Tytuł: Silent Hill 2
Developer: Bloober Team
Wydawca: Konami
Rok wydania: 2025
Gatunek: survivalowa, horror
Użyta platforma: PC
Czas do ukończenia: Ukończona 19h
Ocena: 8/10
Remake gry studia Konami z ciekawym klimatem, nietypową muzyką i zagadkowym światem gry pełnym beznadzieji i depresji. W kilku momentach gracz podnosi swoje ciśnienie. Grałem na poziomie standard ,więc walka w grze dość prosta. AI przeciwników niezbyt wygórowane. Natomiast łamigłówki były dość złożone i niestety trzeba było zasięgnąć rady w solucjach. Trzeba zwracać uwagę na szczegóły w notatkach,znakach na ścianach itp. Rozgrywka dość liniowa, powtarzamy niektóre lokacje coś jak w Alien Isolation,wracając na stare śmieci. Historia w grze to podróż bohatera wewnątrz siebie by rozwikłać tajemnicę tytułowego Silent Hill. Po drodze wydaje się,że jesteśmy bliżej końca,a tu kolejne drzwi,kolejny korytarz do przejścia,kolejny klucz do otwarcia zamka. Do przejścia jest kilka zakończeń .Gra dla osób lubiących depresyjne przytłaczające gry takie jak w klimacie kina azjatyckiego horroru(the Wailing z 2016 roku)
Znacie ten motyw z SF, w którym obcy porywają ludzi w zamian podstawiając ich klony kontrolowane przez siebie? No to tu mamy właśnie to, tylko od drugiej strony. Na planecie Androbeida poznajemy społeczeństwo Indogów, (prawdopdoobnie) porwanych z Ziemi ludzi poddanych praniu mózgu i małemu "tuningowi", mającemu na celu głównie wydłużenie ich życia i zwiększenie możliwości fizycznych. Za wszystkim stoją Szarfanowie, których ludzie nie określają inaczej niż "mądrzy i dobrzy". Wbrew prawu galaktycznemu prowadzą obozy w których przetrzymują i szkolą Indogów snując plany podboju ich macierzystej planety. Tu dodatkowy plus za wprowadzenie słówek "zorca" i "przyzorca", niższych stopni od dozorcy i nadzorcy
Pomysł bardzo ciekawy, fabularnie w porządku, choć gdy w drugiej połowie dochodzi do wspomnianej inwazji na Ziemię, to zaczyna się trochę rozłazić. Mądrzy i dobrzy, wszechwiedzący Szarfanowie popełniają podstawowe błędy i cały misterny plan w pizdu. Z kolei mały plusik za poprowadzenie fabuły z pierwszej osoby, oczami różnych bohaterów. Każdy z nich ma inne poglądy na otaczającą ich rzeczywistość, każdy ma jakąś tam własną osobowość i przemyślenia na temat całej tej sytuacji. Z drugiej jednak strony trochę denerwują niekonsekwencje zachowań bohaterów i nieścisłości w fabule. Generalnie jak widać jest nierówno, ale zaskakująco dobrze, nie spodziewałem się w sumie całkiem niezłej książki. Póki co zostawiam na półce, może jeszcze do niej wrócę. Lekko naciągana siódemka.
I tak to jest, zamiast sie brac za main mechanike to wpadlem na pomysl easter ega w postac textowego rpg w terminalu i ... i nagle robie 8 bitowe soundtracki w strudelu i juz 9 zakonczen rozpisanych, progress zero ale bawie sie super.
Chytra Baba Z Łodzi opierdzieliła mnie na 19.36zł!
Byłem dzisiaj na cmentarzu, oczywiście przy wyjściu masa sprzedawców, wszelkiej maści serki kozie, pańskie skórki, chleby obwarzanki.
Oczywiście wszyscy płatność tylko gotówką i zero paragonów.
Nawet były stoiska z gorącym jedzeniem, to kupiłem sobie na wynos 2 szaszłyki i smażoną kapusię.
