Parlament Francji przyjął ustawę o eutanazji dla nieuleczalnie chorych pacjentów mimo sprzeciwu środowisk pro-life.Mogą tego dokonać dorośli w terminalnym stadium choroby, którzy cierpią fizycznie lub psychicznie. Pacjent ma sam sobie podać śmiertelną dawkę leków. Jeśli nie może, zastrzyk wykona lekarz lub pielęgniarka, ale lekarze mogą odmówić, powołując się na klauzulę sumienia. Wymagana jest też świadoma zgoda, wieloetapowa weryfikacja medyczna oraz okres namysłu dla pacjenta.Przeciwnicy, w tym Kościół i część medyków, ostrzegają przed nadużyciami wobec najsłabszych. Ustawa trafi do Rady Konstytucyjnej.
@Fulleks zdecydowanie popieram eutanazję, ale też mam taki mały zgrzyt, czy to nie doprowadzi do innych patologii... Np. Zabijanie dla organów, eliminowanie przeciwników politycznych, zabójstwa na zlecenie. Dokumentację medyczną zawsze potem można dorobić, wraz z deklaracją pacjenta.
Staram się nie wrzucać ludzi na czarno, również ze względu na poglądy polityczne. Popierają, kogo popierają, mają poglądy jakie mają, czy są za Memcenem, Nałrokim, czy nawet za Braunem to mnie c⁎⁎j obchodzi.
Ale jak ktoś.
Ze względu na te zjebane poglądy.
Wspiera działania jebanego imbecyla, który blokuje lekarkę, która przeprowadziła LEGALNY zabieg aborcji.
Bo wedle jego zjebanych poglądów to dziecko powinno się urodzić połamane, zdechnąć w bólach, a matka powinna na to patrzeć nie mogąc zrobić nic, bo nic się nie da k⁎⁎wa zrobić.
To to już wykracza poza moją tolerancję i życzę im jak najgorzej. Życzę, żeby skończyli w takim stanie, że będą w bólach srać pod siebie i błagał o litość i śmierć.
I przez takich k⁎⁎wa zjebów pierdolonych jak oni sami tej ulgi nie zaznają. I będą się zwijać i srać pod siebie aż do samego pierdolonego końca, odczuwając konsekwencje swoich własnych przekonań, które chcieli narzucać innym.
I może wtedy, może, dotrze do nich, o jaki los walczyli.
Czy jest gdzieś jakieś wiarygodne źródło, które mówiło by o tym z jakim typem łamliwości kości mamy do czynienia? Bo w zależności od tego, przebieg może być od dosyć łagodnego z którym ludzie względnie normalnie żyją do dramatycznego opisanego przez Ciebie.
Mi się nie udało znaleźć informacji na ten temat i muszę przyznać, że w takim wypadku ta sytuacja jest mocno kontrowersyjna - tj. uśmiercanie 9-miesięcznego płodu który po porodzie miał teoretyczne szanse na względnie normalne życie. To nie jest sytuacja w której zmuszano kobietę do urodzenia potworka bez czaszki który na 100 % umarłby w męczarniach bezpośrednio po urodzenia ale dziecko które potencjalnie byłoby w pełni sprawne intelektualne z defektem co wprawdzie istotnym, ale z którym ludzie dożywają późnych lat.
Ocena sytuacji jest uzależniona od typu łamliwości który został stwierdzony (i tego czy w ogóle został stwierdzony) - na podstawie tego co ja wyczytałem to sprawa wcale nie jest tak jednoznaczna.
Prawicowy i katole uwielbiają patrzeć na ludzkie cierpienie, agonię dzieci i rozpacz rodziców. Ci fanatycy to jest największe zło świata, na dodatek ubrane w jakąś powykręcaną moralność, wierząc, że czynią dobro. Zupełnie jak wyprane z empatii przez hitlrowską propagandę nazistowskie Niemcy
Ale dotyczy stanu prawnego nt eutanazji w roku 1958. Można potraktować to jako ciekawostkę. Zdjęcia przedstawiają artykuł z gazety "Kulisy" z roku 1958. Gazetę znalazłem w walizce w piwnicy kamienicy na Ursusie, którą swego czasu wynajmowałem (gazeta służyła jako wyściółka dna). Dopiero dzisiaj ją przeczytałem i byłem bardzo zaskoczony bo kilka godzin wcześniej przeczytałem wpis Moll dotyczący eutanazji, który wgniótł mnie w fotel. Taki dziwny zbieg okoliczności.
