM FAZĘ NA SYNTHWAVE (ʘ‿ʘ)
@SzubiDubiDU Ja pierwszą styczność miałem z muzyką Kavinskiego przez GTA4. A tego Gifa z jadącym Trans-Am-em mam na telefonach na tapecie nieprzerwanie od jakiegoś 2016.
I drugie spotkanie z panią Ottinger, nawet była przed seansem, już starsza pani taka, opowiadała z chęcią i pasją, głównie o swojej miłości do Berlina i jak wpadła na pomysł Freak Orlando.
Po⁎⁎⁎⁎ny film, w którym nie do końca wiem, co się działo. Jedyne, co było dla mnie jasne, to trzy rzeczy: pochwała brzydoty i pojebaności, mit Orlando z Woolf oraz freakland jak w słynnym filmie Dziwolągi.
O ile Portret pijaczki tej reżyserki oglądało się easy, tak tutaj było trudno, ale w sumie zaczęłam dopiero doceniać ten obraz po seansie.
Przy tym filmie obrazy Jodorovskiego wydają łatwiutkie i fabularne i zrozumiałe jak nic innego!
Tylko dla hardkorowców. Ale polecam, niezwykłe doświadczenie, choć czasem się męczyłam - to zdecydowanie lepiej oglądać na spokojnie, ze świeżą głową, a nie jako czwarty seans w ciągu dnia, po lataniu od sali kinowej do następnej sali kinowej.