Zdjęcie w tle

Społeczność

Historia

683

Henryk Sienkiewicz odwiedził Nowy Jork. Nasz wieszcz narodowy nie był jednak zachwycony Ameryką


Młodego Sienkiewicza zszokowały kontrasty: bogactwo i niedbalstwo, gigantomania i brak smaku. Nie przypadły mu do gustu marna kuchnia i „prowokacyjnie” zachowujące się kobiety. Z westernowej Ameryki wywiózł jednak pomysł na swój własny historyczny „eastern”.


Henryk Sienkiewicz odwiedził Nowy Jork w marcu 1876 roku. Spędził tam tylko kilka dni, ponieważ amerykańska metropolia nie była właściwym celem jego podróży. Pierwotny pomysł miał inny. Trzydziestoletni wówczas Sienkiewicz wraz z grupą znajomych artystów, wśród których znajdowała się słynna aktorka Helena Modrzejewska, chcieli udać się do Kalifornii i założyć tam farmę. Utopijną komunę na wzór wspólnot postulowanych przez francuskiego filozofa Charlesa Fouriera. Niewiele z tego wyszło. Jednak podróż przez Amerykę Północną zaowocowała prasowymi korespondencjami, które przyniosły Sienkiewiczowi sławę.


To, co pisał o Nowym Jorku, może nas dziś zadziwić. „Miasto, które na pierwszy rzut oka z morza zarysowywało się tak majestatycznie i wdzięcznie, widziane z bliska nie zachwyciło mnie wcale. Pobrzeże portu brudne, między drewnianymi budynkami nie masz bruków; wszędzie leżą kupy śmieci; doki drewniane połyskujące brudną wodą, ludność zaś, jak zwykle ludność portowa, wygląda jakby przed chwilą urwała się od szubienicy” – opisał swoje pierwsze wrażenie.


Sienkiewicz zamieszkał w hotelu Central na Broadwayu. Na słynnej ulicy „wystawy sklepowe biły łuną gazowego światła, czarna i biała ludność tłoczyła się na chodnikach, szeregi latarni ginęły w oddaleniu”. Sienkiewicz całkiem dobrze poczuł się w „w białym marmurowym przedsionku hotelu, ubranym w kwiaty, dywany, jaśniejącym tysiącami świateł”. Szybko jednak uznał, że w tym przepychu brak smaku. Zdziwiło go także, że oprócz gości hotelowych w ogromnych salach „mnóstwo osób z miasta zbiera się wieczorem (…) dla czytania gazet, spotkania się ze znajomymi, palenia lub żucia tytuniu, wreszcie dla pokołysania się na jednym z biegunowych krzeseł, których tu mnóstwo”.


Dostało się też hotelowej kuchni. „Według zwyczajów amerykańskich, przed każdym z gości stawiają tu mnóstwo porcelanowych miseczek ze wszelkiego rodzaju jadłem od razu. Masz przed sobą od razu zupę, mięsiwa, ryby, jaja, pudingi, pomidory, kartofle, lody, poziomki, jabłka, migdały, kawę, słowem niezliczoną ilość dań w małych dozach. Zaczynaj skąd chcesz, jedz co chcesz, nikt tu na to nie patrzy. Murzyn stoi nad tobą jak kat nad dobrą duszą i ustawicznie dolewa ci wody z lodem w szklankę, skoro ją tylko wypijesz, odpowiadając niezmiennym: Yes, sir! na wszystkie twoje żądania“ – narzekał Sienkiewicz.


Polak uznał, że Amerykanom nie chodzi o to, by zjeść smacznie i zdrowo, lecz jak najprędzej i wrócić do interesów. „Skutkiem tego systemu w jedzeniu, wszystko tu jada się zimne, skrzepłe, zdębiałe, nawet w najlepszych restauracjach. Kuchnia amerykańska jest najniegodziwszą kuchnią na świecie” – ocenił pisarz.


Samo miasto Sienkiewicza ogromnie rozczarowało. Nie znalazł tam pomników historii i monumentów, jak na Starym Kontynencie. W czasie, gdy odwiedził Nowy Jork, nie było tam jeszcze imponujących wieżowców, nie stanął jeszcze nawet Most Brooklyński (1870–1883).


Central Park wydał mu się nijaki. Wielkie muzea i galerie dopiero się tworzyły. Giełdową ulicę Wall Street porównał do domu wariatów: „Spokojnego widza strach przejmuje na widok tego, co się tu dzieje! Gwar tu, wrzask i wrzawa taka, jakby za chwilę miało przyjść do bitwy”.


Nie widział w Amerykanach narodu w sensie europejskim. Widoczna energia mieszkańców nie rekompensowała Sienkiewiczowi zauważonych braków. „W New Yorku masz tylko kupców. Handel, handel i handel, business i business, oto, co widzisz od rana do wieczora, o czym ustawicznie słyszysz i czytasz” – utyskiwał. Jego daniem metropolia „imponuje ci ogromem, ruchliwością, przemysłową cywilizacją, ale nuży cię jednostronnością społecznego życia nie wytwarzającego nic więcej prócz pieniędzy”.