Zapłaciłem blikiem 107zł i zdębiałem, ceny jak nad morzem, ale nic, trudno, zrobiłem zdjęcie cennika, i poszedłem.
Zważyłem w domu, i faktycznie, ojebali mnie na 19,36zł
Wkurwiłem się.
Mam zdjęcie cennika, zdjęcie zważonego jedzenia w domu, i PDF płatności z banku, będę kręcił małysza.
Dobry ziomek CzatGPT podał mi gdzie można cwaniaków podpierdolić:
Jak się okazuje ekologia nie zawsze idzie w parze z nauką.
Zwykły plastik miał najniższy wpływ środowiskowy w 10 z 16 badanych kategorii.
Bio-PE wypadał najgorzej w 10 kategoriach.
Papierowe słomki miały 6,33 razy wyższy wskaźnik potencjalnego wpływu rakotwórczego w całym cyklu życia niż plastikowe.
Bio-PE osiągnął aż 16,18 razy wyższą wartość tego wskaźnika.
Uwzględniono warunki Koreańskie.
Koreańskie badanie rządowe dowiodło, że papierowe i biodegradowalne słomki są bardziej szkodliwe dla środowiska niż plastikowe, bo generują ponad 6x więcej substancji rakotwórczych i 2x bardziej zakwaszają środowisko.
Słomki z bioplastiku Bio-PE (z trzciny cukrowej) mają aż 16x większe działanie rakotwórcze i 6x mocniej zakwaszają oceany oraz glebę niż plastik. Papierowe nie trafiają do recyklingu.
proces produkcji plastikowych słomek jest dobrze zoptymalizowany, więc generuje mniejszy wpływ na środowisko niż nowatorskie słomki z energii kosmosu
słomki plastikowe dalej nie rozkładają się przez setki lat i zaśmiecają oceany
Ot, rewolucja na hurra tak się niestety kończy. Nie zmienia to faktu, że jednorazowe słomki to syf i najlepiej żeby było ich jak najmniej (bo wszystkie rodzaje słomek ciężko recyklingować).
@Fulleks w ogole z zasady rozpi*erdala mnie kwestia slomek xD ja przez cale swoje zycie nie uzywam slomek nawet w maku, ch*uj wie, czy w ogole umialbym przez nie pic. Nie kumam czemu ludzie jak nie maja w reku slomki to dostaja pi*erdolca xD
Miasto:Ustroń – miasto w południowej Polsce, w województwie śląskim, w powiecie cieszyńskim, uzdrowisko (jedno z dwóch w województwie), ośrodek wczasowy i wypoczynkowy. Według danych z 30 czerwca 2022 miasto miało 16 023 mieszkańców. Miejscowość została po raz pierwszy wzmiankowana w łacińskim dokumencie Liber fundationis episcopatus Vratislaviensis, spisanej za czasów biskupa Henryka z Wierzbna ok. 1305. W 1621 r. w czasie wojny trzydziestoletniej Ustroń został spalony przez przebywające tu wojska neapolitańskie, walczące po stronie katolickiej Austrii. Uciekający przed grabieżami chłopi zaczęli osiedlać się coraz wyżej w górach i przestawiać się na gospodarkę hodowlaną. W 2. połowie XVIII w. w Ustroniu i okolicznych wsiach (m.in. w Cisownicy , Puńcowie , Lesznej Górnej , Nydku ) odkryto pokłady rud żelaza , co doprowadziło do uruchomienia w 1772 r. pierwszej huty w Księstwie Cieszyńskim. Obok wielkiego pieca w 1780 r. powstała kuźnica (hamer „Adam”), a w następnych latach kolejne zakłady. Od tej pory Ustroń rozwijał się