Po poprzedniej części, ta trochę zawodzi. Fabuła jest rozdrobniona na bodajże kilkanaście postaci. Sporo polityki, mniej akcji. Aczkolwiek jedna z bitew kosmicznych jest epicko napisana, miałem wrażenie, że wstrzymywałem oddech podczas czytania tego rozdziału.
To jednak tylko krótkie przebłyski, szału nie było. Co ważne, dotarłem do momentu gdzie skończył się serial. Także od kolejnego tomu czeka mnie odkrywanie nieznanego :)
@Belzebub latając trochę po sektorze prywatnym po całej Polsce w sumie - każda większa firma w PL korzysta z agencji pracy do ściągania "niewolników" którzy zapierdalają po 12h dziennie 6-7 dni w tygodniu za najniższą krajową. Wenezuelczycy/Filipińczycy/Etiopczycy/Ukraińcy/Białorusini itd.
31 lat minęło dokąd John McLane w "Szklanej Pułapce" latał po Nowym Jorku z transparentem, aż obecnie platformy, disneye i filmopoprawni ocenzurowali mu oryginalną treść..
Gróz na żóltych tablicach daje sporo korzyści, takich jak bezterminowy przegląd, brak konieczności ciągłości ubezpieczenia OC (ale jak wjeżdza na drogę publiczną to musi mieć) oraz możliwośc wjechania do SCT.
Takie coś już na żółtych blachach? A przecież wydaje się, jakby wczoraj sąsiad przyprowadził takie BMW z salonu i cała wieś przez płot oglądała, co to za nowość.
@Prytozord samochód nie musi być stary aby mieć żółte blachy. Jeśli jest wyjątkowy albo rzadki to konserwator może pozwolic na blachy. Inna możliwość to auto należące do muzeum jako eksponat.
Jak się zrobiło ciemno to oczywiście pojechałem przetestować nowe światełka - świecą wyśmienicie ale jedną stronę trzeba było trochę podregulować. Ogólnie zapomniałem przełożyć silniczki do regulacji poziomu świateł ze starych lamp ale co ciekawe w starych lampach silniczki nie działały a na allegro nie ma ani jednej sztuki do Alfy 159 (czyli się nie psują). W pozycje wsadziłem LED'y i oczywiście od razu wywaliło błąd świateł ale za to pięknie świecą (nie jak te zwykłe obsikane na żółto moczem żarówki). Zastanawiam się jak to obejść żeby tego błędu nie było - można dać rezystory ale muszą być wyprowadzone poza lampę bo się grzeją. #stepujacybudowlaniec
@StepujacyBudowlaniec spoko. Jak zmieniałem w skodzie lampy z tyłu na Led to dostałem jeszcze podobne takie o coś . Mimo żarówek canbus czasami trzeba jeszcze taki wihajster dodać
Alabama, 1919 rok. Po tym, jak powódź spustoszyła miasteczko Perdido na południu stanu, Oscar Caskey, najbogatszy miejscowy kawaler, dokonując rekonesansu w zalanym miasteczku spotyka tajemniczą Elinor Dammert, która cudem zdołała uratować się z katastrofy. Elinor decyduje się zostać w miasteczku, gdzie niebawem znajduje posadę w miejscowej szkole, a jej urok osobisty szybko zjednuje jej wszystkich mieszkańców Perdido, z wyjątkiem władczej matki Oscara, Mary Love. Nikt nie przypuszcza, że nieufność matrony wobec przybyszki jest w pełni uzasadniona…
Opisywanie tej powieści jako „arcydzieło horroru” to chyba jakiś żart. To zwyczajna obyczajówka z odrobiną realizmu magicznego, którą można zaliczyć co najwyżej do fantastyki. Głównym wątkiem powieści jest rywalizacja pomiędzy apodyktyczną teściową i sprytną synową o możliwość sterowania maminsynkiem, a wszystkie nadnaturalne wydarzenia to tak naprawdę zbędne dodatki, które nie wywołują w czytelniku żadnego napięcia, o co zadbał sam autor, już na początku rzucając hinty odnośnie prawdziwej natury Elinor tak subtelnie, jakby jechał radzieckim czołgiem. Z tego względu moja ocena to tylko 4/10 – gdyby McDowell wyrzucił wątek fantastyczny, albo chociaż umiejętnie go poprowadził, dałabym ocenę o pkt. wyższą (ale też nie wyższą, niż 5/10 – wątki obyczajowe są zwyczajnie średnie i pozbawione mroku oraz realizmu typowych dla podgatunku Southern Gothic).