Było bieganie, były lody, najadłem się Twarogu pod korek.
#galaretkanomore
Zjedzone: 4 400 kcal
Spalone: 4 550 kcal
Kroki: 24 600
Bieg: 21.37 km
#chlopskadyscyplina
#dobrenawyki
Zastanawiam się jak jutro zaplanować dzień. Nie można mieć wszystkiego bo chciałbym zrobić: siłownię, bieg, posprzątać samochód, zawieść i odebrać dzieci z przedszkola, spakować się na wyjazd.
Zrezygnuję chyba z biegu a zamiast tego zrobię rozciąganie (dzisiaj nogi coś sztywne są), odwiedzę siłownię i jebnę co mam zrobić fest, a potem pomyślimy co dalej.
Pakowanie mam ogarnięte bo większość zostawiłem w Norwegii na miejscu, a tutaj tylko rzeczy codzienne: sportowe buty X2, koszulki, kamerę, laptopa itd.
@npnptcn ech wiadomo, najpierw to trzeba dzieci odwieść, potem na myjnie i odkurzacz, potem siłownia pewnie, jakiś obiad skręcić, dzieci odebrać, spakować się a rozciąganie wieczorem i gofery na podróż zrobić. Potem wstać o 4⁰⁰, zjeść, kawę wypić i ruszyć bo lot o 11 cośtam, więc na luzie pobiegam już w Norwegii.
Na czole pot, a w dłoni dwa bilety
Czy jestem podrywaczem? No nie, niestety
Nieśmiałość w gardle gasi kolejny łykczek coli.
Czy moja skryta miłość, zaprosić się pozwoli?
@30ohm srogie rozkminy XD z drugiej strony to niesamowite jak patologia potrafi się mobilizować do zdobywania wiedzy prawnej gdy w grę wchodzi wyciąganie hajsu za nic nierobienie
@A_I tyle ze to nie jest nicnierobienie. To jest wykonywanie roboty intelektualnej na odpierdol, albo szukanie kogoś kto zrobi te robotę za Ciebie. Nie mniej praca zostanie wykonana.
@wombatDaiquiri dokładnie, edukacja docelowa w trybie przyspieszonym.
Jak to powiedział znojomy prawnik.
Odjebac. Będzie taniej, szybciej i mniej stresu.
Wyhodowana przez M. Loisela na jego posiadłości w Halder w Fauquemont (Limburg Holenderski). Odmiany rodzicielskie nie są znane. Pierwsze owoce zaprezentowano w latach 1843/44, a pierwszy opis wraz z kolorową ilustracją opublikował Alexandre Bivort w 1858 roku w czasopiśmie „Annales de Pomologie”.
Zazwyczaj duże, o zróżnicowanej wysokości, asymetryczne, z 5 wypukłościami wokół owocu. Pomarszczone zagłębienie kielicha, głębokie i szerokie. Zagłębienie przy szypułce nieco zardzewiałe, głębokie i szerokie. Z żebrami wokół owocu.
Skórka Skórka gładka, elastyczna, lekko błyszcząca, z jasnymi plamkami. Równomiernie jasnozielony, w pełnej dojrzałości żółty, od strony nasłonecznionej lekko zaczerwieniony.
Korona o płaskim sklepieniu, średniej wielkości, z dużą ilością krótkich pędów owocowych. Długie, spiczaste, zazwyczaj nieco pofałdowane liście. Początkowo wzrost średnio intensywny, z wiekiem słaby; wówczas, oprócz regularnego przycinania, zaleca się odmłodzenie drzewa. Drewno odporne na mróz. Dzięki krótkim pędom owocowym bardzo dobrze nadaje się do formowania drzew ozdobnych, a zwłaszcza do drzew sznurkowych.
Dolny bieg Wieprza i kawałek Wisły. Dwa dni, dwóch chłopa. Jeziorzany-Dęblin z noclegiem pod namiotem w Kośminie. Łącznie ok. 65 km.
Pierwszego dnia 43 km z kawałkiem. Wieprz na tym odcinku jest już szeroki, wciąż fajnie meandruje, ale już szerszymi łukami niż w swoim wyższym biegu. Malowniczy. Ogolnie spławny, choć zdarzały się płycizny, przez które trzeba się było przeciągać - kajak był załadowany pod korek ekwipunkiem, co sprawiało, że był głębiej zanurzony (plus zanurzenie stateczników). Ale przeważnie płycizny były widoczne i dało się je omijać zewnętrznym łukiem. Sporo konarów tuż pod powierzchnią, ale też do zauważenia. Na rzece niemal pusto. Dopiero na 26. kilometrze spotkaliśmy grupkę kajakarzy. Przez większą część dnia lampa (przezornie wody do picia mieliśmy dosyć), ale na ostatniej dyszce złapał nas deszcz, pozwolił się schłodzić. Pojawiał się też chwilami wmordewind. Na szczęście wieczorem przestało padać, można było posiedzieć. Padało jeszcze nad ranem.
Drugi dzień 21,5 km. Tu już na Wieprzu mniej meandrów, trzeba było uważniej obserwować nurt, bo plycizn więcej. Przy brzegach więcej drzew. Nad głowami latali nam lotnicy z Dęblina. Ciepło, ale też częściowo pochmurno, więc znośnie. Ruch na rzece równie mały. Przy ujściu do Wisły płycizny. Może byłyby do ominięcia, ale wędkarze kije moczyli w potencjalnie głębszej wodzie, a plynąc staramy się nie wchodzić innym w paradę (jak dotychczas z wzajemnością) i skończyło się łachą.
Planowaliśmy popłynąć jeszcze Wisłą, ale stan wody nas zniechęcił. Łacha na łasze, szarpanie się, więc w Dęblinie za mostem drogowym skończyliśmy.
Spływ super, przyjemnie się zmęczyliśmy. Jedyny minus to gzy - na tym tałatajstwie spray na owady nie robił wrażenia.
Auto i przyczepka zapakowane, teraz tylko zdjąć koła z gravela, założyć blok do ulepa żeby chciał na ścianie wisieć pod nieobecność kolegi, żreć to białe gunwo i spać. A żeby to chciało jakoś smakować to polane olejem z czarnuszki. Jutro trasa i piwerko nad bełtykiem...
Co za męczący weekend 😖
Ale najważniejsze że była picka, a dzisiejsza przeszła samą siebie 😍
To ta z góry, absolutnie na bogato, słodko pikantna lista składników, dość długa bo: orzechy, miód, gruszka, mozarella, cheddar, ricotta, szpinak, chilli i czosnek w oliwie
Natomiast wcześniej po raz pierwszy udało mi się kupić burratę (nie wiem dlaczego tak trudno ją dostać), ale w porównaniu do ricotty jest jak dla mnie za mało tłusta więc nie planuję jej dalszej kariery u mnie
#dziennikpizzy