jako ośrodek przemysłowy. W XIX w. odkryto też właściwości lecznicze wody, ogrzewanej bogatym w związki siarki żużlem wielkopiecowym. Przy dobrych warunkach klimatycznych spowodowało to popularyzację Ustronia jako miejscowości uzdrowiskowej. Po otwarciu nowej huty w pobliskim Trzyńcu , do której przeniesiono wiele wydziałów z Ustronia, ustrońskie hutnictwo zaczęło podupadać, a w 1897 r. całkowicie wygaszono ostatni wielki piec. Hutę przekształcono w średniej wielkości zakład przetwórstwa żelaza (kuźnię), która funkcjonowała nieprzerwanie przez cały wiek XX, a na początku następnego stulecia podjęto jej likwidację, zakończoną w roku 2008. W 1787 r. wybudowano kościół św. Klemensa , z murowaną wieżą z 1835 r. (początkowo wieża była drewniana). W 1835 r. wybudowano kościół ewangelicki . W 1852 r. Ustroń uzyskał prawa gminy targowej. Rozwijał się handel i rzemiosło, budowano pierwsze murowane domy dla urzędników i majstrów fabrycznych. W 1888 r. do Ustronia doprowadzono linię kolejową z Goleszowa , co znacznie ułatwiło dojazd gościom uzdrowiska. Po zakończeniu I wojny światowej tereny, na których leży miejscowość – Śląsk Cieszyński stał się punktem sporu pomiędzy Polską i Czechosłowacją . W 1918 roku na bazie Straży Obywatelskiej miejscowi Polacy utworzyli dowództwo 15. kompanii Milicji Polskiej Śląska Cieszyńskiego pod dowództwem ppor. Lipowczana, której podlegały lokalne oddziały milicji. W lipcu 1920 r. w wyniku decyzji Rady Ambasadorów miejscowość znalazła się w granicach Polski. W okresie międzywojennym w miejscowości stacjonował komisariat Straży Granicznej i placówka II linii SG „Ustroń” . W latach międzywojennych Ustroń rozwijał się wyłącznie jako miejscowość uzdrowiskowa i wypoczynkowa. W 1933 oddano do użytku basen kąpielowy, funkcjonujący do 2004. Od początku lat 60. rosło szybko znaczenie Ustronia jako miejscowości wczasowo-wypoczynkowej, czemu sprzyjała bliskość dużej, szybko rozwijającej się aglomeracji katowickiej . W tym czasie nastąpił gwałtowny rozwój Ustronia. W latach 60. w Jaszowcu zbudowano duży, kompleksowo zaprojektowany ośrodek wypoczynkowy. Biorąc pod uwagę dość łagodny, górski klimat miejscowości i duże nasłonecznienie oraz dobre warunki do leczenia lekkich stanów chorób gośćcowych , stanów pourazowych i przewlekłych zapaleń nerwów obwodowych, w roku 1967 rozpoczęto wznosić na Zawodziu kompleks leczniczo-sanatoryjny ze słynnymi „piramidami”. Rozbudowano infrastrukturę turystyczną, budując m.in. w latach 1965–1967 w Polanie kolej krzesełkową na Czantorię i zagospodarując brzegi Wisły do celów wypoczynkowych. Powstała dwupasmowa droga do Katowic, a z końcem 2022 r. oddano do użytku zmodernizowaną linię kolejową do Wisły . Dzięki temu Ustroń jest dziś jednym z najważniejszych ośrodków turystyczno-wypoczynkowych w Beskidzie Śląskim, a jako jedyny z nich posiada status uzdrowiska.