Artykuł przedstawia stan prawny eutanazji na świecie. Zachęcam do lektury
Myślę że temat jest dość ważny, dlatego udostępniam dalej:
------
TLTR: Refleksje nad eutanazją, list od pacjentki
Prosiła żeby udostępnić wszystkim. Nie musisz się zgadzać. Przeczytaj.
-----
Refleksje nad eutanazją, list od pacjentki
Dr Maciej Jędrzejko Tata Ginekolog
NIE USZLACHETNIA…
„Szanowny Panie Doktorze
Macieju Jędrzejko,
Piszę do Pana ten list z miejsca, do którego nie dociera już nadzieja.
Nie piszę po to, by prosić o jeszcze jedną próbę.
Piszę, bo moje życie zbliża się do końca – i bardzo bym chciała, żeby jego zakończenie miało jeszcze sens.
Nie tylko biologiczny.
Ludzki.
Zna mnie Pan dobrze. Zrobił Pan dla mnie więcej niż ktokolwiek na świecie poza moją rodziną, mężem i dziećmi. Ale jeśli zdecyduje się Pan opublikować mój list – proszę, niech Pan zmieni moje imię na Eutanazja, bo to imię brzmi pięknie jak Anastazja.
Mam zatem na imię Eutanazja.
Mam 44 lata.
Jestem mamą dwóch córek – Kasi (lat 6) i Basi (lat 8 ) - Pan, zdaje się, też ma chłopców w podobnym wieku – więc zrozumie Pan więcej niż inni.
Kiedyś byłam prawniczką.
Potem nagle stałam się pacjentką.
Zgłosiłam się za późno – poprzedni lekarz powiedział, że jestem „za młoda na raka” i nie wysłał mnie na USG, rezonans, ani mammografię.
A ja zaufałam jego palcom,
a nie swoim…
Dziś jestem resztką człowieka,
którego pamiętam z lustra.
Rak piersi IV stopnia z przerzutami do kości, wątroby, a ostatnio – do kanału kręgowego – nie zostawił mi wiele.
Nie chodzę. Nie poruszam się sama. Jestem pod opieką hospicjum domowego. Cudowni ludzie.
Nie zostało mi już nic – może poza świadomością. I bólem. Na który nie pomaga już morfina. Ani fentanyl. Ani medyczna marihuana.
Wiem, że to może być tzw. przejaśnienie świadomości – taka ostatnia jasność, która czasem pojawia się na kilka dni przed śmiercią. I właśnie dlatego piszę – bo to może moje ostatnie słowa, których już nie wypowiem.
Piszę, żeby się pożegnać.
Nie przyjadę już do Pana na wizytę – choć uwielbiałam te spotkania. Wchodziłam do Pana załamana, a wychodziłam pełna siły. To Pan sprawił, że przeżyłam dłużej niż przewidywały mediany i statystyki.
Pamiętam, jak mówił Pan o seksie i beta-endorfinach. Wtedy myślałam: „Co za nietakt… ja umieram, a on mi o orgazmach opowiada…”
Ale chcę, żeby Pan wiedział: dzięki tym rozmowom, nasz seks z mężem – w ostatnim roku mojego życia – był najlepszy w całym naszym małżeństwie.
Mimo amputacji piersi, otworzyłam się na niego. A On – patrzył na mnie tak, że uwierzyłam, że jestem piękna.
Zrozumiałam wreszcie, że „prawdziwa miłość to patrzenie sercem, a nie receptorami wzroku” – tak, jak Pan mówił.
Gdy byłam zdrowa, miałam naprawdę ładny biust. Ale nie wierzyłam, że jestem piękna. Dopiero po amputacji – uwierzyłam. Dopiero w chorobie – zrozumiałam.
Panie Doktorze – Pan ma jakąś tajemną moc. Zmienia Pan świat słowem. Ludzie czytają Pana długie posty, wbrew wszelkim algorytmom.
Dlatego piszę do Pana – nie do ministra, nie do lekarza, nie do księdza. Do Pana – bo Pan rozumie cierpienie, ale go nie mitologizuje.
