Orbán masowo kupuje głosy w najbiedniejszych regionach Węgier.
Przedstawiciele partii objeżdżają osiedla i oferują mieszkańcom 150-170 euro za głos. Lokalni burmistrzowie obiecują drewno na opał, lekarstwa, pracę w niepełnym wymiarze godzin i transport do lokali wyborczych za „prawidłowy” głos, grożąc im w przypadku odmowy. Kampania ma zasięg 600 000 wyborców (około 10% całego elektoratu Węgier).
Wynika to z szeroko zakrojonego śledztwa „Cena głosu” , przeprowadzonego wspólnie przez sześć niezależnych projektów węgierskich.
Dziennikarze zebrali zeznania 60 osób z 14 różnych społeczności, w tym zwykłych obywateli, urzędników i funkcjonariuszy organów ścigania.
Kilka szczegółów:
Początkowo dziennikarze próbowali jedynie zebrać dowody przekupstwa wyborców. W miarę postępu śledztwa stało się jasne, że jest to system, który wykorzystuje bezbronność marginalizowanych warstw społecznych.
W jednej z miejscowości, gdzie burmistrz jest jednocześnie lekarzem, mieszkańcy obawiają się, że nie dostaną leków, jeśli nie zagłosują na partię.
W innej wiosce kandydat opozycji – członek społeczności romskiej – wycofał swoją kandydaturę z wyborów po tym, jak władze zagroziły odebraniem mu dzieci i wysłaniem ich do sierocińca.
Mieszkańcom oferuje się 150-170 euro za głos (50-60 tysięcy forintów), co jest dla nich znaczną kwotą, gdyż np. świadczenie na dziecko wynosi 30-50 euro.
W poprzednich wyborach wyborcy byli dowożeni do lokali wyborczych autobusami. Istnieje praktyka polegająca na tym, że wyborcy są proszeni o udawanie analfabetów. W takim przypadku przydzielany jest im „towarzysz”. Ten „towarzysz” czuwa nad oddaniem „prawidłowego” głosu.
Kilka osób opisało, jak narkomanom oferowano crack (tani i łatwy w produkcji produkt pochodny kokainy), który jest szeroko rozpowszechniony w biednych osiedlach.
Partia rządząca nie po raz pierwszy stosuje takie praktyki. Dzięki nim w poprzednich wyborach w wielu lokalach wyborczych partia Orbána „Fidesz” uzyskała wyniki na poziomie 80-100%. Dziennikarze zauważają jednak, że poprzednie kampanie nie mogą się równać z obecną skalą.
Rozumiecie że po wojnie Iran wyjdzie wzmocniony oraz z nowym narzędziem międzynarodowego nacisku? Chcesz płynąć przez Ormuz - spoko, tylko zapłać nam Irańczykom, jak nie to albo nie płyniesz albo lądujesz na dnie morza jako przestroga dla innych. Brawo Cheetos, ty to się znasz na interesach.
Gdyby nie ten wrzód na d⁎⁎ie- państwo położone tam gdzie chciało- to Iran pewnie już dawno byłby zamożnym krajem rozwiniętym, w zachodniej strefie wpływu. Teraz po prostu zajmuje należne mu miejsce, będzie ogromnie wpływowy, ale niestety zapowiada się że skorzysta na tym wschodnią Azja, a nie no. Europa
@Endrevoir Jeżeli Iran to ugra, to i tak to eldorado im potrwa tylko tyle, ile trwa rozbudowa możliwości eksportowych portów na Morzu Czerwonym. W przyszłości to Iran będzie jedynym eksporterem ropy w regionie, dla którego ta cieśnina będzie niezbędna.
Ciężarówka wioząca z Włoch do Polski ponad 413 tysięcy batoników KitKat F1 zniknęła bez śladu gdzieś na trasie przez Europę – poinformował szwajcarski gigant spożywczy Nestlé. Koncern nie zdradził, gdzie ani w jakich okolicznościach złodzieje zrabowali 12 ton łakoci.
Według koncernu, ciężarówka przewoziła dokładnie 413 793 batoniki KitKat F1. To blisko 12 ton słodyczy. W zeszłym tygodniu wyruszyła ze środkowych Włoch, zmierzając do centrum dystrybucyjnego w Polsce. Po drodze miała dostarczyć batoniki do kilku krajów.
Niedługo po wyruszeniu zniknęła wraz z całym ładunkiem. Nie ma wątpliwości, że padła łupem, którejś z licznych w Europie złodziejskich band rabujących ciężarówki z atrakcyjnym ładunkiem.
Nestlé zwraca uwagę, że choć towar zniknął, to jednak można odtworzyć „los” każdego z batoników. Są one bowiem oznaczone unikalnym kodem partii. Zeskanowanie numeru na opakowaniu pozwala na kontakt z producentem.
Jak podaje dziennik „Bild” niedawno złodzieje ukradli w Niemczech naczepę z 15 tonami żelków o wartości 250 tysięcy euro
@alaMAkota Ponad 400 tys. batoników to jakieś półtora miliona złotych w sklepie. Nie miałem pojęcia, że ciężarówka z jedzeniem może tyle kosztować. Rabusie to geniusze.
Orbán został wygwizdany na własnym wiecu wyborczym w mieście Győr.
W odpowiedzi stracił panowanie nad sobą, zaczął wyzywać protestujących i oskarżać ich o promowanie ukraińskich interesów.
„Promujecie ukraińskie interesy! Chcecie ukrainofilskiego rządu i dajecie Ukrainie węgierskie pieniądze!”
Znamienne jest, że Győr jest uważane za bastion Fideszu. Partia Orbána od dziesięcioleci cieszy się tam niekwestionowanym poparciem. Tym razem węgierski premier został powitany przez tłum protestujących, którzy zaczęli zadawać pytania o korupcję i kryzys gospodarczy.
@alaMAkota Ostatnio słuchałem podcastu z jakimś gościem co to też ma domek na Węgrzech, to mówił że jego sąsiad, zatwardziały, żelazny orbanista już nawet zaczął na niego psioczyć (bo ceny, bieda itp).