Wieś: --
Data wykonania zdjęcia: kwiecień 1983
Opis zdjęcia: Ustroń. Dworzec rozładunkowy PKP. Cyklopy podczas rozładunku wapna. Źródło
Zwycięzca losowania: @WatluszPierwszy
Jak chcesz wziąć udział w losowaniu kolejnego miasta kliknij w ten link
Tytuł: Błoto słodsze niż miód. Głosy komunistycznej Albanii
Autor: Małgorzata Rejmer
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Czarne
Format: ebook
ISBN: 9788380497672
Liczba stron: 344
Ocena: 9/10
Tak jak ocena wskazuje - książka wybitna. Ciężko poznawać losy wszystkich, którzy opowiadają, jak to w Europie istniała ambitna namiastka północnokoreańskiej maszynki do niszczenia ludzi, gdzie wpadnięcie w tryby machiny niszczyło tylu oraz ich rodziny, ale oderwać się nie jest łatwo. Człowiek łapie się co chwilę za głowę i nie dowierza: jak do tego mogło dochodzić, trwać tyle czasu i jest jednocześnie wdzięczny, że ominął go podobny los.
Forma przypominała trochę "Gottland" Szczygła, ale tu jest pisana jeszcze bardziej jak reportaże z gazet.
Zapomniałem napisać: wczoraj spróbowałem tego zestawu nowości paprykarz łosoś ustka. I tak: nic wybitnego d⁎⁎y nie urywa raz na jakiś czas można zjeść.
Ananas 7/10- są kawałki ale zawód bo go w ogóle nie czuć. Smak paprykarza jakby przez to rozcieńczony. Liczyłem na słodycz.
Dżalapinio 4/10- pali ryło innego smaku praktycznie w ogóle nie czuć.
Ogórek 8/10- najlepszy ze wszystkich, faktycznie lekko ogórkowe.
Skala ocen w odniesieniu do klasycznego paprykarza łosoś ustka, który jest 10/10.
Są książki, które zabierają nas do miejsc pozornie spokojnych, żeby po chwili pokazać, jak wiele przemocy, cierpienia i ludzkiej podłości może kryć się za pięknym krajobrazem. Tym właśnie są "Pożyczone wzgórza" Scotta Prestona. Surową, momentami brutalną opowieścią o ludziach, którzy całe życie poświęcają ziemi, choć ta nigdy tak naprawdę do nich nie należy.
Głównym bohaterem i narratorem jest Steve Elliman, pasterz z angielskiej Kumbrii, który po latach wspomina wydarzenia na zawsze zmieniające życie jego rodziny i lokalnej społeczności. Wszystko rozpoczyna się kiedy epidemia pryszczycy doprowadza do masowego wybijania stad zarażonych owiec. Dla ludzi, którzy od pokoleń zajmowali się hodowlą, oznacza to nie tylko utratę źródła utrzymania, ale również całego dotychczasowego świata.
Z tej tragedii wyrasta historia o przyjaźni, zdradzie, niespełnionej miłości i stopniowym przekraczaniu granic, zza których coraz trudniej zawrócić. Steve wiąże swoje losy z Williamem Herne’em, właścicielem sąsiedniej farmy, który desperacko próbuje uratować rodzinny majątek. Problem w tym, że kolejne decyzje Williama prowadzą ich obu w coraz bardziej niebezpieczne rejony, gdzie kradzież owiec jest jedynie początkiem znacznie poważniejszych problemów.
Najciekawszy jest dla mnie jednak sam Steve. Bohater, który przez większość życia właściwie nie podejmuje samodzielnych decyzji. Podąża za ojcem, później za Williamem, podporządkowuje się silniejszym osobowościom i pozwala, żeby wydarzenia po prostu go niosły. Nie jest klasycznym bohaterem, któremu łatwo kibicować. Bywa bierny, tchórzliwy, podejmuje fatalne decyzje, a czasami ich po prostu nie podejmuje, co prowadzi do jeszcze gorszych konsekwencji.
I właśnie w tym tkwi siła tej historii. Preston pokazuje, jak człowiek może stopniowo stawać się częścią zła, którego początkowo był jedynie świadkiem. Jak łatwo usprawiedliwiać kolejne ustępstwa i przekonywać samego siebie, że przecież nie miało się wyboru.