A chociaż Sienkiewicz przyjechał z Kongresówki – spod zaboru rosyjskiego, który był zacofany w stosunku do Zachodu – przerażało go nowojorskie niedbalstwo. „Na chodnikach przed lustrzanymi szybami sklepów, leżą kupy śmieci. Miasto zabłocone, brudne, źle wybrukowane; miejscami stoją małe kałuże czarnego błota, które nie może spłynąć przez zatkane ścieki ku morzu. Mnóstwo papierków, szczątków z gazet, podeptanych skórek z jabłek i pomarańcz” – wymieniał zbulwersowany.


„Między pysznymi powozami, omnibusami, jeżdżą wozy ładowne ogromnymi pakami towarów lub przechadzają się świnie, nie wiadomo do kogo należące, z powystrzępianymi przez psy uszami. Świń tu mnóstwo“. W tym miejscu swej relacji Sienkiewicz powołał się na podobną refleksję słynnego angielskiego pisarza Charlesa Dickensa, który odwiedził Nowy Jork 35 lat przed nim. Nie był więc Sienkiewicz w swej opinii odosobniony, ani oryginalny. Kto wie, może nawet był z lekka uprzedzony? Warto też zauważyć, że zdaniem literaturoznawców Sienkiewicz lubił relacje podkolorować, dodać trochę od siebie.


A jako że miał nad Wisłą opinię kobieciarza, nie mógł też pominąć tematu dam, które widywał za Atlantykiem. Zauważył, że „Amerykanki stroją się więcej jak wszystkie kobiety na świecie”. Skrytykował jednak, że brak im gustu. Na dodatek zaskoczyło go, że mieszkanki Nowego Jorku są „nadzwyczajnie śmiałe, wyzywające i kokietki do tego stopnia, że słusznie można rzec, iż role tu zostały zmienione, i stroną prowokującą jest kobieta“.


Po powrocie do kraju sensacyjne opowieści o Ameryce – a relacje z Nowego Jorku były dopiero ich początkiem – przyciągnęły do Sienkiewicza wiele słuchaczek i czytelniczek. Swoje wrażenia zza oceanu opisał najpierw w prasie (w „Gazecie Polskiej”), a potem zebrał w „Listach z podróży do Ameryki”.


Nie był to jednak koniec amerykańskiego doświadczenia pisarza. Zaowocowało ono czymś jeszcze. „Dorobek literacki Sienkiewicza po powrocie z wyprawy na drugi kontynent nie zamyka się na tekstach powiązanych z tą podróżą lub z kwestiami amerykańskimi. Sienkiewicz wzmacnia w nich już istniejący mit Ameryki jako ziemi obiecanej, ale wzbogaca go o akcenty nowe, silnie naznaczone indywidualizmem. Ponieważ rodzi się też w niej jako człowiek pióra – tu kiełkują w nim pomysły na wielką powieść o polskich Kresach, rodzaj easternu, a Kozacy – jako ludzie pogranicza, żyjący z naturą i z wojny nasuwają daleką analogię z Indianami” – ocenia badaczka dr hab. Jolanta Sztachelska w eseju „Co Sienkiewicz przywiózł z Ameryki? Wokół podróży z 1876 roku”.


Już niedługo po powrocie zza Atlantyku Sienkiewicz zasiądzie do pisania noweli „Niewola tatarska”, a w 1883 roku zacznie publikować w odcinkach „Ogniem i mieczem”, dając początek Trylogii.


Za: https://www.national-geographic.pl/historia/henry-sienkiewicz-odwiedzil-nowy-jork-nasz-wieszcz-narodowy-nie-byl-zachwycony-ameryka/

#historia #usa #sienkiewicz #podroze

AlvaroSoler userbar

wygląda jakby przed chwilą urwała się od szubienicy

@AlvaroSoler Prawa autorskie wygasły, więć zabieram ten tekst celem użycia wtórnego wobec niektórych gagatków. ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Walić Sienkiewicza kłamcę i sarmackiego dziada przez którego musieliśmy czytać w szkole te jego pseudohistoryczne i kłamliwe wysrywy

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

415 rocznica Bitwy pod Kłuszynem


Chyba wszyscy przespaliśmy wczorajszą 415 rocznicę bitwy pod Kłuszynem, która była jednym z największych zwycięstw militarnych w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Była jedną z kluczowych bitew podczas wojny polsko-rosyjskiej (1609–1618), a jej wynik otworzył Polakom drogę do Moskwy.