Był Pan współtwórcą filmu „O tym się nie mówi” w reżyserii Marka Osiecimskiego – filmu, który powinien być lekturą obowiązkową w każdej szkole medycznej. To nie był film. To był krzyk kobiet, którym odebrano prawo wyboru.
W jednej ze scen, doktor (a dziś już chyba profesor) Maciej Socha opowiada o ostatnich dniach ks. prof. Józefa Tischnera. Kiedy Tischner nie mógł już mówić, przekazał swoim bliskim na kartce jedno zdanie: „…nie uszlachetnia...”
To zdanie powinno być wyryte nad wejściem do każdego hospicjum, każdego sejmu, każdego kościoła i każdej sali sądowej, gdzie decyduje się o życiu innych ludzi.
Bo ja już wiem. Wiem, co znaczy oddawać mocz przez cewnik.
Być karmioną przez PEG.
Mieć wyłonioną stomię. Wyć z bólu po cichu, w nocy, mimo pompy z morfiną.
Wiem, co znaczy bać się nie śmierci – tylko tego, jak długo jeszcze potrwa umieranie.
To nie duchowa podróż.
To rozkład.
To bezradne czekanie w bólu na śmierć.
Panie Doktorze – błagam Pana, nie jako pacjentka, ale jako człowiek – niech Pan opublikuje ten list.
Niech Pan wykrzyczy to, czego ja już nie zdążę powiedzieć:
CZŁOWIEK MA PRAWO ODEJŚĆ GODNIE, GDY MEDYCYNA I PSYCHOLOGIA SĄ BEZRADNE.
Nie proszę o śmierć.
Proszę o możliwość wyboru.
Bo teraz – to Wy, Narodzie – jesteście panami mojego cierpienia. To Wy podejmujecie decyzję, czy mam zdychać, czy odejść.
Ja w Polsce mogę popełnić samo***stwo – ale nie mam już siły. Nie wstanę, nie sięgnę po tabletki, nie rzucę się z okna.
W Polsce muszę zdychać.
Ale wiem, że jeśli będzie trzeba – mój mąż… przyłoży mi poduszkę do ust, gdy już nie będę dawać rady.
Tylko że on będzie z tym żył.
Z poczuciem, że mnie zabił.
A ja chcę, żeby ktoś – jak w Holandii, jak w Belgii, jak w Kanadzie – usiadł przy mnie, wziął za rękę i powiedział:
„Nie możemy już nic więcej zrobić. Szanuję Pani decyzję. Zaraz Pani zaśnie.”
I teraz pytanie do Was – do tych, którzy to czytają:
Gdybyś był na moim miejscu – chory terminalnie, połamany, w bólu, który rozrywa duszę – czy chciałbyś mieć prawo, by zakończyć to wszystko zanim staniesz się tylko ciałem do przewijania pampersa?
A jeśli byłbyś na miejscu mojego lekarza – co byś powiedział?
„Nie, nie pozwolę Ci odejść, bo moja wiara mi na to nie pozwala”?
Czy może:
„Kim ja jestem, by Ci tego zabronić, kiedy zrobiłaś już wszystko, a medycyna skapitulowała wobec Twojego cierpienia?”
I przypomnij sobie –
swojemu psu pozwoliłeś odejść bez bólu, bo nie chciałeś, żeby się męczył.
Z poważaniem,
Eutanazja Kowalska
Katowice dn 05.04.2025”
Szanowni Państwo, pracuje na oddziale onkologii ginekologicznej, i niby powinienem być „odporny” ale nie jestem, jakikolwiek komentarz w tej chwili jest ponad moje siły.
Jesli mogę Cię prosić o spełnienie tej ostatniej prośby Pacjentki to udostępnij jej list. Ale myślę że każdy dorosły człowiek w tym kraju powinien ten list przeczytać.
Pani Eutanazjo - to tak głęboki i potężny przekaz, że ja mogę tylko powiedzieć : DZIĘKUJĘ. Myślę, że wszyscy : wierzący i niewierzący, lewoskrętni i prawoskrę
@moll czy nie uważasz że ten obrazek to manipulacja? Cały ten wpis opiera się na emocjach. Wpływanie na emocje, tak silne emocje, w tak trudnej i skomplikowanej sprawie nie spełnia znamion manipulacji? Manipulacji, bo teza jak powinienem myśleć w temacie wybrzmiało dość mocno.