Bardzo podoba mi się również sposób przedstawienia pasterskiego świata. Góry, doliny, owce, stare gospodarstwa i ludzie przywiązani do ziemi od pokoleń. Nie ma tutaj romantycznej wizji życia na wsi. Jest ciężka praca, bieda, długi, brutalność i świadomość, że jeden kryzys może przekreślić dorobek kilku pokoleń. Ziemia, która miała zapewniać stabilność, staje się czymś, co powoli niszczy swoich właścicieli.
Szczególnie interesujący jest motyw owiec. Zwierząt, wokół których kręci się całe życie bohaterów, ale które jednocześnie stają się świadkami ich upadku. Ocalały z epidemii Rusty urasta niemal do symbolu świata, którego bohaterowie desperacko próbują się trzymać, nawet kiedy właściwie nic już z niego nie zostało.
Preston oddaje głos staremu pasterzowi, który opowiada historię po swojemu, posługując się regionalnymi określeniami i charakterystycznym rytmem wypowiedzi. Nadaje to opowieści autentyczności, choć wymaga od czytelnika przyzwyczajenia się do sposobu narracji. W polskim tłumaczeniu może jednak tracić trochę na autentyczności.
"Pożyczone wzgórza" są dla mnie przede wszystkim opowieścią o dziedziczeniu nie tylko ziemi i rodzinnych obowiązków, ale również błędów, obsesji i przemocy. O ludziach, którzy tak bardzo boją się utraty swojego świata, że ostatecznie sami doprowadzają do jego zniszczenia.
Najbardziej gorzka pozostaje jednak historia Steve’a. Człowieka, który przez lata żył w cieniu innych, a kiedy wreszcie otrzymał możliwość decydowania o własnym losie, okazało się, że nie różni się od nich tak bardzo, jak chciałby wierzyć. To brudna, ponura i pozbawiona sentymentów opowieść, w której piękno angielskich wzgórz stanowi jedynie kontrast dla ludzkiego okrucieństwa. A sam tytuł nabiera z każdą kolejną stroną gorzkiego znaczenia.
Okładka może się Wam wydawać znajoma, bo to obócony o 90 stopni fragment obrazku "Udręka" autorstwa Augusta Friedricha Schencka.
O właśnie, miałem ostatnio zapytać. Wuja, opanowałeś którąś z technik szybkiego czytania? Twoje tempo (zważywszy na masę innych aktywności w ciągu dnia) jest porażające.
Wczoraj bez kręcenia, bo byłem bardzo zmęczony, bardzo zapracowany i musiałem ogarnąć bardzo brudny napęd w starej szosie. Dobra, tak naprawdę nie chciało mi się, a w zasadzie odechciało się, gdy zobaczyłem o 18:00 odczuwalną -0,8 stopnia. No więc chociaż ten napęd ogarnąłem.
Dzisiaj przed 17:00 zaczęło padać, więc na poważnie rozważałem chomika. Szczęśliwie, mój pies nieszczęśliwie zawołał na spacer, a na nim zauważyłem, że kostka jest praktycznie sucha. Pozostało mi zatem pojechać i te 500 metrów kostki od domu, to były jedyne suche metry na trasie xD Pozytyw chociaż taki, że całkiem ciepło, bo co najmniej 7 stopni.
#rowerowyrownik #rower
Wpis dodany za pomocą hejtostats.pl . @Marvin certified! #statsbymarvin
@npnptcn Kurde, udało się. Namęczyłem się z końcówką @maximilianan (były 3 podejścia), dwóch czy trzech z pamięci nie znałem dokładnego nicku - @WatluszPierwszy jednak ma L w nicku, parę osób jednak nie miało wystarczającej rangi.
@efceka jak do ogólniaka chodziłem to te tramwaje to była nowinka i cud techniki. Do szkoły jeździłem jeszcze tymi przegubowymi, gdzie motorniczy sterował taką śmieszną wajhą po lewej stronie. Niestety nie pamiętam co to za model był, ale gówno to było straszne.