Dowódcy i siły

Wojska polskie dowodzone były przez hetmana polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego. Liczyły zaledwie: 5500 husarii, 700 pancernych, 290 kozackiej jazdy lekkiej, a także 200 piechoty z 2 działkami. Naprzeciw nich stanęły połączone siły rosyjsko-szwedzkie pod wodzą Dymitra Szujskiego i szwedzkiego najemnika Jacoba De la Gardie, liczące około 35 tysięcy żołnierzy. W tym ok. 5 000 zaciężnych żołnierzy cudzoziemskich.


Przebieg bitwy

W nocy poprzedzającej starcie, wojska hetmana Żółkiewskiego wyruszyły pod obóz moskiewski w okolicach Kłuszyna. Gdy świtało, polskie oddziały były już w pełnej gotowości bojowej, zanim przeciwnik zdołał zorganizować obronę. Artyleria Rzeczypospolitej skutecznie ostrzelała zasieki z płotów i ostrokołów, torując drogę dla ataku. Przez powstałe wyłomy ruszyła husaria, która, mimo początkowo silnego oporu, rozbiła szyki szkockich i francuskich najemników. Żółkiewski, nie chcąc niepotrzebnie przelewać krwi, rozpoczął rozmowy z niedobitkami wroga. Większość najemników przeszła na stronę polską, a ci, którzy odmówili, złożyli przysięgę, że nie będą walczyć więcej przeciwko królowi polskiemu. Bitwa trwała w sumie około pięciu godzin.


Straty

Decydujące znaczenie miała postawa najemnych oddziałów wroga - ich kapitulacja osłabiła morale reszty armii. Car Dymitr opuścił pole walki, a jego żołnierze rzucili się za nim do ucieczki. Straty przeciwnika oszacowano na około 15 tysięcy poległych. Wojska polskie straciły 107 towarzyszy, 114 zostało rannych, a wśród czeladzi poległo kilkuset. Bitwa ta była doskonałym przykładem zastosowania zasady zaskoczenia, manewru wewnętrznego i ekonomii sił.


Znaczenie bitwy

Zwycięstwo pod Kłuszynem otworzyło Polakom drogę do Moskwy. Już 3 sierpnia wojska Żółkiewskiego stanęły pod murami stolicy. Po zapewnieniach hetmana o pokojowych zamiarach, moskiewska Duma rozpoczęła rozmowy. W wyniku zawartej 27 sierpnia ugody, bojarzy zgodzili się uznać królewicza Władysława Wazę za cara, pod warunkiem zachowania przez państwo prawosławia, dotychczasowego ustroju i przyjęcia tej religii przez nowego władcę. 8 września Stanisław Żółkiewski wkroczył na Kreml. Uważał, że porozumienie to może doprowadzić do utworzenia unii polsko-litewsko-moskiewskiej, opartej na wzajemnym poszanowaniu tożsamości i religii. Polska armia stacjonowała na Kremlu do końca 1612 roku. Rocznica wypędzenia Polaków z Moskwy do dziś jest w Rosji świętem narodowym. A Polska armia (Rzeczypospolitej Obojga Narodów) jako jedyna w dziejach zajęła Moskwę.


#historia #wojskopolskie #husaria #wpierdolpopolsku #historiewujka

654737f7-18b8-4306-8441-17869af43459

@WujekAlien Bardzo skomplikowany sposób na powiedzenie "wpadli i spuścili im wpierdol" xD


To jest fascynujące jaką mieliśmy kiedyś przewagę "technologiczną" (jeśli tak można nazwać husarię). To nie było takie proste jak "wsadzić na konia gościa z szablą", zarówno husarzy jak i ich konie mieli długie szkolenia i byli bardzo drodzy, ale ta jakość była po prostu świetna. Dopóki nie dogoniła jej broń palna.

@WujekAlien wartościowy post! I prawdziwy #eurowpierdol tylko tym razem od nas xd


Pamiętam za dzieciaka w chipsach mr snacki były takie plansze z wielkimi bitwami i trafiła mi się bitwa pod Kłuszynem.


Strasznie mnie to zafascynowało i wkręciłam się w historię i nawet przytargałam jakąś książkę z biblioteki o bitwach xd

@ciszej dziękuję, ja za dzieciaka bardzo lubiłem historię, dopóki w liceum nie trafiła mi się nauczycielka, która całkowicie mnie zniechęciła do uczenia się i poznawania historii. Omówienie każdej bitwy wyglądało u niej tak: data, miejsce, kto dowodził, jakie straty - lecimy dalej bo nie ma czasu na pierdoły.

@WujekAlien heh to klasyka ja chyba nie trafiłam na historyków którzy potrafiliby zainteresować, wszystko wg schematu jak wyżej xd wkuwanie dat jako najwyższa forma wiedzy historycznej

@bori Tak, Napoleon zajął Moskwę, na miesiąc. Przy czym było to wtedy puste, bezludne miasto, z którego ewakuowano wszystkich, razem z żywnością. To była polityczna i strategiczna porażka.


Za to jak Żółkiewski zajął Moskwę, to postawił tam swojego cara : >.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować